Wtorek, 06 grudnia 2022 r.   Imieniny: Mikołaja, Jaremy, Emiliana
Polskie Radio PiK » Rozmowa Dnia
Leszczyńskiego

Rozmowa dnia

Paweł Szramka

Paweł Szramka/fot. nadesłane
Paweł Szramka/fot. nadesłane
Rozmowa Dnia - Paweł Szramka
Gościem „Rozmowy dnia” był poseł niezależny Paweł Szramka. Pytaliśmy go między innymi innymi, co sądzi o nieudanych dotąd reformach wymiaru sprawiedliwości w Polsce i komu przeszkadza pomysł o sędziach pokoju, który był jednym z głównych postulatów ruchu Kukiz'15.

Michał Jędryka: (...) Jest pan członkiem komisji obrony, więc zapytam o bieżący temat: czy cieszy się pan z tej dostawy, która jest właśnie rozładowywana w porcie w Gdyni. Przypomnijmy, że w poniedziałek przypłynęły do Polski czołgi, armatohaubice koreańskie.

Paweł Szramka: Często powtarzam, że każdy sprzęt, który trafia do naszego państwa zwiększa nasz potencjał obronny. Należy jednak zastanowić się nad tym, czy słuszne jest takie rozdrabnianie, bo za chwilę będziemy mieli kilka platform czołgowych, co później spowoduje różne problemy logistyczne w obsłudze tego sprzętu. Jeśli chodzi o armatohaubice, to też oczywiście zwiększają nasz potencjał, ale przy okazji należy sobie zadać pytanie, czy ten zakup nie blokuje naszego przemysłu obronnego, ponieważ akurat w tej kwestii Polska dosyć dobrze sobie radzi.

Ministerstwo zapewnia, że po pierwsze to będzie kompatybilne, a po drugie chodzi o to, że ten sprzęt można było kupić prosto z półki, już gotowy, a ważne było, żeby dosyć szybko wyposażyć naszą armię, bo sytuacja jest niebezpieczna...

To się zgadza, natomiast mieliśmy lekki przestój, jeśli chodzi o polski przemysł zbrojeniowy. Gdybyśmy szybciej i sprawniej inwestowali w rodzimą produkcję, to myślę, że akurat jeśli chodzi o armatohaubice, nie musielibyśmy posiłkować się z tym sprzętem z Korei.

(...). Zmieńmy temat. Kiedy zaczynał pan swoją drogę polityczną w ramach formacji Kukiz'15 to występowaliście z projektem sędziów pokoju. Ten projekt jest przecież złożony w sejmie przez prezydenta. Dlaczego nie może do tej pory wejść pod obrady? Chyba są jakieś kuluarowe rozmowy w sejmie na ten temat?

(...) Jeśli prześledzimy obecną kadencji i to, jak politycy różnych opcji, na różnych szczeblach wypowiadali się na temat sędziów pokoju, to wydaje się, że nie ma żadnych przeciwskazań, żeby chociażby rozpocząć pracę nad tym projektem. Jak pan słusznie zauważył, projekt jest złożony do laski marszałkowskiej, złożył go prezydent już ponad rok temu, to był bodajże listopad, i dalej się nic nie dzieje. Tak więc to jest zasadne i bardzo dobre pytanie: dlaczego projekt utkwił w zamrażarce sejmowej, dlaczego Prawo i Sprawiedliwość nie podejmuje tego tematu, skoro wszyscy, łącznie ze wspomnianym ministrem Ziobrem, wypowiadali się na ten temat bardzo dobrze.

Rozmawiacie o tym w kuluarach sejmowych? Czy ktoś podaje jakieś powody, czy mówi się o tym, że może to jest dla kogoś niewygodne, albo ktoś to wstrzymuje?

Na pewno dla kogoś jest to niewygodne, na pewno jest to projekt, który przybliżyłby wymiar sprawiedliwości obywatelom. Patrząc na ostatnie lata mam wrażenie, że nie jest to jednak kurs, który obierają rządzący. Możliwe, że jest to też argument, żeby trzymać przy sobie środowisko Kukiz'15, ponieważ wiemy, że Paweł Kukiz bardzo mocno zabiega o te zmiany, a dopóki nie wejdą one w życie, no to ma o co zabiegać. Myślę, że nie ma złudzeń, że (Kukiz – przyp. red.) wprowadzi jakieś większe zmiany systemowe, i ci sędziowie pokoju to już chyba jego ostatni postulat, na który liczy, że PiS go zrealizuje. Jeśli tak się stanie, to może PiS nie będzie już mogło liczyć na wsparcie Pawła Kukiza?

A może jest dokładnie odwrotnie, może wtedy Paweł Kukiz byłby lojalnym koalicjantem ze względu na to, że zrealizowano jego postulat?

Paweł Kukiz jest jednak bardzo nieobliczalnym politykiem i nawet, gdy bardzo dobrze rozmawia mu się z prezesem Kaczyńskim, to po tygodniu może już mówić, że jest to partia bolszewicka, bo nie raz tak mówił. Myślę, że to są jakieś takie szachy polityczne po to, żeby trzymać w ryzach swoich współkoalicjantów, a sama reforma nie jest na rękę ministrowi sprawiedliwości (...).

Andrzej Walkowiak

Andrzej Walkowiak/fot. Archiwum
Andrzej Walkowiak/fot. Archiwum
PR PiK - Andrzej Walkowiak - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy dnia” był Andrzej Walkowiak z Partii Republikańskiej. Rozmawialiśmy o weekendowym kongresie programowym tej formacji.

Michał Jędryka: Za chwilę będziemy rozmawiać o kongresie programowym Partii Republikańskiej, który odbył się w miniony weekend, ale od kilkunastu godzina cała Polska żyje czymś innym – przegraną z Francją. To okazja do refleksji – Pan również był sportowcem, pełnomocnikiem prezydenta ds. sportu, w Waszym ugrupowaniu jest minister sportu… Proszę powiedzieć, czego brakuje polskiej piłce nożnej?
Andrzej Walkowiak: Myślę, że rzeczywiście mamy mnóstwo indywidualności, wspaniałych, utalentowanych piłkarzy, bardzo dojrzałych, natomiast ciągle brakuje nam sposobu na zbudowanie zgranej, dobrej drużyny. Widać było, jak w przebiegu tego turnieju zaczęliśmy bardzo źle, byliśmy określani, że gramy „antyfutbol”, a już po kilku meczach zostaliśmy obsypani pochwałami, że była to dobra drużyna, która potrafiła w wielkie zakłopotanie wprawić Francuzów, którzy są typowani jako przyszli mistrzowie świata. Być może brakuje nam odpowiednio wcześniejszych cykli szkoleń dla kadry narodowej, aby ta drużyna już od pierwszego spotkania mogła być zgrana.

Czyli dobrzy zawodnicy, kiepska drużyna…
Dokładnie tak do wygląda.

Przejdźmy do polityki. Kongres programowy Partii Republikańskiej odbył się w miniony weekend. Można powiedzieć, że był trochę spóźniony, odbył się około roku od powstania partii.
Tak, ale był to czas na budowanie struktur, swojego potencjału, był to czas na wytyczenie dobrej linii programowej i też czas, w którym część naszych czołowych polityków zasiadła w rządzie, więc musiała poświęcić się pracy rządowej, budowaniu obozu Zjednoczonej Prawicy, na pewno nie był to czas zmarnowany. Kongres wprawdzie po roku, ale po tym roku mamy już jako partia-sojusznik wiodącego podmiotu, Prawa i Sprawiedliwości, mamy swoje osiągnięcia, zarówno polityczne, legislacyjne, jak i społeczne.

Sama obecność premiera na Waszym kongresie chyba świadczy o tym, że Prawo i Sprawiedliwość poważnie traktuje swojego koalicjanta.
Tak, był premier, był prezes Jarosław Kaczyński i obaj chwalili nas za umiejętność dobrego funkcjonowania w obozie Zjednoczonej Prawicy – czyli za to, że jesteśmy podmiotem lojalnym, twórczym, i nie nadmiernie krytycznym. Jesteśmy dobrym spoiwem w ramach obozu Zjednoczonej Prawicy.

„Nie nadmiernie krytycznym”, więc jednak trochę krytycznym jesteście.
Oczywiście, że tak, jednak czymś się różnimy – w ogóle na tym polega fenomen prawicy, tego oczekują nawet wyborcy – bo polska prawica jest bardzo zróżnicowana, więc dyskusja wewnątrz prawicy jest. Chodzi tylko o to, żeby ona niekoniecznie przybierała formę ostrego sporu politycznego właśnie w takich, a nie innych warunkach zewnętrznych, które dzisiaj mamy – jesteśmy państwem przyfrontowym, mamy też zaciekle zwalczająca nas, totalną – jak ona sama siebie określa – opozycję, więc warto demonstrować pewną spójność, żeby wewnętrzna dyskusja nie przyczyniała się jednak do osłabienia obozu rządzącego – w tak dramatycznych i trudnych okolicznościach (...).

Ireneusz Stachowiak

Ireneusz Stachowiak/fot. archiwum
Ireneusz Stachowiak/fot. archiwum
PR PiK - Ireneusz Stachowiak - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy dnia” był prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska Ireneusz Stachowiak. Rozmawialiśmy między innymi o znaczeniu programu „Czyste Powietrze” wobec kryzysu energetycznego.

Michał Jędryka: Rozmawiamy o programie „Czyste powietrze”, bo wczoraj zostało przedstawione pewne podsumowanie. 300 milionów złotych zostało wypłacone beneficjentom tego programu.
Ireneusz Stachowiak: 300 milionów złotych wypłaciliśmy już fizycznie naszym beneficjentom, którzy od 2018 roku, kiedy ruszył program, zrealizowali już inwestycje. Na tę chwilę, po czterech latach funkcjonowania programu, mamy już ponad 32 tysiące wniosków, 29 tysięcy podpisanych umów na ponad pół miliarda złotych, a nasi beneficjenci zrealizowali już inwestycje, za które wypłaciliśmy im 300 milionów złotych – czyli inwestycje we własne domy, w nowe źródła ogrzewania, kompleksową termomodernizację domu: wymianę okien, modernizację centralnego ogrzewania, także montaż instalacji fotowoltaicznych.

Te rzeczy, które Pan wymienił, to cele programu – chodzi o to, żebyśmy byli w stanie przejść, między innymi dzięki tym dotacjom, na formy ogrzewania domów, mieszkań, bardziej sprzyjające środowisku.
Tak, ekologiczne, ale, jak się w tej chwili okazuje, również bardziej ekonomiczne. 70 procent naszych beneficjentów w tej chwili montuje pompy ciepła wraz z fotowoltaiką. To w tej chwili chyba najbardziej efektywne źródło ogrzewania, ponieważ pompa ciepła w połączeniu z instalacją fotowoltaiczną o odpowiedniej mocy potrafi spowodować, że nasze rachunki będą dosłownie bliskie zeru – bo jeżeli wyprodukujemy odpowiednią ilość prądu do tego, żeby pokryć zapotrzebowanie tej pompy ciepła, to dom będzie nie tylko energooszczędny, ekologiczny, ale też bardzo tani w utrzymaniu.

Przy tym nie emitujemy ani dwutlenku węgla, ani pyłów – dlatego „Czyste powietrze”.
Dokładnie. W ciągu tych czterech lat, badania, które WIOŚ przeprowadza na terenie województwa, pokazują, że jakość powietrza się poprawia, a my jako województwo mamy czwarty wynik pod względem liczby złożonych wniosków w Polsce. Aktywnie uczestniczymy w programie „Czyste powietrze”, mieszkańcy naszego województwa składają dużo wniosków, a między innymi to zasługa tego, że aż 125 gmin na terenie naszego województwa włączyło się w realizację programu i pomaga beneficjentom, mieszkańcom swoich gmin wypełniać wnioski, wydają także oświadczenia o obniżonych dochodach. Na 144 gminy 125 realizuje ten program – to jest skala bardzo duża, bardzo duża pomoc ze strony samorządów, właśnie w realizacji programu „Czyste powietrze” (...).

Sławomir Sadowski

Sławomir Sadowski/fot. Archiwum
Sławomir Sadowski/fot. Archiwum
PR PiK - Sławomir Sadowski - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy dnia” był dr Sławomir Sadowski, politolog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Rozmawialiśmy o groźbie nowej fali imigracji z Ukrainy spowodowanej wojną, o doniesieniach dotyczących planów odsunięcia od władzy prezydenta Białorusi, a także możliwości rosyjskiej interwencji w Kirgistanie.

Marcin Kupczyk: Na Ukrainie mamy obecnie fazę wojny polegającą na atakach na infrastrukturę cywilną i krytyczną: niszczone są linie przesyłowe, elektrownie, teraz słyszymy o niszczeniu linii kolejowych, a ostatnio są doniesienia o planach ataków na systemy bankowe. Ukraina jest sparaliżowana, a Rosja stosuje taktykę „spalonej ziemi”, niszczenia wszystkiego.
Doktor Sławomir Sadowski: Powiedziałbym, że od pewnego czasu jednym z istotnych elementów nie tylko w doktrynie rosyjskiej, ale w ogóle w doktrynach wojennych różnych państw, celami są nie tylko obiekty militarne, ale również infrastruktura, zwłaszcza infrastruktura krytyczna. Obronę infrastruktury krytycznej znajdujemy zresztą w strategiach bezpieczeństwa poszczególnych państw, również w naszej jest jednym z bardzo istotnych elementów. Natomiast ta infrastruktura jest bardzo trudna do obrony. Zwykle to bardzo długie ciągi, na przykład linii energetycznej, linie kolejowe, drogi – a zburzenie infrastruktury krytycznej pozwala na osiągnięcie przewagi. W 1945 roku w północnych Niemczech Brytyjczycy zaatakowali węzły kolejowe i na dwa miesiące unieruchomione zostały całe Niemcy północne.

Czy możliwa jest kolejna duża fala emigracji z Ukrainy, w tym także i do naszego kraju?
Wszystko zależy od tego, jak Ukraińcy poradzą sobie właśnie z tą infrastrukturą krytyczną. Z jednej strony warunkiem jest zapewnienie energii, wody, z drugiej zaś strony – to jest kwestia surowości zimy. Jeżeli zima będzie surowa, to ludzie będą musieli uciekać, bo bez ciepła nie da się przed nią ochronić. I tutaj znowu przykład historyczny – Leningrad, trzy lata okrążenia i olbrzymie liczby ludzi, którzy zamarzli. Szacuje się, że w czasie oblężenia Leningradu zginął około milion osób. To są dramatyczne historie. Dzisiaj Ukraińcy mają tę szansę, mają gdzie uciec. Przywołałem Leningrad, ale warto przypomnieć też niedawne Aleppo, gdzie również zabijano ludzi zamkniętych na niewielkiej przestrzeni.

Czyli i my, i zachodnia Europa powinniśmy przygotować się na kolejną falę migracji.
Myślę, że tak, że ta fala migracji może być jeszcze bardziej dramatyczna – z punktu widzenia przyjmujących, bo kiedy wiosną przyjmowaliśmy uchodźców, było coraz cieplej – to jedna sprawa, druga – mieliśmy duże przestrzenie, gdzie można było tych migrantów przyjąć. Po pewnym czasie – podejrzewam – zacznie się proces zmęczenia społeczeństw europejskich koniecznością przyjmowania wielkich fal migrantów. Jak wiemy, po pewnym czasie zdarza się pewien opór społeczny. Przypominam sobie, jak w 2014 roku w Monachium Bawarczycy witali uchodźców z Bliskiego Wschodu czy z Afganistanu, ale po trzech miesiącach zażądali od swoich władz zamknięcia bram. Łaska przyjmujących na pstrym koniu jeździ (...).

Piotr Król

Piotr Król/fot. archiwum PR PiK
Piotr Król/fot. archiwum PR PiK
PR PiK - Piotr Król - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy dnia” był poseł Piotr Król z Prawa i Sprawiedliwości, a rozmowa dotyczyła między innymi działań antykryzysowych rządu.

Magdalena Ogórek: Już od rana myślimy tylko o jednym: pojedynek gigantów Robert Lewandowski – Leo Messi, dzisiaj wieczorem. Cały piłkarski świat będzie to oglądać. Nie śmiem zapytać, jak będzie wynik, sama też nie śmiem go obstawić, ale rozumiem, że strefa kibica u Pana posła jest już gotowa?
Piotr Król: (śmiech) Ja podejmę to ryzyko i postawię, że będzie 1:1 i wyjdziemy z grupy. (…) Niech tak będzie! Ten pierwszy mecz zagraliśmy asekuracyjnie, to było widać, czuć lekkie napięcie, ale już w drugim były sytuacje, było to, co kibice lubią najbardziej. Przede wszystkim te łzy Roberta Lewandowskiego po strzelonej bramce, ale z drugiej strony nasz bramkarz. Chyba wszyscy wiedzą, że Szczęsny to jest klasa światowa, ale na imprezach przez duże „i” czasem zdarzyło się coś, co trochę psuło ten obraz. Po obronie karnego i „dobitki”, muszę powiedzieć, że to absolutnie wyjątkowa postać. Fajnie byłoby, gdyby nasi piłkarze pokazali Argentynie, że polska husaria wciąż jest groźna.

Mam podobną ocenę tych wydarzeń – w momencie, kiedy Szczęsny obronił „dobitkę”, to wybaczyłam mu wszystkie błędy, a wiele razy pomstowałam przed telewizorem. Po tym, czego dokonał w meczu z Arabią Saudyjską wybaczyłam mu wszystko i czekam, jak będzie bronił swojego pola karnego i bramki przed Leo Messim, który na pewno zaatakuje – i który w tym mundialu nie stracił karnego. Robert Lewandowski stracił, ale zobaczymy, bo dostał wiatru w żagle – to było widać. Jego łzy to kadr, który przejdzie do historii tego mundialu. Mam wrażenie, że nasi piłkarze wrócą teraz na murawę z inną energią.
Po pierwsze, po dwóch meczach wiedzą, że nie stracili bramki, po drugie, że mają za sobą bramkarza, który potrafi dużo wybronić, a z przodu mają piłkarza, który potrafi niemiłosiernie wykorzystać każdy błąd obrony (…) Widać, że trener też ma pomysł. Na wyjście z grupy czekamy już naprawdę długo. Jestem z pokolenia, które pamięta „klątwę” z Meksyku w 1986 roku – niech ją ktoś wreszcie przełamie!

(...) Wracamy do polityki krajowej. Rząd robi wszystko, byśmy suchą stopą przeszli tę zimę. Premier Mateusz Morawiecki wczoraj zakomunikował, że będzie kontynuacja zerowego VAT-u na żywność, w takim kształcie, w jakim był wcześniej, co najmniej przez pierwsze półrocze przyszłego roku. Do tego o 1 stycznia ceny prądy i gazu mają zostać zamrożone – to maksymalne, co rząd mógł zrobić i to pierwszy rząd, który w sytuacji kryzysu zaproponował tego typu działania osłonowe. A kryzysów w przeszłości mieliśmy co najmniej ze dwa.
Było ich sporo. Warto powiedzieć, czego ta stawka VAT-u dotyczy. [Chodzi o] produkty, które kupujemy najczęściej: mięso, przetwory z mięsa, ryby, produkty mleczarskie, warzywa, owoce, tłuszcze roślinne, zwierzęce, przetwory zbóż, mąki, mleko, dietetyczne produkty spożywcze specjalnego przeznaczenia medycznego – ta stawka VAT będzie obowiązywała na te najpotrzebniejsze produkty żywnościowe; plus elementy dotyczące energii, o których Pani redaktor mówiła. Część opozycji przyjęła strategię nieskładania jakichkolwiek propozycji programowych, tylko na takie podsycanie strachu – ja uważam, że to jest skrajnie nieodpowiedzialne, bo to poczucie społeczne strachu w Polsce i po Covidzie, i po wybuchu wojny na Ukrainie jest o wiele wyższe i uważam, że ostatnią rzeczą, jaką polityce powinni robić to jest podnosić ludziom ciśnienie (...).

Mariusz Kałużny

Mariusz Kałużny/fot. Archiwum
Mariusz Kałużny/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa dnia - Mariusz Kałużny
Gościem „Rozmowy Dnia” był poseł Mariusz Kałużny z Solidarnej Polski. Rozmawialiśmy o napięciach wewnątrz koalicji rządowej i o taktyce negocjacyjnej w stosunku do Komisji Europejskiej.

Michał Jędryka: Z jednej strony premier i były wicepremier Kaczyński zapowiadają, że będzie powołana komisja śledcza, która ma zbadać wpływy rosyjskie w sprawie uzależnienia energetycznego Polski od Rosji, a z drugiej Solidarna Polska zbiera podpisy pod projektem stworzenia takiej komisji. Chodzi Wam o to samo?
Mariusz Kałużny: Cel jest podobny, może narzędzia są różne. Zbieramy podpisy wśród posłów, nie będzie to akcja społeczna. Pomysł Prawa i Sprawiedliwości również jest dobry. Generalnie chodzi o to, żeby wykazać, jak dane rządy rządziły, jakie decyzje podejmowały, w czyim interesie i jakie są tego skutki. Dzisiaj łatwo ubrać się w takie piórka, jak Donald Tusk, który rządził przez osiem lat. Przed nim jeszcze rządziło SLD, które dzisiaj też jest w opozycji i PSL, które rządziło najdłużej, bo i z Platformą, i z SLD. Teraz, kiedy jesteśmy po COVID-zie, jest trudna sytuacja gospodarcza, trwa wojna na Ukrainie, wojna energetyczna bardzo łatwo jest krzyczeć: „drożyzna, inflacja” i tym podobne hasła. Chcemy więc pokazać obywatelom, jak do tego przez lata dochodziło, bo projekty energetyczne, decyzje energetyczne podejmuje się przez lata, a skutki też są później przez kolejne 10, 20, 30 lat. To nie są kwestie, którymi można obciążyć tylko jeden rząd, więc chcemy jawności. Tym bardziej, że znamy wiele faktów, związanych z tym, że Donald Tusk ewidentnie prowadził w Polsce politykę rosyjską. Oczywiście ta polityka była bardziej proniemiecka, a niestety Niemcy są najbliższymi sojusznikami Rosji, czym się mocno skompromitowały (...).

Jeśli chodzi o winę Donalda Tuska, czy waszych poprzedników to jesteście zgodni z Prawem i Sprawiedliwością i rozumiem, że tutaj nie ma większych różnic. Ale na przykład Ryszard Terlecki wicemarszałek Sejmu mówi, że źródłem napięć Zjednoczonej Prawicy jest poszukiwanie za wszelką cenę odrębności. Rzeczywiście jakaś odrębność jest, bo na przykład minister sprawiedliwości mówi, że jedyną słuszną drogą jest prowadzenie twardych negocjacji z Komisją Europejską, a tę twardość chyba rozumiecie inaczej niż wasi koalicjanci?
- Nie zgadzam się z opinią marszałka Terleckiego. Rządzimy wspólnie z PiS już drugą kadencję. Proszę sobie przypomnieć pierwszą kadencję - wówczas rządziła pani premier Beata Szydło. Nie było takich decyzji na arenie Unii Europejskiej, nie było takiego uginania karku. Czy podkreślaliśmy wówczas swoją odrębność, czy były takie konflikty? Przecież nie było! Nie chodzi więc o podkreślanie swojej odrębności, tylko o sprawy fundamentalne dla Polski. Niestety pan premier Mateusz Morawiecki zapewniał nas w 2020 roku w grudniu, że jego decyzje nie wpłyną negatywnie na to, co będzie się działo w Polsce. Czyli nie wpłyną na to, że Polska będzie traciła suwerenność, a Unia Europejska będzie zawłaszczała kolejne obszary do podejmowania decyzji, co do których nie ma prawa, na co naród polski się nie godzi – że nie będzie mechanizmu warunkowości, ani sytuacji, że UE będzie nam mówiła: „nie ma praworządności, to nie ma pieniędzy”. Pan Mateusz Morawiecki zapewniał, że takich sytuacji nie będzie. Otóż taka sytuacja jest! Rozumiem, że UE jest silnym tworem, mamy tam silnych graczy naprzeciwko. Rozumiem, że trzeba czasem się cofnąć, ulec, schować swoją ambicję czy dumę, nawet swój interes, ale nie można robić tego stale, bezmyślnie i bez efektu. My się cały czas cofamy (…).

Ale społeczeństwo jest za Unią Europejską, chce członkostwa w UE wszystkie sondaże to pokazują. Jak wytłumaczyć zwykłemu Kowalskiemu, że jednak z UE trzeba wojować?
– Uważam, że sama UE tłumaczy to zwykłemu Kowalskiemu. Rzeczywiście większość społeczeństwa jest za Unią, ale równocześnie grono eurosceptyków w Polsce rośnie i ludzie dostrzegają wady UE. Kiedy byłem w szkole średniej czy na studiach, gdy były zajęcia o UE, zawsze mówiło się w samych superlatywach o tym tworze. W takim duchu się wychowywałem, w mediach też zawsze słyszałem, że UE jest dla nas zbawieniem. Nie mam nic przeciwko – możemy być w UE jak najbardziej, ale dzisiaj już nie jestem uczniem, tylko politykiem i jestem odpowiedzialny za to, żeby dbać przede wszystkim o interes swojego kraju. Dostrzegam też, że UE dzisiaj nie jest niestety tworem idealnym (...).

Jan Krzysztof Ardanowski

Jan Krzysztof Ardanowski/fot. archiwum
Jan Krzysztof Ardanowski/fot. archiwum
PR PiK - Rozmowa dnia - Jan Krzysztof Ardanowski
Gościem „Rozmowy dnia” był poseł Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP. Rozmawialiśmy między innymi o energii z biogazowni oraz o ukraińskim zbożu.

Michał Jędryka: W piątek miała posiedzenie Rada Prezydencka, zastanawiała się nad państwowym systemem nadzoru nad żywnością oraz nad gwarancjami bezpieczeństwa. Jaki jest wniosek z tych z obrad?
Jan Krzysztof Ardanowski: Często mówimy o bezpieczeństwie żywnościowym, czyli o tym, czy żywności nam nie zabraknie i w tym przypadku Polska jest raczej krajem bezpiecznym, chociaż niestety są symptomy zmniejszenia produkcji w następnych latach. Jeśli chodzi o drugie pytanie, czy nasza żywność jest bezpieczna, zdrowa i czy nie szkodzi naszemu zdrowiu przepytaliśmy instytucje zajmujące się kontrolą żywności w tym sanepid odnośnie prowadzonych kontroli. Jest ich ogromna ilość, bo sanepidowi podlega około 550 tysięcy różnego rodzaju podmiotów mających do czynienia z żywnością. Jak wynika z tych kontroli – oczywiście pojawiają się czasami jakieś „wpadki”, ale generalnie mamy system sprawny, atestowany i akredytowany przez Unię Europejską. Jest analogiczny do tego, który funkcjonuje w innych krajach i różnego rodzaju błędy są wychwytywane.

Są też nagłaśniane przez media...
– Niestety, nagłaśniane są przypadki incydentalne i często nie mają pokrycia w prawdzie. Na przykład około miesiąc temu była afera – media informowały, że że oleje samochodowe są dodawane do paszy dla drobiu. Bzdura kompletna, było to dokładnie analizowane. Olej, w szczególności rzepakowy, którego produkujemy ogromne ilości w województwie kujawsko-pomorskim, może być przeznaczony zarówno do wykorzystania w kuchni, ale też na biopaliwa, jako dodatek do paszy w celu tzw. natłuszczenia czy do produkcji smarów i olejów samochodowych. To jest cały czas ten sam olej. Sugestia była taka, że olej samochodowy – czyli pewnie domyślamy się, że ten przepalony, przerobiony – trafiał do paszy. Zastanawiam się czasami, komu zależy, żeby psuć wizerunek polskiej żywności, mówić konsumentom, że jest toksyczna, ma pozostałości antybiotyków i pestycydów?

Może to działania nieuczciwej konkurencji?
– Takie przykłady trzeba wypalać gorącym żelazem. Chcę zresztą podkreślić, że na prawie 200 tysięcy kontroli, które sanepid przeprowadza rocznie – to są dane z zeszłego roku – 27 tysięcy to są kontrole z informacji społecznej i to nie jest nic złego. Jeżeli mamy podejrzenie, że żywność, którą kupujemy ma jakieś wady, jest źle oznaczona, zawiera coś, czego nie powinna, czy wydaje nam się, że jest niebezpieczna, to trzeba to zgłaszać do sanepidu albo do powiatowego rzecznika konsumentów – w każdym powiecie taki istnieje. Chodzi o to, żebyśmy mieli pewność – szczególnie w okresie zbliżających się świąt, które są rodzinne i związane z dużymi ilościami jedzenia – że polska żywność na naszych stołach jest bezpieczna. Bo ona taka jest! Ci, którzy psują jej wizerunek to często działania konkurencyjne, żeby zniechęcić konsumentów do kupowania polskiej żywności, a zachęcić do kupowania importowanej. To również ciężka walka o eksport. Wchodzimy obecnie na wiele rynków, które ktoś inny już miał opanowane…

Zwłaszcza wiązane jest to z wojną na Ukrainie…
– Nasz eksport rolno-spożywczy rośnie – w zeszłym roku to było 37,5 miliarda euro, w tym roku to mocno ponad 40 miliardów euro. Konkurencja chce dezawuować polską żywność, krytykować, oskarżać, bo to jest walka o własne interesy (...).

Jarosław Wenderlich

Jarosław Wenderlich/fot. gov.pl
Jarosław Wenderlich/fot. gov.pl
PR PiK - Jarosław Wenderlich - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy Dnia” był dziś przewodniczący bydgoskiego klubu radnych partii Prawo i Sprawiedliwość i podsekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – Jarosław Wenderlich. Rozmawialiśmy o finansach samorządów – w szczególności bydgoskiego. Bądźcie z nami!

Wiceprezydent Bydgoszczy Michał Sztybel opublikował na Twitterze wpis, pokazując, jak po Polskim Ładzie wykres się załamywał: dochody Miasta rosły, w momencie wprowadzenia Polskiego Ładu tak bardzo rosnąć przestały. Natomiast na pismo, nie pierwsze zresztą, które prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski skierował do ministra finansów, wiceminister finansów odpowiedział, że nadal jest tendencja rosnąca w dochodach – wprawdzie nie tak duża, ale rosnąca. Jak to tak naprawdę jest z tymi finansami Miasta?

Mam wrażenie, że jak zawsze, mamy do czynienia z jakąś nieudolnością rządzących Miastem, czy to w zakresie inwestycji, które są przekładane z roku na rok, czy to na przykład w kwestii podwyższenia podatków, opłat – bo to miało miejsce na ostatniej sesji. Zawsze w takich przypadkach szukamy winnego. To nie jest tylko przykład Bydgoszczy, ale i innych samorządów, w szczególności dużych miast zrzeszonych wokół prezydenta Sopotu, gdzie jest bardzo podobna narracja: że jest źle, źle się dzieje, o czym słyszymy od dawna, przy czym fakty mówią zupełnie co innego. Sytuacja jest stabilna, oczywiście trudna – mamy do czynienia przecież z wojną na Ukrainie, z inflacją – ale tendencja dotycząca dochodów, wraz z kwestiami rekompensat, co do zasady jest rosnąca. Na sesji rady miasta Bydgoszczy pojawiła się prezentacja pana prezydenta Bruskiego – nawet cytowano w małej części pismo ministra finansów. Pozwoliłem sobie te dane także przedstawić i na przykład w przypadku Bydgoszczy, jeżeli porównać PIT, CIT plus rekompensatę – to w stosunku do 2018 r. to było około 520 mln zł, a w 2023 r. będzie to około 616 mln złotych. To jest prawie 100 milionów więcej. Także pozostałe dane wskazują na wzrost, czy to subwencji – w przypadku subwencji oświatowej, jeżeli porównamy 2018 do 2023 r., to jest ponad 200 mln złotych.

Tutaj prezydent Bydgoszczy może odpowiedzieć, że w stosunku 2020–2023 jest lekki spadek, z 624 na 616 mln złotych.

Tutaj akurat ja bym także dyskutował, bo pan prezydent powinien przedstawić szczegółowe dane. Jak wskazałem pismo ministra finansów, to jakoś nikt nie potrafił zakwestionować szczegółowo – pytałem, czy tutaj są jakieś nieścisłości, kłamstwa – nikt nie do tego się szczegółowo nie odniósł. Wskazałem także, że w takim zakresie, jak dochody z tytułu CIT w 2023 r., w porównaniu do roku ubiegłego, to będzie wzrost o 52 procent. To są znaczne kwoty. Nawet jak się spojrzy na kwestie naszego miasta, to zawsze szukamy winnych gdzie indziej – a pamiętamy także tę sprawę kontroli RIO, gdzie wykazano, że były dodatki dla zastępców prezydenta i nagrody, które w jakiś sposób zakwestionowano – to około pół miliona złotych. Toczy się postępowanie o naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Mamy do czynienia z wydatkami w ratuszu na swego rodzaju propagandę, bo jak inaczej nazwać wydatki planowane w wysokości około 650 tys. zł na bezpłatny dwutygodnik, w którym słyszymy tylko, że Bydgoszcz jest miastem mlekiem i miodem płynącym, ale oczywiście gdyby nie ten zły rząd, to w ogóle byłoby wszystko idealnie i chyba byśmy chodzili po ulicach wybrukowanych złotem.

Wcześniej funkcjonował „Kurier Ratuszowy” i cały czas trwa dyskusja, czy samorząd może wydawać jakiś biuletyn, czy w ten sposób informować mieszkańców. Może to wymaga jakichś regulacji?
Oczywiście te kwestie też zapewne będą poddane pod dyskusję, pod rozwagę. Ale wracając jeszcze do szczegółowych danych, bo ja odnosiłem się do Bydgoszczy, ale patrzymy całościowo na samorządy, bo tu powinniśmy opierać się na sprawozdaniach z wykonania budżetu, informacjach po pierwszym półroczu albo informacjach kwartalnych. W przypadku informacji kwartalnych po trzech kwartałach bieżącego roku jednostki samorządu terytorialnego odnotowały nadwyżkę budżetową w wysokości prawie 15 mld złotych.

Mówi Pan teraz o skali kraju?
Tak, mówimy o skali kraju. Na rachunkach budżetowych jednostek samorządu terytorialnego znajduje się 67 miliardów złotych – to też są olbrzymie pieniądze i ta narracja [o złej sytuacji finansowej – przyp. red.], jak już wskazywałem, dotyczy głównie dużych miast. W samym mieście stołecznym w Warszawie okazało się, że po trzecim kwartale budżet zamknął się nadwyżką w wysokości ponad miliarda złotych, a oczywiście deficyt planowany był 2,8 mld złotych. To znaczne różnice, ja wielokrotnie podnosiłem na sesjach Rady Miasta Bydgoszczy, że plan, projekt, zdecydowanie różni się od wykonania (…).

Zbigniew Girzyński

Poseł Zbigniew Girzyński/archiwum
Poseł Zbigniew Girzyński/archiwum
PR PiK - Zbigniew Girzyński - Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy Dnia” był prof. Zbigniew Girzyński, historyk i poseł. Rozmawialiśmy między innymi o dalszym ciągu sprawy odszkodowań od Niemiec za II wojnę światową.

Pojawiły się nowe informacje w sprawie żądania przez Polskę odszkodowań od Niemiec, mianowicie wiceminister spraw zagranicznych zapowiedział wysłanie noty dyplomatycznej w sprawie reparacji do wszystkich krajów Unii Europejskiej, NATO i Rady Europy. Jak Pan sądzi, czy to jest słuszne posunięcie?
Myślę, że jak najbardziej jest to posunięcie słuszne, z prostego powodu: proces ewentualnego odzyskania przez Polskę jakiegokolwiek poważniejszego zadośćuczynienia ze strony Niemiec za zniszczenia i straty ludzkie, jakie miały miejsce w czasie II wojny światowej, jest procesem długotrwałym i w dużej mierze wymaga nacisku międzynarodowego. Ten nacisk międzynarodowy można uzyskać poprzez takie lub inne wyrazy wsparcia od innych państw, zwłaszcza z naszego rejonu świata, które wiedzę na temat II wojny światowej mają na wyższym poziomie niż te z odleglejszych zakątków globu, co jest rzeczą zrozumiałą. Miejmy nadzieję, że to jeden z kroków, jakie będą podejmowane, aby po jakimś czasie – być może – doprowadzić do tak daleko idącej presji na Niemcy, płynącej z różnych kierunków, że [doprowadzi do skutku, tak, jak] w przypadku Namibii, która po wielu wielu latach, mniej więcej stu, podobne reparacje uzyskała, właśnie od Niemiec, właśnie w ten sposób, poprzez nacisk międzynarodowy. W tym przypadku taka presja zdała egzamin.

Użył Pan pojęcia „nacisk międzynarodowy”. Rozumiem, że to „miękki” nacisk, typowo dyplomatyczny, typowo perswazyjny.
Dokładnie tak. W dyplomacji, podobnie jak w relacjach międzyludzkich, istnieje coś takiego jak zakłopotanie, jak wprowadzenie kogoś w dyskomfort na arenie międzynarodowej: „czy wam troszeczkę nie wstyd, że nie potrafiliście – przy tak daleko idących stratach i ludzkich, i materialnych – zadośćuczynić danemu państwu?”. Dokładnie tym mechanizmem nacisku międzynarodowego na Niemcy, ale także na inne kraje, które w taki czy inny sposób swoją bierną, a niekiedy czynną postawą wpisywały się w mechanizm Zagłady, Holokaustu, posłużyło się państwo Izrael, które, przypomnijmy, w ogóle nie funkcjonowało w czasie II wojny światowej, nie było w tamtym czasie podmiotem prawa międzynarodowego, powstało cztery lata po zakończeniu wojny. Właśnie takie oddziaływanie na Niemcy czy Szwajcarię – ze względu na zaangażowanie tamtejszych instytucji finansowych – czy na niektóre międzynarodowe koncerny, doprowadziło do tego, że zarówno Niemcy, jak i Szwajcaria, ale także inne instytucje, które w jakiś sposób dorabiały się na procederze zagłady Żydów w czasie II wojny światowej, łożyły potem określone kwoty na rzecz Izraela, który mógł w ten sposób rekompensować straty obywatelom swoim bądź obywatelom innych państw, należącym do żydowskiej wspólnoty narodowej (...).

Małgorzata Pelc

Małgorzata Pelc/materiały prywatne
Małgorzata Pelc/materiały prywatne
Rozmowa dnia z Małgorzatą Pelc. Rozmawiał Marcin Kupczyk
Gościem „Rozmowy dnia” była Małgorzata Pelc z agencji Tandem. Porozmawialiśmy o konferencji „Biznes Trendy 2022”, która w czwartek odbędzie się w Bydgoszczy.

Marcin Kupczyk: Już jutro w Bydgoszczy odbędzie się konferencja Biznes Trendy. Dlaczego państwo organizują to wydarzenie? Jaki jest cel?

Małgorzata Pelc: Uczestnikami są właściciele firm, kadra menedżerska i osoby, które generalnie zajmują się biznesem. Poprzednie edycje były dowodem na to, że taka konferencja w Bydgoszczy jest bardzo potrzebna.

Dlaczego warto brać udział w takich wydarzeniach?

Biznes lubi praktyków i my podczas konferencji nie zapraszaliśmy jako prelegentów żadnych osób ze świata nauki. Nie będzie teorii, będą osoby, które znają się na biznesie w sensie praktycznym. I to właśnie cenią sobie uczestnicy, bo otrzymają przykłady z życia, ale i nie tylko przykłady. Chodzi nam o to, żeby kreować, pokazać to, co będzie w przyszłości, to, czego nie wiemy.

Czyli po prostu biznesmeni spotykają się biznesmenami.

Dokładnie tak. To jest ta wartość, dla której uczestnicy przychodzą. Mam ogromną satysfakcję, że jak patrzę na listę uczestników, to są tam osoby, które były już na poprzednich spotkaniach. Mają oni świadomość tego, co będzie. Doceniają fakt, że otrzymają dla siebie konkretną wiedzę.
1234567