Przyjaciele i koledzy wspominają tragicznie zmarłego Janusza Ratajczaka
Był wyjątkowym artystą, uwielbianym przez publiczność, a schodząc ze sceny stawał się normalnym człowiekiem. Tak Janusza Ratajczaka, który zginął w poniedziałkowym wypadku na DK10, wspominają jego przyjaciele i koledzy.
Profesor Małgorzata Grela często występowała z Januszem Ratajczakiem w parze. Poza sceną się przyjaźnili. W trójkę, razem z późniejszą żoną Małgorzatą Ratajczak, przyjechali przed laty do Bydgoszczy ze Szczecinka. - Właściwie nas nie rozdzielano, bo wiadomo było, że my jesteśmy tą parą, która zawsze występuje razem. Znaliśmy się po prostu absolutnie do suchej nitki - wspomina Małgorzata Grela.
Z kolei dyrygent, profesor Piotr Wajrak wielokrotnie współpracował z Januszem Ratajczakiem. - Poza sceną miałem możliwość rozmawiać z człowiekiem uśmiechniętym, radosnym, niezwykle dowcipnym, w tym rozumieniu, że puentował sytuacje międzyludzkie w niezwykle celny sposób - mówi.
Natomiast śpiewak i pedagog Bartłomiej Tomaka debiutował na scenie bydgoskiej opery u boku Janusza Ratajczaka. - To był pierwszy spektakl w „Krainie uśmiechu”, gdzie śpiewał Sou Chonga, był Alfred w „Zemście nietoperza”, „Manru” - ile tych ról było! Najbardziej pamiętam, jak wspólnie z żoną Małgosią śpiewali „My way” Sinatry - wspomina.