Bydgoskie SOR-y pełne! W „Bizielu" od rana było 70 pacjentów z urazami kończyn i głowy
Ludzie przewracają się na oblodzonych chodnikach. Bydgoskie lecznice przyjmują mnóstwo osób z urazami ortopedycznymi. Są złamania, skręcenia, potłuczenia, zdarzają się także urazy głowy.
- Od godziny 8:00 do 15:00 już 69 osób pojawiło się z różnymi urazami - przekazał rzecznik prasowy Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 w Bydgoszczy, dr n. hum. Łukasz Kosiński. - Mówimy o urazach głowy, kończyn górnych i, tu najczęściej, oczywiście nadgarstków, łokci, barków. Ogółem od 1 stycznia przyjęliśmy ponad 300 osób z urazami kończyn górnych i dolnych.
Taka mała podpowiedź: trzeba chodzić trochę jak pingwiny, czyli lekko rozstawione stopy, ciężar ciała ciut do przodu. Nic nie powinniśmy nieść. Oczywiście ręce nie w kieszeni...
Rzecznik szpitala apeluje, by w taką pogodę nie wychodzić z domu, jeżeli nie ma takiej potrzeby. W przeciwnym razie zachowajmy szczególną ostrożność.
W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu przyjęto w tym czasie 30 osób na SOR i tyle samo w poradni ortopedycznej. Później ludzi było coraz więcej.
– Trafiłem tutaj z żoną ok. 14.30. Jeszcze ludzi nie było dużo, ale potem przywieźli kogoś z wypadku. Zrozumieliśmy, że lekarz ortopeda został wezwany na operację, bo trwa ratowanie ręki jakiegoś chłopaka. I tak tu siedzimy od wielu godzin i czekamy – powiedział starszy mężczyzna przed godziną 20:00. Pacjenci SOR trafiają na zdjęcia po urazach, potrzebne prześwietlenia, ale z uwagi na brak przed godziną 20 lekarza ortopedy na samym SOR większość z nich podkreślała, że zapewne spędzi noc w tym miejscu.
Kobieta w starszym wieku uszkodziła po upadku przed sklepem nadgarstek.
– Przewróciłam się i coś strzeliło. Dotarłam tu przed godziną 15:00. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa. Rozumiem, że ratują życie, ale przecież chyba można to jakoś zorganizować, oddelegować innego lekarza – zastanawiała się pacjentka. Samo dotarcie na SOR od parkingu nie jest łatwe, bo na chodniku jest lód i trzeba bardzo uważać. Jedna z pań dotarła w to miejsce taksówką.
– Siostra dzwoniła po karetkę, ale powiedziano jej, że przyjedzie za ok. dwie godziny. To było jakoś przed godz. 15:00. Po godzinie przyjechała taksówka i tu dotarła – podkreśliła kobieta. Do poczekalni w SOR co chwilę wchodzili policjanci, których dwa radiowozy stały przed samym wejściem. Pacjenci wskazywali, że ma to związek z wypadkiem, który spowodował zator na tym oddziale.
Więcej w relacji Bartosza Nawrockiego.