Psi problem w Grudziądzu. Radny obawia się zagranicznych adopcji, MZK odpiera zarzuty
Grudziądzki radny Roman Sarnowski zaniepokojony losem psów, które mogą trafiać do zagranicznych adopcji. Chodzi o, jego zdaniem, niejasne procedury miejskiego schroniska. W odpowiedzi słyszy, że to manipulacja i kłamstwa.
Skąd w ogóle zainteresowanie radnego tematem? – Stał dostawczak i pani, którą zapytałem, co tu się dzieje. Ona odpowiedziała, że trwa adopcja 10 piesków do Holandii. Wyszedłem przed centrum, nagrałem rolkę, a kilkanaście minut później otrzymałem telefon, że mam ją usunąć, gdyż ci, którzy dokonują transportu, nie życzą sobie publikacji logo – powiedział Roman Sarnowski.
– Chcę zbadać ten obszar, jaka to jest skala i co z tymi psami się tak naprawdę dzieje. Centrum Opieki nad Zwierzętami jest tylko pośrednikiem. Tu dochodzi aspekt transportu, kto zabrał te psy, czym były przewożone i jak – dodał.
Na wątpliwości radnego odpowiedział Paweł Maniszewski, prezes Miejskiego Zakładu Komunikacji, czyli spółki, która nadzoruje schronisko dla zwierząt w Grudziądzu.
– Jeżeli chodzi o zarzut pana radnego dotyczący braku ewidencji psów, które jadą do adopcji zagranicznych, jest on absolutnie nieprawdziwy. Każdy z psów, który wyjeżdża z Polski, posiada numer identyfikacyjny nadany mu wraz z paszportem. Gdyby było tak, jak pan radny twierdzi, co jest absurdem i nieprawdą, że ktoś tym handluje, to musiałby pokazać na to dowody. Treść wypowiedzi związanych z rzekomą sprzedażą zwierząt do Holandii jest absurdalna – powiedział Paweł Maniszewski.