Łukasz Wiśniewski i Miłosz Skwirut - Kraków Street Band
2026-05-15
Kraków Street Band powraca z premierowym singlem „Pomiędzy nami”, zapowiadającym album „Dwie myśli stąd”, którego premiera odbędzie się niedługo. To utwór inny niż wszystko, do czego zespół zdążył przyzwyczaić swoich słuchaczy — kameralny, skupiony, pełen ciszy, która mówi więcej niż tysiąc dźwięków.
„...rzeczywiście, zaczęliśmy trochę nietypowo, balladą, ale w planach są kolejne single, które będą bardziej dynamiczne, bo cały album jest bardzo różnorodny. Tak staraliśmy się zrobić, żeby miał on wiele odcieni (...) wywodząc się z takiej jazzowo-swingowej amerykańskiej muzyki, stosunkowo trudno było nam przejść na język polski, ale z drugiej strony bardzo mnie się marzyło, żebyśmy śpiewali po polsku. Nawet gdybyśmy mieli jak najfajniejsze teksty angielskie, to wykonując je w Polsce, one nie są do końca zrozumiałe, szczególnie w warunkach koncertowych. Więc zamarzyło mi się, żebyśmy działali nie tylko muzyką, ale również i tekstem, a ja autor tych polskich tekstów, choć dobrze mówię po angielsku, to bardzo lubię tę wielobarwność polskiego języka i chyba nie byłbym w stanie pisać takich rzeczy w żadnym innym języku...”
Sobota, 16 maja 2026 o godz. 17:05
Miłosz Skwirut - To się zaczęło ładnych parę lat temu. Zaczęliśmy od grania na ulicy w Krakowie i stąd też się nazywamy Kraków Street Band. Ale to już dawne czasy, co prawda lubimy opowiadać o tej historii, natomiast dzisiaj już z rzadka nam się zdarza grać na streecie. Zwykle koncertujemy w salach, w klubach, czy w plenerze.
A oficjalnie można grać na ulicy?
Miłosz Skwirut - Nie, bez pewnych jakichś tam bardzo skomplikowanych procesów i zezwoleń, nie można.
A fajnie było grać na ulicy?
Łukasz Wiśniewski – To była taka nieskrępowana energia muzyczna i dlatego chyba też to ruszyło, wybuchło i do dzisiaj trwa.
Najnowszy singiel, który promuje najnowszy album „Dwie myśli stąd”. Album jest już gotowy do prezentacji.
Łukasz Wiśniewski – Tak i już w kwietniu go ogrywaliśmy. Jesteśmy bardzo wdzięczni za to, że pod swoje skrzydła wzięła nas Agencja Muzyczna Polskiego Radia i w kwietniu zrobiliśmy taki mały strajk przeciw streamingowi. Album był dostępny w sklepie Polskiego Radia wysyłkowo, a od maja jest już dostępny w streamingu. To dla nas jako twórców, było ważne, żeby przez miesiąc sobie funkcjonować jako zespół prehistoryczny, a teraz dołączamy do współczesnego świata.
„Pomiędzy nami” to singiel, który promuje ten album i trzeba powiedzieć, że to jest taka spokojna piosenka, trochę wymykająca się spod różnych klasyfikacji gatunkowych. Czy taki będzie cały album?
Miłosz Skwirut - Zdecydowanie nie. Rzeczywiście, zaczęliśmy trochę nietypowo, balladą, ale w planach są kolejne single, które będą bardziej dynamiczne, bo cały album jest bardzo różnorodny. Tak staraliśmy się zrobić, żeby miał on wiele odcieni.
Czy do tej piosenki jest dołączony klip?
Łukasz Wiśniewski – Tak, on już jest opublikowany i można go sobie obejrzeć na YouTubie. Zachęcamy zresztą, żeby robił zasięgi. Już sporo osób go obejrzało, to jest klip, który nagraliśmy w studiu nagraniowym, w którym zresztą nagrywaliśmy płytę.
„Dwie myśli stąd” to tytuł piosenki, czy po prostu tytuł albumu?
Łukasz Wiśniewski – W jednej z piosenek jest taka fraza, która nam się na tyle spodobała, że została tytułem albumu. Lubimy dać tytuł, który można na różne sposoby interpretować, ale sama fraza „dwie myśli stąd” pochodzić z piosenki „W podróży”.
To jest która Wasza płyta?
Miłosz Skwirut - To już jest piąta nasza płyta i druga polskojęzyczna. Poprzednia polskojęzyczna nazywała się „Czekanie” i została nominowana do nagród Fryderyka. Zresztą poprzednia jeszcze „Going away” też została nominowana do nagrody Fryderyka,
A dlaczego teraz postanowiliście już tylko śpiewać polskojęzyczne piosenki, musieliście do tego dojrzeć?
Miłosz Skwirut - Być może. Łukasz tu jest autorem tekstów, więc on może najlepiej państwu odpowie.
Łukasz Wiśniewski – Wywodząc się z takiej jazzowo-swingowej amerykańskiej muzyki, stosunkowo trudno było nam przejść na język polski, ale z drugiej strony bardzo mnie się marzyło, żebyśmy śpiewali po polsku. Nawet gdybyśmy mieli jak najfajniejsze teksty angielskie, to wykonując je w Polsce, one nie są do końca zrozumiałe, szczególnie w warunkach koncertowych. Więc zamarzyło mi się, żebyśmy działali nie tylko muzyką, ale również i tekstem, a ja autor tych polskich tekstów, choć dobrze mówię po angielsku, to bardzo lubię tę wielobarwność polskiego języka i chyba nie byłbym w stanie pisać takich rzeczy w żadnym innym języku.
Chociaż to nie jest takie łatwe pisać po polsku, prawda?
Łukasz Wiśniewski – Chyba w żadnym języku nie jest łatwo pisać rzeczy ambitnych. Wiadomo, że język angielski dobrze brzmi i największe głupoty zaśpiewane po angielsku, dobrze się układają w gębie. Chyba jesteśmy przyzwyczajeni do muzyki z kręgów anglojęzycznych i chcemy imitować to brzmienie. Żeby śpiewać w języku polskim trzeba dostosować jednak troszkę muzykę do tego języka, żeby nie brzmieć jak przysłowiowe flamenco po niemiecku.
Panie Łukaszu, Panu łatwiej jest, bo Pan śpiewa te teksty, więc pisze je Pan trochę pod siebie.
Łukasz Wiśniewski – Tak, zdecydowanie, ale ja jestem bardzo surowym krytykiem własnej twórczości, więc żeby wyprodukować jedną frazę, którą sam zaakceptuję, to muszę wyprodukować wcześniej 100 innych, które idą do kosza. Dlatego trzeba było trochę na ten album poczekać.
Jest Pan krytyczny tylko wobec siebie, czy również wobec innych?
Łukasz Wiśniewski – No głównie te polskie teksty to piszę sam, więc wobec siebie. W innych dziedzinach jestem krytyczny również wobec kolegów, natomiast nie śmiałbym krytykować moich kolegów od strony muzycznej, bo są znakomitymi specjalistami w swojej dziedzinie.
Miłosz Skwirut - Mniej więcej to się zgadza i zostawmy to, chociaż te teksty polskie wydaje mi się wpływają na warstwę muzyczną. To wszystko na siebie wzajemnie oddziaływuje. I muzycznie i tekstowo szukamy się i dostrajamy.
Słuchajcie, czy takie wymykanie się spod definicji danego gatunku, takie trochę miszmasz: trochę jazzu, bluesa, mamy też i folk, Pop, trochę się też robi literacko i poetycko jak się słucha waszych utworów. Czy ta wasza różnorodność jest Wam potrzebna?
Łukasz Wiśniewski – Ma to dwa oblicza. Jest to miecz obosieczny. Z jednej strony nam to bardzo pomaga i jesteśmy bardzo dumni, że nie funkcjonujemy już w żadnej konkretnej szufladzie. Jest to dla nas też korzystne dlatego, że funkcjonujemy na różnych imprezach muzycznych. Grywaliśmy już na festiwalach jazzowych, bluesowych, folkowych, nawet na Festiwalu Piosenki Autorskiej czy Festiwalu Poezji Śpiewanej i generalnie sprawdzaliśmy się tam wszędzie dobrze, więc to nas napawa wielką dumą. Z drugiej jednak strony ludzie czasem potrzebują takiej pewnej szufladki i nazwania tego jakoś, a my nie możemy tego im dać. Nawet robiliśmy pewne konkursy, żeby ludzie nazwali ten gatunek, który wykonuje Kraków Street Band, ale jakoś się nie udało.
Zawsze w takim nieekonomicznym składzie występujecie?
Miłosz Skwirut - Już teraz w bardziej ekonomicznym, bo zaczynaliśmy jako dziewięcioosobowy skład. Teraz jest nas siedmiu i robi się bardziej ekonomicznie, nie straciło to na brzmieniu, jakoś sobie radzimy z tym, chociaż wiadomo, że są tego plusy i minusy ale mocno pracujemy nad tymi aranżami, żeby nie było to gorzej brzmiące. Na początku mi się wydawało, że to będzie w ogóle nieekonomicznie występować na jakimś festiwalu w dziewięć osób, więc nie traktowaliśmy tego profesjonalnie, jako pełnoprawny zespół. Dopiero potem zaczęły się takie prośby, żeby grać gdzieś tam na festiwalach, czy w klubie i okazało się, że ta wielkość zespołu jest paradoksalnie atutem i wiele festiwali jest nas w stanie zaprosić. Także z tą ekonomią różnie zwykle bywa.
Do jednego samochodu się jednak nie mieścicie?
Miłosz Skwirut - A mieścimy się. Mamy taki duży samochód, dziewięcioosobowy, więc nawet mamy jedno wolne miejsce i możemy zbłąkanego wędrowca zawsze wziąć na Stopa.
Miłosz Skwirut i Łukasz Wiśniewski. Fot. Julita Górska
„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska