Po pożarze w Barcinie kobieta i dwie rodziny z dziećmi są bez dachu nad głową [zdjęcia]
Mieszkańcy poczuli dym i musieli uciekać ze swoich mieszkań. Na razie nie mogą do nich wrócić. - Rękami wybiłem szybę, by wydobyć ludzi - opisuje sąsiad.
Ogień pojawił się w mieszkaniu na parterze. Cztery osoby, które spędzały w nim czas, nie były w stanie wyjść o własnych siłach najpewniej dlatego, że były pod wpływem alkoholu.
Monika Siwak rozmawiała z sąsiadem poszkodowanych, który ratował ludzi z pożaru.
- Wyważyłem drzwi, wyciągnąłem mężczyznę, potem wybiłem szybę w oknie, żeby wydostać dwie leżące w środku osoby, czwartą wydobyli strażacy - opisuje. - Wszyscy, którzy leżeli w tym mieszkaniu, byli nieprzytomni, pijani - dodaje.
Potrzebowali pomocy lekarskiej - to właścicielka mieszkania na dole i trzy przebywające w nim osoby.
Jak już informowaliśmy, do pożaru kamienicy w centrum Barcina doszło w sobotni wieczór, 10 stycznia. Z ogniem walczyło sześć zastępów straży.
Rodziny z góry - pracujące i uczące się w Barcinie - znalazły schronienie u bliskich kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnego miasta. Nadzór budowlany stwierdził, że mieszkanie na parterze, w którym pojawił się ogień, nie nadaje się do zamieszkana. Nie ma jeszcze decyzji, co do tego, czy rodziny z pierwszego piętra będą mogły wrócić do domów. Jeśli nie, gmina chce pomóc, oferując mieszkania socjalne. W każdej jest dwoje dzieci.
Ucieczka przed płomieniami to trauma, władze gminy organizują pomoc psychologiczną dla poszkodowanych. Strażacy nie podają wstępnej przyczyny wybuchu ognia. Będzie ją badać policja.