Jetson ONE to ultralekki, elektryczny pojazd typu eVTOL, który do złudzenia przypomina ogromnego drona, lecz w jego centralnym punkcie znajduje się miejsce dla człowieka. Konstrukcja maszyny opiera się na ramie z aluminium i włókna węglowego, dzięki czemu waży zaledwie 115 kilogramów.
Pilot nie siedzi w tradycyjnej, zamkniętej kabinie, a znajduje się w otwartej przestrzeni pomiędzy elementami nośnymi i ośmioma elektrycznymi silnikami. Sterowanie odbywa się za pomocą czteroosiowego joysticka, a za płynność i stabilizację lotu odpowiada zaawansowany komputer pokładowy. Dzięki temu pilotaż jest intuicyjny i bezpieczny nawet dla osób, które nie posiadają rozległego doświadczenia lotniczego w sterowaniu podobnymi maszynami.
Wynalazca z Kujaw i Pomorza za sterami
Głównym autorem tego futurystycznego projektu jest Tomasz Patan. Pochodzący z Brodnicy inżynier od najmłodszych lat pasjonował się lotnictwem i właśnie w rodzinnym mieście stawiał pierwsze kroki, eksperymentując z bezzałogowcami.
- W trakcie Płockiego Pikniku Lotniczego odbędzie się pierwsza publiczna prezentacja Jetsonów ONE w Polsce. Jestem przekonany, że będzie to wielka uczta nie tylko dla fanów lotnictwa oraz nowych technologii, ale też niezwykłe widowisko dla każdego, kto chce zobaczyć przyszłość na własne oczy – zapowiada Dominik Dziecinny z Aeroklubu Ziemi Mazowieckiej.
Organizator wydarzenia dodaje, że Płock będzie zaledwie trzecim miejscem na świecie po Włoszech i Stanach Zjednoczonych, gdzie publiczność zobaczy tę maszynę podczas otwartych pokazów w locie.
Włoski certyfikat dla latającej maszyny Sierpniowe wydarzenie to nie jedyny powód do świętowania dla twórców. W minionym miesiącu Jetson ONE, jako pierwszy elektryczny pojazd eVTOL, uzyskał we Włoszech oficjalną rejestrację ultralekkiego statku powietrznego. Oznacza to, że opuścił on fazę eksperymentalnego prototypu i może legalnie funkcjonować w tamtejszej przestrzeni lotniczej.
Testy w górach i ratowanie ludzkiego życia
Warto dodać, że maszyny te pojawiły się w naszym kraju już rok temu, jednak wyłącznie podczas zamkniętych testów prowadzonych wspólnie z Górskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Dwa pojazdy sprawdzano wówczas w rzeczywistych scenariuszach ratownictwa górskiego, gdzie badano możliwości szybkiego dotarcia do poszkodowanych w trudno dostępnym terenie.
Maszyna w niecałe cztery minuty zdobyła szczyt Lubań, wykazując się niezwykłą stabilnością nawet przy porywistym wietrze.
- To nie tylko pokaz technologiczny, to realna szansa na usprawnienie naszych działań – podkreślał Jarosław Jurczakiewicz z Grupy Podhalańskiej GOPR, zaznaczając, że w wielu przypadkach taki sprzęt może dotrzeć na miejsce zdarzenia na długo przed tradycyjnymi zespołami.
Pochodzący z Brodnicy inżynier nie krył satysfakcji z wyników.
- Zebrane informacje pomogą nam rozwijać projekt w oparciu o rzeczywiste potrzeby ratowników – podsumował wówczas Tomasz Patan, tłumacząc, że jego
wynalazek może służyć nie tylko rozrywce, ale przede wszystkim ratowaniu życia.