Ugodziła konkubenta prosto w serce. W Toruniu rozpoczął się proces Barbary C.
Do zbrodni doszło w listopadzie zeszłego roku, w jednym z mieszkań przy ul. Przybyłów na toruńskim Rubinkowie.
- Działając z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia, ugodziła pokrzywdzonego nożem o długości ostrza 8,5 cm w klatkę piersiową, prowadząc tym samym do zgonu - czytała w akcie oskarżenia prokurator Kinga Strzelecka.
Oskarżona nie przyznała się do zarzucanego jej czynu. Na etapie postępowania przygotowawczego złożyła jednak wyjaśnienie.
- Czasem się poszarpaliśmy podczas kłótni, ale nic takiego się nie wydarzyło - cytowała wypowiedzi oskarżonej sędzia Marta Szymanska-Włodarczyk. - Po tej kłótni, Tomasz chciał iść do matki, a ja wzięłam nóż. Najpierw ten zielony, ale on się złamał, a potem szary. Ten szary nóż trzymałam cały czas przed sobą, a potem przed Tomaszem. Tylko tyle pamiętam. Ja nie zabiłam Tomasza.
- Sprawa jest dość złożona, wielowątkowa. Pojawia się wiele wątpliwości, które będą wymagały stosownego wyjaśnienia - mówi adwokat Tomasz Flis, który jest obrońcą oskarżonej.
Barbarze C. grozi dożywotnie pozbawienie wolności.