Seremet: działania prokuratury prawidłowe [wideo]

2014-06-19, 16:37  Polska Agencja Prasowa
Prokurator generalny Andrzej Seremet, podczas konferencji nt. zajścia w redakcji tygodnika "Wprost". Fot. PAP/Rafał Guz

Prokurator generalny Andrzej Seremet, podczas konferencji nt. zajścia w redakcji tygodnika "Wprost". Fot. PAP/Rafał Guz

Działania prokuratury i ABW w redakcji "Wprost" miały na celu zdobycie dowodu, a nie pognębienia prasy i zamknięcia jej ust - zapewnił w czwartek prokurator generalny Andrzej Seremet. Podkreślił, że naczelny "Wprost" uniemożliwił sądową kontrolę tajemnicy dziennikarskiej.

Na konferencji prasowej w Prokuraturze Generalnej Seremet zapewniał, że prokuratura nie ma intencji ograniczania wolności prasy, ani naruszania tajemnicy dziennikarskiej, zaś działania czterech prokuratorów, którzy w asyście 8 funkcjonariuszy ABW byli w środę w redakcji "Wprost", na podstawie relacji tych prokuratorów, ocenia on jako prawidłowe. Jak dodał, nie wydawał tym prokuratorom żadnych poleceń, bo "te czasy na szczęście już się skończyły".


Prokuratur Generalny: Oceniam działania prokuratury jako prawidłowe. Źródło: TVN24/x-news

"Znajdujemy się w czymś, co można by określić mianem klinczu" - podkreślił. Zaapelował, żeby "pójść po rozum do głowy" i by "pomóc prokuraturze, a nie blokować postępowanie". Dodał, że chodzi nie tylko o zidentyfikowanie sprawcy przestępstwa, jakim jest nielegalny podsłuch, ale także o to, że materiały te mogły posłużyć do szantażu. Oświadczył, że rekomenduje prokuratorom prowadzącym to śledztwo, by opublikowali nagranie z ich czynności w redakcji "Wprost" - decyzja należy jednak do gospodarzy tego śledztwa.

"Tajemnica dziennikarska to dla mnie jeden z fundamentów społeczeństwa obywatelskiego" - mówił Seremet dodając, że mając to na uwadze, działania prokuratury, a w szczególności prokuratora będącego w środę w redakcji "Wprost", uznaje on za "prawidłowe" i mające podstawy prawne". Przypomniał, że podobne działania służb specjalnych miały w przeszłości miejsce w redakcjach znanych zagranicznych pism w innych krajach Europy. "W tych przypadkach nie chodziło o to, żeby pognębić prasę i zamknąć jej usta, lecz o to, żeby zdobyć określony dowód. Tymi intencjami kierowała się również prokuratura i stąd obecność prokuratorów i funkcjonariuszy ABW w redakcji tygodnika +Wprost+" - powiedział Seremet.

Prokurator Generalny mówił, że do środowego wieczoru miał wrażenie, że razem z mediami, w tym redakcją "Wprost", byli po tej samej stronie. "Że chodziło nam o to, żeby wykryć sprawcę przestępstwa nielegalnego zakładania podsłuchu, które jest w prawie polskim karane. Wczorajszego wieczoru nagle ten wspólny front się podzielił. Część z państwa, w szczególności redakcja tygodnika +Wprost+, uznaje, że prokuratura złamała prawo, łamie standardy konstytucyjne i chce wręcz zburzyć porządek demokratyczny naszego państwa. Otóż tak nie jest" - podkreślił.

Działanie prokuratury i ABW we "Wprost" Seremet uzasadniał zasadą legalizmu oznaczającą, że prokuratura musi ścigać wszystkie przestępstwa. "Z rozmów (zarejestrowanych na taśmach - PAP) wynikało podejrzenie popełnienia innych przestępstw" - powiedział szef PG. Jak mówił, prokuraturze zależy na uzyskaniu pewności, czy taśma i jej zapisy, nie są zmontowane. "Po drugie, chodzi o to, czy były one w tygodniku +Wprost+ prezentowane w całości. Wreszcie chodziło o to, że sposób nagrania może przynieść określone pozytywne skutki dla identyfikacji osoby, która ten podsłuch zakładała. Był to więc dowód niezwykle ważny" - powiedział.

Seremet przypomniał, że prawo zakłada nawet użycie przemocy w celu odebrania dowodów, ale ten przepis nie został użyty w tej sprawie, bo zarządzono jedynie przeszukanie. "Jeśli ktoś dobrowolnie nie wyda dowodu w sprawie, może mu zostać odebrany. To zakłada użycie przemocy (...) nic innego - legalne użycie przemocy" - podkreślał.

"Prokuratorzy wysłali dwóch funkcjonariuszy ABW, którzy przedstawili przedmiot swoich oczekiwań i poprosili pana redaktora naczelnego, poprosili o to, żeby udostępnił ten materiał" - powiedział prokurator generalny. Zapewniał, że prośba była "grzeczna", ale dodał, że wobec odmowy wydania dowodów, trzeba było sięgnąć po inne środki. To była jedyna metoda, której można było użyć - dodawał Seremet. Jak mówił, nie widział, by doszło do użycia siły wobec naczelnego "Wprost" Sylwestra Latkowskiego.

Szef prokuratury podkreślał, że przeszukanie przeprowadzono w sposób "maksymalnie liczący się z prawami dziennikarzy i każdej osoby, u której dokonuje się przeszukanie" – zgodnie z wymogiem Kodeksu postępowania karnego. Chociaż – zaznaczył – "było trudno zachować te kryteria ze względu nie na inicjatywę prokuratorów, lecz ze względu na to, co się stało".

Seremet podkreślił, że "to pan redaktor Latkowski uniemożliwił skorzystanie z drogi sądowej", która zakłada wydanie nośnika. "Jeżeli ktoś się powoła na tajemnicę – zapieczętowuje się materiały i oddaje sądowi" – przypomniał Seremet przepisy prawa karnego. Wynika z nich, że gdy prokurator żąda wydania określonych rzeczy, a ich dysponent informuje, że jest tam np. tajemnica dziennikarska, taki dokument lub nośnik jest zapieczętowywany tak, by nikt nie mógł się z nim zapoznać, a sprawa trafia do sądu.

"To sąd na posiedzeniu bez udziału prokuratora ani dziennikarza decyduje, czy zabezpieczony materiał zawiera informacje stanowiące tajemnicę, czy też nie - i zezwala na wykorzystanie go w postępowaniu prokuratury lub się na to nie zgadza" - mówił Seremet. Podkreślił, że gdyby sąd stwierdził, że w takim zabezpieczonym materiale są dane identyfikujące informatora, który zastrzegł sobie anonimowość, to nie zgodziłby się na przekazanie takiej informacji do śledztwa.

Seremet podkreślił, że redaktor naczelny "Wprost" informował prokuratorów, iż zapis nagrania jest w jego komputerze i początkowo chciał im przekazać to nagranie, ale następnie - po konsultacji z kolegium redakcyjnym zmienił zdanie i odmawiał nawet wykonania kopii jego komputera. "Tym samym uniemożliwił dokonanie sądowej kontroli materiału. (...) Mówił, że wyda go, jak sąd zezwoli, żądał nakazu sądu - a nie ma czegoś takiego" - dodawał prokurator generalny. Jak powiedział, "napawa optymizmem" to, że Latkowski w pewnym momencie był skłonny wydać żądane materiały, dlatego ma nadzieję, że niebawem prokuraturze uda się je uzyskać.

"Taka jest droga sądowa. Nie ma rokowań z kimkolwiek. Jeżeli prokuratura zechce uprzejmie prosić osoby, które dysponują dowodami, że może łaskawie się stawią, to chyba daleko nie zajedziemy" – w ten sposób odpowiedział na pytanie, czy nie można było zaprosić naczelnego tygodnika "Wprost" do prokuratury i pisemnie zwrócić się o przekazanie żądanych materiałów.

"Czym się różni droga pisemna od tego, co prokuratorzy zrobili? Zachowano minimum tego, co powinno się zachować. Przyszli ludzie, grzecznie poprosili: +dajcie nam te taśmy+. Gdyby pan Latkowski dał, nie byłoby problemu" – powiedział Seremet. Tłumacząc, dlaczego nie przyjęto propozycji przekazania przez redakcję przegranych plików, odparł, że prokuratura "nie może być zdana na to, co osoba zechce uznać za dowód rzeczowy i w jakim kształcie to zrobi".

Sugerowanie, że były jakieś konsultacje z zespołem redakcyjnym jest kłamstwem albo nieświadomym mijaniem się z prawdą; nie było warunków do takich konsultacji - oświadczył po tej konferencji zastępca redaktora naczelnego "Wprost" Marcin Dzierżanowski. Zaapelował on do prokuratury o ujawnienie wszystkich protokołów z czynności ABW w redakcji tygodnika. "Ze strony redakcji +Wprost+ nic się nie zmieniło. Nadal nie jesteśmy gotowi wydać tych materiałów" - zadeklarował.

Dodał, że śledczy domagali się wydania wszystkich nośników na jakich znajdowały się taśmy. "Oznacza to w sposób oczywisty, że redakcja nie miała prawa, wypełniając literalnie żądanie dobrowolnego wydania, nie mielibyśmy prawa posiadać żadnych nagrań ani żadnych dokumentów dotyczących tych nagrań" - powiedział wicenaczelny.

Prokurator generalny był pytany na konferencji prasowej, czy gdyby dziennikarze opublikowali zapis nagrań po przekazaniu ich prowadzącym śledztwo, naraziliby się na odpowiedzialność karną z art 241 Kk. Stanowi on: "Kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".

W ocenie Seremeta, nie jest to ta sytuacja. "Gdyby dziennikarz jakimś sposobem wszedł w posiadanie materiału będącego materiałem dowodowym i go następnie opublikował - wtedy by się naraził na taką odpowiedzialność karną. Ale to nie jest ta sytuacja" - powiedział. (PAP)

Kraj i świat

W Polsce przybyło w ciągu roku 49 zespołów ratownictwa medycznego

W Polsce przybyło w ciągu roku 49 zespołów ratownictwa medycznego

2026-08-07, 10:15
Mateusz Szpytma nie będzie prezesem IPN. Senat nie poparł jego kandydatury

Mateusz Szpytma nie będzie prezesem IPN. Senat nie poparł jego kandydatury

2026-08-06, 20:00
Wiceszefowa MEN: W bazach kuratorów jest ponad 15 tys. ofert pracy dla nauczycieli

Wiceszefowa MEN: W bazach kuratorów jest ponad 15 tys. ofert pracy dla nauczycieli

2026-08-06, 12:40
IMGW ostrzega przed burzami i upałami. Alert RCB dla 14 województw

IMGW ostrzega przed burzami i upałami. Alert RCB dla 14 województw

2026-08-06, 10:52
Badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie zdrady dyplomatycznej

Badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie zdrady dyplomatycznej

2026-08-05, 14:20
Prowadził traktor z naczepami pod wpływem alkoholu i doprowadził do zderzenia z pociągiem. Sprawca z Czarlina usłyszał zarzuty

Prowadził traktor z naczepami pod wpływem alkoholu i doprowadził do zderzenia z pociągiem. Sprawca z Czarlina usłyszał zarzuty

2026-08-05, 13:40
Zmarł Andrzej Morozowski, publicysta związany z TVN. Mistrz rozmowy politycznej

Zmarł Andrzej Morozowski, publicysta związany z TVN. „Mistrz rozmowy politycznej”

2026-08-04, 16:57
Jabłka krajeńskie pod ochroną. Zostały objęte oznaczeniem geograficznym Unii Europejskiej

„Jabłka krajeńskie” pod ochroną. Zostały objęte oznaczeniem geograficznym Unii Europejskiej

2026-08-04, 16:00
Jest decyzja prezydenta. Trzy osoby ułaskawione

Jest decyzja prezydenta. Trzy osoby ułaskawione

2026-08-03, 20:40
Bydgoszczanin zatrzymany na A4. Pijany jechał autostradą na rowerze

Bydgoszczanin zatrzymany na A4. Pijany jechał autostradą na rowerze

2026-08-03, 16:29
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę