Niedziela, 22 maja 2022 r.   Imieniny: Heleny, Wiesławy, Ryty
Polskie Radio PiK » Rozmowa Dnia

Rozmowa Dnia

Bartosz Kownacki

Bartosz Kownacki/fot. Archiwum
Bartosz Kownacki/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Bartosz Kownacki
Gościem „Rozmowy Dnia” był wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej, poseł Bartosz Kownacki. Rozmawialiśmy między innymi o przystąpieniu Szwecji i Finlandii do NATO.

Michał Jędryka: Szwecja i Finlandia zdecydowały się przystąpić do NATO i wydały oświadczenia w tej sprawie. To wiadomość z ostatnich dni, która znalazła się na czołówkach wszystkich serwisów i chyba cieszy?
Bartosz Kownacki: Dla NATO, dla Polski to dobra informacja. Pamiętam swój czas urzędowania w Ministerstwie Obrony Narodowej i wtedy wielokrotnie rozmawiałem ze swoimi odpowiednikami ze Szwecji. Oni w jakimś sensie patrzyli na Polskę z zazdrością o to, że jest w NATO i jest krajem mimo wszystko bezpieczniejszym niż Szwecja. Mniejszym, choć też z ogromną ilością problemów i uwarunkowań, ale jednak innej skali, innego charakteru aniżeli Szwecja. Na pytanie, skoro tak blisko współpracujemy, to może Szwecja wstąpi do NATO, zawsze była jednak odpowiedź: „nie, ponieważ nie ma zgody społeczeństwa szwedzkiego na wstąpienie do Sojuszu”. Co by nie robiły szwedzkie władze jak mnie przekonywały to społeczeństwo nie chce podjąć takiej decyzji, a rząd szwedzki to szanował. Teraz widać, że nastroje zarówno w Szwecji, jak i w Finlandii uległy zasadniczej zmianie po 24 lutego, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę. Widać, że Szwedzi i Finowie przestali czuć się tak bezpiecznie, jak czuli się wcześniej. Chociaż zagrożenia i różnego rodzaju wątpliwości były, ale po ataku okazały się naprawdę realne i nie są już traktowane jak mrzonka czy dywagacje wojskowe polityków.

Pozostałoby chyba tylko życzyć sobie, żeby podobna zmiana nastrojów nastąpiła na południu i zachodzie Europy na przykład we Włoszech czy Francji?
– To prawda, chociaż patrzmy na to, że Rosja leżała u granic Szwecji i Finlandii. Szwedzi i Finowie wiedzieli, że jest to zagrożenie, ale jednak nie traktowali go tak poważnie, jak chociażby Polska. Nie broniąc więc w żaden sposób Włochów, Francuzów, a nawet Niemców, trzeba rozumieć ich inne uwarunkowania, inne spojrzenie na zagrożenia. Ale to, co jest odpowiedzialnością Sojuszu, co było od początku jego istnienia, to fakt, że mimo, że kraje miały różną optykę, godziły się z optyką innych i starały się znaleźć wspólny mianownik (…). Bez wątpienia decyzja Szwecji i Finlandii zmieniła spojrzenie na bezpieczeństwo Europy Środkowej – zupełnie inaczej patrzymy na potencjalne możliwości obrony przed zagrożeniem rosyjskim. I Szwecja, i Finlandia były krajami neutralnymi, ale to nie oznacza, że nie miały swojej armii. Miały – i to bardzo silną, bardzo sprawną i dobrze przygotowaną – również dobrą obronę cywilną, dobry przemysł zbrojeniowy – i to wszystko zwiększy potencjał całego Sojuszu. Myślę o zagrożeniach rosyjskich, bo też trzeba mieć świadomość w przypadku tego rodzaju wojny, że Szwecja i Finlandia będą na pierwszej linii frontu (…). Aczkolwiek, jak wiemy, jest jeszcze wiele problemów związanych ze wstąpieniem Szwecji i Finlandii do NATO.

No właśnie, chciałem zapytać o problem turecki. Czy państwa NATO będą miały jakieś argumenty, jakieś sposoby, żeby przekonać to państwo, by nie zawetowało wejścia Szwecji i Finlandii do NATO?
– Równie poważny wydaje się problem Chorwacji. Choć potencjał militarny tego kraju jest zasadniczo różny od tureckiego, to też sygnalizowane są różnego rodzaju problemy. Jeśli chodzi o Turcję, to traktuję wszystkie dochodzące do nas sygnały, jako pewną politykę związaną z podbijaniem stawki (...).

Jarosław Wojtas

Dr Jarosław Wojtas/fot. archiwum
Dr Jarosław Wojtas/fot. archiwum
Rozmowa dnia - Jarosław Wojtas
Gościem programu „Rozmowa Dnia” był dr Jarosław Wojtas – politolog z Wyższej Szkoły Bankowej. Dyskutowaliśmy o wypowiedzi przedstawiciela rosyjskiego parlamentu na temat konieczności „denazyfikacji” Polski, postawie niektórych państw Zachodu wobec wojny na Ukrainie oraz o decyzji władz Szwecji i Finlandii o wejściu do NATO. Posłuchajmy!

Marcin Kupczyk: Wszystko wskazuje na to, że Pakt Północnoatlantycki powiększy się o dwa kraje. Szwecja i Finlandia zgłaszają akces do NATO. Powodu możemy się domyślać – agresja Rosji na Ukrainę. Ale jakie będą skutki? Jak będzie wyglądać mapa Sojuszu – bo zdaje się, że z naszej polskiej perspektywy, korzystnie?

Jarosław Wojtas: Jak najbardziej! Obecność Finlandii i Szwecji w NATO wzmocni obecność wojsk układu przede wszystkim w basenie Morza Bałtyckiego, ale również północnej części Europy, przy granicy z Federacją Rosyjską. Warto zwrócić uwagę, że te państwa już współpracują w ramach różnych programów z Sojuszem – ale to uściślenie tej współpracy, funkcjonowanie w ramach Sojuszu i wejście w orbitę państw, które zaatakowane będą kolektywnie bronione przez inne państwa, wzmocni bezpieczeństwo w Europie Środkowo-Wschodniej.

Czy możemy powiedzieć, że to poważna zmiana – pod względem geopolitycznym?

Ona jest poważna, ponieważ kraje, które zachowywały neutralność, zdecydowały się na wstąpienie do Sojuszu – który oczywiście jest przede wszystkim sojuszem obronnym, ale został też powołany, aby różnych dyktatorów, którzy mieliby ochotę na różne agresywne inicjatywy, po prostu odstraszać. Jeżeli popatrzymy na potencjał obronny tych państw, to armie tych krajów nie są szczególnie wielkie, ale są w bardzo ważnych miejscach i jednocześnie mogłyby zablokować ewentualna inwazję w kilku kluczowych punktach, więc jest to niesamowicie ważne, że te państwa dołączają do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nie jest to rewolucyjna zmiana, ale to jest bardzo dobry sygnał, że Zachód skonsolidował się, ze względu na atak Rosji na Ukrainę i zagrożenie, które Rosja aktualnie powoduje. Widać też, że NATO nie cierpi na zanik funkcjonalności, tylko jest Sojuszem, który jest w stanie odstraszać potencjalnych przeciwników (...).

Paweł Krutul

Paweł Krutul Fot. Wikipedia
Paweł Krutul Fot. Wikipedia
PR PiK - Rozmowa Dnia - Paweł Krutul
Gościem Rozmowy Dnia był poseł Paweł Krutul (Lewica), członek sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Rozmawialiśmy między innymi o spotkaniu europejskich ministrów obrony w Brukseli.

Magdalena Ogórek: Wczoraj w Brukseli odbyło się ogromne spotkanie europejskich ministrów obrony. Temat numer to Finlandia i Szwecja w NATO. To bardzo ważny krok.
Paweł Krutul: Dokładnie tak! Liczę na mądrość i doświadczenie 30 ministrów obrony krajów, które są w NATO. Po 24 lutego – gdy Putin po raz kolejny napadł na bezbronny – jak mu się wydawało – naród ukraiński – ministrowie są mądrzejsi i bardziej wyczuleni. Finlandia przegłosowała w Parlamencie wstąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego – 188 głosów było za, osiem przeciw. To ogromny sukces dla NATO i bezpieczeństwa Polski w basenie Morza Bałtyckiego. To my jako NATO będziemy Bałtyk kontrolowali w 70-80 procentach, a flota rosyjska będzie mogła się temu tylko przyglądać. Miejmy nadzieję, że niebawem Szwecja również zrobi to samo i kraje NATO-wskie, a przede wszystkim Polki i Polacy będą bezpieczniejsi. Nasze wybrzeże będzie chronione o dodatkowe siły, które są w Finlandii i ewentualnie w Szwecji, na co bardzo liczę.

Jedynym hamulcowym i to dosyć ostrym jest Turcja. Mamy nadzieję, że argumenty, które zostaną użyte przez europejskich ministrów obrony, także przez ukraińskiego ministra będą miały wpływ na Turcję, choć pewnie ten kraj powie, że chciałby coś dostać w zamian. Gdy Turcja kiedyś przyjęła uchodźców ekonomicznych, poprosiła Brukselę o miliardy euro, więc teraz też może postawi warunki w kwestii Sojuszu Północnoatlantyckiego.
– To walka o wpływy, o interesy, również na arenie międzynarodowej, a prezydent Turcji chce to wykorzystać. Niemniej jednak liczę na mądrość również jego ministra obrony i 29 pozostałych plus ministra Ukrainy – wierzę, że dojdzie do porozumienia i mam nadzieję, że kraje Morza Bałtyckiego przystąpią do NATO w ekstremalnym tempie.

My tutaj w Polsce przyglądamy się temu wszystkiemu z ogromnym niepokojem.
– W weekend rakiety spadły 14 km od naszej granicy, więc nie jest dziwne, że Polacy się niepokoją, ale – jeżeli chodzi o bezpieczeństwo naszej granicy jako wschodniej flanki NATO – to bym się nie obawiał. Mamy tutaj bardzo dużo armii, nie tylko naszej, ale wzmacnianej przez naszych sojuszników. Nigdy do tej pory nie mieliśmy tyle wojska na naszym terenie, także sprzętu i samolotów zwiadowczych. Te ostatnie 24 godziny na dobę – na niebie naszym i naszych sojuszników – krążą i na bieżąco – z dokładnością do kilku, kilkunastu metrów – przekazują do centrali NATO-wskich, jakie ruchy wykonuje wojsko rosyjskie, również skąd wystrzeliwane są pociski. Powinniśmy się czuć bezpieczni i równolegle chciałbym zapewnić mieszkańców sąsiadujących z Ukrainą, że Ukrainy na pewno nie pozostawimy. To ważne, że dostarczamy jej bardzo dużo sprzętu militarnego. Niektóre kraje niestety się wyłamują, inne przejrzały na oczy i dostarczają tego sprzętu więcej, ważne, że 24 godziny na dobę Ukraina otrzymuje sprzęt i amunicję, a armia ukraińska robi coraz większe postępy wypychając agresora ze swego terytorium. Trzymamy za nich kciuki, bo bezpieczna Ukraina oznacza bezpieczeństwo dla Polski i dla Unii Europejskiej. Musimy dokonać wszelkich starań i wyrzeczeń, żeby sprzęt do nich płynął, bo oni dają to, co jest najcenniejsze – przelewają swoją krew. (...)

Arkadiusz Myrcha

Arkadiusz Myrcha/fot. Archiwum
Arkadiusz Myrcha/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Arkadiusz Myrcha
Gościem Rozmowy Dnia był poseł Arkadiusz Myrcha z Koalicji Obywatelskiej. Rozmawialiśmy między innymi o projekcie wspólnej listy opozycyjnej w przyszłych wyborach parlamentarnych.

Michał Jędryka: Po jednym sondażu mamy chyba euforię opozycji. „Będziemy wspólnie rządzili z panem Hołownią, Tuskiem i Kosiniakiem – tak się cieszył Włodzimierz Czarzasty, wicemarszałek Sejmu na antenie Polsat News. Donald Tusk napisał na Twitterze: „50 do 30, w jedności siła”. Czy Pan również się cieszy i ma nadzieję na takie zwycięstwo?
Arkadiusz Myrcha: Oczywiście, że cieszy każdy sondaż pozytywny dla środowiska politycznego, byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że tak nie jest. Ale jestem też człowiekiem bardzo twardo stąpającym po ziemi – dobrze wiem, że ani jeden sondaż, ani nawet sto sondaży nie wygrywa wyborów. Nie ma też nigdy prostych recept, więc nawet – mówiąc kolokwialnie – formalne zjednoczenie całej opozycji nie daje nam pewnego zwycięstwa. Przed nami oczywiście, jak i przed każdą siłą opozycyjną – jeszcze bardzo dużo pracy. Mam nadzieję, że któryś z wariantów tworzenia listy – im bardziej zjednoczony, tym lepiej – będzie na tyle skuteczny, że faktycznie uda się wygrać najbliższe wybory parlamentarne.

Mówi Pan „im więcej zjednoczenia, tym lepiej dla opozycji” – tyle, że tej wspólnej listy jak dotąd nie udało się ułożyć.
– Raz była – prawie – przy wyborach europejskich i widać było, że wynik był naprawdę bardzo dobry. Oczywiście mamy świadomość, że te wybory ostatecznie zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość przewagą trzech lub czterech procent. Niemniej jednak zbudowanie Koalicji Europejskiej, czyli środowisk reprezentujących i Platformę – dzisiejszą Koalicję Obywatelską – i PSL, i Lewicę dało poparcie blisko 40 procent. To jest wynik najlepszy spośród wszystkich ostatnich wyborów, więc uważam, że powinniśmy wyciągnąć wnioski z tamtej kampanii, ale też nie robić jakiejś rewolucji i nie obrażać się na zjednoczenie, bo też mamy w Polsce taki system wyborczy, a nie inny (…).

Myśli Pan, że będą wybory w konstytucyjnym terminie czy wcześniejsze?
– Myślę, że będą w konstytucyjnym terminie. Raczej nie mam złudzeń, że Jarosław Kaczyński drugi raz popełniłby taki kardynalny błąd, jak w 2007 roku. Wtedy dobrowolnie doprowadził do przedwczesnych wyborów i wiemy, jak to się skończyło dla jego formacji – blisko 10-letnim bytem opozycyjnym, rozpadem PiS-u i powstaniem Solidarnej Polski. Tamta decyzja bardzo mocno rzutowała na środowisko PiS-u…

Ten argument powtarza się bardzo często, ale jednak w trudnych czasach – takich, jak teraz, gdy mamy wojnę zaraz za naszą granicą – społeczeństwo mobilizuje się wokół obozu rządzącego.
– To na pewno jest jakaś okoliczność, natomiast proszę też zauważyć, że żadne badania nie potwierdzają jakoby PiS odzyskiwało poparcie z wyborów z 2019 roku. Widać, że na trwałe utracili bardzo dużą grupę wyborców – zarówno na wsi, ale także przedsiębiorców, ludzi wolnych zawodów czy pracowników sfery budżetowej (...).

Marcin Sypniewski

Marcin Sypniewski/fot. archiwum
Marcin Sypniewski/fot. archiwum
Rozmowa Dnia - Marcin Sypniewski
Gościem Rozmowy Dnia był polityk Konfederacji Marcin Sypniewski. Rozmawialiśmy o postawie polityków Konfederacji wobec wojny na Wschodzie i wobec sytuacji ekonomicznej w Polsce w związku z tym konfliktem.

Michał Jędryka: Jak to jest z Konfederacją? Bo taki przylgnął do was chyba pewien stereotyp, że Konfederacja to prorosyjskie ugrupowanie, że popieracie Putina – w każdym razie tak często jesteście przedstawiani...

Marcin Sypniewski: To jest bardzo krzywdzące. W ciągu ostatnich miesięcy Konfederacja pokazała się jako ta trzeźwa siła opozycji, dlatego że kiedy mieliśmy wojnę informacyjną związaną z tak zwanymi uchodźcami na granicy białoruskiej, to przecież cała liberalno-lewicowa opozycja: Platforma, Lewica oskarżała rząd o różne złe czyny i domagała się wpuszczenia tych ludzi do Polski, podczas gdy to był element wojny informacyjnej Putina, była to też zasłona dymna, żeby ukryć przygotowania do wojny na Ukrainie. Konfederacja rzeczywiście od początku zajęła takie samo stanowisko jak rząd. Wspieraliśmy polskich żołnierzy uważając, że nie powinniśmy ulec żądaniom sterowanym przez propagandę rosyjską. Liczą się czyny, nie słowa, nie jakaś działalność publicystyczna. Dowiedliśmy, że rzeczywiście walczymy o polską rację stanu i popieramy te działania, które są korzystne dla Polski i sprzeciwiamy się tym, które są niekorzystne. Tak samo jest w przypadku wojny na Ukrainie. Nikt, kto ma zdrowy rozsądek, nie życzy w tej wojnie pełnego zwycięstwa Rosji i Konfederacja tutaj nie jest wyjątkiem. My też uważamy, że pełne zwycięstwo Rosji byłoby dla Polski bardzo niekorzystne. Żadne zwycięstwo Rosji nie jest dla nas korzystne, dlatego życzymy zwycięstwa Ukrainie. Natomiast różnica między nami, a resztą sił politycznych jest co do tego, jakimi środkami mamy wspierać Ukrainę...

Jakimi środkami?

Jeżeli chodzi o bezpośredni udział w wojnie, w tej chwili rząd zresztą też zachowuje w wielu dziedzinach dosyć duży umiar i to dobrze, gdyż nas nie stać na to, żeby się zaangażować bezpośrednio w wojnę. Jest to dla nas niebezpieczne, grozi działaniami odwetowymi wobec Polski, natomiast z drugiej strony mamy też sytuację ekonomiczną, która w Polsce jest coraz gorsza. Jest ona związana z wojną, ale nie tylko. Mamy też kwestie udziału polskiego budżetu w pomocy wszystkim tym osobom, którym musieliśmy dać schronienia na terytorium Polski.

No właśnie, pan mówił o tych kosztach, że może nie wszystko, co się dzieje w tej sytuacji ekonomicznej jest winą wojny, niemniej z całą pewnością zaczynamy ponosić koszty wojny. Mimo że nie bierzemy bezpośredniego udziału w wojnie, zaczynamy ponosić jej a koszty, chociażby te, które są związane z utrzymaniem uchodźców z Ukrainy, chociażby te, które są związane ze wzrostem cen energii. Pytanie, czy te koszty to jest coś, co po prostu w nas uderza i jest naszą porażką, czy to jest jakaś inwestycja w przyszłość, która może okazać się opłacalna?

W tej chwili ciężko powiedzieć. Rząd, niestety, jeżeli chodzi o politykę międzynarodową dosyć miękko negocjuje. Nie rozumiem, dlaczego w tej chwili nie mamy już twardo przyznanych jakichś środków za to, że w imieniu Europy udzieliliśmy schronienia milionom ludzi...

Mamy porozumienie w sprawie KPO...

Powinniśmy za to dostać pieniądze, bo wiadomo, że to są też konkretne koszty, natomiast z drugiej strony, jeżeli chodzi o inwestycje w przyszłość, tutaj też obawiam się, że Polska często nie potrafi wykorzystać tego, że coś zrobiła, żeby uzyskać jakąś gwarancję w zamian. Oczywiście, pomoc płynie z głębi serca, Polacy zdali ten egzamin celująco, natomiast państwo nie jest od działalności charytatywnej, powinno się kierować swoimi interesami. I obawiam się, że, niestety, zostaniemy za to za kilka lat tylko poklepani po plecach. I nic wielkiego za to nie otrzymamy (...).

Paweł Skutecki

Paweł Skutecki. Fot. Archiwum
Paweł Skutecki. Fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Paweł Skutecki
Gościem Rozmowy Dnia był Paweł Skutecki – bydgoski polityk, który kilka miesięcy temu przystąpił do Solidarnej Polski. Dyskutowaliśmy m.in. o perspektywach dalszego trwania Zjednoczonej Prawicy.

Michał Jędryka: Zanim zaczniemy o sprawach politycznych, to chciałem zapytać – czym się Pan aktualnie zajmuje, bo wiem, że ciekawymi rzeczami...?
Paweł Skutecki: Po pierwsze – kończę książkę na temat obozów koncentracyjnych i eksperymentów medycznych, między innymi w Potulicach, ale to na marginesie. Przede wszystkim teraz – razem z dużą częścią środowiska bydgoskiego, też Solidarnej Polski – pracujemy z uchodźcami z Ukrainy pod względem kompetencyjnym. Prowadzimy kursy języka polskiego, szkolenia dotyczące warunków życia i pracy w Polsce – zarówno dla Ukraińców, jak i wolontariuszy, którzy się nimi opiekują i z nimi pracują.

To jest potrzebne? Jest zainteresowanie tego typu działalnością?
– Zainteresowanie jest olbrzymie. Duża część tych osób ma świadomość, że zostanie w Polsce na długo albo i na zawsze. Bez znajomości języka czy realiów prawnych trudno jest funkcjonować w danym kraju. Oni naprawdę chcą zostać na dłużej i po tej ogromnej fali pomocy, jaką udzielili im Polacy – takiej elementarnej typu: schronienie, dach nad głową, jedzenie czy odzież – teraz jest czas na pomoc bardziej profesjonalną i kompleksową. Trzeba tych ludzi nauczyć języka i obycia w polskiej kulturze prawnej, urzędowej.

I nie jest to chyba łatwe?
– Różnice są kolosalne – zwłaszcza jeśli chodzi o osoby, które przybyły do Bydgoszczy ze wschodniej Ukrainy. Tam mentalność, sposób załatwiania spraw w urzędach jest kompletnie inny. Gdyby ci ludzie chcieli zachowywać się w Polsce tak, jak zachowywali się tam, to mogliby dostać różnego rodzaju zarzuty karne.

Przejdźmy do bieżących spraw politycznych. Solidarna Polska i Prawo i Sprawiedliwość tworzą cały czas Zjednoczoną Prawicę, która jest koalicją rządzącą w Polsce. Ale na przykład prof. Antoni Dudek – politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego – pisze, że na dłuższą metę ta jedność się nie utrzyma. Dlatego Solidarna Polska będzie podkreślać własną odrębność. Jak Pan sądzi – tak to właśnie będzie?
– Naprawdę nie mogę wyjść z podziwu, jak mądrzy i wykształceni ludzie czasami nie potrafią odróżnić koalicji od partii. Zjednoczona Prawica jest dziś koalicją dwóch, a właściwie trzech ugrupowań – ale mówimy o koalicji PiS i Solidarnej Polski. To są dwa suwerenne podmioty, które mają na kilka co najmniej ważnych spraw inne poglądy. Gdyby nie było różnic między tymi formacjami, to z pewnością byłaby to jedna formacja (...).

Krzysztof Gawkowski

Krzysztof Gawkowski/fot. PR PiK/archiwum
Krzysztof Gawkowski/fot. PR PiK/archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Krzysztof Gawkowski
Gościem Rozmowy Dnia był poseł Krzysztof Gawkowski, szef klubu parlamentarnego Lewicy. Rozmawialiśmy o niedawnym incydencie z udziałem ambasadora Rosji w Warszawie, wniosku o wyrażenie wotum nieufności dla ministra sprawiedliwości oraz o szansach na odblokowanie pieniędzy na Krajowy Plan Odbudowy.

Marcin Kupczyk: Byliśmy wszyscy świadkami gwałtownych wydarzeń, kiedy ambasador Federacji Rosyjskiej został oblany czerwoną farbą. Co Pan sądzi o tym incydencie?
Krzysztof Gawkowski: Jestem i zawsze byłem przeciwko używaniu przemocy w każdej sytuacji, ale staram się też zrozumieć ludzi, którzy dokonali tego oblania farbą. Po prostu demonstrowali troskę o swoich braci i siostry – ludzi, którzy umierają w Ukrainie, a to wszystko, co mówi ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce nie mieści im się w głowie. On wspiera działania Putina – zbrodniarza wojennego, prowokuje ludzi, którzy się na to nie godzą. Nie wytrzymali takich emocji, więc gdyby nie było prowokacji ze strony Rosji, nie byłoby tych wydarzeń.

Minister spraw wewnętrznych oświadczył, że polskie władze nie rekomendowały Rosji składania kwiatów 9 maja w Warszawie. Wiedziały, że może być tam gorąco.
– Wiedziały, ale też wiedział ambasador, bo przecież to była prowokacyjna wizyta na cmentarzu. Kiedy rosyjscy żołnierze zabijają w Ukrainie dzieci, matki, ojców, giną żołnierze i trwa tam wojna, to ambasador rosyjski chce czcić pamięć ojców tych, którzy dziś strzelają. To jest niepoważne i myślę, że było robione z premedytacją – po to, żeby wywołać takie spięcie. Tym bardziej jest niepokojące, że ambasador Rosji po tym wszystkim mówi, że przecież Władimir Putin nic złego nie robi, podczas gdy tamten zleca zabójstwa niewinnych cywili.

Zmieńmy temat - Parlament Europejski niedawno przyjął rezolucję domagając się, aby Komisja Europejska nie aprobowała Krajowych Planów Odbudowy dla Polski i Węgier. Leszek Miller, Marek Belka, Robert Biedroń, Łukasz Kohut głosowali za taką rezolucją.
– Głosowali, bo mają poczucie tego, co dzisiaj jest ważne. Likwidacja Izby Dyscyplinarnej w Polsce to warunek, żebyśmy dostali pieniądze z Unii Europejskiej. Fundusz Odbudowy, który mógłby uratować polską gospodarkę i dać szansę, że rodziny przetrwają ten kryzys, powinien już dawno być w Polsce. Blokuje go Prawo i Sprawiedliwość – tak naprawdę Solidarna Polska, część Zjednoczonej Prawicy, pan Ziobro. Posłowie i eurodeputowani Lewicy mają jasne stanowisko – likwidacja Izby Dyscyplinarnej i pieniądze będą w Polsce. Nie będzie takiej likwidacji, nie będziemy mieli pieniędzy, a polska gospodarka będzie na kolanach. To jest bardzo proste równanie (...).

Waldemar Andzel

Waldemar Andzel /fot. Facebook/Waldemar Andzel
Waldemar Andzel /fot. Facebook/Waldemar Andzel
PR PiK - Rozmowa Dnia - Waldemar Andzel
Gościem „Rozmowy Dnia” był przewodniczący sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Tematem wywiadu był między innymi incydent dyplomatyczny z 9 maja, kiedy to ambasador rosyjski został oblany czerwoną farbą.

Magdalena Ogórek: Żyjemy w dziwnym świecie. Przed tak zwanym Dniem Zwycięstwa, który hucznie obchodziła Federacja Rosyjska, prorosyjskie demonstracje przetoczyły się przez Berlin, a także przez Kiszyniów w Mołdawii. Mieliśmy też przedziwną sytuację związaną z ambasadorem Federacji Rosyjskiej w Polsce, który został oblany czerwoną farbą. Czy można mówić o prowokacji?
Waldemar Andzel: Uważam, że to była prowokacja, choć oczywiście sprawę należy zbadać. Dla mnie wyglądało to ustawkę, w której uczestniczył pan ambasador. Zresztą było to widać w relacjach medialnych – po tym, jak ambasador się zachowywał. Bardzo spokojnie wręcz to przyjął, więc raczej było to ustawione.

Zaskakująco zgodna jest też opozycja. Gościłam przedwczoraj w studiu polityków opozycji i wszyscy się zgodzili, że ambasador na zaskoczonego nie wyglądał, więc mamy do czynienia znowu z zakulisowym chyba działaniem służb Federacji Rosyjskiej?
– Na pewno sprawę należy zbadać, ale tak to wygląda. Tym bardziej, że pan ambasador był przestrzegany, że takowa sytuacja może mieć miejsce i że nie powinien żadnych takich ruchów robić, ani urządzać tego typu uroczystości.

No właśnie – Ministerstwo Spraw Zagranicznych przestrzegło ambasadora Federacji Rosyjskiej w Polsce, że nie rekomenduje mu tego typu obchodów tego dnia. Mimo to ambasador wybrał inaczej.
– To tylko pokazuje, że im taka ustawka jest potrzebna do dalszej gry politycznej i różnych ataków ze strony Federacji Rosyjskiej nakierowanych na Polskę; różnych oskarżeń, które są ciągle w ich mediach w naszym kierunku stawiane. Nawet w zaczepnym przemówieniu prezydenta Putina, który tak naprawdę nie mógł ogłosić żadnego zwycięstwa, bo nie mają żadnego zwycięstwa w wojnie z Ukrainą. Nawet miał ogłosić pobór, mobilizację i nie ogłosił, bo sam tak naprawdę boi się pewnych rzeczy w Federacji Rosyjskiej (...).

Łukasz Schreiber

Łukasz Schreiber/fot. Archiwum
Łukasz Schreiber/fot. Archiwum
Rozmowa dnia - Łukasz Schreiber
Gościem Rozmowy Dnia był Łukasz Schreiber, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Dyskutowaliśmy między innymi o inwestycjach drogowych i kosztach wojny na Ukrainie.

Michał Jędryka: Podpisane są umowy na pierwsze dwa odcinki drogi S10. Ma pan satysfakcję? Bo od początku zabiegał pan o tę drogę?

Łukasz Schreiber: Myślę, że wszyscy, nie tylko w Bydgoszczy, ale w naszym województwie na tę inwestycję czekamy. To dwa z czterech odcinków, kolejne umowy, to myślę, kwestia tygodnia i pozostanie ostatni odcinek, tam są jeszcze odwołania, ale to też już jest, miejmy nadzieję, nieodległa perspektywa.

Jest szansa, że za kilka lat pojedziemy tą drogą?

Tak, jest szansa na terminowe zakończenie, czyli rok 2026. Tak to jest, że także w wyniku różnych unijnych przepisów i nie tylko, inwestycje trochę trwają i pomimo że staraliśmy się w procesie legislacyjnym kilka rzeczy skrócić i ułatwić, to pewnych spraw przeskoczyć się nie da.

Te inwestycje trwają również dlatego i przeszkodą może być w tych inwestycjach również to, że jest wzrost cen materiałów budowlanych. Ten wzrost zaczął się już przed wojną na Ukrainie, był szokujący dla niektórych. Czy to czasem nie zakończy się jakimiś dużymi problemami w wykonawstwie takich inwestycji?

Jeśli chodzi o drogi, to jesteśmy na etapie przyjmowania dodatkowych środków na ten cel. Właśnie po to gdy pojawią się zmiany w kosztorysach. Monitorujemy to na bieżąco i będziemy interweniowali tam, gdzie jest taka konieczność. Zrobimy wszystko, aby inwestycje dalej się mogły toczyć, bo to jest niezbędne dla rozwoju Polski (...).

Grzegorz Górski

Grzegorz Górski/fot. Archiwum
Grzegorz Górski/fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Grzegorz Górski
Gościem Rozmowy Dnia był profesor Grzegorz Górski rektor Akademii Jagiellońskiej w Toruniu. Rozmawialiśmy o sytuacji na Ukrainie i relacjach Polski tak z Ukrainą, jak i z Unią Europejską.

Michał Jędryka: 9 maja Rosjanie obchodzą swój Dzień Zwycięstwa. Wszyscy się spodziewali, że tego dnia coś się stanie. Czy zdaniem pana profesora coś się rzeczywiście wydarzy? Jak ten dzień będzie wyglądał?

Grzegorz Górski: Nie spodziewam się, żeby coś istotnego się miało stać. Rosjanie nie mają czego celebrować, Ukraińcy, z całym szacunkiem, także niekoniecznie. Ukraina, Białoruś i Rosja wspólnie w minionych latach świętowały 9 maja, ale dziś specjalnie w żadnym z tych krajów nie ma czego celebrować. Nie sądzę, żeby było nas coś w stanie jeszcze bardziej istotnie zaskoczyć.

Panie profesorze, przejdźmy więc do tego, co ta wojna, która trwa już trzeci miesiąc, oznacza dla Polski. W dzisiejszym numerze „Do rzeczy” ukazał się artykuł Jakuba Wozińskiego, w którym wystawia pewien rachunek, przedstawia, jakie koszty i jakie zyski będzie miała Polska, jeśli chodzi o wojnę na Ukrainie. Między innymi pisze o tym, że około 3% naszego produktu krajowego brutto może pochłonąć utrzymanie uchodźców ukraińskich, ale z drugiej strony polskie porty, i to widać, zwiększyły znacznie obroty w związku z przeładunkiem i ukraińskich towarów. Jak pan sądzi, jak ten bilans może wyglądać?

W moim przekonaniu takim największym zyskiem, największą korzyścią, jaką z tej wojny wynosimy, jest fakt, że obnaża się słabość Rosji. To jest bardzo ważny element, bardzo ważny czynnik. Przyznać trzeba, że w ciągu wielu ostatnich lat żyliśmy trochę w takim cieniu, w przytłaczającym cieniu przeświadczenia o wielkiej potędze militarnej nie tylko Rosji. To wiązało się również z tym, że mieliśmy niewątpliwie pewne poczucie wyizolowania. To oczywiste, że Zachód, w mniejszym czy w szerszym znaczeniu tego słowa, nie do końca rozumiał, nie do końca postrzegał zagrożenie ze strony rosyjskiej, jako cos istotnego, coś ważkiego. Największym z tego punktu widzenia zyskiem Polski jest właśnie to, że Rosja obnażyła swoją słabość, iluzoryczność, charakter takiego papierowego tygrysa. Z drugiej strony, zmieniło się także radykalnie postrzeganie Moskwy, jako czynnika agresywnego, nieobliczalnego, nie poddającego się żadnym racjonalnym analizom (...).
1234567