Środa, 01 lutego 2023 r.   Imieniny: Brygidy, Ignacego, Seweryna
Polskie Radio PiK » Rozmowa Dnia

Rozmowa dnia

Honorata Galczewska

Honorata Galczewska/fot. Archiwum
Honorata Galczewska/fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Honorata Galczewska
Gościem Rozmowy dnia była Honorata Galczewska, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu. Rozmawialiśmy o specyfice zarządzania polskimi lasami w kontekście próby zmiany traktatów unijnych w tym zakresie.

Michał Jędryka: Gruchnęła wieść, że przygotowywana jest zmiana w prawie Unii Europejskiej. Leśnictwa, czy lasy poszczególnych krajów miałyby być włączone do decyzji Unii Europejskiej, czyli znaleźć się w tzw. zielonych kompetencjach Unii Europejskiej. To znaczy, że kraj taki jak Polska, czy wszystkie kraje Unii Europejskiej, straciłyby kontrole państwową nad lasami, które tym samym stałyby się jakbym dobrem wspólnym. Podniósł się alarm w całej Polsce. Również dyrektor generalny Lasów Państwowych Józef Kubica zaprotestował przeciwko temu i pisze w swoim oświadczeniu, że lasy polskie są specyficznymi lasami i mają znaczenie nie tylko w gospodarcze i kulturowe. Zacznijmy od tego znaczenia gospodarczego. Jakie konsekwencje mogłoby mieć włączenie lasów do zielonych kompetencji Unii Europejskiej?

Zacznę od tego, że każdy leśnik i przyrodnik doskonale wie, że tak duże ekosystemy jakimi są lasy, wymagają szczególnego podejścia. Każdy znający te procesy przyrodnicze wynikające z obecności poszczególnych składników i relacji między nimi, doskonale wie, że mają one pewne znamiona wyjątkowości. To oznacza, że wyjątkowo i specyficznie należy każdy z nich traktować. Proszę zobaczyć, że nawet podział Lasów Państwowych na jednostki, nie odpowiada podziałowi administracyjnemu naszego kraju. To nie wynika z chęci wprowadzenia jakiegoś chaosu, tylko właśnie z tego, że podążamy w swojej pracy, a więc również w traktowaniu lasów, za przyrodą, nie narzucając schematów, które człowiek wymyślił. Słuchamy, czy obserwujemy, co się dzieje z danym kompleksem leśnym. Nie wystarczy oceniać go pod kątem składu gatunkowego drzewostanów, bo drzewostan to tylko jeden, niekoniecznie najważniejszy element całego ekosystemu. Nie można wskazać najważniejszego elementu, bo ekosystem działa spójnie, kompatybilnie tylko dlatego, że zachowana jest w nim równowaga pomiędzy wszystkimi istniejącymi tam składnikami.

Las to nie tylko zbiór drzew...

Niestety, wiele osób tak do tego podchodzi, a przecież las to także wody gruntowe, to gleba stworzona na skale macierzystej, to także unikatowy mikroklimat. Czynniki oddziałujące na ten ekosystem nie pozostają bez znaczenia. Jeżeli nawet weźmiemy dwa kompleksy leśne oddalone od siebie, położone w jakiejś większej odległości, załóżmy, że chodzi o 100 km, ale na jeden z nich będzie oddziaływał po sąsiedzku, w oczywiście w przepisowych granicach, zakład przemysłowy, to proszę mi wierzyć, że podejście leśników, którzy zajmują się tym konkretnym lasem będzie nieco inne, wrażliwsze, delikatniejsze, bo ten las będzie wymagał delikatniejszy poczynań.

I polscy leśnicy mają właśnie tego typu podejście? To zostało wypracowane w polskim zarządzaniu lasami?

Tak, w 2024 roku, minie sto lat od wypracowania systemu, w jakim teraz funkcjonują Lasy Państwowe. Działania II wojny światowej, a później wiele lat komunizmu tego nie zmieniły, i nie dlatego, że to jest tak mocno ugruntowane, zakorzenione – to też – bo mamy swoją tradycję, ale przede wszystkim ciągle się rozwijamy, czerpiemy z tej tradycji, z mądrości poprzednich pokoleń i nauk leśnych, bo leśnictwo to też nauki, badania. Idziemy również w eksperymenty, w nowe technologie, które pozwalają nam chociażby ocenić w bardzo krótkim czasie stan lasu, jeżeli coś niepokojącego się dzieje, ale to, że dzieje się coś niepokojącego musi ocenić wprawne oko leśnika i musi to być poprzedzone badaniami. Czy wiecie państwo, że gdy coś niepokojącego dzieje się z koronami drzew iglastych, które nie zrzucają na ten okres zimowy liści, bo igły to też ulistnienie, to uruchamiamy drony, montujemy na nich kamery multispektralne, które pozwalają nam zdiagnozować problem, przynajmniej w tej wczesnej fazie i możemy szybko zadziałać. Kiedy przeszedł huragan 100-lecia, przy tak dużym dużej skali kataklizmu (...) wykonywaliśmy na przykład pomiary uprzątniętego drewna w sposób fotooptyczny, czyli kamera skanowała cały stos uprzątniętego drewna i później wprowadzaliśmy dane do systemu, żeby ograniczyć pracę ludzi, którzy i tak byli przeciążeni. Idziemy z jednej strony intensywnie w technologię, w rozwój, a z drugiej strony, bazujemy ciągle na tym, co dały i dają nam nauki leśne. Wchodząc do lasu w celu pielęgnacji nie można go za mocno przetrzebić. Trzeba zrobić to z wyczuciem, delikatnie – w żadnej książce nie jest to szczegółowo opisane, ale to wie każdy leśnik, który przekaże swoją wiedzę następnemu pokoleniu (...)

To są argumenty za tym, że lasy powinny być zarządzane lokalnie?

Oczywiście że tak. Jak decyzję o lasach mają podejmować osoby, z całym szacunkiem dla nich i dla ich kompetencji, które znajdują się poza granicami naszego kraju? (...).

Kacper Płażyński

Kacper Płażyński/fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 pl (Wikipedia)
Kacper Płażyński/fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 pl (Wikipedia)
PR PiK - Kacper Płażyński - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy dnia” był poseł Kacper Płażyński, przewodniczący sejmowej Komisji ds. Unii Europejskiej. Rozmawialiśmy o aferze korupcyjnej w Europarlamencie i sposobach na walkę z korupcją.

Marcin Kupczyk: Grupa polskich posłów wzywa do wyjaśnienie afery korupcyjnej w Europarlamencie, w Sejmie zorganizowano posiedzenie Komisji, którą Pan kieruje, poświęcone temu, co dzieje się w Parlamencie Europejskim. Powodem jest wybuch afery dotyczącej kupowania sobie wpływów przez Katar i Maroko. Afera doprowadziła już do aresztowania wiceszefowej Europarlamentu, podejrzanych jest kilku byłych i obecnych deputowanych, głównie z frakcji socjalistów. W sumie belgijscy śledczy mają sprawdzić powiązania ok. 60 europosłów. Pana zdaniem Maroko i Katar mogą być tylko wierzchołkiem góry lodowej. Co Pan miał na myśli, mówiąc o hydrze, która ma więcej głów?
Kacper Płażyński:
Jeżeli wiemy o tym, że Maroko i Katar korumpowały europarlamentarzystów, to możemy sobie wyobrazić, że ci, którzy wiedzą, jak to robić, mają świetne służby i przewidziane na to ogromne budżety – na przykład Chiny i Rosja –też to robią, i robią to dużo lepiej, bo mają know-how, zdolności, wielowiekowe tradycje. Myślę, że jeżeli robią to tamci, trzeba zdawać sobie sprawę, że robią to też inni, na dużo większą skalę.

Mówi się o sporych pieniądzach, które pompowała Rosja na przykład w polityków czy w Europę zachodnią – pieniądze na lobbowanie.

300 mln dolarów miało trafić do kieszeni różnych polityków europejskich – to dużo pieniędzy, myślę, że wielu można za taką kwotę skorumpować, natomiast ważne jest to, żeby przeciwdziałać takim akcjom w przyszłości i żeby rozliczyć tych, którzy byli winni do tej pory – a niestety, z naszej dyskusji wynikało, że mimo że takie skandale już się zdarzały – na nieco mniejszą skalę – nie wyciągano lekcji. W 2011 roku też innych trzech parlamentarzystów europejskich zostało skazanych za próbę korupcji. Od tego czasu przepisy przeszły tylko niewielkie, drobne korekty.
My gościliśmy na naszym posiedzeniu komisji największe europejskie organizacje pozarządowe zajmujące się walką z korupcją, i mimo że to nie są oczywiście NGO-sy, które kochają konserwatywne rządy, ale o dziwo w tej sprawie jesteśmy bardzo jednoznaczni i gramy do jednej bramki. Oceniamy niestety bardzo krytycznie to wszystko, co do tej pory działo się w Unii Europejskiej – wskazujemy, że no niestety, ale korupcja jest tam systemowa, to o czym słyszymy, to są przypadki potwierdzające regułę, że jest bardzo źle (...).

Jan Krzysztof Ardanowski

Jan Krzysztof Ardanowski/fot. Archiwum
Jan Krzysztof Ardanowski/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa dnia - Jan Krzysztof Ardanowski
Gościem „Rozmowy dnia” był poseł Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP. Rozmawialiśmy o cenach chleba oraz o zbożu ukraińskim.

Michał Jędryka: Okazuje się, że chleb może być towarem luksusowym - tak przynajmniej twierdzą polscy piekarze ze związku zawodowego „Społem” i biją na alarm, że tak się może stać w rezultacie rosnących cen, przede wszystkim energii. Zresztą dzieje się to nie tylko w Polsce, bo i w Paryżu była manifestacja piekarzy. Szli ulicami wymachując bagietkami i narzekając na rosnące ceny, a w związku z tym malejące zarobki, bo nie mogą podnosić cen pieczywa tak bardzo, jak wzrastają ceny energii. Rzeczywiście może się tak stać, że chleb stanie się towarem luksusowym?
Jan Krzysztof Ardanowski: Chleb będzie zawsze podstawą jedzenia, modlimy się codziennie o chleb nasz powszedni. To jeden z podstawowych produktów spożywczych w całej Europie. Natomiast niewątpliwie, jeżeli nie zaczną być podejmowane różnego rodzaju działania osłonowe dla tego podstawowego produktu i jeszcze paru innych to jego cena może bardzo wzrosnąć. Sprawa jest złożona – w całej Europie wzrosły koszty, które uderzają w piekarzy. To nie są nawet koszty zboża, mąki niezbędnej do produkcji, bo ona w strukturze kosztów jest stosunkowo niewielka – to około 15 procent.

Ale sam wypiek pewnie i energia zużywana do tego kosztują?
– Na pewno nie można rolników oskarżać, bo oni na sprzedaży zboża, idącego na mąkę niewiele zarabiają. Natomiast wzrosły koszty energii elektrycznej, gazu czy innego opału, bo piekarnie są różnie opalane, także koszty pośrednie, koszty pracy… To wszystko powoduje, że chleb rzeczywiście staje się bardzo drogi. Przede wszystkim narzekają na to mniejsze piekarnie, które robią tradycyjny chleb, nie z ciasta mrożonego. Jakoś sobie radzą sieci handlowe, produkujące marnej jakości pieczywo czy duże firmy, w których koszty się inaczej rozkładają – tyle, że pieczywo od nich po kilku godzinach praktycznie nie nadaje się do jedzenia. Znaczna część tego, co kupujemy w supermarketach to jest pieczywo wytwarzane z mrożonego ciasta importowanego z Chin, bądź z innych kierunków, a przecież nie o takie pieczywo chodzi. Mamy w Polsce znakomity chleb. Nasz kraj zawsze słynął z bogactwa i różnorodności chlebów – pszennych, żytnich, mieszanych, orkiszowych. Doszły do tego surowce ekologiczne z różnymi dodatkami. Polska wystąpiła do Komisji Europejskiej o to, żeby piekarnie mogły korzystać z jakiejś formy osłony, tarczy, szczególnej pomocy, ponieważ chleb to produkt pierwszej potrzeby, podstawowy dla każdego z nas. Poza ludźmi, którzy mają jakieś szczególne uczulenia żywieniowe na określone typy zbóż czy mąki, to każdy z nas praktycznie zaczyna dzień od chleba. Trzeba więc robić wszystko, żeby to nie był towar luksusowy.

Czy to wystąpienie będzie miało jakieś efekty? Wiemy z zakulisowych rozmów, jaka będzie reakcja Komisji Europejskiej?
– Komisja Europejska zachowuje się w sposób irracjonalny. Wydaje mi się, że często albo decyzje są nieprzemyślane, albo jest to działalność różnego rodzaju lobby i nieliczenie się z konsumentami europejskimi. Pikanterii dodaje sytuacja, jaką mamy w tej chwili. Z jednej strony koszty produkcji pieczywa zaczynają mocno rosnąć i przeciwdziałań ze strony polityków europejskich nie widać. Tymczasem kilka dni temu Komisja Europejska dopuściła robienie mąki z chrząszczy – tego chrząszcza domowego, którego znamy z bajeczek, przyjaciela Pszczółki Mai. Mąka z niego będzie mogła być dodawana do pieczywa, do różnego rodzaju ciastek i innych produktów. Zresztą to jest początek pewnej drogi, którą Unia Europejska otwiera – jedzenia larw, robaków, owadów – zarówno w postaci dorosłej, jak i poczwarek. Nie bagatelizuję tego, ponieważ u nas jedzenie robaków kojarzyło się z czymś złym, z popsutym produktem. Może w Azji jest inne podejście, natomiast zamiast wspierać rolnictwo tradycyjne, związane z uprawą pól, hodowlą zwierząt, gdzie produkuje się mleko czy mięso, to próbuje się eksperymentować z jakimiś produktami spożywczymi, które już nie potrzebują rolnictwa. Przecież robaki, które – jak sobie Komisja Europejska życzy, będziemy pewnie kiedyś jeść – nie będą uprawiane na polach, hodowane w oborach, chlewniach czy w budynkach inwentarskich, tylko w laboratoriach – w jakichś specjalnych pomieszczeniach. Wielkie koncerny międzynarodowe przejmą produkcję żywności, a rolnicy staną się niepotrzebni. Nie wiem, czy to jest początek początek pewnej drogi? Oby tak nie było. (...)

Paweł Szramka

Paweł Szramka/fot. nadesłane
Paweł Szramka/fot. nadesłane
PR PiK - Paweł Szramka - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy dnia” był poseł niezależny Paweł Szramka, członek Komisji Obrony Narodowej. Rozmawialiśmy m.in. o przekazaniu czołgów Leopard na Ukrainę.

Michał Jędryka: Media podają, że chyba mamy pewien przełom, jeśli chodzi o stosunek Niemiec do wojny na Ukrainie – przełom polegający na tym, że Niemcy zdecydowały się przekazać swoje czołgi. Nasz szef Bura Bezpieczeństwa Narodowego mówi, że to historyczny moment w tej wojnie. Czy rzeczywiście tak jest? W innej depeszy prasowej czytam, że te czołgi mają trafić na Ukrainę za trzy-cztery miesiące. To Pana zdaniem wystarczający czas dla armii ukraińskiej? Czy będzie za późno?
Paweł Szramka:
Moim zdaniem te czołgi dawno powinny były trafić na Ukrainę, jest zupełnie niezrozumiałe, dlaczego niektórzy politycy nie potrafią zrozumieć tego, że tam toczy się wojna, tam giną ludzie, a tutaj przy stolikach czy herbatce trwają rozmowy, czy przekazać czołgi, czy nie przekazać. Przypomnijmy wszystkim, że ta wojna trwa już prawie rok, więc chyba było wystarczająco dużo czasu, żeby przekonać się, jak należy się zachować i kto tutaj jest katem, a kto ofiarą, kogo należy bronić, wspierać po to, żeby Rosjanie nie rozochocili się za mocno i nie chcieli po Ukrainie przystąpić do grabieży kolejnych krajów.

To jest takie ciekawe zjawisko. Pan mówi: żeby zrozumieć, kto jest katem, a kto ofiarą. Zwykli obywatele chyba to rozumieją doskonale, a politycy, czym wyżej postawieni, czym wyższe stanowisko zajmują, tym gorzej. Trochę ironizuję, ale takie zjawisko chyba występuje.
Myślę, że tak. Oczywiście to jest też wielka odpowiedzialność, poważna i trudna decyzja, ponieważ za ten sprzęt każde z państw zapłaciło ogromne kwoty, natomiast trzeba to wszystko zważyć, zważyć to, że jeżeli my nie dostarczymy tego sprzętu na Ukrainę, to ten konflikt może się rozlać na inne państwa, i przypominam, że my jesteśmy w bezpośrednim sąsiedztwie. Może i Niemców Rosja by nie najechała, ponieważ, jak wiemy, są ogromne interesy do realizowania, które do dnia wojny były realizowane, wielu też byłych polityków było w to bardzo mocno zaangażowanych. Mam nadzieję, że niektórzy się obudzili – szkoda, że tak późno, ponieważ możliwe, że ten konflikt mógłby się zakończyć o wiele szybciej, gdyby Ukraina po prostu miała narzędzia do tego (...).

Piotr Król

Poseł Piotr Król/fot. PR PiK
Poseł Piotr Król/fot. PR PiK
PR PiK - Rozmowa dnia - Piotr Król
Gościem „Rozmowy dnia" był poseł Piotr Król z Prawa i Sprawiedliwości, a rozmawialiśmy między innymi o ostatnich wypowiedziach europosła Radosława Sikorskiego.

Magdalena Ogórek: Kim jest Radosław Sikorski Pana zdaniem?
Piotr Król: Radosław Sikorski chyba w najbardziej krótkim czasie dał paliwo rosyjskiej propagandzie, bo najpierw był ten nieszczęsny twitt, w którym dziękował Stanom Zjednoczonym w odniesieniu do Nord Streamu, a teraz kolejna wypowiedź sugerująca rozbiór Ukrainy. Szkoda, że słynie ostatnimi czasy tylko i wyłącznie z tego typu aktywności. To jest moje pierwsze, najsilniejsze niestety - bardzo negatywne skojarzenie.

Raz taka wpadka może się zdarzyć każdemu, jeśli kolejna - to pewnie w innym obszarze. Ale tutaj musielibyśmy przyjąć serię wpadek - jedna za drugą - tylko i wyłącznie w jednym obszarze tematycznym i służących jednemu beneficjentowi. Kiedy więc kończy się przypadkowa seria wpadek, a zaczyna układać dziwna całość, która skłania do zadawania pytań?
- To jest jedna rzecz, a druga jest taka, że jeżeli wykonuje się funkcje publiczne, a za naszą granicą toczy się regularna, otwarta wojna i trwa już od miesięcy, to jednak pewien poziom czujności, ale też odpowiedzialności jeszcze bardziej musi rosnąć, bo niejednokrotnie wypowiedzi nawet nie parlamentarzystów, ale generalnie osób publicznych nabierają trochę innego wymiaru. Tym bardziej po COVID-zie, gdy poziom społecznego niepokoju jest z całą pewnością wyższy. Wybuch wojny jeszcze to spotęgował.
Trzeba więc ważyć słowa, bo z jednej strony należy myśleć o swoich rodakach, żeby ich codzienności nie pogarszać, a z drugiej – być bardziej uważnym wobec tego, że Rosjanie bez żadnych skrupułów wykorzystają wszystko, co będzie prowadziło do tego, by nas skłócić z Ukrainą. Rosjanie mają świadomość, że wygranie wojny przez Ukrainę bez Polski z całą pewnością byłoby o wiele bardziej utrudnione. To nie jest sekret, że większość pomocy, która trafia na Ukrainę w każdym obszarze i w każdym zakresie jest kierowana właśnie przez Polskę, że to my byliśmy dobrym ambasadorem Ukrainy w krajach Unii Europejskiej i my jako pierwsi zaczęliśmy pomagać.

Rzeczywiście słowa prezydenta Andrzeja Dudy z Davos do dziś cytuje CNN. Natomiast, czy dziwi się Pan, że Donald Tusk w żaden sposób nie odcina się od słów Sikorskiego? Wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka, który został zapytany w Radiu Zet o tę wypowiedź, powiedział wprost: „nie podzielam opinii Radosława Sikorskiego, taka wypowiedź nie powinna mieć miejsca”. Tusk jednak się od tego nie odciął.
- Nie wiem, czy Pani pamięta, jak gościem telewizji publicznej był poseł z naszego regionu - pan Tomasz Lenz z Platformy. Powiedział wtedy, że byłby zwolennikiem jakiegoś rozwiązania, jeśli chodzi o „trzynastki” dla emerytów. Ja się z jego wypowiedzią nie zgadzam, ale podaję ją jako przykład, bo już następnego dnia, albo dwa dni później Donald Tusk na konferencji prasowej wygłosił niezwykle twarde stanowisko. Z punktu widzenia parlamentarzysty, jak rok przed wyborami szef jego partii mówi, że nie będzie dla niego miejsca na liście, to brzmi jak wyrok. Oznacza to po prostu, że możesz szukać innej pracy.
Czyli, jeśli Donald Tusk ma taką chęć, to potrafi się wypowiedzieć i to w sprawie wydawałoby się w zupełnie innej skali. Porównując – twittem Sikorskiego rosyjski ambasador dosłownie „machał”, żeby oskarżyć Stany Zjednoczone, a tutaj mamy jakąś wypowiedź dotyczącą bieżącej polityki.
W mojej ocenie Tusk ma taki luksus funkcjonowania w polskiej polityce, że jak nie chce odpowiedzieć na jakieś pytania, to jest gros mediów elektronicznych, duża telewizja komercyjna, które wiedzą, o co mają nie pytać. Teraz najprawdopodobniej przyjął strategię na przeczekanie. Podaję przykład posła Lenza, żeby pokazać, że jak pan przewodniczący Platformy chce, to umie się bardzo zdecydowanie wypowiedzieć, więc raczej skłaniam się do tego, że on nie chce się wypowiedzieć. I tu pojawia się pytanie dlaczego? (...)

Marcin Wroński

Marcin Wroński/fot. Archiwum
Marcin Wroński/fot. Archiwum
PR PiK - Marcin Wroński - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy dnia” był Marcin Wroński, zastępca dyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. A jej tematy to problemy polskich rolników spowodowane wojną i wysokimi cenami paliw, ekspansja polskiej żywności na rynki zagraniczne oraz promowanie rodzimych produktów.

Piotr Całbecki

Piotr Całbecki/fot. Archiwum
Piotr Całbecki/fot. Archiwum
PR PiK - Piotr Całbecki - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy dnia” był marszałek województwa Piotr Całbecki. Rozmawialiśmy
między innymi o funduszach europejskich dla regionu kujawsko-pomorskiego, w nowej siedmioletniej perspektywie.

Michał Jędryka: Dzisiaj mamy rozmawiać o pieniądzach – o Funduszach Europejskich dla Kujaw i Pomorza, ale zanim o tym zaczniemy: w ostatni weekend przypadał właściwie szczyt karnawału – był Pan na balu, po raz jedenasty odbył się bal organizowany przez Urząd Marszałkowski.
Piotr Całbecki:
Wspaniałe spotkanie integracyjne i przede wszystkim – osiągnęliśmy zamierzony cel, bo w porównaniu z poprzednią edycją, którą organizowaliśmy dwa lata temu – bo dwa bale nie odbyły się z powodu pandemii – poprawiliśmy wynik. Przeszło 420 osób bawiło się fantastycznie, prawie do białego rana, no i myślę, że kiedy podsumujemy całe wydarzenie, uda nam się ogłosić, iż przekroczyliśmy prawie pół miliona złotych. To jest duża kwota, która popłynie do domów opieki społecznej.

No właśnie, bo ten bal to nie tylko zabawa, ale również akcja społeczna. Proszę coś powiedzieć beneficjentach.
Przede wszystkim to ośrodek pomocy dzieciom, młodzieży niepełnosprawnej prowadzony przez siostry elżbietanki w Grabiu, poza tym Żołędowo – tam pasterki prowadzą całodobowy dom dla matek samotnie wychowujących dzieci, i swego rodzaju oratorium w Toruniu, na Bielawach, opiekujące się dziećmi i młodzieżą w trudnej sytuacji. Jest to całodobowy ośrodek wsparcia dla młodzieży, dzieci, które z różnych powodów nie mogą być w domach, wymagają opieki interwencyjnej – niezwykle ważna inicjatywa, niedawno zaistniała. A poza tym pomagamy dzieciom ukraińskim, których mamy 60 w nowo powstałym ośrodku pomocy, który stworzyliśmy – to dzieci zarówno z głębokim upośledzeniem ruchowym, jak i intelektualnym.
Poza tym jeszcze taki mały prezent: wszyscy poprzedni beneficjenci, którzy otrzymali wsparcie w poprzednich edycjach balu, otrzymają ok. 10 tysięcy złotych, każdy z nich otrzyma takie dodatkowe wsparcie. Są główni beneficjenci, ale nie zapomnieliśmy też o tych, którzy w poprzednich latach podobne wsparcie otrzymali.

Czyli w karnawale 2024 znów możemy spodziewać się balu? Mamy nadzieję, że żadna pandemia nam w tym nie przeszkodzi.
Myślę, że wszyscy naprawdę bardzo dobrze się bawiliśmy, i już zapraszamy za rok, bo rzeczywiście ten karnawał niedługo się kończy, a do balu trzeba się długo przygotowywać – i tu chcę podziękować zarówno moim koleżankom, kolegom, wszystkim wolontariuszom – a było przeszło 50 osób, które włączyły się w przygotowanie balu – darczyńcom, sponsorom, bo ich też nie brakowało. Wszystkim za wszystko dziękuję, w imieniu beneficjentów.

To teraz ten bardziej poważny temat: Fundusze Europejskie dla Kujaw i Pomorza – bo tak teraz nazywają się te pieniądze, które mamy z Unii Europejskiej, to jest nasz nowy program regionalny. Wartość tego programu to ponad 1,8 miliarda euro. W ubiegłym tygodniu odbyła się konferencja na temat tego, jak te środki będą wykorzystane, na co będą przeznaczone. Chciałbym prosić, żeby Pan marszałek trochę opowiedział o tym słuchaczom, dlatego, że to są pieniądze, które przede wszystkim mają realizować pewne cele społeczne, cele, które uzgodniono z Unią Europejską, z polskimi władzami. No i chyba jednym z priorytetów, najbardziej widocznych w tym – jak przegląda się prezentację – to jest tzw. Europejski Zielony Ład, z efektywnością energetyczną i energetyką, prawda?
Tak nazywamy ten priorytet, on oczywiście z Unia Europejską tyle ma wspólnego, że obowiązuje całą Unię Europejską, ale przekładając na nasz język: to będą nowe instalacje odnawialnych źródeł energii, termomodernizacja, nowoczesny, ekologiczny tabor transportu publicznego, to są ścieżki rowerowe. Unia Europejska określa ramy, to prawda: cele wydatkowania środków unijnych, zresztą uzgadnia je z każdym krajem członkowskim – po to, aby po pierwsze te cele osiągać, ale też odpowiednio dywersyfikować pomiędzy poszczególnymi programami operacyjnym a tak dyskutowanym ostatnio programem KPO (...).

Sławomir Sadowski

Sławomir Sadowski/fot. PR PiK/archiwum
Sławomir Sadowski/fot. PR PiK/archiwum
Rozmowa Dnia - dr Sławomir Sadowski
Gościem „Rozmowy Dnia” był dr Sławomir Sadowski – politolog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, z którym rozmawialiśmy o rozwoju wojny na Ukrainie i planach pomocy militarnej dla tego kraju, a także o skandalu korupcyjnym w Parlamencie Europejskim i przedwyborczych scenariuszach w Polsce.



Marcin Kupczyk: Na początek polskie sprawy: Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło projekt zmian w kodeksie wyborczym, który zakłada zwiększenie dostępu do lokali wyborczych w małych miejscowościach. Ma to wpłynąć na zwiększenie frekwencji w wyborach, ma to pomóc także w walce z wykluczeniem i zapewnić obywatelom dostęp do lokali na równych zasadach. Lokale wyborcze powinny powstać w miejscowościach liczących już od 200 mieszkańców, a nie od 500, jak jest dzisiaj. Co pan o tym sądzi?

Sławomir Sadowski: Każdy projekt, którego celem jest zwiększenie frekwencji wyborczej jest poprawny, a przede wszystkim, jeżeli mamy, tak jak w tym przypadku, do czynienia ze sposobem polegającym na przybliżeniu punktu wyborczego do obywatela. I tutaj nie widzę czegoś, co należałoby krytykować, czy podważać sens. Jedyna rzecz, która wydaje się być troszkę nie do końca zgodna z zasadami, to jednak czas. Oczywiście, Trybunał Konstytucyjny powiedział, że zmiana musi być wprowadzona nie później niż 6 miesięcy wcześniej. Do wyborów jest jeszcze sporo czasu, ale ja jednak jestem zwolennikiem takiej teorii, że zmiany w ordynacji wyborczej powinny być wykonywane na kadencję przed wyborami, a nie tak bardzo krótko, ale jest to do zaakceptowania, trzeba przyznać.

A co pan sądzi o głosach opozycji, że PiS chce w ten sposób powiększyć swój elektorat.

Być może PiS ma takie założenie, że w mniejszych miejscowościach ma spore wsparcie, ale nie pozostaje nic innego, jak radzić opozycji, by zwiększyła swoją aktywność w małych miejscowościach. Zresztą, myślę że tam bardzo silnym przeciwnikiem będzie Polskie Stronnictwo Ludowe. Ta podstawowa zasada przybliżenia urny do wyborczy wydaje mi się sensowna, natomiast problem może być z innej strony: czy czasami nie przesadzamy z tym dążeniem do tego, żeby ten wyborca nie musiał wykonywać żadnego wysiłku na rzecz oddania głosu. Myślę, że jednak obywatele, którym się może nawet marzy, żeby kliknąć w komputerze pomiędzy jedną grę komputerową, a śniadaniem i w ten sposób uczestniczyć w akcie wyborczych – nie wiem, czy to jest elektorat najbardziej niezbędny.

Niektóre media już podają, że mamy do czynienia z końcem marzeń o wspólnej liście na opozycji, że obecnie chcę jej już właściwie tylko Donald Tusk. Scenariusz jednej wspólnej listy wyborczej opozycji wydaje się coraz mniej prawdopodobny – możemy przeczytać. Mają o tym świadczyć wypowiedzi polityków PSL-u i Lewicy oraz czyny przedstawicieli Polski 2050, a jedyną formacją, która wciąż ma nadzieję na start opozycji z jednej listy, jest Platforma Obywatelska. Co pan o tym sądzi?

Sądzę, że w ogóle sama idea jednej listy jest trochę błędna, ponieważ istotą wyborów jest stworzenie wyborcy możliwości jakiegoś wyboru, natomiast tutaj ma być taki wybór troszkę negatywny: jestem za Prawem i Sprawiedliwością głosuję tu, jestem przeciwny – głosuję tam. Wydaje mi się, że to trochę wynika z takiego dosyć błędnego rozumienia, że po zwycięstwie to my się w jakiś sposób dogadamy, skonstruujemy program, który da nam rządzenie. Nie sądzę, ponieważ mamy tutaj tak skrajne ugrupowania, że nie bardzo widzę, jak miałby wyglądać wspólny program partii Polska 2050 i na przykład partii Razem. To są skrajnie różne grupy. Jeżeli chcemy zamazać różnice polityczne, a te są istotą wyboru, to możemy sobie budować jedną listę. Uważam, że to błąd (...).

Bartosz Kownacki

Bartosz Kownacki/fot. PR PiK, archiwum
Bartosz Kownacki/fot. PR PiK, archiwum
PR PiK - Rozmowa dnia - Bartosz Kownacki
Gościem „Rozmowy dnia” był poseł Bartosz Kownacki, wybrany przewodniczącym polskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. Rozmawialiśmy m.in. o roli tej instytucji w kontekście wojny na Ukrainie.

Michał Jędryka: Proszę powiedzieć, na czym polega praca w tym zgromadzeniu i jaka jest rola tej instytucji w codziennym funkcjonowaniu Sojuszu?
Bartosz Kownacki
: Jest to, powiedzmy, ciało polityczne afiliowane przy Sojuszu Północnoatlantyckim. Zgromadzenie przedstawiciele parlamentów poszczególnych państw członkowskich, spotykają się na sesjach i dyskutują na tematy związane z bezpieczeństwem, czyli można powiedzieć: przygotowują podłoże polityczne do decyzji Sojuszu, bo Sojusz oczywiście jest Sojuszem militarnym, ale w takich państwach jak Polska, Stany Zjednoczone – państwach demokratycznych po prostu, przecież to politycy podejmują decyzje. I te decyzje w jakimś sensie przygotowywane są właśnie w tych ciałach politycznych; te ciała zabierają głos i później – w pewnym oddaleniu, w dalszej konsekwencji – te decyzje przekładają się na decyzje poszczególnych ministrów, a w konsekwencji – decyzje wojskowych.
Można powiedzieć, że takie ciało w momencie pokoju jest mniej istotne, tak jak i Sojusz pewnie odgrywa mniejszą rolę – choć zawsze ważną – ale w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa, tak jak to było w okresie zimnowojennym, i tak jak to jest od co najmniej roku, w momencie realnego zagrożenia wojną, kiedy obywatele państw członkowskich giną w wyniku działań rosyjskich – sytuacja w Przewodowie chociażby jest tego przykładem – to takie zgromadzenie polityczne ma ogromne znaczenie.
Ono ma ogromne znaczenie głównie z tego powodu, że my patrzymy na naszą perspektywę bezpieczeństwa, z punktu widzenia Polski, tego, które państwa są zagrożeniem dla nas, jak to wygląda, jak należy na nie reagować. Co zrozumiałe, w Sojuszu Północnoatlantyckim są państwa różnej części chociażby Europy, które mają różną perspektywę...

No właśnie...

Inaczej patrzą na kwestię bezpieczeństwa Włosi, Hiszpanie, inaczej jeszcze Francuzi, a inaczej Polacy. I to jest bardzo ważne, żeby na forum politycznym – bo to jest miejsce – nie sztab generalny i dowództwo NATO, tylko właśnie ciało polityczne, przekonywać do swoich racji, argumentować swoje racje, przekonywać pozostałych członków Sojuszu do tego, że te kwestie bezpieczeństwa z naszej perspektywy mają rację. My oczywiście to robiliśmy przez lata, ale to nie do końca było słuchane przez inne państwa, bo nie było takiego widocznego agresywnego działania Rosji.

A jak ocenia Pan stan przekonania innych krajów? Bo na przykład czytam, że były wojskowy Wesley Clark krytykuje państwa zachodnie za zbyt skąpe dostawy broni dla walczącej z Rosją Ukrainy. On jest byłym dowódcą NATO w Europie i komentując decyzję o przekazaniu przez rząd Wielkiej Brytanii ciężkiego uzbrojenia, zwłaszcza czołgów i mówi: to jest za mało, to jest zbyt skąpo.

Zdecydowanie za mało i ja tę ocenę podzielam, natomiast jeżeli chodzi o państwa członkowskie, jest różna perspektywa, dlatego, że też i zagrożenia są różne. Chociażby nasze doświadczenia z ostatniego szczytu w Madrycie pokazywało, że ta nasza perspektywa – z dzisiejszego punktu widzenia – fundamentalna, ale na przykład Hiszpanie czy Włosi mówią: ale pamiętajcie także o zagrożeniach związanych z Afryką, oczywiście też spotęgowanych przez wojnę na Ukrainie, bo chociażby dostawy żywności i to, co jest z tym związane, czyli migracja z tamtych państw, ale to powoduje też zagrożenie stabilności państw afrykańskich, i zagrożenie migracją z tamtej strony. Warto tego wysłuchać, przekonując oczywiście do naszych racji. One bym powiedziałbym są dzisiaj w większości państw słyszane, zrozumiałe (…).

Zbigniew Kuźmiuk

Zbigniew Kuźmiuk/www.zbigniewkuzmiuk.pl
Zbigniew Kuźmiuk/www.zbigniewkuzmiuk.pl
PR PiK - Rozmowa dnia - Zbigniew Kuźmiuk
Gościem „Rozmowy dnia” był europoseł Zbigniew Kuźmiuk, a rozmawialiśmy m.in. o aferze korupcyjnej w Parlamencie Europejskim.

Magdalena Ogórek: Wczoraj Kazimierz Smoliński - poseł Prawa i Sprawiedliwości zwrócił uwagę na Twitterze, że do telewizji TVN jeszcze nie dotarła wiadomość o ogromnej korupcji na szczytach władzy Unii Europejskiej. Do telewizji publicznej dotarła. Jak cała ta sytuacja komentowana jest Parlamencie Europejskim?
Zbigniew Kuźmiuk: Bardzo żywo, ustalaliśmy agendę debat. Wczoraj odbyła się debata na ten temat - bardzo burzliwa.
Sprawa jest żywa, bo zatacza coraz szersze kręgi. Kolejni posłowie są pozbawiani immunitetów. Postępowanie belgijskiej prokuratury rozszerza się na kolejne osoby. W grę wchodzą coraz większe pieniądze.
Pojawiły się informacje na temat przelewów do banków w Panamie na kwotę blisko 60 milionów dolarów, więc to wszystko robi ogromne wrażenie. Na razie postępowanie dotyczy osób związanych z europejską Lewicą, ale coraz mocniej mówi się, że na tym się nie skończy - że śledztwo będzie dotyczyło także osób z drugiego wielkiego ugrupowania – EPL-u.
Jestem zszokowany, że w TVN-ie na ten temat nie ma żadnej informacji.

Jak będzie tak, jak Donald Tusk chce - że nie będzie telewizji publicznej - to Polacy w takiej sytuacji w ogóle nie wiedzieliby, że w Parlamencie Europejskim coś się dzieje i mamy do czynienia z aferą korupcyjną na potężną skalę. Może o to chodzi?
- Bogu dzięki, że jest Internet i niektórzy do niego zaglądają. Ale rzeczywiście duża telewizja, nadająca przez 24 godziny, chwaląca się, że mówi „całą prawdę, przez całą dobę” i nie podająca tych informacji jest jak z Orwella.

Dominik Tarczyński podał na Twitterze, że w głosowaniu dotyczącym przeprowadzenia pilnej debaty na temat korupcji w Parlamencie Europejskim tylko czterech posłów wstrzymało się od głosu, reszta była za. Wśród tych czterech wstrzymujących się byli: Ewa Kopacz, Andrzej Halicki i Krzysztof Hetman.
- To też było dosyć szokujące. Było ustalanie porządku obrad, pięć grup politycznych składało wnioski o debatę w sprawie korupcji, koniec końców po wymianie zdań ustalono, że będzie to punkt programu. Pani przewodnicząca zarządziła głosowanie, wydawało mi się, że będzie jednomyślne. Po głosowaniu sięgamy do wyników, a tam cztery osoby wstrzymujące się, w tym trzy z Polski.
Wprawdzie później pojawiła się informacja, że to była pomyłka, ale przed głosowaniem było kilka minut debaty, więc wydawało się, że wszyscy zrozumieli, w jakiej sprawie jest głosowanie. Rzeczywiście dziwna sytuacja, że te osoby nie poparły umieszczenia takiej debaty w porządku obrad. (...)
1234567