Czworo stulatków z regionu uhonorowanych. Mimo trudnych doświadczeń mogą nas uczyć optymizmu [zdjęcia]
1 maja Teresa Martewicz z miejscowości Zawały w gminy Obrowo skończyła 100 lat. W chwili wybuchu wojny miała 13 lat i jako najstarsza z czwórki rodzeństwa pomagała matce w prowadzeniu gospodarstwa oraz opiece nad rodzeństwem.
Jubilatka otrzymała od Piotra Całbeckiego Medal Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego „Unitas Durat Palatinatus Cuiaviano-Pomeraniensis”.
Teresa Martewicz jest córką Ludwiki i Bolesława – ochotnika walczącego o wolną Polskę podczas I wojny światowej oraz zesłańca na Sybir. Po ucieczce z zesłania i wieloletniej tułaczce po Rosji i Ukrainie jej ojciec wrócił do odrodzonej Polski około 1922 roku. Zginął tragicznie we wrześniu 1939 roku.
W chwili wybuchu wojny pani Teresa miała 13 lat i jako najstarsza z czwórki rodzeństwa pomagała matce w prowadzeniu gospodarstwa oraz opiece nad młodszym rodzeństwem. W czasie wojny uniknęła śmierci dzięki dramatycznej ucieczce z transportu kolejowego – po ostrzeżeniu przez rosyjskiego żołnierza wyskoczyła wraz z kuzynką z jadącego pociągu. Podczas skoku doznała urazu kolan, którego skutki odczuwa do dziś.
- Z dnia na dzień się pracowało, a różnie w życiu bywało. Przeszłam wojnę, trzeba było wszystko znosić. Najbardziej dumna w życiu jestem z dzieci, z wnuków - podkreśla Teresa Martewicz.
Przed wojną ukończyła siedmioletnią szkołę powszechną i marzyła o dalszej nauce, jednak plany te przerwała wojna. Po jej zakończeniu rozpoczęła naukę w Liceum Pedagogicznym w Toruniu, lecz trudna sytuacja życiowa, choroba i represje władz komunistycznych po utracie rodzinnego majątku zmusiły ją do przerwania edukacji. Ukończyła kursy księgowości w Szubinie i Kruszwicy. Pracowała jako księgowa oraz prowadziła gospodarstwo rolne.
- Jest dobra, cierpliwa, kochająca. Radzi sobie w codziennych sprawach, jest zupełnie samodzielna. Imponuje opanowaniem i pogodą ducha. Nie przejmuje się niczym, mówi, że zdała się na los i tak żyje - mówi córka jubilatki, Jadwiga Barcińska.
Teresa Martewicz ma dwie córki, doczekała się wnuczki oraz dwojga prawnucząt.
Więcej w relacji Michała Zaręby - poniżej.
W ostatnich dniach takim samym medalem uhonorowano stulatków z regionu: Helenę Sawościan, Stefanię Konieczną i Jana Zalewskiego.
Helena Sawościan przyszła na świat na dawnych Kresach Wschodnich, w kolonii Długopol, w rodzinie ziemiańskiej, jednak wojna całkowicie odmieniła los jej bliskich – rodzinny majątek został odebrany, doświadczyła okupacji sowieckiej i niemieckiej. W czasie wojny pracowała przymusowo jako pomoc domowa u rodziny oficera SS. W 1957 roku wraz z rodziną przeprowadziła się do Polski, pozostawiając cały dobytek i rozpoczynając nowe życie w Bydgoszczy. Razem z mężem podjęła pracę w Zakładach Chemicznych „Zachem”.
Jan Zalewski urodził się w Niemczu koło Bydgoszczy i od najmłodszych lat pracował na roli. W czasie II wojny światowej pracował u niemieckiego gospodarza, a po jej zakończeniu odbył służbę wojskową w rejonie Wrocławia. Przez wiele lat pracował jako dyżurny ruchu w Maksymilianowie.
Stefania Konieczny urodziła się w Kamienicy (pow. tucholski), całe życie związała z kujawsko-pomorską wsią. Wychowywała się w bardzo licznej rodzinie, a po śmierci mamy już jako nastolatka musiała pomagać ojcu w opiece nad rodzeństwem. Okres wojny przerwał jej edukację, skierowano ją do ciężkiej pracy u niemieckiego gospodarza. Po wojnie z mężem Wacławem prowadziła gospodarstwo rolne w Sośnie (pow. sępoleński).