José Maria Florêncio

2026-06-25
José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – José Maria Florêncio

Należy do najwybitniejszych dyrygentów działających w Polsce. Pochodzi z Brazylii, od 1985 roku na stałe mieszka w naszym kraju. Z Bydgoszczą związany muzycznie jako dyrygent, tu poprowadził swój drugi koncert w życiu. Jest dyrygentem wszechstronnym, dobrze czuje się, prowadząc wielkie koncerty symfoniczne, kameralne, ale i dyrygując operami. Jako pedagog od kilku lat pracuje w Akademii Muzycznej w Poznaniu.

„...dyryguję mniej, znaczy nie dyryguję już po trzy koncerty w tygodniu. Ja chcę uczyć na Akademii w Poznaniu, temu bardziej się oddać, a dyrygować powiedzmy raz, dwa razy w miesiącu, takie krótkie projekty, które wybiorę, jak będę miał ochotę, żeby coś tam robić. Będę mógł robić takie programy jakie chcę, żeby też trochę było więcej występów za granicą, a jednocześnie, żebym mógł pisać książki. Jako profesor zwyczajny, to powinienem zostawić po sobie książki. Chcę napisać dwie książki, a może powstanie więcej. Jedna o sobie samym. To będzie historia mojego życia, taki scenariusz na życie, który się spełnia i na który nie miałem do końca wpływu...

Piątek, 26 czerwca 2026 o godz. 22:05
José Maria Florêncio Junior? Czy nadal mam mówić Junior?
- Oj nie i to od dawna. Między innymi dlatego, że moje córki musiałyby się nazywać Florêncio Junior. W ogóle to jest tradycja bardzo stara ibero- amerykańska, że można syna nazywać juniorem, a wnuk to „neto”. Kiedy jest następna osoba, to ta jest bez niczego, jest tylko np. José Maria Florêncio i tak dalej. Są rodziny, które naprawdę przez już kilkaset lat mają taką tradycję w Portugalii, czy w Brazylii. W Polsce natomiast nie było to możliwe. Nikt nie rozumiał o co chodzi z tym juniorem i dlaczego to musi tak być. Czyli w dokumentach polskich nie ma juniora. Tu natomiast jest bardzo ciekawy jeszcze jeden wątek. Mój ojciec nazywał się José Maria Florêncio. Ja José Maria Florêncio Junior, kiedy przyjmowałem obywatelstwo polskie i ten „Junior” odpadł z dokumentów w Polsce, to chwilę później, czy nawet w tym samym czasie, pożegnałem ojca, to zupełnie jakbym po prostu zajął jego miejsce, to bardzo niesamowicie symboliczne. W dokumentach brazylijskich figuruję jako „Junior”, ale w polskich już nie.

José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Czujesz jakieś takie wyjątkowe emocje związane z bydgoskim koncertem? Przecież dyrygujesz jednym z ostatnich koncertów przed rozbudową Filharmonii.
- W zasadzie życzę wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że Filharmonia będzie rozbudowana i to szybko rozbudowana. W ogóle tak myślałem, że to rozbudowanie miało zacząć się już kilka lat temu i rok w rok to szło, to nie szło, i to z różnych powodów. Mam nadzieję, że to się zacznie teraz, bo my potrzebujemy naprawdę sali wyremontowanej. Sala Filharmonii przez te lata, które czekały w ogóle na tę rozbudowę, nie przeszła przez takie drobne remonty, które są potrzebne w każdym budynku, na bieżąco, co chwile i tak dalej. Czekaliśmy, bo wiedzieliśmy, że ten nastąpi. I jako gość Filharmonii, to przyjeżdżałem i wiedziałem, że może za chwilę będziemy musieli grać gdzieś indziej, ale Filharmonia pewnie znajdzie sposób na to, żeby utrzymać swoją działalność na bieżąco. Ta sala jest niezwykła. Tu zadyrygowałem mój drugi koncert w ogóle w Polsce. Po Filharmonii Łódzkiej dyrygowałem tutaj mój drugi koncert. Jestem raczej przekonany, że to jest najlepsza sala koncertowa w całej Polsce.

Mimo, że tyle mamy teraz nowych, pięknych sal?
- Pięknych i cudownych sal. Tak, a jestem zdania, że do nagrania z orkiestrą i tak najlepsza jest sala w studiu im. Lutosławskiego w Polskim Radiu w Warszawie.

Ci sami architekci ją wymyślili co Filharmonię Pomorską.
- Tak dokładnie. Czyli to są moje takie ulubione miejsca, a najlepiej mi się pracuje z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach, w sali NOSPR-u, która ma naprawdę nie tylko cudowna akustykę, ale ma nieprawdopodobne, piękne, cudowne, świetne warunki do pracy. To jest miejsce, w którym pracuje się bardzo dobrze. To jest przestrzeń wygodna, jest luksus na dobrą sprawę dla każdego, który tam przyjeżdża pracować. Czyli to jest takie wyjątkowe miejsce, choć tam się nagrywa trudniej niż tutaj w Bydgoszczy. Kiedy spotkałem się w gronie dyrektorów różnych sal, to w dyskusji z nimi na temat tego, gdzie jest najlepsza akustyka, słyszałem święte oburzenie, jak powiedziałem, że bezdyskusyjnie to sala Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy jest najlepsza. Ale ja tak uważam.

José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Czy robiłeś statystyki, w ilu teatrach byłeś dyrektorem, a może w ilu instytucjach, bo nie tylko w teatrach byłeś dyrektorem?
- Oj, tego było sporo. Najpierw byłem pierwszym dyrygentem Teatru Wielkiego, jednocześnie będąc dyrektorem muzycznym opery wrocławskiej. Potem przyjąłem dyrektora naczelnego i artystycznego orkiestry Polskiego Radia w Krakowie, które łączyłem wtedy z pozycją pierwszego dyrygenta Teatru Wielkiego w Warszawie. Już wtedy, po kilku latach wyjechałam, żeby być dyrektorem muzycznym opery Teatru Wielkiego w Poznaniu i po kilku latach zostałam dyrektorem naczelnym i artystycznym w Filharmonii Poznańskiej, w tym samym czasie oczywiście dyrygując gościnnie we wszystkich miejscach. W tym samym czasie przez te wszystkie lata, wiele razy w sezonie, o czym najlepiej pamiętasz redaktorko, współpracowałem z Bydgoszczą i z „Capellą Bydgostiensis”.

Czyli byłeś szefem Capelli.
- Byłem szefem. Później dwukrotnie byłem dyrektorem „Opery Bałtyckiej”, byłem jeszcze „Maestro titular”, czyli tytularnym dyrygentem, czyli w zasadzie dyrektorem artystycznym orkiestry „Theatro Municipal de Sao Paulo”, a w tym samym czasie dyrygowałem koncerty gościnnie w 28 krajach na świecie, albo występowałem w tych krajach z orkiestrami polskimi. Ale 28 krajów, to znaczy, że w wielu miastach tych krajów, czyli w jednych Niemczech, to tam dyrygowałem w jakiś 15 miastach i tak dalej. Także to tak trochę moje życie wyglądało. Był taki moment, gdzie mieszkałem w Poznaniu, byłem konsulem honorowym Brazylii, byłem dyrektorem w Gdańsku, gdzie dyrygowałem wszystkimi spektaklami. W tym czasie byłem szefem dyrygentem Capelli, gdzie dyrygowałem raz, dwa razy w miesiącu koncerty. W tym samym czasie byłem tym „maestro tytularnym” w Sao Paulo. Co ciekawe, w Sao Paulo myśleli, że ja stamtąd nie wyjeżdżam, że tam mieszkam. Cały czas jeszcze dyrygowałem gościnnie w różnych miejscach. Miałem projekty płytowe i tak dalej.

A to jeszcze były czasy, kiedy nie było kalendarzy elektronicznych i ja widziałam kalendarz maestra José Marii Florêncio, który składał się nie tylko z tej części głównej, ale również były pewne nakładki. Nakładałeś na kalendarz przeźroczyste karty, żeby wszystko to się zmieściło.
- Tak, to było kilka kalendarzy, a niektóre z tych stron to były tak przezroczyste i jak już miałem to wszystko razem, to ktoś dzwonił z pytaniem o jakimś termin, a ja zawsze powiedziałem, że mam wolny czas. Tu przypominam sobie pewną historię. Było takie czasopismo dla nastolatek „Filipinka”. Wtedy ja dopiero zaczynałem karierę. Tam był cały artykuł o tym, jak artyści są zajęci. I wtedy przedstawili mnie, jako drugiego najbardziej zajętego, rozchwytywanego w ogóle artystę w Polsce. Pierwszy to był Piotr Fronczewski. Nie wiem co Fronczewski robił więcej niż ja. Byliśmy niesamowicie zajęci, w ogóle podróżując z jednego miejsca, na drugie z różnymi projektami.

José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

To teraz czujesz się trochę taki nagi, bez stanowiska dyrektora.
- Wręcz przeciwnie, czuję się wolny, nie nagi, tylko wolny. Od czasu do czasu są pytania, czy propozycje z różnych miejsc, ale ja teraz chciałbym trochę bardziej wybierać miejsca i programy. Dyryguję mniej, znaczy nie dyryguję już po trzy koncerty w tygodniu. Ja chcę uczyć na Akademii w Poznaniu, temu bardziej się oddać, a dyrygować powiedzmy raz, dwa razy w miesiącu, takie krótkie projekty, które wybiorę, jak będę miał ochotę, żeby coś tam robić. Będę mógł robić takie programy jakie chcę, żeby też trochę było więcej występów za granicą, a jednocześnie, żebym mógł pisać książki. Jako profesor zwyczajny, to powinienem zostawić po sobie książki. Chcę napisać dwie książki, a może powstanie więcej. Jedna o sobie samym. To będzie historia mojego życia, taki scenariusz na życie, który się spełnia i na który nie miałem do końca wpływu.

W jakim języku będziesz pisał?
- Po polsku. Mam nadzieję, że książka zostanie przetłumaczona na portugalski. Chodzi mi po głowie pisanie o takiej prozie mojego życia. Nie chce tam zbyt wielu dat, czy nazw miejsc. Chcę, żeby po prostu przeprowadzić czytelnika po moim świecie, który dzieje się w mojej głowie. Chcę, by czytelnik wszedł w moją głowę, po to, żeby lepiej mniej zrozumieć. A druga książka to będzie naukowo napisane kompendium techniki dyrygenckiej. Sądzę, że taka książka jest potrzebna, żeby było to dzieło, które pomaga w sposób bardzo konkretny w technice dyrygenckiej, czyli o tym, jak rusza się rękami przed orkiestrą. Jak się dopracowuje ten język komunikacji z orkiestrą bez słów, tak, żeby jednak tam były elementy jak hasła. To będzie kompendium techniki dyrygenckiej, które przewiduje chociażby podstawową wiedzę na temat anatomii. Konkretnych fragmentów ciała, które mają być używane, żeby zminimalizować, że tak powiem, zużycie mięśni. To jest cała wiedza potrzebna, która daje człowiekowi szansę po prostu używania ciała do komunikacji z orkiestrą, czyli to jest coś, co jest bliskie, tego, czego uczą się na przykład tancerze, lekkoatleci, karatecy tak jak ja. My po prostu wiemy dokładnie, że w momencie kiedy ruszamy tą ręką, jak osiągnąć najlepszy efekt, najbardziej doskonały efekt, najmniejszym kosztem. Niestety widzę młodych ludzi i doświadczonych dyrygentów, którzy nie są w stanie poprowadzić próby. A ja przeżywałem naprawdę projekty i przeżywam na okrągło, które przewidują po dziewięć godzin prób dziennie. Z tego dwie próby siedem godzinne z orkiestrą. Jest to wysiłek, jeżeli osoba nie jest fizycznie do tego przygotowana, jeżeli nie ma techniki, która pozwala mu, że tak powiem pracować z gestem w taki sposób, że on się nie spina, to taka osoba nie jest w stanie przeżyć swojego zawodu, nie ma na to szans. Absolutnie są osoby, które kończą próbę i są chodzącym trupem, bo nie mają techniki.

A Ty się tego nauczyłeś od swojego profesora (Henryka Czyża)?
- Nie, ja nauczyłem się tego od wszystkich profesorów razem i to są też moje doświadczenia sportowe. Przestudiowałem bardzo dokładnie kompendium techniki dyrygenckiej japońskiego profesora.

José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
José Maria Florêncio w bydgoskim studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Będziesz obserwował mundial?
- Na pewno, w ogóle mam przygotowane wszystkie moje koszule, żółte koszule brazylijskie. Mam całą kolekcję trykotów reprezentacji Brazylii. Mam wiele tych modeli oryginalnych, kupionych naprawdę od autoryzowanego przedstawiciela. Kiedy się urodziłem w sześćdziesiątym drugim roku i urodziłem się w czerwcu 1962 roku, w dniu, w którym Brazylia zremisowała mecz, który dawał jej awans do fazy pucharowej mistrzostw świata, które w końcu Brazylia wygrała. Szczęście mojego ojca, który został ojcem pierwszego syna, po trzech córkach, a myślał, że już nie będzie miał synów, było wielkie. Kiedy Brazylia wygrywała i syn mu się urodził, on po prostu w środku nocy jeździł po domach babci i cioci i tak dalej, by powiedzieć, że urodził się książę José Maria Florêncio Junior, także to piłka nożna jest u nas we krwi.

Ja już wolę siatkówkę, bo wtedy masz rozdarte serce, prawda, komu kibicować?
- Ja tam potrafię naprawdę kibicować Polsce, kiedy nawet grają z Brazylią, ale kiedy grają w piłkę nożną, kiedy wychodzi na murawę ta jedenastka ludzi w żółtych koszulkach, ja staję się takim brazylijskim szowinistą. Brazylijska reprezentacja piłki nożnej jest naprawdę czymś, czym żyję od zawsze. Każdy Brazylijczyk rodzi się z dwiema rzeczami: gitarą i piłką.

Zobacz także

NO CZEŚĆ

NO CZEŚĆ!

Kacper Kuszewski

Kacper Kuszewski

Mieczysław Szcześniak

Mieczysław Szcześniak

Maciej Balcar

Maciej Balcar

Mariusz Lubomski

Mariusz Lubomski

Edyta Krzemień

Edyta Krzemień

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę