"Od czasu do czasu mam koncerty rozrywkowe, ale pochłonięta jestem pracą w operze. Jestem szczęśliwa, że śpiewam i że jestem pracownikiem najlepszej opery z najlepszymi warunkami w kraju."
Powtórka audycji w sobotę - 14 grudnia, o godz. 22.05.
- Bardzo mi miło. Cieszę się, że od prawie roku pracuję na stałe w bydgoskiej operze. Bardzo lubię to miejsce, profesjonalizm, który tutaj zastałam. Przez cały czas kiedy współpracowałam – to jest już sześć lat, było to moje ulubione miejsce.
Z Gdyni już się Pani zawodowo wyprowadziła?
- Tak, już dwa lata temu.
Ten okres gdyński bardzo dobrze na Panią wpłynął.
- Każda nowa praca rozwija, udało mi się trafić na okres kiedy w Teatrze Muzycznym robili fajne, nowoczesne rzeczy. Za moich czasów zrealizowano "Lalkę" i "Spamalota". Mam wielki sentyment do gdyńskiego teatru, bardzo dużo się nauczyłam i dzięki temu, że dużo graliśmy, to jak każdy artysta się rozwijałam.
Bydgoska publiczność miała okazję zobaczyć te dwa musicale podczas festiwali operowych. Skończyła Pani bydgoską Akademię Muzyczną, a w akademiach uczą przyszłych śpiewaków, to zupełnie inne śpiewanie od musicalu
- Tak, to trochę inna sztuka. Ja jednak zawsze lubiłam śpiewać też jazzowe utwory, Uczęszczałam równolegle na wydział rozrywkowy, nie zrobiłam jedynie egzaminów końcowych. Rozrywka zawsze była moją pasją i mogłam to w Gdyni wykorzystać.
- Mało komu się to udaje. Mam okazję śpiewać w świetnych operowych koncertach sylwestrowych. Od czasu do czasu mam koncerty rozrywkowe, ale pochłonięta jestem pracą w operze. Jestem szczęśliwa, że śpiewam i że jestem pracownikiem najlepszej opery z najlepszymi warunkami w kraju.
Wystąpiła Pani w głównej partii, w najnowszej premierze "Rycerskość wieśniacza" - Jak długo się pracuje nad rolą? Tutaj trzeba wyjaśnić słuchaczom, że w tym spektaklu kreuje Pani dwie partie kobiece, jednego wieczoru śpiewa Pani Santuzze, a drugiego Lolę.
- Nawet realizatorzy na początku prób mieli wątpliwości, czy dam radę, czy się nie pomylę. Jak się przekonali to już było ok. Mieliśmy wstępne próby w czerwcu, potem wznowiliśmy je pod koniec wakacji. To była komfortowa sytuacja, bo podczas wakacji ta muzyka już brzmiała w głowie i można było to przemyśleć. Bardzo mile wspominam współpracę z choreografem Jarosławem Stańkiem, nawet zostawałam na próbach chóru, ażeby zobaczyć jak ustawia zespół.
Czy Polska jest dla Pani przystankiem na chwilę?
- Nie wiem, jeszcze La Scala do mnie nie dzwoniła (śmiech). Na razie chciałabym robić tu jak najwięcej ról. Mamy dużą scenę, fajny teatr. Wszyscy się w Polsce dziwią jak to jest, że na wszystkich spektaklach śpiewamy przed pełną publicznością. Nigdy nie wiadomo co Bóg da. Jednak nie myślę o tym, dużo pracuję i tym żyję.
Bariera językowa już dla Pani nie istnieje. Myśli Pani w języku polskim.
- Ona od dawna już nie istnieje. Nie wiem jak myślę, niekiedy po angielsku.
W Polsce jest Pani od jakiegoś czasu, a śpiewaka rozwija możliwość pracy w różnych teatrach.
- Stawałam do przesłuchań w wielu teatrach, to są fajne doświadczenia. Nie wiem jednak czy to mi jest już potrzebne, mam wystarczająco dużo stresu podczas spektakli, które wykonuję w teatrze. Wiele propozycji odmawiałam, bo już czasowo nie wyrabiam, wybieram na razie pracę tu na miejscu.
- Młodemu śpiewakowi nigdy nie jest łatwo. O tyle jestem wdzięczna Bogu, że mogę robić to co kocham. Wyścig szczurów? Zawsze robię wszystko jak najlepiej, na sto procent, jeśli mnie wybierają do pierwszej premiery to się cieszę. Cały czas mam frajdę i przyjemność ze śpiewania, a jeśli podoba się to realizatorom to jeszcze lepiej.
A jeszcze pyta Pani kogoś o radę, ma Pani swojego mentora?
- Skończyłam studia u Pana Leszka Skrli w bydgoskiej Akademii, pytam go często o radę.
A jak się śpiewa razem z profesorem?
- Bardzo fajnie, On jest świetnym śpiewakiem i aktorem, nie jest sztywnym na scenie, zawsze można coś ograć. Bardzo dobrze nam się pracuje, dlatego poszłam do niego na studia.
Czy wybór bydgoskiej Akademii Muzycznej był wyborem pierwszym?
- To był trochę przypadek. Po czasie okazało się, że to świetny wybór.
Czy śpiewaczka Darina Gapitch dba o swój głos?
- Nie wiem, szalik zawsze noszę.
Pali Pani?
- Nie, nigdy nawet nie próbowałam. Nie piję też zimnych napojów.