Ukraińskie rodziny znalazły dom w bydgoskim klasztorze. Jest otwarty także dla dzieci chorych
Gdy wybuchła wojna na Ukrainie, jedno skrzydło klasztoru Zgromadzenia Misjonarzy Ducha Świętego w Bydgoszczy natychmiast zostało udostępnione dla ukraińskich matek z dziećmi. Od tego czasu przez dom przewinęło się blisko 200 osób. Tworzą z zakonnikami jedną wielką rodzinę.
– Cieszymy się z ich sukcesów i z tego, że sobie radzą. Towarzyszymy im na co dzień i to jest piękne, że wchodzimy w ich codzienność, a oni w jakiś sposób w naszą - mówi ojciec Marek Myśliński ze Zgromadzenia Misjonarzy Ducha Świętego.
Dzieci chore odpoczywają tu od leczenia
Dodaje, że od prawie 2 lat klasztor udostępnia pokoje także rodzinom, których dzieci chore na raka, bez szans na dalszą terapię na Ukrainie, są leczone w Bydgoszczy.
– Bardzo często przebywają w szpitalach po wiele tygodni, ale chodzi o to, żeby była możliwość „oddechu” – że te dzieci mogą przyjść na kilka tygodni do nas i wrócić znowu na leczenie – tłumaczy zakonnik. – W momencie kiedy są już na tyle wyleczone, żeby wracać, to bardzo często rodziny decydują się na powrót na Ukrainę.
Od 1,5 roku nie rozmawiała z mężem
Nie zamierzają natomiast wracać dzieci i ich mamy, które dziennikarka Polskiego Radia PiK spotkała w klasztorze. Wiktoria Iwanowa jest w Bydgoszczy z dwoma synami. Pochodzi z Zaporoża i bardzo tęskni za domem. Na co dzień zajmuje się sprzątaniem i ma tylko jedno marzenie. – Żeby skończyła się wojna i nareszcie zaświeciło słońce nad Ukrainą – mówi. Gdyby tak się stało, Wiktoria może wreszcie spotkałaby się z mężem. Półtora roku z nim nie rozmawiała. Mąż jest w rosyjskiej niewoli i nie ma z nim kontaktu.
Ukraińskimi rodzinami mieszkającymi u Duchaczy opiekuje się bydgoska Fundacja Polska, która organizowała także 10-miesięczny program rehabilitacji dla niepełnosprawnych z Ukrainy oraz bezpłatne lekcje polskiego. Wzięło w nich udział ponad 150 osób.