Tragedia w Suszku zmieniła podejście do organizacji obozów harcerskich. Zginęły wtedy dwie osoby
- Priorytetem jest bezwzględne egzekwowanie procedur oraz ścisła współpraca ze służbami. Stawiamy na wytyczne zamiast intuicyjnego działania - mówi Beata Bardzińska, rzeczniczka Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej Związku Harcerstwa Polskiego. Mija 9 lat od tragedii, do której doszło na Pomorzu. W wyniku nawałnicy zginęły dwie nastoletnie harcerki.
- Harcerze zawsze dbali o bezpieczeństwo - podkreśla Beata Bardzińska. - Ale po tragedii sprzed dziewięciu lat kładziemy jeszcze większy nacisk na takie działania. Dzisiaj bardziej stawiamy na wytyczne, a nie tylko na intuicję i doświadczenie kadr.
Procedury mówią jasno między innymi o obowiązkowym kontakcie obozu ze strażakami.
- Dlatego dwa razy dziennie musimy się z nimi kontaktować - mówi rzeczniczka Chorągwi.
Tam, gdzie jest zasięg, harcerze korzystają z telefonów komórkowych; w przypadku braku zasięgu należy wdrożyć alternatywne metody łączności.
- Straż pożarna jest też zobowiązana udostępnić taką łączność satelitarną. Oprócz tego sprawdzamy pogodę, oni również do nas dzwonią, jeśli są jakieś sytuacje podejrzane, kryzysowe. Przyjeżdżają do nas - mówi Beata Bardzińska.
Dodaje, że na początku każdego obozu odbywa się obowiązkowe szkolenie prowadzone przez służby. - W pierwszych dniach obozu przyjeżdża straż pożarna, która weryfikuje prawidłowość oznakowania, szkoli wszystkie dzieci, pokazuje im, jak powinna wyglądać ewakuacja i uzgadnia z komendą, w jaki sposób będą się codziennie kontaktować.
- Przypomnijmy: do tragedii doszło w 2017 roku. Na obozie w Suszku przebywało wówczas 130 harcerzy z łódzkiego okręgu Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.
- W nocy z 11 na 12 sierpnia nad Pomorzem przeszła nawałnica. Obóz został zniszczony i odcięty od świata przez tarasujące drogi drzewa.
- Zginęły dwie harcerki w wieku 13 i 14 lat, a 38 innych uczestników trafiło do szpitali.
- Jeśli chodzi o drzewostan, to po nawałnicy najbardziej ucierpiały nadleśnictwa Rytel, Czersk, Runowo, Szubin i Przymuszewo. W szkółkach leśnych wyprodukowano ponad 137 mln sadzonek kilkudziesięciu gatunków drzew i krzewów przeznaczonych na tereny poklęskowe. Mówi o tym Honorata Galczewska, rzeczniczka regionalnej Dyrekcji lasów państwowych w Toruniu.
Relacje Tatiany Adonis i Moniki Kaczyńskiej poniżej: