Czy śnieżna zima uratuje nas przed suszą? Ekspert z UMK: Nie ma mowy o odbudowaniu braków wody
Śniegu w centralnej Polsce, szczególnie na Kujawach i w Wielkopolsce, mimo ostrzejszej zimy jest za mało, aby rozwiązać problem suszy – mówi dr hab. Marcin Świtoniak, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Mroźna zima dodatkowo może narazić glebę na negatywne skutki.
Paradoksalnie tegoroczna, ostrzejsza zima wcale nie poprawi znacząco sytuacji hydrologicznej w wielu regionach Polski.
- To była zbyt mała skala opadów śniegu - przede wszystkim w centralnej Polsce, na Kujawach, w Wielkopolsce i w wielu częściach Mazowsza - aby było to remedium na trapiącą od lat Polskę suszę hydrologiczną. Na tych terenach leży bowiem obecnie po 1-2 centymetry śniegu, a miejscami nie ma go wcale. Północno-wschodnia Polska, wschód i góry - tam śniegu mamy więcej niż w ubiegłych latach i tam sytuacja powinna się poprawiać w zakresie stanu bieżącego w glebie na wiosnę - wskazał dr hab. Marcin Świtoniak, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Dodał, że patrząc na cały kraj, sytuacja się nieznacznie poprawi, ale nie ma mowy o odbudowaniu braków w wodach gruntowych, bo śniegu spadło za mało.
- Dodatkowo najmniej śniegu spadło tam, gdzie niedobory wody są największe - zwrócił uwagę naukowiec.
Podkreślił, że brak śniegu i duży mróz powodują mocniejsze przemarzanie gleby.
- To też może wpłynąć niekorzystnie na glebę. Gdy sobie wyobrazimy suchą wiosnę, to głębokie przemarznięcie - gdy nie ma śniegu - może zwiększyć podatność na erozję wietrzną i wodną tych gleb - stwierdził naukowiec.
Korzystnym scenariuszem dla gleb byłaby powolna odwilż.
- Tak, aby nagle się nie zrobiło bardzo ciepło wiosną. Sukcesywna odwilż daje szansę na to, aby woda stopniowo wsiąkała w glebę. Ideałem byłoby, aby śnieg pojawił się jeszcze w centralnej części Polski. Obecnie tam gleb nic nie chroni - podkreślił badacz.
Dodał, że po przyjściu opadów wiosennych, jeżeli gleba jest głęboko przemarznięta, tworzy się zjawisko podobne do zabetonowania powierzchni.
- Woda opadowa wówczas nie wchodzi głębiej, ale zaczyna spływać. To jednak są scenariusze hipotetyczne, bo dziś powiedzieć, jaka będzie w Polsce wiosna czy lato, jest bardzo trudno. Nie podpisuję się pod takimi stwierdzeniami, że jak była mroźna zima, to będzie na pewno upalne lato. Nie wiemy tego, nie ma tak długoterminowych, wiarygodnych prognoz - wskazał naukowiec.
Dodał, że zatory lodowe, np. na Wiśle, są bardzo prawdopodobne, a wywołane przez nie lokalne powodzie czy podtopienia mogą powodować straty materialne, ale zasadniczo nie wpływają na sytuację gleb. Dla gleb bowiem rozwiązaniem jest poprawienie dostępu do wody, lepszy rozkład opadów, sukcesywne dostarczanie wilgoci, a nie spływanie po wierzchniej warstwie mas wody.
Dr hab. Świtoniak stwierdził, że w Polsce cały czas konieczne jest poprawienie sytuacji w zakresie lokalnej retencji wody.
- Dobrze, że spadło nieco więcej śniegu, ale wcale w skali całego kraju nie ma go tak dużo, jak mogłoby się wydawać. Szczególnie w regionach, gdzie deficyt wody od lat jest największy. Gdyby śnieg spadł na przemarzniętą glebę, to by ją chronił, a tak wystawiona na mróz jest narażona na inne negatywne skutki, bo susza hydrologiczna jest od lat faktem na wielu obszarach kraju - podsumował ekspert.