Mamy dość bezsensownego cierpienia zwierząt - głosili uczestnicy sobotniego protestu w Bydgoszczy
O darmową kastrację zwierząt apelują do rządu przedstawiciele organizacji zajmujących się zwierzętami. Jak przekonywali na Starym Rynku w Bydgoszczy, tylko niewielka część bezdomnych zwierząt znajduje się w schroniskach.
- Mamy prawie milion bezdomnych zwierząt w Polsce, 200 tysięcy z nich znajduje się w schroniskach, a cała reszta to te bezdomne koty i psy, które błąkają się po ulicach - mówili protestujący. - Niektóre z nich zostały uratowane przez pojedynczych ludzi oraz organizacje opiekujące się zwierzętami, wyręczając państwo polskie - dodali.
Współorganizator protestu w Bydgoszczy Agnieszka Kamińska-Włodarczyk przyznaje: - Nie dajemy już rady, gminy nie wykonują swoich zadań, spychają wszystko na nas i jeszcze nas nie szanują - mówiła. - Gminy mają ustawowy obowiązek uchwalania programów opieki nad zwierzętami i zapobiegania bezdomności, ale to zapobieganie bezdomności istnieje tylko na papierze, a opieka nad zwierzętami - w zależności od gminy.
Agnieszka Kamińska-Włodarczyk proponuje rozwiązanie. - Bezpłatne, dobrowolne kastracje i sterylizacje, żeby nie rodziło się tyle niechcianych zwierząt - ujawniła w rozmowie z reporterką PR PiK. - Wtedy schroniska nie będą przepełnione, będą mogły być w nich dobre warunki, a zwierze będzie chciane i kochane - dodała.
W manifestacji w Bydgoszczy wzięli udział także m.in. przedstawiciele partii Razem i Zielonych. Podobne protesty odbyły się w sumie w 15 miastach Polski.
Z jednej niewykastrowanej kotki po czterech latach może być ponad dwa tysiące kotów, z czego wiele ginie z powodu chorób, zimna, zagryzione przez psy czy zamęczone przez ludzi.