Chciał zarobić, a stracił wszystko. Bydgoszczanin wierzył, że inwestuje w akcje Orlenu
Mieszkaniec Bydgoszczy został oszukany na ponad ćwierć miliona złotych. Człowiek podający się za doradcę inwestycyjnego odczekał dwa miesiące od pierwszej rozmowy.
Wszystko zaczęło się od internetowego ogłoszenia o możliwości inwestowania w akcje Orlenu. Senior wypełnił formularz kontaktowy, a później odezwał się do niego rzekomy doradca inwestycyjny.
- Twierdził, że na początek pokrzywdzony ma przelać na wskazane konto 1000 złotych, by rozpocząć proces inwestowania. Tak też zrobił. Podczas jednej z rozmów telefonicznych pokrzywdzony podał mu również login i hasło do swojego konta bankowego - opisuje nadkom. Lidia Kowalska z Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy. - Po pewnym czasie chciał wypłacić zainwestowane środki i obiecany zysk. Nie mógł tego zrobić. To jednak dalej nie wzbudziło jego czujności - dodaje.
Po blisko dwóch miesiącach Bydgoszczanin zorientował się, że ktoś wziął kredyt, wykorzystując jego dane. Poszedł do banku, by wyjaśnić sprawę. Dowiedział się, że z jego konta ktoś dokonał 12 transakcji na łączną kwotę ponad 264 tysięcy złotych. Dopiero wtedy zrozumiał, ze to oszustwo i zgłosił się na policję.
Jak nie dać się nabrać oszustom?
- Policjanci ostrzegają, by nie udostępniać nikomu danych do logowania w bankowości elektronicznej i mobilnej ani haseł do konta.
- Nie powinniśmy otwierać przesłanych linków, nie znając ich zawartości oraz instalować dodatkowe oprogramowania na urządzeniach, z których następuje logowanie do banku. Zwłaszcza jeśli wymaga tego rzekomy doradca inwestycyjny.
- Nie należy autoryzować przelewów, których sami nie wykonujemy.
- Jeśli podejrzewamy, że ktoś próbuje dokonać oszustwa, warto powiadomić policję.
- Uzyskiwanie danych personalnych lub danych do logowania w różnych serwisach poprzez wprowadzanie w błąd lub za pomocą specjalnego oprogramowania, oferowanie dużych zysków z inwestycji w krótkim czasie to dziś częste sposoby działania oszustów - przypomina Lidia Kowalska.