Janusz Strobel i Paweł Pańta
2026-03-12
27 lutego br. odbyła się premiera płyty winylowej JANUSZ STROBEL & PAWEŁ PAŃTA. To wyjątkowe wydawnictwo, prezentujące duet dwóch wybitnych wirtuozów — Janusza Strobla i Pawła Pańtę. Ich muzyka, kameralna i pełna oddechu, zachwyca pięknym, szlachetnym brzmieniem oraz niezwykle spójnym dialogiem dwóch instrumentów. Album ukazuje kunszt kompozytorski Janusza Strobla i niezwykłą muzykalność Pawła Pańty, tworząc intymne, wyrafinowane nagranie, które z jednej strony czerpie z tradycji bossa novy, a z drugiej — pozostaje pełne klasy i elegancji.
„...ttoś jak myśli Janusz Strobel, to od razu mu przychodzą na myśl pewne bossa novy, spokojne numery, ale to nie jest tylko płyta, na której mamy bardzo spokojne, takie sentymentalne utwory. Tam też trochę jest ognia i dynamizmu. Ale generalnie po przesłuchaniu materiału, to pierwsze moje wrażenie było takie, że ten materiał nosi w sobie dużo spokoju i ciszy, tak przed końcem dnia. (...) taka muzyka słuchana przy zgaszonym świetle, przynajmniej przygaszonym. No raczej ma w moim odczuciu charakter takiego spokojnego odczuwania muzyki, bez żadnych popisów, jakiejś szczególnej wirtuozerii nadmiernej, zbędnej w przekazie i wartości muzycznych. Myślę, że najważniejsze jest to, że nie ma tam już żadnych sztucznych elementów. Są dwa klasyczne instrumenty...”
Piątek, 13 marca 2026 o godz. 20:05
Paweł Pańta - Trudno powiedzieć. W pewnym momencie zrozumiałem, że nasze wspólne granie z Januszem musi ujrzeć światło dzienne. Dziękuję, że Janusz się zgodził, co wcale nie było takie oczywiste, bo Janusz nie jest typem człowieka, który od razu do każdego pomysłu rusza z huraoptymizmem. Kiedy słyszy propozycję, to pyta: „A dlaczego ja? A jesteś pewien, że dam radę? Czy ja umiem?” Wtedy mówię: „Kto, jak nie ty? Przecież jesteś mistrzem duetów”. Tutaj można od razu przytoczyć historię wspaniałego duetu „Alber-Strobel” i płyt winylowych, na których się wychowywałem. Słuchałem tych płyt i tym bardziej cieszę się, że dla słuchaczy też mamy taką winylową płytę. Premiera tej naszej płyty i muzyki Janusza odbyła się 6 marca br. w studiu imienia Agnieszki Osieckiej w Warszawie.
Drogi Januszu długo się opierałeś?
Janusz Strobel - Nie, niezbyt. Tym bardziej, że troszeczkę byłem wzięty na te nagrania z zasadzki. Paweł Pańta zaproponował taką niby próbę w studiu. Kiedy tam pojechałem to, po tej próbie okazało się, że płyta już jest nagrana (śmiech) Ma to swoje dobre strony, ponieważ jeżeli zważymy, że to jest czas, miejsce, rejestracja w tamtym dniu, tamte emocje i tak dalej, to ma to swoje dobre strony. Może dlatego właśnie ta płyta ma charakter taki czysty, źródłowy, nie ma żadnych efektów, żadnych nakładek, żadnych kombinacji i żadnej technologii jakiejś szczególnej, już nie będę wspominać o elektronice, która w ogóle nie bierze udziału w tych nagraniach. Myślę, że jest tam dużo ciszy, dużo spokoju, a to są walory tego materiału. Tak jak dzisiaj się spotykamy właśnie przy mikrofonach, tak w studiu się spotkaliśmy przy mikrofonach, czyli kontrabas - mikrofon, gitara klasyczna - mikrofon i zespolenie tych dwóch instrumentów.
Tych mikrofonów chyba tam było trochę więcej.
Paweł Pańta - Więcej, ale tylko, że tak powiem, sam dźwięk szedł prosto do mikrofonu, bez żadnych efektów, przetworników, to jest tak jak stajemy na scenie , grając muzykę. Tak jak muzycy klasyczni grają bez wzmocnienia, tak właśnie my potraktowaliśmy ten materiał, w taki szlachetny i naturalny sposób.
Wszystko to są Twoje profesorze kompozycje, przepiękne, eleganckie.
Janusz Strobel - Rozumiem „profesorze” w cudzysłowie?
Dla mnie jesteś profesorem, kto mi zabroni?
Janusz Strobel - Tak, wszystkie kompozycje są moje. Może dlatego, że one są pisane na gitarę klasyczną. Oczywiście nie jest to klasyczna muzyka, ale pisana na instrument, który się tak nazywa, na gitarę klasyczną i specyfika tego instrumentu, dość osobliwa wymaga jakiegoś takiego szerszego spojrzenia, nie tylko melodycznego, ale od razu i harmonicznego i wszystko razem ona buduje w sobie. Może łatwiej było mi napisać ten materiał na płytę, niż Pawłowi mordować się z fakturą gitary klasycznej, pisać mi utwory, które później on musiałby aranżować.
Bardzo cieszę się z tego, bo trzeba powiedzieć naszym słuchaczom, pewnie o tym wiedzą, że panowie też grają razem w większych konstelacjach. Niedawno przecież gościliśmy, co prawda Janusz wtedy nie dotarł do studia, razem z Pawłem Pańtą, z Nulą Stankiewicz i z Włodzimierzem Nahornym.
Paweł Pańta - A tak „Bliskość ciszy”.
Tak jest, czyli no macie pełne doświadczenie w grze ze sobą i to wieloletnie.
Janusz Strobel - Znamy się nie tylko z widzenia, 20 lat, czyli to już jest jakiś czas, który pozwala nam również poznać się jako instrumentaliści, muzycy …
... i skrócić dystans…
Janusz Strobel – Tak, skrócić dystans. Przede wszystkim zawsze powtarzam, że lubię pracować i grać z ludźmi, których lubię.
A zdarzyło Ci się grać z ludźmi, których nie lubisz?
Janusz Strobel - Tak i to wielokrotnie. W końcu gram od 60 lat, trochę czasu minęło i różnie bywało…
...ale znając Twoją elegancję i dobre wychowanie, to na pewno nie dałeś tym ludziom poznać po sobie, że ich nie lubisz.
Janusz Strobel - Nie, ja nie i inni też nie. W każdym razie to jest niezwykle istotne. Już abstrahując od takiego drobiazgu jak to, że Paweł jest wybitnym instrumentalistą i wybitnym muzykiem i granie z nim to czysta przyjemność. No nie ukrywajmy również muzyka też tutaj odgrywa ważną rolę. Przede wszystkim to jest ta platforma, gdzie można się naprawdę pięknie bez słów skomunikować, rozumieć i odczytywać pozawerbalne sygnały, które docierają do muzyka, od muzyka. Także to jest piękne.
Trzeba przyznać, że to bardzo ekonomiczny duet.
Paweł Pańta – Tak, mieścimy się do jednego samochodu
Janusz Strobel - Uwierz, że to nie było spektakularne działanie. Naprawdę nie chodziło o to, czy te koncerty będą grywane szeroko na estradach polskich i nie tylko, a mamy nadzieję, że tak będzie. Po prostu rejestracja jakiegoś materiału, jakiś pomysł Pawła,to było istotą. Przecież to Paweł mógł nagrać taką muzykę.
Może to i dobry pomysł, a te kompozycje powstawały Januszu w jednym czasie?
Janusz Strobel – To są różne utwory.
Czyli wyciągnąłeś kompozycje ze swojej przepastnej szuflady?
Paweł Pańta - Wyciągnął z przepastnej szuflady cały szereg kompozycji, niektóre są starsze, niektóre nowsze, ale nie to, że specjalnie były pisane na na ten duet, ale specjalnie na ten duet były już dopasowywane, aranżowane. Tworzyliśmy już wspólnie.
Ktoś jak myśli Janusz Strobel, to od razu mu przychodzą na myśl pewne bossa novy, spokojne numery, ale to nie jest tylko płyta, na której mamy bardzo spokojne, takie sentymentalne utwory. Tam też trochę jest ognia i dynamizmu. Ale generalnie po przesłuchaniu materiału, to pierwsze moje wrażenie było takie, że ten materiał nosi w sobie dużo spokoju i ciszy, tak przed końcem dnia.
Janusz Strobel - Taka muzyka słuchana przy zgaszonym świetle, przynajmniej przygaszonym. No raczej ma w moim odczuciu charakter takiego spokojnego odczuwania muzyki, bez żadnych popisów, jakiejś szczególnej wirtuozerii nadmiernej, zbędnej w przekazie i wartości muzycznych. Myślę, że najważniejsze jest to, że nie ma tam już żadnych sztucznych elementów. Są dwa klasyczne instrumenty.
Paweł Pańta - Samo zestawienie dwóch instrumentów już jest wirtuozerią, czyli to, że Janusz musi prowadzić głos akompaniujący, czyli harmonię i musi grać jednocześnie melodię. To, że nie ma za kim się schować. Każda nuta ma swoją wagę. Czy to jest nuta improwizowana, czy to jest nuta zawierająca się w akompaniamencie.
Ale za kontrabasem można się schować, wiesz? (śmiech)
Janusz Strobel - Tak, fizycznie można się schować, w szczególności jak się zagra jakiś fałszywy dźwięk, wtedy można skoczyć jak piesek i powiedzieć „przepraszam”.
Paweł Pańta - Trzeba teraz zważyć, że to jednak są dwa bardzo trudne instrumenty. Stworzenia takiego duetu w ogóle klasyczna gitara, kontrabas, gdzie alikwoty nakładają się na siebie. Trzeba bardzo uważać, w jakich rejestrach grać, w każdym momencie trzeba być bardzo czujnym, słuchać bardzo uważnie drugiego instrumentalisty i właściwie to jest płyta solowa.
Janusz Strobel - Ja nazywam duet jak instrument solo.
Zdecydowanie tak, bo tam nawet nie słychać, żeby któryś komuś akompaniował, prawda?
Janusz Strobel - Dokładnie, takie było założenie i myślę, że to założenie zostało zrealizowane.
Paweł Pańta - Tak jak napisał Ryszard Borowski w nocie: „Podczas improwizowania w duecie forma wydaje się prosta i konieczna. Jeden z instrumentów musi wziąć na siebie rolę akompaniatora, ale tu nie zawsze wygląda to tak prosto. Jest to możliwe dzięki fantazji i swobodzie wykonawczej muzyków, równouprawnienie partii obu instrumentów jest kolejnym atutem tych nagrań. Odnajdą państwo na tej płycie utwory popisowe, ale także przepełnione spokojem”.
A ten spokój, to jest wyraz Twojej duszy. Jesteś takim na co dzień wybitnie spokojnym człowiekiem?
Janusz Strobel - Do mnie mówisz tak? Tak, ja jestem bardzo spokojnym człowiekiem i właściwie niekonfliktowym.
Nigdy nie wybuchasz?
Janusz Strobel - Nigdy nie wybucham.
Paweł Pańta - Gdyby wszyscy ludzie byli tacy, nie byłoby wojen. Ja uczę się od Janusza. Janusz tutaj troszeczkę puszczał oczko, ale nawet słysząc jego tembr głosu, no to nie jest udawany tembr głosu, to to już można wyciągnąć wnioski, że Janusz nie jest typem choleryka. Właśnie stara się ważyć słowo i nie mówić nadmiernie. Mówi spokojnym głosem, nie unosi głosu.
Czy kiedykolwiek Janusz Cię skrytykował?
Paweł Pańta - Ale zrobił to w spokojny sposób. Wtedy taka krytyka jeszcze bardziej boli, bo gdyby nakrzyczał, to wtedy byłoby łatwiej. Może miałby powód, ale jeżeli mówi to z takim spokojem, to wtedy, to bardzo boli.

Paweł Pańta i Janusz Strobel. Fot. Pawel Trzesniowski/nadesłane
„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska