Jeziora i rzeki powoli zamarzają. Ratownicy WOPR są gotowi do interwencji na wodzie i lodzie
Mróz w Kujawsko-Pomorskiem stopniowo skuwa wodę lodem, a ten kusi miłośników ślizgawki i lekkomyślnych spacerowiczów. Niebezpieczeństwa można łatwo uniknąć. Jak? Przemyśleć każde wejście na lód. Czy warto? Czy to potrzebne?
- Woda i lód nie lubią procentów i brawury - przestrzega Roman Guździoł, prezes Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy.
Dodaje, by wędkarze łowiący na lodzie zaopatrzyli się w specjalne kolce, które po przewróceniu się pomogą zahaczyć się o taflę i doczołgać się do brzegu. Niezbędna jest również linka asekuracyjna lub rzutka ratunkowa rękawowa, lub szpulowa.
Bardzo często na zamarzniętych zbiornikach widać dorosłych z dziećmi.
- Mamy z dziećmi przychodzą na brzeg jeziorka i pozwalają im zjeżdżać na sankach na taflę lodową. Nie sprawdzają jednak wcześniej grubości tego lodu. W tej chwili ta grubość wynosi około 8 centymetrów, gdzieniegdzie może z 10 centymetrów - jednak nie wszędzie! Musimy o tym pamiętać, że są podwodne źródełka, które wybijają i osłabiają jakość lodu. Wystarczy popatrzeć na Zbiornik Koronowski, by się przekonać, że gdzieniegdzie wcale nie jest skuty lodem.
Więcej w relacji Doroty Witt.