Nadzieja czeka na końcu drogi. Richard Paul Evans „uczy", jak żyć, gdy umiera ktoś ukochany
W listopadowym czasie, gdy wspominamy bliskich nam ludzi, którzy odeszli, polecamy książkę „Dotknąć nieba" Richarda Paula Evansa, która może nie jest nowa, ale warto po nią sięgnąć zwłaszcza, gdy dotyka nas najgorsze w życiu cierpienie, związane ze stratą ludzi, których kochamy.
I wcale nie jest to poradnik, a powieść, której autorem jest bestsellerowy, wielokrotnie nagradzany pisarz amerykański Richard Paul Evans. Wszystkie jego książkii gościły na listach hitów „New York Timesa”. Przetłumaczone zostały na wiele języków, bijąc wszędzie rekordy sprzedaży.
Dzienniki pisane w drodze
Powieść „Dotknąć nieba” ukazała się w ramach cyklu „Dzienniki pisane w drodze”.
Poznajemy w niej historię Alana, który – jak mówi o sobie – „nie jest nikim ważnym albo sławnym”: „To jednak nie ma żadnego znaczenia. Lepiej jest być kochanym przez jedną osobę, która zna twoją duszę, niż przez miliony, które nie znają nawet numeru twojego telefonu. Kochałem i byłem kochany tak głęboko, jak tylko człowiek może sobie wymarzyć, co oznacza, że spotkało mnie szczęście. I co również oznacza, że poznałem smak cierpienia. Życie bowiem nauczyło mnie, że aby latać, najpierw trzeba pogodzić się z możliwością upadku”.
Wydaje się, że Alan ma wszystko – ukochaną żonę, dom, pracę, którą uwielbia, przyjaciela, z którym prowadzi agencję reklamową w Seattle. I niczym biblijny Hiob, w jednej chwili to wszystko traci. I dzieje się to wtedy, gdy najmniej się tego spodziewa, gdy jest pewien, że w jego życiu nic złego nie może się wydarzyć. Pewnego dnia jego żona McKale ma wypadek podczas przejażdżki konnej i to – jak się okazuje – jest tylko początek horroru: „Następne trzy doby upłynęły mi w stanie surrealistycznego zawieszenia. Moje serce miotało się szaleńczo pomiędzy nadzieją a rozpaczą. (…) Moja żona musiała wrócić do zdrowia. W łóżku, unieruchomiona – to była tak nienaturalna rzecz, że nie potrafiłem jej sobie nawet wyobrazić. Reszta mojego świata przestała istnieć”.
Niestety żona nie tylko nie wraca do zdrowia, ale wdają się komplikacje i ostatecznie umiera. W dodatku, oszukany przez przyjaciela, traci firmę, a – przez długi, w które wpada po wypadku żony, także ich wspólny dom. Cała ta seria zdarzeń doprowadza go do momentu, w którym nie widzi już sensu i planuje odebrać sobie życie. Ale wtedy dzieje się coś dziwnego. „Właśnie miałem przekroczyć punkt, poza którym nie ma już odwrotu, gdy nagle stało się coś nieoczekiwanego. Coś, co jak wierzę, przyszło od Boga – lub części Jego świata. (…) Gdy już byłem o włos od połknięcia tabletek, na ułamek sekundy przed przekroczeniem tej linii, ktoś do mnie przemówił. (…) Były to słowa, które mnie zmroziły. «NIE DO CIEBIE NALEŻY ODBIERANIE SOBIE ŻYCIA»”.
Wypełnienie obietnicy
Po tych słowach Alan przypomina sobie obietnicę, którą złożył ukochanej żonie na łożu śmierci. Znała go, więc kazała mu obiecać, że będzie dalej żył… Mężczyzna postanawia wypełnić obietnicę. Porzuca jednak całe dotychczasowe życie, sprzedaje meble, zamyka firmowe konta, żegna się z przyjaciółmi i wyrusza w pieszą wędrówkę przez Amerykę. Cel to najdalej położone miejsce, do którego można dojść pieszo.
Dalsza część książki to „Dzienniki pisane w drodze”. Z każdą kartką książki widzimy, jak ogromną przemianę przechodzi człowiek, który był na dnie, ale postanowił wybrać życie. Opowieść o przygodach Alana, ludziach, których spotyka w drodze, przeplata się tu z przemyśleniami głównego bohatera, rozpoczynającymi kolejne rozdziały. Na początku drogi są to czasem szokujące sentencje, jak na przykład: „Dziś poznałem człowieka bez rąk. Jest chodzącą metaforą mojego obecnego życia”. Ale wraz z kolejnymi etapami drogi jest w jego przemyśleniach coraz więcej światła, które przychodzi wraz z akceptacją tego, co mu się wydarzyło. Alan ogłasza najpierw: „Śmierć nie jest końcem”, aby potem stwierdzić: „Nie wiem, co jest za horyzontem, jedynie to, że droga, którą podążam była mi przeznaczona. To mi wystarczy”.
Strata to bodziec do rozwoju
Warto wybrać się w tę drogę razem z bohaterem książki „Dotknąć nieba”, bo to przepiękna opowieść o budowaniu życia od nowa. Każdy z nas przeżywa w życiu rozmaite straty, a historia Alana pokazuje, że choć nie jest łatwo podnieść się po trudnych życiowych ciosach, to warto próbować. Trzeba tylko dać sobie czas, wejść na drogę odnajdywania sensu na nowo i poszukiwania nadziei. Nie dzieje się to od razu, ale jest procesem, który czasem musi trwać tak, jak piesza wędrówka przez Amerykę.
Historia Alana, podobnie, jak wielu ludzi przed nami pokazuje, że nawet przez najgorszą ciemność w końcu przebije się światło i – choć wydaje się nam, że wszystko skończone, to za rogiem czeka Ktoś albo coś, o czym nawet nam się nie śniło.
Jak tłumaczy sam bohater na końcu książki „Dotknąć nieba”: „Możemy użalać się nad sobą i opłakiwać to, co straciliśmy, albo możemy wykorzystać porażki i stratę jako bodziec do rozwoju. Ostatecznie wybór zawsze należy do nas. (…) Czasami w moich snach McKale przychodzi do mnie i szepcze, że czeka. W takich chwilach wiem, że ona jest blisko. Jak mi powiedziała: Śmierć jest jak wyjście do pokoju obok. Może to tylko projekcja moich marzeń. Może przejaw miłości. A może czegoś znacznie lepszego. Nadziei.”
Richard Paul Evans, „Dotknąć nieba. Dzienniki pisane w drodze”. Znak Literanova, Kraków.
Recenzja ukazała się w audycji „Dwie Strony Sztuki" w Polskim Radiu PiK. Program o książkach i filmach - w każdy czwartek po godz. 20.00.