Coraz mniej dzieci i nastolatków wyjeżdża do sanatoriów. Powodem wcale nie jest ich lepsze zdrowie
W całym województwie od początku roku tylko trzydzieścioro pięcioro starszych dzieci i pięcioro maluchów, które do sanatorium wyjechały pod opieką osoby dorosłej, skorzystało z leczenia uzdrowiskowego.
- Te liczby od lat spadają - przyznaje Magdalena Runge z kujawsko pomorskiego oddziału NFZ. - Czekamy na skierowania dla dzieci, a nie wpływają one do oddziałów Narodowego Funduszu Zdrowia. Są dwie formy: leczenie sanatoryjne, na które dzieci w wieku od 3 do 6 lat wyjeżdżają pod opieką swojego dorosłego opiekuna (rodzic płaci za siebie) i leczenie szpitalne dla dzieci od 6 do 18 lat, na które jadą same (taki wyjazd jest więc dla rodziców bezpłatny). Kolejek nie ma, zachęcamy, są wolne miejsca - dodaje.
W zeszłym roku z leczenia szpitalnego skorzystały 272 osoby z województwa kujawsko-pomorskiego. Z roku na rok skierowań jest coraz mniej. Rodzice wskazują na dwie przeszkody w posyłaniu najmłodszych dzieci do sanatoriów - brak systemowego dofinansowania pobytu opiekuna i konieczność wzięcia długiego urlopu. Turnusy dla maluchów trwają 21 dni. Starsze dzieci wyjeżdżają same - na 27 dni leczenia. Obawę rodziców starszych dzieci budzą ewentualne zaległości szkolne, jakie mogłyby powstać pod ich nieobecność.
- W uzdrowiskach dla dzieci jest realizowany obowiązek szkolny zarówno na poziomie szkoły podstawowej jak i szkół ponadpodstawowych - zaznacza Barbara Nawrocka, rzeczniczka kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ.
Najmłodsi pacjenci z województwa kujawsko-pomorskiego kierowani są do Ciechocinka (tam odbywają się turnusy m.in. dla dzieci z otyłością), ale też nad morze. Starsze dzieci i nastolatkowie mogą leczyć się także w uzdrowiskach położonych w górach. Potrzebne jest skierowanie od lekarza.