Pracownicy ZUS odeszli od swoich biurek - także w regionie. Trwa strajk ostrzegawczy
Powody ogólnopolskiej akcji protestacyjnej to: niskie zarobki, brak dialogu i reakcji ze strony rządowej, problemy kadrowe i duże obciążenie pracą - powiedziała Polskiemu Radiu PiK Joanna Pawelczak, przewodnicząca Krajowego Związku Zawodowego Pracowników ZUS „Niezależni” w Bydgoszczy.
Na Zakład Ubezpieczeń Społecznych w ostatnich latach nakładane są nowe zadania i obowiązki, a nie idą za tym żadne pieniądze - ani na wynagrodzenia, ani na etaty - argumentują pracownicy ZUS-u.
- Ostatnie rozmowy przy udziale mediatora nie przyniosły żadnego rezultatu. W związku z tym kolejną formą jest strajk ostrzegawczy - mówi Joanna Pawelczak, przewodnicząca Krajowego Związku Zawodowego Pracowników ZUS „Niezależni” w Bydgoszczy. - Myślę, że po dzisiejszym dniu rządzący się odezwą. Zobaczą czy usłyszą, co się dzieje w oddziałach w całej Polsce i mamy nadzieję, że dojdzie do jakichś konstruktywnych rozmów jeszcze w tym tygodniu - podkreśla.
Jak dodaje Joanna Pawelczak, w ubiegłym roku pracownicy ZUS domagali się podwyżki w wysokości 1 200 zł. W odpowiedzi zaproponowano im 220 zł. Związkowcy zapowiadają, że jeśli dzisiejszy strajk nie przyniesie rezultatów, będą podejmować kolejne kroki.
W środę (17 czerwca) trwał do godziny 10. Więcej o tym pisaliśmy tutaj.
Więcej w relacji Nataszy Trzebuchowskiej - poniżej.