Piątek, 9 lutego 2024 o godz. 20:05
Wokalistka i aktorka, chyba w takiej kolejności w tej chwili powinnam mówić, bo co rusz przedstawia Pani światu swoje kolejne propozycje?
- Rzeczywiście mam teraz bardzo intensywny okres muzyczny. Kończę już właściwie swoją płytę, która jest w tej chwili moim oczkiem w głowie i spędza mi sen z powiek. To wyjątkowy projekt. Sama na nim śpiewam na 6 głosów jazzowe aranżacje, które przygotował dla mnie Jacek Zamecki. A ponieważ w Polsce generalnie się takich płyt, w takich aranżacjach nie nagrywa, to staram się, aby to była płyta i piosenki na niej, były naprawdę wyjątkowe i myślę, że też takie są.
To jest taka biżuteria wręcz powiedziałabym, bo to jest takie wycyzelowane. Jest może o tyle łatwiej do zgrania, bo jeden głos śpiewa 6 partii.
- Tak i rzeczywiście trudność polega na tym, że nie można ze sobą śpiewać w czasie rzeczywistym. To znaczy każda ścieżka jest nagrywana osobno. W związku z tym, najpierw nagrywam jedną ścieżkę, potem drugą, trzecią, czwartą, piątą, szóstą i na przykład dopiero kiedy nagram szóstą, czyli mówiąc kolokwialnie napracuję się, to może się okazać, że na przykład nie za dobrze to brzmi, albo fajnie było by zrobić tu zwolnienie, albo może przyspieszenie, albo może jakiś akcencik, a tego nie ma i wtedy to trzeba wszystko wyrzucić do kosza i nagrywać jeszcze raz. Więc ta praca jest długotrwała, a ponieważ jestem perfekcjonistką również w tej mojej pracy muzycznej, to wiele razy, wiele fragmentów lądowało w koszu, żeby znowu od nowa cierpliwie nagrywać po kolei każdy głos i każdą ścieżkę.
Ktoś by mógł spytać, ale cóż to takiego wielkiego... Nagra się jeden głos, drugi, trzeci, ale to jest naprawdę żmudna praca.

- To prawda, płyta w ogóle nosi tytuł „Wracam”. A to oznacza jedno, wracam do początków swojej kariery wokalnej, kiedy to dołączyłam do zespołu Spirituals Singers Band, wrocławskiego zespołu. Tam Włodzimierz Szomański przyjął mnie jako kompletną taką „kaczuszkę”, śpiewającą ładnie i czysto, ale bez zielonego pojęcia o tym, jak się śpiewa wielogłosowo, a już tym bardziej gospel, bo to był zespół gospelowy. Uczyłam się naprawdę piosenka za piosenką, chłonęłam wszystko co trzeba było wchłonąć w ekspresowym tempie, bo bardzo szybko chciałam dołączyć do poziomu całego zespołu i marzyłam o tym, żeby koncertować na profesjonalnych scenach. Tak też się stało i po 10 latach wspaniałej współpracy z zespołem podjęłam decyzję, że więcej się już tam nie nauczę, kończyłam akurat studia, przeniosłam się do Warszawy i rozpoczęłam swoją własną karierę. Jednak to ciągłe myślenie i takie wspominanie tamtych czasów i te marzenia o tym, żeby śpiewać wielogłosowo wciąż we mnie pobrzmiewa. I po 35 latach mamy powrót do korzeni. Więc płyta jest takim ukłonem dla tamtych czasów i też chciałabym ją po prostu ofiarować i złożyć hołd Włodkowi Szomańskiemu, nieżyjącemu już dzisiaj liderowi zespołu, za to, że kiedyś dał mi szansę, że otworzył drzwi, że podał mi rękę i pozwolił mi się rozwijać w zespole i z zespołem, bo od niego się wszystko zaczęło.
A to był jeden z niewielu zespołów wokalnych. Z tymi zespołami wokalnymi w Polsce jest jakiś problem. Nie mamy tradycji śpiewania na głosy i to szczególnie takiego repertuaru.
- ...bo to jest po prostu zwyczajnie bardzo trudne. Zaśpiewanie czegoś na dwa głosy, na trzy to już jest wielki wyczyn, a śpiewanie na 6 głosów no wymaga fenomenalnego słuchu, umiejętności śpiewania, czyli dostrajania się do harmonii i słyszenia, bo jeśli jest 6 głosów, to znaczy, że ta harmonia musi być już bardzo skomplikowana. Trzeba rzeczywiście mieć bardzo mocno wyśrubowany słuch. Taka praca, żeby sobie wykształcić taki słuch, też zabiera wiele lat. To nie jest tak, że się z tym człowiek rodzi i sobie stanie i tak sobie zaśpiewa. To tak nie jest, więc myślę, że często polscy wokaliści, czy w ogóle osoby, które chciałyby się nawet zająć takim śpiewaniem, szybko rezygnują, bo to jest bardzo mozolna, trudna i długotrwała praca. A per saldo może wcale nie przynieść takich kokosów, jakby się można było spodziewać, bo paradoksalnie coś im trudniejsze, tym mniej popularne. W związku z tym ja też mam świadomość tego, że ta płyta, nagrywana przeze mnie z ogromną miłością i oddaniem, wcale nie musi mieć aż tylu zwolenników i mam świadomość tego, że może nie odbije się jakimś wielkim echem. Jednak szczerze mówiąc nie dbam o to, bo mam poczucie, że to, co zrobiłam i to co nagrałam, to jest prezent dla mnie i tak jak wcześniej wspomniałam hołd dla Włodka. To jest dla mnie taka myśl przewodnia i tej wersji się trzymam, bo naprawdę jestem szczęśliwa, że nagrałam taką płytę. Przede wszystkim dla mnie ta płyta jest chyba najtrudniejszym i najbardziej ambitnym projektem, jaki kiedykolwiek dane mi było w życiu nagrać, więc już choćby z samego tego powodu uważam, że warto było.
I powiedzmy sobie szczerze, że nie będzie Pani ogrywać tej płyty na koncertach.
- ...no niestety nie. To znaczy umówiłam się tak z moimi muzykami. (Nie, nie oni nie będą śpiewać. Proszę się nie martwić) Umówiłam się z moimi muzykami, że żeby dać taki suspens mojej publiczności, moim fanom na koncertach, żeby wiedzieli co to jest, czym jest ta płyta, to zrobię coś, co niezwykle rzadko mi się zdarza. Z półplaybacku będzie emitowana jedna lub dwie piosenki i te pięć głosów, a ja zaśpiewam ten szósty, po to, żeby dać publiczności wiedzę, jak to mogłoby brzmieć, żeby sięgnęli po tą płytę, ale oczywiście będę to robiła tylko w tym czasie promocyjnym.
Jeszcze chciałabym na koniec popytać o to, w którym momencie wiedziała Pani, że ta ścieżka muzyczna będzie Pani tak zwaną ścieżką życiową. Zarówno Pani, jak i Pani starszy brat, który jest genialnym skrzypkiem, wychowaliście się w świecie ciszy.
