W środę, 27 kwietnia 2016 – godz.18.05
- To jest trudna sprawa, żeby to wszystko łączyć więc staram się jak najwięcej czasu poświęcać muzyce i nauce nowych rzeczy. Mam bardzo dużo repertuaru do nauki.
Z profesorem Stefanem Wojtasem spotykacie się w Krakowie – często?
- To bardzo różnie. Ostatnio pojechałem w trasę dwutygodniową więc nie widziałem się z profesorem, ale teraz to spróbujemy nadgonić.
Na ile identyfikuje się Pan z bydgoską Akademią Muzyczną, której jest Pan studentem, a na ile z Krakowem.
- Nie jestem tutaj często, ale utożsamiam się z tą akademią w stu procentach. W żaden sposób nie identyfikuje się z krakowską Akademią. Przyjeżdżam tutaj na egzaminy około 10 razy w roku i jestem bardzo wdzięczny tutejszej uczelni, że zgodziła się przyjąć mojego profesora.
- Na pewno bardzo lubię grać Chopina, jednak myślę, że zabłysnąłem na Konkursie Chopinowskim swoją pianistyką, a nie chopinistyką. Również chciałbym rozwijać swoją pianistykę w innym repertuarze. Nie chcę się zamykać w jednym kompozytorze w moim przypadku lepsza jest wszechstronność.
Czy spotkał się już Pan z Krystianem Zimermanem – jest Pan jego stypendystą?
- Niestety maestro nie mógł przyjechać na rozdanie nagród bo grał wówczas koncert. Cieszę się, że mogę być stypendystą tak wspaniałego pianisty i marzę o tym, żebym mógł się kiedyś z nim spotkać, bo się bardzo inspiruję jego pianistyką.
- Mój dziadek jest melomanem. Zachęcił mnie do grania na fortepianie, sprowadził pianino i w wieku 5 lat zacząłem grać, potem to się potoczyło już normalną drogą – poszedłem do szkoły i zacząłem jeździć na konkursy.
I był Pan zawsze pilnym – chętnie ćwiczącym uczniem?
- Niekoniecznie. Przez pierwszych 12 lat nie do końca lubiłem ćwiczenie. Owszem chętnie grałem na estradzie, ale sama praca nad utworami to nie była dla mnie najprzyjemniejsza rzecz. Muszę przyznać, że w okresie szkolnym mimo, że byłem dość pilny to nie ćwiczyłem bardzo dużo. Dopiero na studiach zacząłem ćwiczyć więcej i robiłem to z przyjemnością.
Czyli był Pan zdolny ale trochę leniwy?
- Tak można powiedzieć. Na pewno mógłbym robić więcej w szkole, ale gdybym cofną czas to nie ćwiczyłbym jednak więcej. Miałem więcej czasu na dzieciństwo – kopałem piłkę, lubię kontakt z naturą i byłem chyba zupełnie normalnym dzieckiem.
A rodzice chowali Pana pod kloszem?
- Nie powiedziałbym, byłem wychowywany zupełnie normalnie i cieszę się, że nie jestem zmanierowany. Jest wielu ludzi, którzy w moim wieku mają wielkie mniemanie o sobie i to może przeszkadzać. Takie naturalne wychowanie pomaga w tym żeby wiedzieć gdzie się jest.
- U Pani Łazarskiej uczyłem się 11 lat – a więc bardzo długo. Pani profesor zaproponowała bym się uczył dalej u profesora z Akademii Muzycznej.
Profesor Wojtas jest taką wyrocznią?
- W jakimś sensie na pewno tak, jednak muzyka jest sprawą czasem dyskusyjną. Staram się zrównoważyć to co mówi profesor, z tym co ja myślę, żeby z tego wyszedł zadowalający kompromis. Czasem można przekonać profesora do czegoś, czego się chce samemu warunek jednak, że to się zrobi bardzo dobrze.
I to Pan profesor był zdania, że jest już Pan gotowy na konkurs Chopinowski?
- Profesor mi zaproponował przygotowania i bardzo się z tego dziś cieszę, bo dzięki temu prestiżowemu konkursowi mogę się dziś zaprezentować.
Czy konkursy Pana motywują do pracy?
- Staram się, żeby tak nie było. Chcę żeby muzyka mnie motywowała do pracy. Inspirują mnie inne nagrania, podróże, natura, całe życie decyduje jak ja w tym momencie gram. Ja nie jestem szczególnym zwolennikiem konkursów. Przystępuje do nich, ale nie z wolą walki, bo nie o to chodzi.
- O tak, niekiedy staram się nie ćwiczyć dzień, dwa, wyjeżdżam wtedy na świeże powietrze i się relaksuję, bo ciągła praca mi nie służy.
Potrzebuje Pan dużo czasu do skupienia przed koncertem?
- Właściwie im mniej czasu czekania przed koncertem tym lepiej. Jeśli jestem wypoczęty, wyspany i w ostatnim czasie nie za dużo ćwiczyłem, to wychodzę i nie potrzebuję czasu do namysłu. Bardzo ważne jest napięcie przed koncertem i na tym staram się skupić.