„Rosjanie nie liczą się z żołnierzami. Wysyłają do ataku mięsne szturmy" [Wieści ze Wschodu]
W kolejnej audycji z cyklu „Wieści ze Wschodu" Michał Słobodzian [PR PiK] i Maciej Jastrzębski spoglądają na rosyjską armię, która znika w oczach i przypominają o nieludzkiej machinie wojennej Putina i jego poprzedników.
Michał Słobodzian: Według niezależnych rosyjskich mediów, od 2022 roku w Ukrainie zginęło ponad 350 tysięcy rosyjskich żołnierzy. Dziennikarze przeanalizowali między innymi dane z rejestru spraw spadkowych i orzeczenia sądów. Te liczby faktycznie mogą być prawdziwe, bo te rejestry raczej nie kłamią...
Maciej Jastrzębski: Portal Meduza napisał o 370 tysiącach i jeszcze o kilkudziesięciu tysiącach osób, z którymi nie wiadomo, co się z nimi stało, ponieważ nie można znaleźć informacji w żadnym z, tak zwanych otwartych źródeł, czyli nie ma ani w relacjach z pogrzebu, pani z kontaktów na portalach społecznościowych, ani z tych rejestrów sądowych, o których wspomniałeś w tej chwili, więc to jest liczba, która nas poraża, ale czy ona poraża Rosjan?
Rosjanie cały czas są karmienie propagandą, że walczą o swój własny kraj, że zostali napadnięci przez Ukrainę, popchniętą do tej napaści przez państwa zachodnie, które bez przerwy zazdroszczą Rosji wielkości, bogactw i nie mnie pozwalają Rosjanom się rozwijać. Historia ta jest opowiadana przez Władimira Putina w ramach tak zwanego przypominania o teorii powstrzymywania Rosji. Wspomina się o działaniach, które zostały podjęte już na przełomie XVIII i XIX wieku i one mają być teraz kontynuacją tej takiej agresji, próby powstrzymania Rosji przed rozwojem i wybiciem się na jeden z takich krajów dający przykład innym. Można by opowiadać na ten temat dużo teorii, których w Rosji słyszy się mnóstwo, ale sprowadza się to wszystko do tego, że część społeczeństwa jest po prostu ogłupiona i nie zdaje sobie sprawy z olbrzymich strat, jakie ich kraj ponosi.
To jest dowód na to że Rosja zupełnie nie liczy się z żołnierzami, ze stratami i jest w stanie posyłać do walki setki tysięcy ludzi, nawet jeśli oni mają zginąć?
To także generowało straty i taka jest strategia Rosji do dzisiaj – wysyłanie żołnierzy, jak słyszymy z relacji chociażby ukraińskich żołnierzy, którzy widzą to, filmują, obserwują z dronów. Żołnierze rosyjscy padają, a po ich tropach idą następni, byle posunąć się o dwa-trzy metry czy o kilkadziesiąt metrów i zająć pozycję do kolejnych tego typu tak zwanych – jak mówi się w dosłownym tłumaczeniu z języka rosyjskiego – mięsnych szturmów. To ma się kojarzyć nam z „maszynką do mielenia mięsa".
- Maciej Jastrzębski pochodzi z Włocławka i od niemal 40 lat lat związany jest z Polskim Radiem. Przez trzy lata był korespondentem w Mińsku na Białorusi, pełniąc jednocześnie obowiązki specjalnego wysłannika Polskiego Radia na Kaukazie. Potem - do czasu wybuchu wojny na Ukrainie - mieszkał też w Moskwie, pracując jako korespondent w Federacji Rosyjskiej. Jest znawcą wschodniej części naszego kontynentu, zwłaszcza Rosji, Ukrainy, Białorusi i Gruzji.
- Cała rozmowa do wysłuchania niżej, a wcześniejsze zamieszczamy: TUTAJ