Od ponad pół wieku toruńscy naukowcy badają lodowce na Spitsbergenie. Niedawno wrócili z tegorocznej wyprawy i analizują jej wyniki. Co dają nam badania w Arktyce? Jak bardzo zmienia się tamten świat i co to oznacza dla nas? M.in. o to zapytaliśmy w Rozmowie Dnia kierownika Stacji Polarnej UMK na Spitsbergenie prof. Ireneusza Sobotę.
Stacja badawcza Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu na Spitsbergenie działa ponad 50 lat. Naukowcy badają tam przede wszystkim wpływ zmian klimatycznych na świat lodu. To też dobre miejsce, w którym można obserwować zjawiska, które w czasach lądolodu działy się na dzisiejszych terenach Polski.
Prof. Ireneusz Sobota odwiedza Spitsbergen od 30 lat. Jak mówi, zaszły tam spore zmiany. Rekordowe temperatury dają się we znaki lodowcom.
- Warto tutaj powiedzieć, że w ostatnich, zwłaszcza pięciu latach odnotowaliśmy same rekordy na Spitsbergen. Rok 2024 to był rekord topnienia, rekord temperatury powietrza w tym rejonie, tam gdzie znajduje się nasza stacja. Rok 2025 był zaraz drugim rekordem. Na razie jesteśmy w trakcie opracowywania tegorocznych wyników, ale wstępnie te wyniki za dużo dobrego nie pokazują. To dotyczy też lodowców wiecznej zmarzliny. W latach 90-tych wielkość odmarzania gruntu latem wynosiła maksymalnie metr. Teraz to jest nawet 2,5 metra - wskazuje naukowiec.
Podkreśla również, że badane lodowce, w tym wieczna zmarzlina czy rzeki polarne, są świetnymi wskaźnikami zachodzących zmian klimatu.
- Zmiany klimatu, które dzieją się daleko na północy mają swoje odzwierciedlenie także na naszym kontynencie. To nie jest tak, że to jest tylko tam. To są naczynia połączone i wszystkie zmiany, które tam zachodzą, z czasem te zmiany wpływają na to, co tutaj obserwujemy. Wszystko, co dzieje się na północy, ma potem wpływ na to, co się dzieje na kontynencie, w Europie, Polsce, a także odwrotnie. Wszystko, co my tu robimy, to ma też właśnie wpływ na to, że te zjawiska tam tak szybko zachodzą - mówi prof. Ireneusz Sobota.
0:00
0:00
Wybierz utwór z treści strony