Piątek, 02 grudnia 2022 r.   Imieniny: Balbiny, Bibianny, Pauliny
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Olga Bończyk

Olga Bończyk. Fot. nadesłane
Olga Bończyk. Fot. nadesłane
Aktorka teatralna, filmowa i wokalistka, która ostatnio zaprezentowała dwa nowe single „Pocztylion wiatr” i utwór świąteczny „Uwierz w Anioły”

„...śpiewam dla swoich rówieśników, może trochę młodszych, trochę starszych i też widzę ich zachwyt w oczach, a może nawet podziękowanie za to, że oni mogą się podczas moich koncertów rozkołysać w pięknych dźwiękach. Myślę, że dzisiaj już, takich koncertów jest coraz mniej. Próbuję więc, uspokajać siebie i swoją artystyczną duszę, że tacy artyści jak ja, też są wciąż potrzebni. Że publiczność potrzebuje takich koncertów, w których można się dźwiękami ukoić i rozkołysać...”


Piątek, 2 grudnia godz. 20:05
Dawno nie rozmawiałyśmy.
- Rzeczywiście dawno.

Mamy sporo do nadrobienia, chociaż zaczniemy od piosenki „Pocztylion wiatr”, to nowa piosenka, która miała swoją premierę w listopadzie. Fantastyczna... jak się jej słucha, to wydaje się, że to piosenka stara.
- Bo tak jest. Ona powstała wiele lat temu i leżakowała sobie chyba w szufladzie. Dostałam tę piosenkę pół roku temu od Dudy Napieralskiej, którą znam od wielu lat, a z którą łączą nas takie dusze artystyczne. Dużo rozmawiałyśmy o muzyce i któregoś dnia Duda zadzwoniła do mnie i mówi: Olga słuchaj, mam taką piosenkę, którą napisałam ponad 40 lat temu. Leżała sobie w szufladzie i myślę, że tylko ty mogłabyś ją zaśpiewać”. Poprosiłam, żeby mi ją pokazała, więc przyjechała do mnie, nagrała taką nazwijmy to „rybkę”. Dałam tę piosenkę Filipowi Siejce, wspaniałemu pianiście, skrzypkowi, aranżerowi, niesamowitemu artyści, z którym współpracuję już od bardzo wielu lat. Filip zachwycił się tą piosenką i też stwierdził, że takich piosenek się już dzisiaj nie komponuje. Szybko zrobił przepiękny aranż, sam zresztą również zagrał fantastyczną solówkę skrzypcową i tak oto mogę się pochwalić nową, ale w sumie starą piosenką.

Olga Bończyk. Fot. nadesłaneSłowa napisał Tadeusz Śliwiak. Ta piosenka była kompletna i przeleżała w szufladzie, bo…?
- Myślę, że czekała na wykonawcę. Duda, niepokorna dusza, ciągle fruwająca po całym świecie, być może o niej zapomniała. Ja w sumie nawet nie zdążyłam dopytać, dlaczego tyle lat przeleżała w szufladzie, ale tak sobie myślę, że Duda sama chyba nie może się pochwalić wieloma kompozycjami, które ujrzały światło dzienne, w jakimś takim kompletnym wydaniu. Ona, pianistka, po prostu zawsze koncertowała, chyba to stanowiło treść i sens jej życia, a nie komponowanie i wydawanie piosenek. Oczywiście w tej chwili trochę konfabuluję i próbuje zrozumieć dlaczego tak wrażliwa artystka nie napisała więcej piosenek. Ale przyznaję że nigdy nie natknęłam się na jej kompozycje, zatem wnoszę, że Duda raczej nie jest taką kompozytorką, której piosenki wysypywały się z rękawa, a „Pocztylion wiatr” pewnie powstał gdzieś po drodze artystycznego życia i przeleżał w szufladzie. Duda Napieralska to jazzowa pianistka, która dzisiaj z racji wieku jest mniej aktywna zawodowo wciąż jednak jest niezwykle pełna energii i miłości do muzyki. Wiem, że gdyby dać jej zagrać jakiś koncert , to na pewno jeszcze by nas zachwyciła.. Pamiętam, kiedy spotkałyśmy się wiele lat temu, podczas wywiadu telewizyjnego , ona zupełnie spontanicznie mi zaakompaniowała. Bardzo się polubiłyśmy na planie. Ja byłam absolutnie nią urzeczona, bo zrobiła to po prostu genialnie. Daj Boże, żeby dzisiaj młodzi pianiści, akompaniatorzy tak grali.

Powinna Pani przejrzeć szuflady Dudy Napieralskiej.
- Tak, ona teraz jest w Stanach, u swojej córki. Ciągle podróżuje, bo rodzinę ma rozsianą po całym świecie, ale niedługo ma przyjechać do Polski. Przynajmniej tak donoszą jej przyjaciele. Jak tylko ją dopadnę, tutaj w Polsce, to na pewno spróbuję przeszukać jej szuflady, a nóż jeszcze coś tam na dnie leży.

„Pocztylion wiatr” przepiękny tekst, a ja się śmieję, że premierę ta piosenka miała w piątek i tak zaczarowała jesień, że w sobotę spadł śnieg.
- Rzeczywiście, tekst jest przepiękny. Już sam tytuł „Pocztylion wiatr”, kto dzisiaj z młodych wie, co to jest w ogóle „Pocztylion”? Jestem tym tekstem poruszona i zauroczona, właśnie dlatego, że jest pisany tym takim sznytem minionego stulecia, tymi porównaniami, takim tchnieniem, duchem, jak się kiedyś pisało, tą ulotnością, którą kiedyś miało to dawne pióro z lat 60, 70 czy nawet 50. Ja się nieustająco rozkoszuje takimi tekstami i choć wiem, że może one dzisiaj się nie przekładają na młodzieżowy styl pisania, czy młodzieżowy styl śpiewania, ale cóż... na szczęście nie śpiewam dla młodzieży i nie muszę dorównywać do tego, co dzisiaj wypełnia scenę muzyczną. Mam 55 lat i teksty, które dzisiaj pisze młode pokolenie do mnie nie docierają. Natomiast docierają do mnie takie teksty, jak ten, napisany przez pana Tadeusza Śliwiaka. Dlatego z przyjemnością rozsiadam się na półce słuchacza, czy też miłośnika muzyki nazwijmy to archiwalnej, czy też minionego stulecia, która po prostu dla mnie osobiście ma duszę, ma sens i treść.

Olga Bończyk. Fot. nadesłanePiosenka powinna mieć piękną melodię i znakomity tekst.

- Myślę, że w przypadku tej piosenki tak jest. Ciągle mam tęsknotę za takimi piosenkami, które będą miały piękny tekst i muzykę, która będzie zostawała w naszych uszach i głowach na długie tygodnie.

Ale Pani innych piosenek nie śpiewa? Wszystkie, które są w Pani repertuarze, mają przepiękną melodię i też mądry tekst.
- Staram się jak mogę, choć oczywiście jest to niezwykle trudne, bo zawsze też dodatkowo zderzamy się ze ścianą, na której jest napisane „jesteś niemodna, jesteś niedzisiejsza”.

„Jesteś oldskulowa”?
- Oldskulowa… Poczytuję to sobie nawet za komplement, bo czyż ja muszę być taka zupełnie dzisiejsza, skoro mam 55 lat? Poza tym, ja też wsłuchuję się i patrzę na swoją publiczność, która przychodzi na moje koncerty. I to nie jest publiczność, która ma 15, 20 czy 30 lat. Ja śpiewam dla swoich rówieśników, może trochę młodszych, trochę starszych i też widzę ich zachwyt w oczach, a może nawet podziękowanie za to, że oni mogą się podczas moich koncertów rozkołysać w pięknych dźwiękach. Myślę, że dzisiaj już, takich koncertów jest coraz mniej. Próbuję więc, uspokajać siebie i swoją artystyczną duszę, że tacy artyści jak ja, też są wciąż potrzebni. Że publiczność potrzebuje takich koncertów, w których można się dźwiękami ukoić i rozkołysać.

Pani też zadaje kłam takiemu sformułowaniu „Śpiewająca aktorka”, czyli czego nie dośpiewa, to dowygląda i na odwrót.
- Tak, albo aktorsko zagram, że umiem śpiewać. Tak, rzeczywiście, ten epitet, nieustająco mnie drażni i przyznaję się do tego już od bardzo, wielu lat, bo od lat słyszę że jestem ,”śpiewającą aktorką”. Ja oczywiście śpiewam piosenki aktorskie i umiem to robić. W spektaklu staram się wykonać je jak najpiękniej, jak najlepiej. Natomiast na co dzień nie śpiewam takich piosenek, znaczy staram się przede wszystkim używać warsztatu wokalnego i być wokalistką, która wie co śpiewa. A to jest ogromna różnica, bo to też nie jest tak, że ja śpiewam tylko dźwięki. W swoich koncertach dobieram i układam swój repertuar tak, żeby piosenki miały mądre teksty, głębokie, ważne. Wybieram takie teksty, które mnie dotykają, rezonują ze mną, żeby w jakiś sposób opowiadały o mnie, choć nie były napisane dla mnie. Dla mnie, jako dla człowieka, dla kobiety, dla artysty ważne, że one niosą w sobie taką treść, którą umiem zaśpiewać jako wokalistka, ale też ze świadomością, że wiem o czym śpiewam.

Olga Bończyk. Fot. nadesłaneUprawia Pani zawód aktora, ale jest Pani też wykształconą wokalistką, więc być może, czas skończyć z epitetem „śpiewająca aktorka”.
- Czasem zastanawiam się nad tym, na poczet czego zostało to wymyślone, ale trochę próbuję też zrozumieć, bo rzeczywiście jest bardzo wielu aktorów, którzy nie mają doświadczenia wokalnego, wiedzy muzycznej czy obycia z muzyką, a mimo wszystko wchodzą w przestrzeń estradową i próbują śpiewać. Z drugiej strony przyznaję, ze w spektaklach, nie zawsze konieczna jest warsztatowa biegłość wokalna, wystarczy piosenkę wypełnić aktorską interpretacją i naprawdę to się sprawdza. Ale estrada to zupełni inna rzeczywistość i inne miejsce. Tutaj publiczności nie da się oszukać. Kiedy trzeba wykonać 1,5-godzinny recital, to tam już się nie schowa za bylejakością, aktorskimi sztuczkami i za nieumiejętnością śpiewania.

Na święta dość regularnie wydaje Pani nowe utwory, w tym roku to „Uwierz w Anioły”. Przed rokiem był to utwór, który nagrany został przed kilkoma laty ze Zbigniewem Wodeckim.
- Przed jego śmiercią nagraliśmy duet, taki świąteczny pt. „Magia świąt”. Nie spodziewałam się, że tak naprawdę to będzie nasze ostatnie wspólne nagranie, ale tak się stało. No ale przynajmniej zostają te dźwięki, które zawsze będą ważnymi, żeby nie powiedzieć najważniejszymi. Zawsze się wtedy uśmiecham do tego, co wówczas powstało w mojej głowie, że warto nagrywać – nie czekać. Gdybym miała czekać na nagranie płyty, na przykład świątecznej ze Zbyszkiem, to by tej piosenki nie było. Nagraliśmy i zawsze ona będzie w mojej wdzięcznej pamięci, że zrobiliśmy to i na pewno gdzieś to zostanie we mnie i mam nadzieję, że w nim też, no bo może ciała nie ma, ale dusza i pamięć ciągle gdzieś krążą.