Gość programu

Henryk Miśkiewicz i Piotr Kostrzewa

2024-05-17
Henryk Miśkiewicz. Fot. Julita Górska

Henryk Miśkiewicz. Fot. Julita Górska

Polskie Radio PiK - Zwierzenia przy muzyce - Henryk Miśkiewicz i Piotr Kostrzewa

Henryk Miśkiewicz – saksofonista, kompozytor i aranżer i Piotr Kostrzewa opowiadają o płycie z młodzieńczymi kompozycjami Henryka Miśkiewicza granymi przez Chopin University Big-Band.

...nie chciałem tej płyty nagrywać z tego powodu, że uznałem, że to jest za stary materiał, teraz inaczej się to robi. Inaczej się pisze, inaczej orkiestry realizują to i bałem się tego. (...) Muzycy młodzi tak fantastycznie grają. W tym big-bandzie są tacy muzycy, że po prostu wstyd mi byłoby nie nagrać drugiej wersji, trochę lepszej...”

Piątek, 17 maja 2024 o godz. 20:05
Dzień dobry, Witam, Panie Henryku. Napisano, że to młodzieńcze Pana kompozycje. Czy rzeczywiście one są młodzieńcze? Ile miał Pan lat, jak stworzył to, co znajdzie się na płycie.
Henryk Miśkiewicz - Nie pamiętam, ile miałem lat, ale było to 40, 50 lat temu. Wróciłem do nich dzięki Piotrowi Kostrzewie i trochę za sprawą mojej córki, Doroty, która też mnie namawiała, żeby koniecznie taką płytę zrobić. W związku z tym, cofnęliśmy się w czasie i wybraliśmy się do biblioteki, aby wyciągnąć nuty. I te wszystkie starocie, które tam zalegały zaczęliśmy grać.

Czyli tych nut Pan nie miał w domu?
Henryk Miśkiewicz - Nic nie miałem, ani nagrań nie miałem w domu, ani nut nie miałem. To było w bibliotece Polskiego Radia. Udało się to znaleźć, bo są tam trzymane, nawet podziwiam Piotra, że on to potrafił wyciągnąć z archiwum, bo ja bym chyba nie potrafił.

Panie Piotrze, a Pan pamiętał te nagrania?
Piotr Kostrzewa - Nie, ja nie pamiętałem, tylko słyszałem o nich. Po rozmowie z Heniem, okazało się, że tych nagrań powinno być co najmniej kilkanaście. W związku z tym, z panią dyrektor archiwum Polskiego Radia porozumieliśmy się i dostaliśmy dostęp, jakby nieograniczony do tego, żeby te nagrania i nuty znaleźć. W wakacje wybraliśmy się z Heniem do archiwum i tam pieczołowicie przeglądaliśmy każdą partię, każdą partyturę. To wszystko musieliśmy odtworzyć. Niektóre głosy były niewyraźnie napisane, niektóre w ogóle zginęły. I taki materiał został przygotowany. Henio zaakceptował wszystkie te utwory, które wyciągnąłem, bo było ich troszkę więcej. No i wyruszyliśmy do pracy nad dopracowaniem tego całego materiału i przygotowaniem całości tej koncepcji, która miałaby się znaleźć na płycie.

Pamięta Pan, to pytanie do pana Henryka, jak te kompozycje były wykonywane przez orkiestrę Polskiego Radia pod dowództwem Andrzeja Trzaskowskiego?
Henryk Miśkiewicz - Tak, pamiętam to, też była inna technika. Wtedy zupełnie inaczej nagrywaliśmy, bo polegało to na tym, że robiliśmy próbę całości, po czym pierwszy ślad nagrywała sekcja rytmiczna, później nagrywały saksofony na tę sekcję i na końcu trąbki, albo odwrotnie saksofony z trąbkami i puzonami. To była inna technika, wiadomo, inne studia, były inne stoły, które rejestrowały muzykę i wtedy „na setkę”, to rzeczywiście było trudno cokolwiek nagrać. Natomiast teraz z orkiestrą Piotra gramy to „na setkę”. Samo brzmienie też się zmieniło. Wszystko jest inne, m.in. urządzenia nagrywające i dzisiejsze brzmienie jest nieporównywalnie lepsze od tamtych czasów. Natomiast dla mnie, to wtedy były duże przeżycia innego typu, ponieważ byłem młodym człowiekiem, przynosiłem do orkiestry kompozycje, oni grali i samo to, było dla mnie niesamowitym wyróżnieniem.

Panie Henryku, sam skład tamtej orkiestry był niesamowity – same gwiazdy.
Henryk Miśkiewicz - Było dużo muzyków jazzowych, znanych (Ptaszyn, Zabiegliński, Namysłowski, Majewski itd.), także i trema do tego dochodziła: jak to zabrzmi? Obawa czy koledzy będą się śmiali, czy się będzie podobało. Dziś to pamiętam bardziej jako emocjonalne przeżycie. No oczywiście później, już wskutek tego przynosiłem nagrania na taśmie do domu, puszczałem dzieciakom, musiały słuchać i mówić czy fajne, czy nie. Także Dorota dobrze to zapamiętała.

Najwyraźniej były fajne, skoro córka pamięta.
Henryk Miśkiewicz - Teraz jak jej puściliśmy płytę, już zgraną całą, to prawie wszystko znała, może oprócz dwóch numerów.

Panie Piotrze, a Pan się nie bał, że jednak młodzi muzycy, studenci Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina zabrali się za ten materiał?
Piotr Kostrzewa - Ja się bardzo bałem, obawiałem się, bo to jest niesamowite wyzwanie. Nawet państwo tutaj mogą sobie wyobrazić, jakie były odczucia tych młodych ludzi, którzy w większości są klasycznymi muzykami, bo jazzmanów mam niewielu w big-bandzie, w związku z tym taki jest konglomerat różnych stylów i różnych torów edukacji, którą oni przechodzą. Miałem olbrzymie obawy. Czy sobie poradzą z tak zaawansowanym, trudnym, bo to trudny rzeczywiście materiał koncepcyjnie i wiele trzeba było z niego różnych rzeczy wydobyć. Poza tym kompozytor był z nami cały czas i to jest zawsze wyzwanie, jeżeli kompozytor jest obecny. W tym wypadku, bo to Henia i aranżacje i kompozycje, z wyjątkiem jednego utworu, który jest tylko jego aranżacją, ale ci młodzi muzycy mieli błysk w oczach. A ponieważ ja im bezgranicznie wierzę w to co robimy, bo efekty na ogół są takie, że jestem bardzo z tego zadowolony, więc wiedziałem, że przy ich pomocy i jakby mojej całej organizacji tego wszystkiego, powinniśmy dać radę. Ale to już Henryk powinien powiedzieć, jak to wyszło w całości. Ja, w każdym razie mam poczucie, że naprawdę to był dla nas znakomity, przede wszystkim skok w przód. Jesteśmy dziś, po nagraniu tego materiału, dużo dalej niż byliśmy, w sensie myślenia w ogóle o aranżacjach, o tym jak grać. Wiele cennych uwag otrzymali muzycy od Henryka, nawet specjalnie prowokowali go, bo to widziałem jak prowokowali takie sytuacje, żeby móc podejść i zapytać o jakieś rzeczy, żeby usłyszeć z ust mistrza, jak powinno się to zagrać, czy to jest dobry dźwięk, czy to jest niedobry dźwięk? Także wiele, wiele różnych płaszczyzn i mam poczucie dobrze spełnionego zadania.

Henryk Miśkiewicz - Ja podziwiam duże zaangażowanie tych młodych muzyków. Oni naprawdę, jak patrzyłem na nich, to chcieli jak najlepiej zagrać i te wszystkie poprawki, to wynikały z ich inicjatywy, bo oni jeszcze chcieli powtarzać. Realizator mówi, że jest dobrze, a oni: jeszcze chcemy raz nagrać, bo będzie jeszcze lepiej. Także naprawdę to było bardzo miłe, bardzo sympatyczne przeżycie.

Zasmakował Pan, Panie Henryku tej roli profesora?
Henryk Miśkiewicz - No w jakimś sensie tak, ale równocześnie przypominając sobie swoje młode lata, bo też wtedy byłem taki młody jak oni teraz i to zaangażowanie moje wtedy, pamiętam też było bardzo duże. A czy zasmakowałem roli profesora? Nie, chyba ja nie jestem taki profesor…

Piotr Kostrzewa - Ale ta relacja Mistrz - Uczeń zaistniała niewątpliwie, także dla mnie też jest to bardzo mocny, dydaktyczny akcent w tej całej historii, w tym całym naszym wspólnym projekcie, bo to tylko umacnia to, co ja robię. Relacja mistrz - uczeń dzisiaj jest bardzo ważna. Ona troszkę zanika, więc generalizując ten projekt spełnił swoje zadanie pod tym kątem.

Henryk Miśkiewicz - No i praca była bardzo, bardzo przyjemna przy tym.

Panie Henryku, a jak długo Pan grał w orkiestrze Andrzeja Trzaskowskiego?
Henryk Miśkiewicz - Pełna nazwa , to była Orkiestra S1 Polskiego Radia i Telewizji pod dyrekcją Andrzeja Trzaskowskiego.

Jak długo Pan grał?
Henryk Miśkiewicz - Orkiestra istniała 20 lat, były różne przerwy w moim graniu, ponieważ jeździłem na kontrakty. Andrzej Trzaskowski był tak wspaniałym dyrektorem, że zawsze nam dawał urlopy bezpłatne, także mogliśmy z tego korzystać, ale generalnie 20 lat spędziłem w studiu, w tej orkiestrze. Oprócz tego oczywiście były inne orkiestry, było Studio Jazzowe Polskiego Radia Ptaszyna Wróblewskiego, gdzie też brałem udział i się z kolei uczyłem od innych Mistrzów innej muzyki. Także to był bardzo dobry okres taki edukacyjny. Tak jak teraz ta młodzież uczy się grać, nagrywając tę płytę, tak, ja się uczyłem wtedy od innych Mistrzów, nagrywając ich rzeczy. Zmiana pokoleń.

Powiem szczerze po przesłuchaniu wczoraj tego singla „Kakaruka” kilkukrotnie, to ten utwór się absolutnie nie zestarzał.
Henryk Miśkiewicz - No a takie były moje obawy, nie chciałem tej płyty nagrywać z tego powodu, że uznałem, że to jest za stary materiał, teraz inaczej się to robi. Inaczej się pisze, inaczej orkiestry realizują to i bałem się tego. A jak pani mówi taką rzecz, to jestem zachwycony.

Pan Piotr chyba potwierdzi prawda, że te kompozycje brzmią współcześnie?
Piotr Kostrzewa - Tak, absolutnie, to znaczy mnie zależało na tym, żeby młodzi muzycy big-bandu mogli się zetknąć właśnie, jak Henio powiedział, z tym takim stylem, którego dzisiaj już nie ma właściwie, bo się kiedyś zupełnie inaczej aranżowało, w ogóle samo podejście do jazzu było inne. Wtedy panowie mieli pięciolinię, kartkę i ołówek i tylko wyobraźnia działała. Można było tylko na fortepianie coś ewentualnie sprawdzić, ale to pierwsze zderzenie dopiero było jak się wchodziło do studia i orkiestra zagrała. Dzisiaj młodzież ma programy i sobie robi wszystko na komputerze i puszcza. Oni właściwie już wiedzą, jak to będzie mniej więcej brzmiało, poprawki mogą sobie zrobić w domu, a tam była niesamowita niespodzianka jak to będzie. Tutaj chciałem jeszcze to powiedzieć, przy tej okazji, że te wszystkie partytury są fantastycznie napisane i naprawdę, Heniu, przecież nie kończyłeś aranżacji żadnej, to było wszystko niesamowicie profesjonalnie napisane.

Henryk Miśkiewicz - Nie kończyłem, ale mnie to interesowało, także sam się dokształcałem.

Piotr Kostrzewa - I to jest coś niesamowitego, jak trzeba się było dokształcać w tamtych latach. Nie mieliśmy dostępu do niczego, nie było nagrań, płyty przemycane były i tak dalej. Nie było różnych streamingowych portali, które nam dają dostęp do całego świata, więc to było zderzenie z tym dawnym sposobem aranżowania, z dawnym sposobem grania. Myślę, że oni w jakiś sposób poradzili sobie. Na tej płycie jest troszeczkę tego takiego dawnego sposobu grania, dawnego realizowania w tym stylu, w zderzeniu z młodością i z tym co oni dzisiaj umieją na swoich instrumentach, bo niewątpliwie grają dużo lepiej niż my w ich wieku.

A jak wyglądała praca w orkiestrze Andrzeja Trzaskowskiego? Czy mieliście codzienne próby, czy spotykaliście się jak była sesja nagraniowa?
Henryk Miśkiewicz - Nie, nagrania były od poniedziałku do piątku, codziennie. To była etatowa orkiestra, która przychodziła do pracy od dziesiątej do czternastej, codziennie. Pierwszego dnia przychodzili wszyscy, bo trzeba było wszystko przegrać, nauczyć się. Drugiego dnia przychodziła tylko sekcja rytmiczna, trzeciego blacha, a czwartego saksofony. Nagrywaliśmy każdego dnia, były nakładki i w piątek był gotowy materiał, do którego się ewentualnie dogrywało jakieś sola. Było jeszcze zgranie, pan Andrzej Malczewski, znany tutaj reżyser robił te zgrania i jeden, dwa utwory się nagrywało w ciągu tygodnia. Tak to wyglądało.

Czy na tym albumie, który nagrał Chopin University Big-band, Pan również dogrywał sola?
Henryk Miśkiewicz - No tak, niektóre były na setkę, ale później, bo byłem w osobnym pokoiku, także miałem te możliwości, że po przesłuchaniu tych wersji doszedłem do wniosku, że stary profesor musi trochę lepiej zagrać, więc dogrywałem te sola. Nie wszystkie, ale część tak.

Dusza perfekcjonisty się odezwała.
Henryk Miśkiewicz- Muzycy młodzi tak fantastycznie grają. W tym big-bandzie są tacy muzycy, że po prostu wstyd mi byłoby nie nagrać drugiej wersji, trochę lepszej.
Henryk Miśkiewicz. Fot. Julita Górska
Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę