Środa, 17 sierpnia 2022 r.   Imieniny: Żanny, Mirona, Jacka
Polskie Radio PiK » Rozmowa Dnia

Rozmowa Dnia

Mariusz Gosek

Mariusz Gosek/fot. Facebook
Mariusz Gosek/fot. Facebook
Rozmowa Dnia - Mariusz Gosek
Gościem Rozmowy Dnia był poseł Mariusz Gosek (Solidarna Polska). Tematem rozmowy było m.in. to, co dzieje się na Odrze, i jak to możliwe, że w obiegu publicznym znalazły się fake-newsy dotyczące tej sprawy.


Magdalena Ogórek: Panie pośle, jak to jest możliwe, że taki fake news o Odrze, o rtęci w Odrze, dostał się do medialnego krwiobiegu do tego stopnia, że telewizja opozycji, czyli telewizja TVN podała go jako prawdę objawioną, łącznie z komunikatem, aby Polacy, którzy kąpali się w Odrze natychmiast pobiegli do lekarza. No to były działania podjęte przez dwa - trzy dni, żeby wzbudzić niesamowitą panikę w społeczeństwie. Jak to jest możliwe, żeby w tej chwili tak podbić narrację?

Mariusz Gosek: Niestety, ta dezinformacja jest czymś, z czym dzisiaj szczególnie powinniśmy walczyć. Państwo polskie proceduje stosowne projekty ustaw tym zakresie, szczególne jedno z rozwiązań, mam nadzieję, że te projekty zostaną przyspieszone. Musi być odpowiedzialność za takie słowa, które destabilizują, bo tak trzeba dzisiaj mówić, destabilizują sytuację w państwie polskim, i to w momencie, gdy mamy do czynienia cały czas z operacją Specnazu na granicy polsko-białoruskiej. Dodatkowo dzisiaj widzimy, co Rosjanie na terytorium Białorusi organizują, kolokwialnie rzecz ujmując, a z drugiej strony mamy wojnę na Ukrainie, zagrożenie geopolityczne. Ta imperialna polityka Rosji Putina i jego satrapów ziściła się, ziściło się to, o czym mówił świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński. Dzisiaj każdy polityk, bez względu na logo polityczne, na kolory polityczne musi brać odpowiedzialność za słowa w sposób podwójny. My musimy wiedzieć, że jesteśmy obserwowani chociażby poprzez Kreml. Zwyczajni Rosjanie na to patrzą. Tego typu dezinformacje powodują bardzo duże szkody, działają bardzo źle, jeżeli chodzi o wizerunek Polski. Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną charakterystyczną rzecz „ulica -zagranica", i stały element, który się wpisuje, który zauważamy przy kolejnych tego typu zdarzeniach: eskalacja, nie próba rozwiązania, czy wsparcie dla rządu, bo tak powinna zachować się klasa polityczna, i tak klasa polityczna zachowuje się w innych krajach w kryzysie. U nas jest próba wręcz wykorzystania przez polityków opozycji tej sytuacji. To jest skandaliczne. W tym momencie powinna być widoczna inna postawa: wszystkie ręce na pokład i raczej - nie raczej, a na pewno - wsparcie, a nie próba wykorzystywania tego jako elementy gry politycznej (...)

Marek Jurek

Marek Jurek/fot. Adrian Grycuk/Wikipedia
Marek Jurek/fot. Adrian Grycuk/Wikipedia
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Marek Jurek
Gościem „Rozmowy Dnia” był Marek Jurek, publicysta, były marszałek Sejmu. Rozmowa o tym, czy to, co zostało z komunizmu - 102 lata po Bitwie Warszawskiej - wciąż może być jeszcze groźne?

- Armia rosyjska maszeruje na Ukrainę pod tymi samymi sztandarami, pod którymi 103 i 102 lata temu szła na Polskę. To jest armia kontynuująca tradycji Armii Czerwonej, w której honorowymi tytułami są: towarzyszu generale, towarzyszu pułkowniku. Dzierżyński jest patronem służb specjalnych dzisiejszej postsowieckiej Rosji. Rosja uprawia kult publiczny twórców państwa bolszewickiego, z Leninem na czele - mówił Marek Jurek w rozmowie z Michałem Jędryką.

Tomasz Giers

Gościem Rozmowy Dnia będzie Tomasz Giers z Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy
Gościem Rozmowy Dnia będzie Tomasz Giers z Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy
Rozmowa Dnia - Tomasz Giers
Gościem Rozmowy dnia był Tomasz Giers z Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy. Rozmawialiśmy o dziejach Wojska Polskiego i o tym, co można zobaczyć w bydgoskim muzeum.

Michał Jędryka: Święto Wojska Polskiego, 15 sierpnia, to chyba najlepszy dzień, żeby porozmawiać o tradycjach oręża polskiego, a te tradycje znajdziemy przede wszystkim na rozmaitych wystawach m.in. w Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy. Co ciekawego, jeśli chodzi o czasy upamiętniane tym świętem, czyli wojnę polsko - sowiecką, prezentuje Muzeum Wojska Lądowych?

Tomasz Giers: Bitwie Warszawskiej jest poświęcony fragment naszej wystawy głównej. Obok pokonanego bolszewika mamy trzy sylwetki żołnierzy Wojska Polskiego, co ciekawe, każdy z nich jest ubrany inaczej i inaczej też jest uzbrojony, co pokazuje, że krótko po odzyskaniu niepodległości jeszcze ta armia nie była w pełni zunifikowana. Mamy więc oddziały w umundurowaniu pruskim, czyli oddziały wielkopolskie, w umundurowaniu amerykańskim, francuskim. W ostatnich latach udało się nam pozyskać mniej więcej z tamtego okresu dwie czapki wielkopolskie: rogatywkę - piechoty i rogatywkę 16. Pułku Ułanów, który stacjonował w Bydgoszczy i brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej.

A jak byli uzbrojeni tamci żołnierze, chodzi o takie podstawowe uzbrojenie, z czego się strzelało?

Żołnierz miał karabin, bądź krótszy karabinek oraz na nim bagnet, natomiast kawalerzyści mieli karabinki oraz szable.

Tradycja Wojska Polskiego, to oczywiście coś znacznie starszego, niż okres, o którym wspominamy. Rok 1920 to wojsko, które się odradza po okresie zaborów, ale macie też wystawę prezentującą całą historię Wojska Polskiego, polskich sił zbrojnych, jeśli można tak powiedzieć. Od kiedy ona się zaczyna?

Historię wojsk lądowych zaczynamy od bitwy, która rozegrała się 24 czerwca 972 roku nad Odrą, niedaleko grodu Cedynia. Wsparta jazdą piechota księcia Polan Mieszka I rozgromiła siły agresora – Hodona. Wcześniej oczywiście też odbywały się bitwy i starcia o dominację, natomiast jest to jedna z pierwszych nazwanych bitew historycznych w Polsce (...).

Grzegorz Górski

Grzegorz Górski/fot. Archiwum
Grzegorz Górski/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Grzegorz Górski
Gościem Rozmowy Dnia był prof. Grzegorz Górski z Akademii Jagiellońskiej w Toruniu, a rozmawialiśmy między innymi o tym, czy Polska ma szansę w rozgrywce wewnątrzunijnej z Berlinem i biurokracją brukselską.

Michał Jędryka: Pan jest jednym z publicystów, którzy twierdzą, że Polska może wygrać starcie z Komisją Europejską i Berlinem. W co gra Berlin, w co gra Komisja Europejska?
Grzegorz Górski: W tej sprawie jest kilka planów. Pierwszy to są pieniądze (…). Problem jest też taki, że przez kilkadziesiąt lat swojego istnienia - kiedy z powodzeniem realizowano projekt wspólnoty, stworzony przez Schumana - Unia była kwitnącą, rozwijającą się i ekspandującą swoim dobrobytem strukturą w świecie. Od kiedy - po traktacie w Amsterdamie - zaczęto z niej robić na siłę państwo federalne, zawiadywane z Berlina, wyłącznie w niemieckim interesie - zaczęła się sypać i kruszyć. Skończyły się też pieniądze, więc można powiedzieć, że dotychczasowy model się wyczerpał. Trwa paniczne poszukiwanie nowych źródeł. Polska jest takim krajem, z którego można wyrwać pieniądze i zaoszczędzić je, bo ciągle jest największym biorcą środków strukturalnych z Unii. Można więc uszczknąć znaczną część tych środków.(…)

Czyli chodzi nie tylko o Program Odbudowy, ale o znacznie większe pieniądze.
- Oczywiście - Program Odbudowy to właściwie w ogóle nie są pieniądze. Z uwagi na model, w jakim to przedsięwzięcie zostało skonstruowane, to jest margines. Przypominam, że Polska - zgodnie z dyspozycjami - w tej perspektywie finansowej ma dostać ponad 100 mld euro (...). To są pieniądze, które leżą na stole i cała awantura kreowana przez Brukselę pomoże w stworzeniu przesłanek do tego, żeby nielegalne rozporządzenie dało komisji instrument do wstrzymywania wypłat tych pieniędzy (...). To jest narzędzie, które będą chcieli wykorzystywać w tej grze. Budują argumentację pod przyszłą walkę o te złudne pieniądze.

W jaki sposób Polska może się zachować, żeby plan Berlina czy plan Brukseli udaremnić?
- Jest kilka elementów w wymiarze czysto politycznym. To jest oczywiście walka o wzmocnienie swojej pozycji, poprzez własną aktywność w stosunku do krajów, które wcale nie są chętne do tego typu manewrów i wiedzą, że też padną ofiarą tego typu manipulacji. Jest całkiem spore grono takich krajów (…).

Krzysztof Nowak

Krzysztof Nowak. Fot. Archiwum
Krzysztof Nowak. Fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Krzysztof Nowak
Gościem „Rozmowy Dnia” był Krzysztof Nowak z Inspekcji Transportu Drogowego w Bydgoszczy. Rozmawialiśmy m.in. o bezpieczeństwie przewozów pasażerskich.

Marcin Kupczyk: Wszyscy wciąż żyjemy tragicznym wypadkiem polskiego autokaru w Chorwacji. Wielu z nas zadaje sobie pytanie, jak to się stało, co mogło się wydarzyć? Jakie są najczęstsze przyczyny podobnych wypadków?

Krzysztof Nowak: Najczęściej do zdarzeń drogowych dochodzi z powodu błędu kierowcy. Kolejnymi przyczynami mogą być usterki techniczne.

Grzechy, błędy - takie jak zaśnięcie, przemęczenie. Często się to zdarza?

Największe zagrożenie wśród kierowców niosą manipulacje w tachografach. Odkąd powstała Inspekcja Transportu Drogowego jednym z jej głównych działań jest, aby działania ujawniać. Te naruszenia sprawdzamy i ujawniamy. Na terenie całej Europy pod tym względem przodujemy. Nasi inspektorzy z województwa kujawsko- pomorskiego szkolą nie tylko służby krajowe, ale też zagraniczne. Patrząc na statystyki w latach 2000-2021, na przestrzeni całego kraju mieliśmy 2 tys. wykrytych takich manipulacji (…) .

Dlaczego kierowcy manipulują przy tachografach? Z czego to wynika?
Domyślam się, że próbują przejechać większy odcinek kilometrów niż mogą podczas swojego dziennego czasu prowadzenia.

Czyli przekraczają normę - po to, żeby dalej dojechać, dowieźć towar w przypadku tirów, żeby zarobić pieniądze?
Taka może być główna przyczyna. Nasze postępowania prowadzone są wielowątkowo. Pierwszym krokiem jest zbadanie, kto dopuścił się naruszenia. Jeśli okaże się, że jest to tylko kierowca, to wobec niego wyciągane są konsekwencje - sankcja w postaci mandatu karnego - tylko, a może aż 2 tys. złotych.
Dalej badamy – co było po stronie przewoźnika. Jeśli się okaże, że wiedział lub nawet nakłaniał, miał świadomość, że do takiej manipulacji dochodzi wielokrotnie w danym okresie - a badamy do 28 dni wstecz - to wobec niego istnieje możliwość nałożenia kary administracyjnej do 10 tys. złotych (...) . Nowelizacja przepisów pomaga, aby naruszenia rzadziej się pojawiały. (...)

Zbigniew Kuźmiuk

Zbigniew Kuźmiuk/fot. Facebook
Zbigniew Kuźmiuk/fot. Facebook
Rozmowa Dnia - Zbigniew Kuźmiuk
Gościem środowej Rozmowy Dnia w Polskim Radiu PiK był europoseł Zbigniew Kuźmiuk - ekonomista, nauczyciel akademicki i przedsiębiorca. Rozmawiała z nim dziennikarka Magdalena Ogórek.

Magdalena Ogórek: Pytałam Hannę Gill-Piątek na antenie telewizji publicznej, czy wiedzą o tym, że Piotr Zgorzelski, wicemarszałek z PSL-u nosi w sercu nazwisko nowego premiera. Na to ona rozpromieniła się i powiedziała: „Oczywiście, premier Szymon Hołownia”.

Zbigniew Kuźmiuk: Każda sroczka swój ogonek będzie teraz chwalić. Kandydatów na premierów będzie co najmniej kilku. Myślę, że opozycja zbyt wcześnie dzieli skórę na niedźwiedziu, to są ciągle marzenia o zdobyciu władzy. Do tego potrzebne jest wygranie wyborów parlamentarnych, a żeby je wygrać i stworzyć rząd to naprawdę trzeba mieć program. Polacy po 7 latach rządów PiS uważają, w większości, że każda szanująca się partia, jeżeli chce uczestniczyć we władzy powinna taki program zaprezentować. „Walka polityczna" musi się toczyć na programy. Nie może być tak, że jedynym hasłem dla opozycji jest odsunięcie PiS od władzy (...).

Mogłabym dorzucić do tych kandydatur panią Izabelę Leszczynę, którą Platforma proponuje na premiera, tylko że „konia z rzędem" temu, który przedstawi mi receptę Szymona Hołowni na drożyznę, receptę Platformy na to, co teraz dzieje się w Polsce i na świecie. Nikt tej recepty nie ma. Wy też chcielibyście mieć opozycję, która zmusza was do większego wydatkowania pomysłów i argumentacji, a tych argumentów na razie nie ma.

- Tak, to prawda. Debatę publiczną zdominowała ta narracja - szczególnie po powrocie Donalda Tuska do polskiej polityki - o odsunięciu PIS od władzy i ponoć to hasło miało wystarczyć. Oczywiście, Donald Tusk w ostatnich tygodniach posuwał się do bardziej radykalnych stwierdzeń.

Padały jeszcze hasła siłowe typu „silni ludzie” itd. Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu część opozycji zaczyna pełnić też Bruksela, która blokuje nam środki z Krajowego Planu Odbudowy, które dawno powinny być już w Polsce. Bardzo nierówna będzie ta kampania. Prezes Jarosław Kaczyński zaznacza, że składkę będziemy oczywiście płacić, ale jest też zdziwiony, dlaczego Unia traktuje nas tak, jakbyśmy nie byli państwem członkowskim.

- Niestety, to prawda. Wydawało się, że te parę miesięcy dyskusji wokół porozumienia związanego z reformą wymiaru sprawiedliwości, w którą włączył się pan prezydent przyniosą trwałe efekty. Rzeczywiście po długim czasie ostatecznie ta ustawa została przyjęta bez problemu w Zjednoczonej Prawicy w Sejmie i w Senacie. Wydawało się, że jesteśmy z komisją dogadani (...).

Katarzyna Gągola

Dr Katarzyna Gągola/fot. Kamil Bździan/archiwum
Dr Katarzyna Gągola/fot. Kamil Bździan/archiwum
Rozmowa Dnia - Katarzyna Gągola
Gościem „Rozmowy Dnia” była dr Katarzyna Gągola, wicedyrektor Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Bydgoszczy. Rozmawialiśmy o tym, jak ważne jest honorowe oddawanie krwi szczególnie w okresie wakacyjnym. Zapytaliśmy także, kto może zostać krwiodawcą, i jak Regionalne Centrum dba o to, by nie zabrakło krwi dla potrzebujących.



Marcin Kupczyk: Każdego roku latem słyszymy apele o oddawanie krwi, ponieważ wakacje to z jednej strony potencjalnie, niestety, więcej wypadków na drogach, a z drugiej strony urlopy krwiodawców. Czy zawsze latem jest kłopot z krwią? Czy bywają też lepsze okresy - jak to wygląda?

Katarzyna Gągola: Oczywiście, bywają lepsze okresy. Najczęściej krwi wystarcza, aczkolwiek aby tak było, musi być większa informacja medialna na ten temat. Musimy zaangażować wszystkie siły w promocję i w mówienie o tym, że jednak oddawanie krwi jest niezbędne, żeby ta krew, żeby jej stany były cały czas bezpieczne, wystarczające, i żeby krwi nie zabrakło dla hospitalizowanych chorych.

Jak jest obecnie w waszym Centrum?

Na razie w naszym centrum mamy bezpieczne zapasy, aczkolwiek to nie są zapasy miesięczne, tylko kilkudniowe, około tygodniowe. Na bieżąco realizujemy wszystkie zapotrzebowania ze strony szpitali i mamy jeszcze lekki zapas.

Czy krew można przechowywać i jak długo można to robić?

Niestety, krew można przechowywać maksymalnie 42 dni, czyli trochę dłużej niż miesiąc i dlatego nie możemy zrobić żadnych dużych zapasów, na przykład przed wakacjami, żeby zabezpieczyć się na całe wakacje. Musimy krew na bieżąco pobierać, przygotowywać i wydawać do szpitali.

Krew ma swoje różne składniki. Są one wydzielane i magazynowane na różne sposoby...

Mówiąc krew myślimy głównie o krwinkach czerwonych, ważnych właśnie przez 42 dni, ale tę porcji krwi oddaną przez dawcę my dzielimy na trzy różne części: na krwinki czerwone, na osocze, które może być przechowywany po zamrożeniu nawet 3 lata, i na krwinki płytkowe, które są ważne tylko 5 dni, i na przykład krwinki płytkowe pobrane dzisiaj wydajemy na drugi dzień. Musi więc być u nas codziennie krwiodawca, by na bieżąco zaopatrywać szpitale w krwinki płytkowe.

Ile krwi państwo pobierają, aby szpitale mogły przeprowadzać operacje bez przestojów?

Dziennie wydajemy około 300 jednostek krwi do szpitali naszego regionu, czyli tyle osób musi się zgłosić i krew oddać, żeby te magazyny były bezpieczne. To jest duża liczba krwiodawców. Tyle szpitale oczekują.

Co to jest jednostka?

Jest to porcja krwi pobrana od jednego krwiodawcy. To jest około 200 ml krwi, koncentratu krwinek czerwonych. Krwiodawca jednorazowo oddaje 450 ml krwi pełnej, które dzielimy właśnie na te trzy wspomniane składniki (...).

Anna Gembicka

Anna Gembicka
Anna Gembicka
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Anna Gembicka
Gościem „Rozmowy Dnia” była Anna Gembicka – wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi. Rozmawialiśmy m.in. o gospodarstwach opiekuńczych i dopłatach do ogrzewania.



Agnieszka Marszał: zaczynamy od tematu, który wzbudza ostatnio duże zainteresowanie i wielkie emocje - dopłaty do ogrzewania. Pani minister, czy będą dla wszystkich? Bo można się już trochę pogubić w tych ostatnich doniesieniach.

Anna Gembicka: Przede wszystkim w czasie ostatniego posiedzenia Sejmu ustawa dotycząca dodatku węglowego wróciła z Senatu, przeszła swoją drogę legislacyjną i to wsparcie jest zapewnione, ale myślę jest bardzo ważna zapowiedź, która padła ze strony pani minister Moskwy (minister klimatu i środowiska – dop. red.) o przygotowaniu ustawy, która stanie na wrześniowym posiedzeniu Sejmu, dotyczącej wsparcia także innych źródeł ciepła, takich jak chociażby pellet, olej opałowy czy drewno. Tak, jak mówiliśmy od początku, nie zostawiamy nikogo bez pomocy, przeznaczymy dodatkowe środki na to, żeby także inne źródła ciepła mogły zostać wsparte i to będzie realne wsparcie dla wielu milionów Polaków.

Ci, którzy ogrzewają swoje domy nie tylko węglem, ale także innymi źródłami energii mogą zatem liczyć na to, że jakieś wsparcie finansowe także dostaną?

Jak najbardziej. Tak, jak było to zapowiadane, w przypadku pelletu czy też innego rodzaju biomasy to będzie prawdopodobnie dodatek w wysokości 3 tys. zł, przy drewnie 1 tys. zł, przy oleju opałowym 2 tys. zł. Przed nami jeszcze prace legislacyjne, ale prawdopodobnie na wrześniowym posiedzeniu Sejmu uda się całą ustawę procedować. Mam nadzieję, że Senat także nie będzie zwlekał z procedowaniem tej ustawy i jak najszybciej uda się tę pomoc wprowadzić.

Wsparcie finansowe zatem będzie, ale czy będzie węgiel czy gaz, bo ludzie boją się, że tych surowców może zabraknąć, że jesienią i zimą możemy mieć problemy z ogrzewaniem naszych domów i mieszkań.

Jeżeli chodzi o gaz, to mamy pełne magazyny, tutaj naprawdę jesteśmy bardzo dobrze przygotowani i to warto podkreślać, patrząc chociażby na politykę niemiecką i na to, co teraz się dzieje w Niemczech, gdzie Niemcy swoje magazyny gazu oddali w rosyjskie ręce. Teraz mają bardzo duży problem. My od początku mówiliśmy, jak ważna jest dywersyfikacja. Jeżeli chodzi o węgiel też nie trzeba się martwić. Będzie on dostępny i próby siania paniki, które w ostatnich tygodniach realizuje opozycja, naprawdę nikomu nie służą, bo to doprowadza tylko do tego, że windowane są ceny. Wiadomo, że im większa panika, tym więcej osób zaczyna szukać, zaczyna się nakręcać popyt – tak, jak było ostatnio z cenami cukru przez pewien czas. Wystarczyło kilka zdjęć w internecie, nagle wybuchła panika, opozycja to bardzo szybko to podchwyciła, zaczęła straszyć Polaków, że nie będzie cukru. Tyle osób kupiło cukier, niestety, po cenach zawyżonych przez sieci handlowe, a teraz wystarczy wejść na stronę internetową sklepu Krajowej Grupy Spożywczej, gdzie po 4,99 zł cukier można spokojnie kupić (...).

Jakub Siedlecki

Jakub Siedlecki/fot. Tomasz Kaźmierski
Jakub Siedlecki/fot. Tomasz Kaźmierski
PR PiK - Rozmowa Dnia - Jakub Siedlecki
Gościem Rozmowy Dnia był nadleśniczy Jakub Siedlecki z Nadleśnictwa Bydgoszcz. Jej tematy to stan zalesienia w Polsce i w regionie. Zapytaliśmy, czy prawdziwe są informacje o masowym wycinaniu lasu w Polsce? Rozmawialiśmy także o tym, co daje nam las i że coraz lepiej udaje się ścigać osoby zaśmiecające lasy.

Marcin Kupczyk: Tereny zalesione stanowią niemal 30 procent powierzchni Polski i ta wielkość co roku się zwiększa. Ogromną większością – około 77 procent - zarządzają Lasy Państwowe, ponad 19 procent należy do osób prywatnych. Tymczasem od czasu do czasu pojawiają się głosy krytyki wobec Państwa firmy, że „lasy są wycinane na potęgę”.
Jakub Siedlecki: Rozumiem emocje, które towarzyszą wycinaniu naszych lasów, ale muszę wszystkich zapewnić, że prowadzimy naprawdę zrównoważoną gospodarkę leśną. Od okresu powojennego udało się o prawie 10 procent zwiększyć powierzchnię pokrytą lasami – to jest naprawdę wiele milionów hektarów – tyle już przybyło polskich lasów. W tej chwili po prostu korzystamy z dobra przyrody, jakim jest las. Nikogo nie dziwi, gdy rolnik wycina dojrzałe zboże. Oczywiście rozumiem pretensje społeczeństwa wobec leśników, że wycinają dojrzały las…

Las jest po to, żeby go ciąć jak zboże?
– Trochę tak i trochę nie. Odpowiedź nie jest taka prosta. Korzystamy z dobra, które zostało posadzone przez naszych poprzedników. Dojrzały las to taki, który osiągnie odpowiedni wiek – to zależy od gatunku. Dla sosny to między 100 a 120 lat, w niektórych nadleśnictwach nawet 80, dla dębów to będą już dużo większe liczby – około 140-160 lat, dla innych gatunków jeszcze inne (…).

Lesistość Polski ma się zwiększyć do 33 procent z obecnych niecałych 30 procent. W jaki sposób ma zostać taki cel osiągnięty?
– Będzie to bardzo trudne zadanie, to jest wyzwanie dla Lasów. W tej chwili rozpoczęliśmy akcję zakupu gruntów, które można zalesić oraz wykupu lasów, które prywatni właściciele chcieliby sprzedać Lasom Państwowym. Generalnie jednak skupiamy się na tym, żeby kupować miejsca nadające się na posadzenie lasu – takie, które nie nadają się na użytkowanie rolnicze, znajdują się przy lesie i doskonale będą spełniały swoją rolę, jeżeli zostaną na nich posadzone drzewka (...).

Ireneusz Stachowiak

Ireneusz Stachowiak Fot. www.facebook.com/stachowiakireneusz
Ireneusz Stachowiak Fot. www.facebook.com/stachowiakireneusz
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Ireneusz Stachowiak
Gościem „Rozmowy Dnia” był prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Toruniu. A jej temat to walka z „kopciuchami”. Rozmawialiśmy o tym, jak można uzyskać dofinansowanie z programów: „Czyste Powietrze”, „Ciepłe Mieszkanie” oraz „Agroenergia”.



Marcin Kupczyk: Od 15 lipca można już składać kompleksowe wnioski w programie „Czyste Powietrze Plus”. Ma umożliwić prefinansowanie inwestycji ekologicznych. Proszę przypomnieć na czym ten program polega?

Ireneusz Stachowiak: „Czyste Powietrze” to program adresowany do właścicieli domów jednorodzinnych i w ramach tego programu można dokonać wymiany źródła ogrzewania na paliwo stałe, przeprowadzić kompleksową termomodernizację w domu wymienić okna, docieplić ściany, a także zmodernizować instalację centralnego ogrzewania. Można także ubiegać się o dofinansowanie na budowę fotowoltaiki na swoim domu.

Mowa jest o przedpłatach. Jak je uzyskać?

Od 15 lipca jest możliwość prefinansowania inwestycji. Polega to na tym, że składamy wniosek do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska o wypłatę tak zwanej zaliczki. Ta zaliczka w wysokości 50 procent przyznanej dotacji będzie wypłacona na konto firmy, z którą wcześniej musimy podpisać umowę. Te pieniądze dostanie firma i może przeznaczyć je na zakup niezbędnych materiałów potrzebnych do wykonania danej inwestycji.

Głównym celem programu jest walka z „kopciuchami”, walka o czyste powietrze. Jak przebiega to w naszym regionie?

Wygląda coraz lepiej. Od początku programu, czyli od września 2018 roku przyjęliśmy 28 tys. wniosków. Podpisaliśmy już ponad 25 tys. umów na łączną kwotę ponad 422 mln zł, a naszym beneficjentom wypłaciliśmy już blisko 232 mln zł za fizycznie zrealizowane inwestycje i ponad 20 tys. takich pieców na terenie województwa kujawsko-pomorskiego zostało wymienionych. W przeliczeniu na jednego mieszkańca województwa mamy wysoki wskaźnik, mamy 4. miejsce w kraju, także mieszkańcy naszego regionu bardzo aktywnie korzystają z możliwości dofinansowania w postaci dotacji tych inwestycji. A przypomnę, że dotacja jest z jedną z form, czyli oprócz tego, że można otrzymać dotację ona jest w trzech progach 30, 60 i 90 procent w zależności od dochodów, jakie uzyskujemy w gospodarstwie domowym możemy także skorzystać odliczając pozostałą część inwestycji, na którą nie otrzymujemy dotacji w tzw. uldze termomodernizacyjnej, w której przysługuje 53 tys. zł do odliczenia w podstawie opodatkowania. Tę inwestycję można w dużej mierze sfinansować ze środków zewnętrznych, dlatego program cieszy się dużym zainteresowaniem (...).
1234567