Rozmowa dnia
Gościem „Rozmowy Dnia” był ks. prof. Piotr Roszak z UMK w Toruniu. Rozmawialiśmy o religijnym i społecznym znaczeniu świąt 1 i 2 listopada.
Michał Jędryka: 1 i 2 listopada – Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny – to święta, które są w jakiś sposób zarówno świeckie, jak i chrześcijańskie – bo mają wymiar świecki, pamięci o poprzednich pokoleniach, ale i religijny – wtedy myślimy o innym świecie. Nie ma chyba innych świąt, które tak łączą te dwa wymiary.
Ksiądz prof. Piotr Roszak: Myślę, że to kolejny raz nas przekonuje, że bardzo trudno wydzielić w człowieku stricte religijne zachowania od innych, niereligijnych, bo człowiek jest jednością i wyraża się na różne sposoby. A te święta przypominają nam o różnych rzeczach fundamentalnych, transcendentnych, o celu ludzkiego życia, bo być może w zawirowaniu, codziennych troskach, to schodzi na drugi plan – zainteresowanie tym, co ma podstawowe znaczenie: dokąd zmierzamy, jakie jest znaczenie tych wszystkich spraw. Rzeczywiście, przeżywanie 1 i 2 listopada odsyła do czegoś więcej i myślę, że jest wskazane, żebyśmy zobaczyli pewną jedność człowieka, w którym wymiar materialny i duchowy łączą się ze sobą i zadają te najważniejsze pytania.
A z czysto ludzkiego, świeckiego punktu widzenia chyba ważna jest też pamięć. W chrześcijaństwie mamy przykazanie: „Czcij ojca i matkę”. Kiedy ojciec, matka czy inni krewni są już po tamtej, drugiej stronie, też oddajemy im cześć, staramy się utrzymać pamięć. Jakie to ma znaczenie dla człowieka?
Myślę, że rację mieli starożytni, którzy mówili, że niestety najszybciej starzeje się wdzięczność. Właśnie tego dnia, stojąc przy grobach naszych najbliższych, to uczucie pojawia się w sercu, bo uświadamiamy sobie, jak wiele dobra otrzymujemy od innych, że nie wszystko w naszym życiu wypracowaliśmy wyłącznie własną pracą. Choć tak często słyszymy, że nie musimy zależeć od innych, nikomu zawdzięczać czegokolwiek, to okazuje się, że wchodzimy w świat już umeblowany, gotowy. Przed nami bardzo wiele pokoleń włożyło wiele wysiłku i serca w to, abyśmy kontynuowali sztafetę dziejów i pewnie odwiedzając cmentarze uświadamiamy sobie konkretne wydarzenia, chwile w życiu naszych rodziców, rodzin, może przyjaciół, znajomych, którym zapalamy świeczkę i ona jest dowodem właśnie tego, że pamiętamy, że pielęgnujemy w sobie to uczucie wdzięczności. Ono jest ogólnoludzkie, a można powiedzieć, że w kontekście religijnym doznaje jakiegoś szczególnego poszerzenia, bo sprawowana na cmentarzu liturgia, Eucharystia jest przecież dziękczynieniem. Spotykamy się, aby podziękować za wiele wymiarów wsparcia, również formacji duchowej, której doświadczyliśmy – to jest słowo otuchy, pociechy, które płynie z tego dnia. Bo myślę, że jest to wielki dzień pociechy dla wszystkich – nie tylko nostalgii, że coś za nami, ale właśnie tej duchowej pociechy, że spotkaliśmy kogoś ważnego na drodze życia, że zostawił ślad, a my po tych śladach idziemy dalej i nie czujemy się sami. To jest też święto, które nas przekonuje, że wielkie sprawy są możliwe, że ludzie, którzy żyli w różnych okolicznościach historycznych, społecznych i mierzyli się z naprawdę wielkimi wyzwaniami, byli wierni podstawowym ideałom. Okazali się wiarygodni świadkami i dlatego tego dnia jesteśmy przy ich grobach, zapalamy znicze pamięci i przynosimy kwiaty, które symbolizują nasze uczucia, miłość w stosunku do tych osób. Myślę, że widok polskich cmentarzy, zwłaszcza wieczorem, kiedy płoną wieloma zniczami, pokazuje, że ten płomień nie zgasł również w naszych sercach, nie tylko zewnętrznie.