Piątek, 14 lipca 2023 o godz. 20:05
Czy to, co się ostatnio zadziało oznacza, że żegnasz się z Bydgoszczą. Przed chwilą zaśpiewałaś tu swój dyplom.
- Absolutnie nie, raczej znaczy, że zostaję jeszcze bardziej, o ile dostanę się na magisterkę, to z wielką chęcią i sercem tutaj zostaję.
Ile dostałaś z dyplomu?
- 25 punktów.
Maks, to chyba już nie ma obaw, zostajesz.
- Czeka mnie rozmowa kwalifikacyjna, wtedy wszystko się okaże.
Jak oceniasz, może inaczej, jakie wspomnienia pozostaną Ci po tych trzech latach?

- Dokładnie tak. Ja miałam taką możliwość, że zdawałam dyplom później, ze względów zdrowotnych i trzeba było najpierw zaśpiewać dyplom, a później właśnie obronić pracę licencjacką. I się obroniłam. Ale ja lubię dużo mówić, więc się udało obronić. Wszystko miałam w jednym dniu, więc były ogromne nerwy, bo ze stroju koncertowego przebierałam się w strój góralski, ponieważ pisałam pracę licencjacką o korzeniach i znaczeniu śpiewu białego na skalnym Podhalu. Także trzeba było obronić też się, że tak powiem, ubiorem. Musiałam pokazać, że jednak pochodzę z tego skalnego Podhala. To był dobry wybór, że jedno i drugie zdarzyło się tego samego dnia.
A Ty potrafisz śpiewać biało?
- Tak, potrafię śpiewać biało.
A wykorzystujesz tę umiejętność w tworzeniu swojej muzyki?
- Jak najbardziej staram się to przekazywać. Staram się to łączyć, co też jest bardzo ciekawe. Jestem osobą, która bardzo kocha etniczność w ogóle, w każdym aspekcie. Jak się broniłam, zapytali się mnie, co bym poprawiła i jakie mam wrażenia po dyplomie. Wówczas przyznałam się, że chciałabym bardziej poprawić moją improwizację, bo jest bardziej etniczna niż jazzowa. To mi się też spodobało, bo komisja powiedziała: „ale ona nie musi być jazzowa, ona musi być tobą, to ty musisz być tą swoją improwizacją, więc jak najbardziej rób swoje, twórz swoje i może kiedyś pójdziesz właśnie w tę stronę i stworzysz coś nowego”. To było bardzo piękne i jest kolejnym plusem do tego, że jak najbardziej chciałabym zostać w Bydgoszczy i tutaj tworzyć, bo nie zawsze można spotkać na swojej drodze takich profesorów, którzy powiedzą ci: nie kopiuj.
Martyna, czy był taki czas w Twoim życiu, że chciałaś oczyścić się z góralszczyzny?
- Nie, ja tego nigdy nie przeżyłam. Miałam znajomych, którzy się tego po prostu wstydzili, jak byli młodsi. A ja tego nigdy nie przeżyłam. Jestem góralką. Możecie mówić co chcecie, zawsze godom po góralsku. Czasami może być ciężko, bo wtedy człowiek musi sobie włączyć taki guziczek z tyłu głowy, żeby automatycznie zacząć mówić, ale tak, śpiewam, mówię, tańczę. I nigdy się nie wstydziłam góralszczyzny. Uważam, że to jest szczęście, że tam mogłam się urodzić i mogę to teraz wykorzystywać właśnie czasami w tworzeniu. Ktoś na pewno przyklei mi taką łatkę, że to ta góralka i tak dalej, ale dla mnie to jest dobra łatka.
Był taki czas, że kursowałaś Bydgoszcz - Zakopane, Zakopane - Bydgoszcz i traktowałaś trochę pociąg jak tramwaj i to się skończyło.
- Skończyło się, bo wiedziałam, że trzeba napisać pracę, trzeba obronić się i nie dałam rady już fizycznie. Jednak ta podróż, ten tramwaj kursował za długo. Szczególnie, że co tydzień tam jeździłam, uczyłam młodych wokalistów z Podhala, ale nie dałam rady. Przez te pół roku musiałam się skupić na tym, żeby się obronić, żeby zaśpiewać dobrze dyplom, ale znając mnie to jeszcze do tego wrócę, będę kursować i będę dalej spać w pociągu.
Powiedzmy, że po dyplomie prosto jechałaś na koncert.

- Z kim jeszcze śpiewałam na scenie? Na przykład z Eweliną Lisowską, Haliną Młynkową, z Kubą Badachem. Także tych wokalistów, od których mogłam czerpać i uczyć się, było kilku. Na szczęście miałam taką wielką możliwość i ja nie traktuję tych osób, jako bóstwa takiego, do którego mogę podejść i poprosić o autograf. Tylko traktuję je jako wielką naukę na przyszłość, jako wielką moc do tego, żeby dążyć, żeby się pytać, żeby prosić o wytłumaczenie czegoś, czego nie rozumiem jeszcze muzycznie. Szczególnie praca z Adamem Sztabą i z Jackiem Piskorzem była dla mnie ogromnym rozwinięciem. Są to takie osoby, które nie mają żadnego problemu z tym, żeby usiąść i wytłumaczyć coś, co robią, młodej osobie, żeby po prostu być jeszcze bardziej w tej muzyce, żeby być coraz lepszym. No i to były cudne wspomnienia, bo też oni bardzo wszyscy lubią muzykę etniczną. To też ich bardzo cieszy, że jednak jest ktoś w młodym świecie, kto chce to łączyć?
Czyli ta Twoja gadka góralska jest atutem?
- Dla mnie tak.
Bardzo często tak Ciebie zapowiadają „stuprocentowa góralka”
- Właśnie było takie zdarzenie, że byliśmy na próbie z orkiestrą w Filharmonii w Bydgoszczy i przyszedł moment, w którym miałam zaśpiewać swój utwór. Pan Adam Sztaba wychodzi i mówi, że góralka z Zakopanego. „No to może zaśpiewaj coś?” No ja mówię: „po góralsku, nie ma problemu, tylko jakby te mikrofony panowie mogli wyłączyć, bo może być trochę głośno”. Wiedziałam, że akustyka tam jest bardzo dobra, więc zaśpiewałam po swojemu i po prostu poleciało. Pamiętam, że moja mama przychodziła wtedy do nas na próbę, bo przyjechała specjalnie do Bydgoszczy, żeby obejrzeć ten koncert i powiedziała, że w idealnym momencie trafiła, bo wiedziała dokąd iść, jak mnie usłyszała.
Masz rodzeństwo.
- Mam brata starszego.
Też poszedł w muzyczne ślady?

Jakiś najbliższy konkurs?
- Nie ma konkursów najbliższych.
Najbliższa płyta?
- Tak, tworzy się, tworzą się najbliższe single. W następnym roku chciałabym wydać nowy album, z nową muzyką, która chce, żeby była stricte moja.