Tylko gaźnika nie zrobi się z patyka! Wszystko inne tak, bo to wiklinowy raj [Wakacyjny Przewodnik po Regionie]
Wiklinowa Zagroda w Wólce koło Aleksandrowa Kujawskiego to kraina odcięta od świat, pełna spokoju, śpiewu ptaków i szumu wierzb. A o czym szumią wierzby? O tym, że z wikliny można upleść prawie wszystko, a ta pasja daje radość i spokój.
Po gospodarstwie oprowadza Jerzy Liniewski, z wikliniarstwem związany od dziecka.
- Moja mama pracowała w zakładzie wikliniarskim, mnie także ciągnęło do wyplatania już od dzieciństwa. Przez 20 lat prowadziłem produkcyjny zakład wikliniarski i nawet w Toruniu sprzedawałem swoje wyroby przez wiele, wiele lat, na targowisku. Tak pozostało. To jest miłość do przyrody. U nas można zobaczyć w zasadzie od początku do końca, jak wygląda życie wikliny.
- Sadzi się ją w sztorbach.
- Sadzonka ma 25 centymetrów, w ziemię wsuwa się ją na głębokość 15 centymetrów, reszta ma wystawać nad powierzchnię ziemi.
- I ta część jest bielona. Korzenie tej rośliny są bardzo silne, poradzą sobie z wypuszczeniem liści właśnie z tych 5 centymetrów.
- Wiklinę przycina się po pierwszych mrozach. Nic jej nie będzie.
- Kolejna ciekawostka: ta roślina sama się nawozi. Ilość liści, które opadają po przymrozkach, jest tak duża, że wystarczy na wyprodukowanie idealnego zasilenia na wiosnę.
- Gdy gleba jest dobra, to już w pierwszym roku wierzba osiągnie do 2,40 m wysokości.
- Później się ją ścina – też w zimie – następnie sortuje i... gotuje!
Jak mówią opiekunowie zagrody, z wikliny można zrobić wszystko: od tacki do chleba, po kwietniki, kosze zakupowe, fotele bujane, regały, szafki.
Pan Jerzy śmieje się, że z wikliny generalnie nie da się zrobić tylko... gaźnika do samochodu. - Ja mam na przykład szafkę, która jest z 1994 roku i wciąż z niej korzystam.
Posłuchajcie relacji Adriany Andrzejewskiej-Kuras poniżej i wcześniejszych relacji naszych reporterów: TUTAJ