Anita Lipnicka

2023-11-10
Anita Lipnicka. Fot. nadesłane

Anita Lipnicka. Fot. nadesłane

Polskie Radio PiK - Zwierzenia przy muzyce - Anita Lipnicka

Sześć lat po wydaniu ostatniego albumu „Miód i dym”, który miał premierę w 2017 roku, wydała kolejną solową płytę „Śnienie”.

„...muszę przyznać, że mam sny niepokojące, które są podszyte jakimiś lękami podświadomymi, jakimś strachem...? Powiem szczerze, że właśnie w pandemii nabrałam takich lęków, które nie tylko dotyczą jakby takiej egzystencji w osobistym wymiarze, ale zaczęłam się martwić generalnie o świat i o to, co z nami będzie (...) ze wszystkiego da się wysnuć jakieś wnioski i wszystko opisać w piosenkach. To jest to piękne medium w postaci sztuki, muzyki, czy jakiejkolwiek innej formy. Od zarania dziejów gdzieś tam ludzie interpretują rzeczywistość, właśnie w taki sposób, przez te filtry artystyczne...

Piątek, 10 listopada 2023 o godz. 20:05
Wreszcie doczekaliśmy się całej płyty. Ostatnio rozmawiałyśmy w przeddzień Pani urodzin, kiedy objawiła Pani pierwszy singel z nowej płyty. To był „Amsterdam”. Teraz już mamy cały album „Śnienie”.
- Tak już jest.

I to jest taki album, który rzeczywiście przenosi nas w Pani senne, no nie chcę mówić mary, ale w Pani sen?
- Oczywiście nie mój konkretnie. „Śnienie” jest tutaj jakby takim stanem opisującym trochę stan między spaniem a czuwaniem, między marzeniem sennym a rzeczywistością. Pomyślałam, że na płycie, ponieważ znajduje się na niej sporo piosenek, dosyć różnorodnych, jeśli chodzi o muzyczną stylistykę, że warto byłoby znaleźć jakiś wspólny mianownik. Uczyniłam nim właśnie słowo sen, które pojawia się w każdej piosence, ale w zupełnie innym kontekście.

Aczkolwiek tych wspólnych mianowników, tych części wspólnych jest trochę więcej, bo mamy też sekcję dętą.
- Tak, to jest muzyczny klej, że tak powiem, który klei tę historię.

Ale też i mamy taki pewien taki tiul emocjonalny, który jest nałożony niemal na wszystkie utwory.
- To pięknie powiedziane, ale coś w tym jest.

Anita Lipnicka. Fot. nadesłane
Te utwory powstawały jak rozumiem w pewnym czasie. To nie jest tak, że Pani zasiadła do pisania utworów na tę płyty i one powstały np. w miesiąc.
- Faktycznie one się rodziły na przestrzeni kilku lat i to w takiej bardzo różnorodnej rzeczywistości, dynamicznie się zmieniającej. Pierwsze piosenki pisałam w pandemii, a późniejsze już w czasie, kiedy świat się otworzył i mogliśmy się spotykać z innymi. Więc wtedy też nabrałam ochoty na te spotkania, właśnie z innymi muzykami, z producentami, artystami, z którymi mogłabym stworzyć coś nowego. Ta płyta jest taką wypadkową tych wszystkich sił, które zadziałały na mnie, w przeciągu tych ostatnich paru lat.

Trzeba przyznać, że pandemia to było takie doświadczenie, które dało nam wiele do myślenia, prawda?
- Tak, bardzo dało nam do myślenia, no ale na pewno był to taki czas wyciszony, przynajmniej dla mnie i taki samotniczy. W związku z tym, te pierwsze utwory, które pisałam to miałam takie pragnienie, aby w nich się jakby troszkę odbić od tej rzeczywistości, która była tak dojmująco – nieprzyjemna, więc te teksty, które powstawały w pandemii, były takie bardziej baśniowe, oniryczne. W ten sposób szukałam ukojenia w tamtym czasie. One były pewnym przejawem też marzenia.

Kiedyś Pani mówiła, że pisze teksty o koleżance, tak?
- Oczywiście troszeczkę tutaj kokietuje. Wcale nie o koleżance, tylko o sobie, ale ponieważ niektóre z nich są tak osobiste, to podczas koncertów żartuje, że to wcale nie mnie się przytrafiło, ta czy inna historia, tylko koleżance, która już jest legendarną moją koleżanką.

Lepiej się ukryć, prawda?

- Tak, lepiej się ukryć za plecami koleżanki. (śmiech)

A co Pani się śni na co dzień? Czy w ogóle ma Pani jakieś takie sny filmowe?
- Zazwyczaj muszę przyznać, że mam sny niepokojące, które są podszyte jakimiś lękami podświadomymi, jakimś strachem...? Powiem szczerze, że właśnie w pandemii nabrałam takich lęków, które nie tylko dotyczą jakby takiej egzystencji w osobistym wymiarze, ale zaczęłam się martwić generalnie o świat i o to, co z nami będzie. Ostatnie też wydarzenia za naszą wschodnią granicą, czy w Strefie Gazy powodują, że gdzieś tam noszę w sobie lęki, które dotykają mnie jako człowieka, który żyje w danej czasoprzestrzeni.

Jak się okazuje, te ciekawe czasy, w których żyjemy są pewną inspiracją do tworzenia.
- Mogą być oczywiście, bo ze wszystkiego da się wysnuć jakieś wnioski i wszystko opisać w piosenkach. To jest to piękne medium w postaci sztuki, muzyki, czy jakiejkolwiek innej formy. Od zarania dziejów gdzieś tam ludzie interpretują rzeczywistość, właśnie w taki sposób, przez te filtry artystyczne.

Anita Lipnicka. Fot. nadesłane
Jednym z producentów jest Olek Świerkot. Jak w ogóle doszło do współpracy z Olkiem Świerkotem?
- Jeśli chodzi o Olka, to ja jestem wielką fanką Kasi Sochackiej, której płyty Olek produkuje od samego początku i z nią działa. Ale także spotkałam go kilka razy przy okazjach zawodowych. Gdzieś tam mijaliśmy się w hotelowych korytarzach, nieraz po koncertach. Kiedyś pamiętam zespół Dawida Podsiadły, w którym Olek gra, nocował w tym samym miejscu, gdzie ja z zespołem i też przy jakimś śniadaniu spotkaliśmy się i ucięliśmy sobie miłą pogawędkę. Jakoś tak Olek się przetaczał przez moje życie, że tak powiem kolokwialnie. Tu i tam i wszędzie widziałam jego nazwisko pod rzeczami, które mi się po prostu podobają, więc odezwałam się do niego, spotkaliśmy się na kawce i od tego się zaczęło. Napisaliśmy więcej piosenek niż się ukazało na „Śnieniu”, mamy jeszcze w zanadrzu parę pomysłów, które będziemy razem kończyć, więc to jest dopiero mam nadzieję początek naszej współpracy.

W ilu piosenkach na „Śnieniu” on brał udział?
- Z Olkiem napisałam „Amsterdam” i „Jak na filmach”, czyli 2 piosenki. 3 piosenki zrobiłam z Archie Shevskim, to jest kolejny bardzo ciekawy producent z polskiej sceny muzycznej i z nim spotkałam się dzięki kontaktom przez mój menagment, bo jestem w menagmencie z fajnymi dziewczynami na przykład: Natalią Kukulską, czy z Bovską, które też współpracowały z Archiem, więc Archiego poznałam po koleżeńsku i też nam się super pisało piosenki. A pozostałych 6 utworów stworzyłam producencko z Piotrkiem Świętoniowskim, który jest na co dzień muzykiem w moim zespole i przyszła pora, żeby mu dać szansę coś wyprodukować, bo bardzo wierzę w jego talent. Zrobiliśmy te piosenki bardziej takie właśnie moje, takie oniryczne z Piotrem Świętoniowskim, który zna mnie od podszewki, więc z nim było mi łatwiej tworzyć te piosenki.

I mimo, że to są 3 różne światy, bo przecież Olek Świerkot, Archie Shevski czy Piotr Świętoniowski, to jednak ta płyta brzmi jak całość.
- No tak, bo mam nadzieję, że motywem przewodnim tej płyty jestem ja, mój głos, moja wrażliwość i moje teksty, więc cieszę się, że udało się jednak zapiąć to wszystko w taki sposób, że nie są to piosenki od sasa do lasa, tylko gdzieś tam są spójną opowieścią, mimo że są różnorodne między sobą.

Jak posłuchałam duetu, który jest na tej płycie, to nie rozpoznałam tego głosu.
- Bardzo wiele osób, które słyszało piosenkę po raz pierwszy wyrażało tę samą opinię, że byli zaskoczeni, że to Paweł Domagała, który tak naprawdę ujawnia swoją manierę śpiewania dopiero pod koniec piosenki. Namówiliśmy go, żeby śpiewał niższym głosem. Zaufał nam i myślę, że wyszło super.

A jak w ogóle doszło do tego, że Pani sięgnęła po Pawła Domagałę?
- To też był jakby zbieg przypadków. Ja staram się zawsze w życiu jakoś tak iść za głosem losu, który daje nam różne znaki. Z Pawłem spotkaliśmy się podczas jednego z letnich festiwali muzycznych, na jednej scenie w Operze Leśnej i to był zaczątek do tego, aby wrócić do jego płyt. Mówię tutaj o sobie, że po prostu zainteresowałam się jego twórczością bliżej i nie chciałam go traktować przez pryzmat jednego hitu, który tam kiedyś wydał i wszyscy go kojarzą właściwie z tej piosenki najbardziej. Szukając partnera do zaśpiewania utworu „Nic za złe”, wiedziałam, że to musi być ktoś, kto ma dosyć duże pokłady wrażliwości, kto będzie w stanie przenieść te emocje w piosence, która umówmy się, nie ma dynamicznej aranżacji. Tam jest w zasadzie tylko fortepian i kilka dodatków, więc to piosenka, która odziera trochę cię z wszelkich masek i trzeba pokazać naprawdę taką wrażliwą swoją stronę. Pawłowi się to udało.

Bo my kojarzymy Pawła Domagałę z takim luzakiem.
- Tak, z takim luzakiem. A tu proszę chłopak będzie to do łez doprowadzał, bo wierzę bardzo, że ta piosenka ma moc poruszania ludzi.

Kogo się radzi jeszcze artystka, wokalistka, która już ma za sobą staż blisko trzydziestoletni pracy artystycznej? Czy jest taka osoba, której się Pani cały czas słucha?
- Zawsze jest to po prostu krąg najbliższych mi osób. Dla przykładu, oczywiście mój mąż, czy też nawet moja córka. W pierwszej kolejności zawsze te wszystkie rzeczy, które tworzę to konsultuję z moimi najbliższymi, zaufanymi ludźmi z managementu. Także mój przyjaciel, długoletni, bo mam takiego najbliższego przyjaciela, z którym znam się ponad 40 lat, to on po prostu przeszedł wszystkie fazy w moim życiu. Wszystkie wzloty i upadki i wszystkie piosenki w formie demo znał i recenzował jako pierwszy.

Anita Lipnicka. Fot. nadesłane
Co córka powiedziała, jak usłyszała cały materiał?
- Córka też mi dużo radziłam. „No mamo, o tutaj w tej części to poszliście za daleko, tego w ogóle twoje pokolenie nie skuma”. Było bardzo dużo komicznych momentów, kiedy Pola mi radziła, co tu zrobić, żeby moje pokolenie ogarnęło to, co chcę teraz nagrać. Śmieszne są czasami chwile, ale w wielu momentach, kiedy ona akurat powie, że jej się coś podoba, to mnie to bardzo wzrusza i dotyka, bo moja córka generalnie mało interesuje się sprawami zawodowymi swojej mamy. Ja jestem dla niej mamą i w obszarach życiowych jestem dla niej wielkim wsparciem. Jestem od tego, aby jej pomagać w jej sprawach, a nie odwrotnie.

Zobacz także

Krystyna Stańko

Krystyna Stańko

Wiesław Ochman

Wiesław Ochman

Paweł Poszytek

Paweł Poszytek

Wojciech Kwapisz

Wojciech Kwapisz

Dariusz Kozakiewicz

Dariusz Kozakiewicz

Marek Kaliszuk

Marek Kaliszuk

Jos Maria Florncio

José Maria Florêncio

Anna Rusowicz

Anna Rusowicz

Maciej Figas

Maciej Figas

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę