Sprawa rolniczych protestów przesądzona? Bydgoski sąd przyznał rację prezydentowi
Sąd Okręgowy w Bydgoszczy podtrzymał na poniedziałkowym posiedzeniu zakaz pikietowania przed Urzędem Wojewódzkim. Chodzi o rolnicze zgromadzenia zaplanowane na 8 i 9 stycznia.
Sąd za priorytetowe uznał bezpieczeństwo mieszkańców i drożność tras ratunkowych. Wskazał też, że wniosek o zgodę na manifestację mógł wpłynąć wcześniej.
Odwołanie wniósł Mateusz Saas. Na sali sądowej wspierał go Jan Kaźmierczak.
- My nie mamy innej formy protestu do wyboru. My, jako rolnicy, nie występujemy tutaj tylko we własnym imieniu i nie walczymy tylko o swoje gospodarstwa, ale to jest sprawa całego społeczeństwa polskiego - mówi Mateusz Saas.
- Protestowaliśmy również dwa lata temu. Wówczas było aż 1600 traktorów i około 2 tysiące osób. Zgłoszenie złożyliśmy tak samo jak teraz. Teraz sąd stwierdził, że te same osoby nie są w stanie dopilnować porządku, a okazuje się, że skala planowanego protestu była dużo mniejsza - 10 razy mniejsza i 150 traktorów. Szanujemy decyzję sądu, ale się z nią absolutnie nie zgadzamy. Walczymy o nasze prawo do wypowiadania słusznych racji, a mamy wrażenie, że zarówno prezydent miasta, jak i sąd, podtrzymując tę decyzję, uważają, że my chcieliśmy zrobić źle - tłumaczył Jan Kaźmierczak.
Dzisiejsza rozprawa dotyczyła drugiego ze zgłoszonych protestów. W sobotę odbyła się sprawa dotycząca pierwszego. Organizatorzy złożyli skargę do Sądu Apelacyjnego. Na razie brak ostatecznego rozstrzygnięcia.
Więcej w relacji Nataszy Trzebuchowskiej.