Anna Jurksztowicz

2026-09-01
Anna Jurksztowicz/fot. Facebook/Anna Jurksztowicz

Anna Jurksztowicz/fot. Facebook/Anna Jurksztowicz

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Anna Jurksztowicz

Pochodząca ze Szczecina wokalistka jazzowa, piosenkarka i producentka muzyczna. Ukończyła Wydział Wokalny Średniej Szkoły Muzycznej w Szczecinie. Współpracowała z grupami: Musicus Poloniensis, Music Market, Spirituals and Gospel Singers, czy Bolter. Od ponad czterech dekad śpiewa solowo. Wiosną 2022 wzięła udział w 16. edycji programu rozrywkowego „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, a od 2024 prowadzi cykl wywiadów z artystami „Legendy Show-biznesu” na kanale „Złota scena” w serwisie You Tube. Przed rokiem odznaczona Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, w dziedzinie muzyka/estrada.

„...Ja w ogóle miałam taką drogę, uważam, że genialną. Miałam ogromne szczęście, bo przecież dziecko sobie samo nic nie wybierze. Najpierw śpiewałam w zespole muzyki dawnej, mieliśmy zespół z naszymi profesorami w szkole, to była cudowna szkoła muzyki, renesans. Śpiewaliśmy muzykę chóralną. Potem trafiłam do szkoły na wydział operowy, także śpiewałam przez 4 lata opery, a dopiero potem przyjęli mnie do Music Marketu. Tak, że miałam możliwość wyżycia się, a po tym wszystkim, zostałam piosenkarką, czyli taką wokalistką popową, czego się nigdy nie wstydziłam i zawsze uważam, że to jest też wartość sama w sobie, że ja jestem piosenkarką, a czasami pieśniarką. Jak ktoś na mnie mówi piosenkarka, no wokalistka też, to jest tak szerokie pojęcie i jest tyle różnych możliwości, prawda? (...) mam taką jedną płytę, którą nazwałam piosenkami kontemplacyjnymi, „Poza czasem, muzyka duszy”. Nagrywałam ją w całkowitej takiej świadomości, że to będzie nisza, a teraz właśnie dzięki tym odsłonom widzę, że to nie jest wcale nisza, że ludzie potrzebują medytacji w muzyce, mantrowania, takiego uspokojenia i podniesienia na wyższy poziom, bo teksty, jeśli są wartościowe, jeśli są ważne, to one unoszą nas i często mi mówią to ludzie nawet chorzy. Spędzili czas w szpitalach i ta płyta im pomogła...”

Piątek, 28 sierpnia 2026 o godz. 20:05
Anna Jurksztowicz, jurorka piątego Międzynarodowego Festiwalu „Vistula Sounds”. A że po raz pierwszy Pani juroruje, to ma Pani taki dość, powiedziałabym świeży ogląd. Jak Pani zdaniem wygląda festiwal? Czy on ma szansę rozrosnąć się do prawdziwego międzynarodowego festiwalu piosenki?
- Absolutnie, moje pierwsze skojarzenie, to jest właśnie porównanie do dawnego Sopotu. Wielokrotnie uczestniczyłam w tym festiwalu i to jest moje pierwsze porównanie. Po prostu to idzie w tę stronę. To jest taki rodzaj spotkania muzycznego wielokulturowego, które jest bardzo cenne i pamięta się to na wiele, wiele lat. Nie tylko artyści mają to w swoich sercach, w swojej pamięci, w swoim życiorysie, ale też konkurs, to są emocje.

Jurorowała Pani w dwóch konkursach, czy tylko w tym jednym, piosenki polskiej?
- Oceniałam w tym konkursie piosenki polskiej, w szacownym gronie, bo zasiadało wielu wspaniałych jurorów, także jestem jedną z nich.

Zachwycił Panią, być może poziom wykonawczy, dobór piosenek?
- A to jest różnie z tym dlatego, że zawsze się zdarzają jakieś takie osoby, na które nikt nie liczył, że będą świetnie się prezentowały. Tak, jakby na wyścigach niemalże, ale poziom jest wyrównany i to też zależy od dnia danego wokalisty, bo to oni są przeważnie wciąż jeszcze amatorami. Nie są zawodowcami, więc nie potrafią zarządzać swoim głosem tak, żeby zawsze dobrze wypaść. Może odbiór na przesłuchaniach był inny, a teraz jest gorszy i też bywa odwrotnie, że na przesłuchaniach był przeciętny, a teraz jest wybitny, więc to też jest bardzo częste na konkursach, ale trzeba jeździć na konkursy i ja zawsze zachęcam wszystkich młodych wykonawców, żeby jeździli, bo tam zdobywają doświadczenie i tam poznają branżę.

A Pani lubiła jeździć na konkursy?
- Ja lubiłam, jeździłam, byłam wytypowana jako ta „gwiazda PRLu”, nazwijmy to światowa, tak bardziej w Europie wschodniej, ale też bywałam na Karaibach i w Egipcie. Te kraje nie należały do bloku wschodniego i jednak tam bywaliśmy. Też akurat tak się złożyło, że ten czas festiwalowy, kiedy się występuje w konkursach, to wtedy to była Polska Ludowa, więc takie mam wspomnienia.

To przeliczę, bo już minęło 40 lat Pani pracy estradowej.
- Chyba więcej, gdyby policzyć czas od mojego zespołu muzyki dawnej, gdzie śpiewałam, jak miałam 12 lat. Więc to jeszcze więcej, bo zależy jak liczyć, od którego momentu. Ja sobie liczę zawsze od pierwszego większego sukcesu, gdzie dostałam nagrodę w Opolu za „Diamentowy kolczyk”, za premiery i też nagrodę - słynną „Karolinkę”, Karola Musiała. To bardzo zmieniło moje życie, nie tylko artystyczne, ale właśnie koncertowe i te festiwale. Nadeszło takie po prostu gwiazdorstwo (śmiech).

Ten „Diamentowy kolczyk” trochę Panią tak naznaczył, prawda?
- No tak, ale też często o tym mówię w wywiadach i w trakcie swojego recitalu, bo wciąż tę piosenkę śpiewam. Minęło 40 lat i nie da się jej nie śpiewać, bo publiczność zawsze o to prosi. Opowiadam, że ta piosenka ma taką swoją historię, że jak została skomponowana, to była zupełnie inna niż po tym, jak została wyprodukowana. No i to czasami nas wciska w jakieś takie ramki. Zapraszam na koncerty, bo na moich koncertach są różne wersje moich piosenek i to jest też właśnie wspaniałe w tym codziennym śpiewaniu przez wiele, wiele lat tych samych utworów, żeby znaleźć jakiś patent. Chodzi o to, by nas samych fascynowało śpiewanie, no bo można powiedzieć, że jak się śpiewa te same rzeczy przez wiele lat, to może być nudne. Ja staram się śpiewać nie tak samo codziennie, to tak jak codzienny dobry obiad nie jest nudny.

Czy doświadczenie w śpiewaniu w zespołach wokalnych, w zespole muzyki dawnej, potem Music Market, Spirituals and Gospel Singers, czy to pomogło Pani w solowej karierze?
- To były zespoły, w których śpiewano gospel, bo to jest fantastyczna muzyka dla wokalistów.

To też świetna szkoła prawda?
- Bo to jest takie ekspresyjne i tam można śpiewać wspaniałe, wielkie frazy, bo gospel jest bardzo emocjonalne, więc ja się nie dziwię, że to tak porywa ludzi. W tamtych czasach były aż trzy tego typu zespoły w Polsce, był festiwal, myśmy ze sobą rywalizowali. Z zespołów wyszły znane głosy. Na przykład w Music Markecie, to ja byłam, jakby głównym głosem, znaczy w zespole były też wspaniałe głosy, ale ja wciąż śpiewam, prawda? W Poznaniu z kolei odnogą tego zespołu był zespół BOLTER, czyli też bardzo znany twór, a we Wrocławiu taką wokalistką, która tam się wybiła jest Olga Szomańska.

Wcześniej z tego wrocławskiego zespołu wyszła inna Olga, Olga Bończyk.
- Olga Bończyk też tam śpiewała, no właśnie tak. A ja nawet nie znałam Oli Bończyk od tej strony, bo ona zawsze mi się kojarzyła bardziej z taką piosenką literacką.

Ale czy to doświadczenie Pani potem pomogło, czy wręcz przeciwnie? No bo jednak śpiewanie w zespole to trochę bardziej szereguje, tam trudno pokazywać swoją osobowość.
- Ja w ogóle miałam taką drogę, uważam, że genialną. Miałam ogromne szczęście, bo przecież dziecko sobie samo nic nie wybierze. Najpierw śpiewałam w zespole muzyki dawnej, mieliśmy zespół z naszymi profesorami w szkole, to była cudowna szkoła muzyki, renesans. Śpiewaliśmy muzykę chóralną. Potem trafiłam do szkoły na wydział operowy, także śpiewałam przez 4 lata opery, a dopiero potem przyjęli mnie do Music Marketu. Tak, że miałam możliwość wyżycia się, a po tym wszystkim, zostałam piosenkarką, czyli taką wokalistką popową, czego się nigdy nie wstydziłam i zawsze uważam, że to jest też wartość sama w sobie, że ja jestem piosenkarką, a czasami pieśniarką. Jak ktoś na mnie mówi piosenkarka, no wokalistka też, to jest tak szerokie pojęcie i jest tyle różnych możliwości, prawda?

Ma Pani takie życiowe, trochę artystyczne ADHD, prawda? Nie lubi się Pani nudzić.
- Mam, tak i też czekam, znaczy teraz w dzisiejszych czasach wszystko widać, każdy krok fanów. Widzę kto mnie słucha, o której, w jakiej sprawie mnie posłuchał, jakiej jest płci, ile miał lat, więc to wszystko wiemy dzisiaj. Każda piosenka ma czworo bohaterów: autor, kompozytor, wykonawca i odbiorca, bo przecież dla odbiorców to wszystko tworzymy, nie dla siebie. To jest też bardzo ważne sprofilowanie tego targetu, czyli dla kogo my to w ogóle robimy? Jak widzę kto mnie słucha, czuję takie zobowiązanie, że nawet jak nie opłaca się tego robić, bo rzeczywiście zarabiają tylko milionowe, miliardowe odsłony, a takie średnie no też zarabiają, ale to nie są pieniądze, które się zwrócą za produkcję. Jednak mam takie poczucie, że trzeba raz na parę lat wypuścić płytę, po to, żeby właśnie się rozwijać, żeby dać coś swoim fanom, którzy czekają. Sama już się zbieram od dwóch lat, bo ostatnią płytę nagrałam w 2020 roku. Pandemia mi bardzo pomogła, bo wtedy wszyscy muzycy, o których marzyłam, żeby z nimi współpracować, mieli wolne i tam to się super zadziałało. Tak się nasyciłam tą płytą przez 2, 3, 4 lata, a potem stwierdziłam, że już trzeba się zabrać za następną. Zawsze jest takie zmęczenie po płycie. Młodzi idą jak czołgi i w ogóle nie patrzą, wydają kilka płyt w roku. Ja tak nie potrafię.

No pamiętam też płytę gdzie Pani medytowała, to było w 2014 roku.
- No właśnie mam taką jedną płytę, którą nazwałam piosenkami kontemplacyjnymi, „Poza czasem, muzyka duszy”. Nagrywałam ją w całkowitej takiej świadomości, że to będzie nisza, a teraz właśnie dzięki tym odsłonom widzę, że to nie jest wcale nisza, że ludzie potrzebują medytacji w muzyce, mantrowania, takiego uspokojenia i podniesienia na wyższy poziom, bo teksty, jeśli są wartościowe, jeśli są ważne, to one unoszą nas i często mi mówią to ludzie nawet chorzy. Spędzili czas w szpitalach i ta płyta im pomogła.

Czyli wraca Pani też do tego akurat zakresu twórczości?
- Tak, to jest taka część po prostu jak w życiu. Mamy ochotę na różne rzeczy, nie tylko jesteśmy wciąż tacy sami, także tutaj mam ochotę na fajną, rozrywkową muzykę i wciąż lubię muzykę funki, jazz, gospel i też lubię muzykę symfoniczną i liryczną, lubię folk, namieszać trochę folku do piosenek. Także, tak jak pani powiedziała, to chyba jest właśnie to ADHD i jeszcze marzycielskość do tego dochodzi.

Fajnie być marzycielem, tylko też fajnie, żeby trochę tych marzeń w jakiś sposób spełniać.
- To znaczy z tym marzycielstwem to jest coś takiego, bo ja właśnie teraz się zastanawiałam nad tym, to nas utrzymuje w tej pasji, właśnie takie marzycielstwo. To nie jest tak, że my nic nie robimy, siedzimy i marzymy, tylko właśnie ta pasja jest takim marzeniem naszym całym i ona też powoduje, że my wiele rzeczy potrafimy wytrzymać, bo to jest takie „zaczadzenie umysłu”.

Zobacz także

Marika

Marika

Adam Kośmieja

Adam Kośmieja

Józef Eliasz

Józef Eliasz

Krystyna Stańko

Krystyna Stańko

Radek Łukasiewicz

Radek Łukasiewicz

Maciej Figas

Maciej Figas

Jos Maria Florncio

José Maria Florêncio

NO CZEŚĆ

NO CZEŚĆ!

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę