Niedziela, 24 stycznia 2021 r.   Imieniny: Felicji, Franciszka, Rafała
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce
Spółdzielnia

Gość programu

Asia Czajkowska

Asia Czajkowska
Asia Czajkowska
Polskie Radio PiK - Zwierzenia przy muzyce - Asia Czajkowska
Wokalistka, trenerka wokalna, autorka utworów, z wykształcenia polonistka. Torunianka, z którą Magda Jasińska rozmawiała w ostatnich dniach przed porodem.

„Ten rok będzie pod znakiem Alicji - córeczki, ale też i płyty. Chciałabym, żeby szersze grono mogło mogło posłuchać tych piosenek...”

Piątek, 22 stycznia godz. 20:05
Wokalistka – piosenkarka?

- Chyba nie lubię określenia piosenkarka.

Nie ukrywajmy, że jesteś już w tym ostatnim etapie ciąży, więc nie wykluczone, że nasza audycja pojawi się już po rozwiązaniu, po porodzie. Jak się śpiewa w ciąży? Bo dla słuchaczy to jest czysta „poezja”.

- Nie zauważyłam różnicy, z wyjątkiem momentów, w których było mi ciężko oddychać i pojawiał się nieuzasadniony stres przed występem, ale nie wiem czy umiejscowić go i szukać przyczyny w moim stanie, tak zwanym błogosławionym, czy raczej w stanie covidowym, który spowodował, że mniej występowałam i po prostu wyszłam z wprawy.

To zacznijmy może od tych pierwszych momentów, kiedy postanowiłaś być wokalistką. Skąd to się w ogóle wzięło?

- Moja historia nie jest pewnie typowa, bo u mnie nie było tak, że postanowiłam być wokalistką. Mam wrażenie, że troszkę życie wybrało za mnie. Zawsze bardzo kochałam śpiewać, ale nigdy tego nie łączyłam z zawodem. Nie miałam takich marzeń, że będę piosenkarką i tak będę zarabiać na życie - śpiewem. Poszłam na studia polonistyczne, chociaż też nie marzyłam o byciu nauczycielką, tylko jakoś tak wyszło. Zawsze to śpiewanie było gdzieś ze mną i w pewnym momencie zrobiło się go trochę więcej. Pracowałam w szkole, właśnie jako polonistka i w pewnym momencie tę pracę straciłam, z powodów dość prozaicznych, bo byłam na zastępstwie za kobietę w ciąży (śmiech). Jak ona urodziła i wróciła po urlopie do pracy, jeszcze przez chwilę w tej szkole mnie przytrzymano, bo ponoć byłam cennym pracownikiem, a potem już zwyczajnie nie było dla mnie godzin i nagle, z dnia na dzień, nie było pracy. Ale życie nie znosi próżni i zaczęło się pojawiać coraz więcej tej pracy muzycznej i tak płynnym krokiem przeszłam do śpiewania i to do śpiewania zawodowego. Tak mogę to określić.

Czyli przypadek i trochę szczęścia i to może być taki przepis - recepta na udaną drogę muzyczną? Ile lat minęło od tych początków?

- Zaczęłam sobie podśpiewywać kiedy miałam naście lat, ale to było takie sobie podśpiewywanie. Pierwszy kontakt z muzyką miałam w Społecznym Ognisku Artystycznym, gdzie uczyłam się grać na fortepianie. Razem z siostrą chodziłyśmy na takie popołudniowe lekcje i śpiewanie było jakby zawsze. Lubiłyśmy śpiewać. Ja chodziłam do jednego, drugiego chóru. A jak miałam 17 czy już 18 lat to trafiłam do zespołu, który już bardziej profesjonalnie na to śpiewanie patrzył. To było pod okiem Ariela Radomińskiego w Domu Muz w Toruniu i tam śpiewałam z innymi dziewczynami w chórze żeńskim. Potem w zespole Los Copernicos rozwijam swój wokal, a następnie był chór Astrolabium, natomiast śpiewanie solowe to tak zdarzało się.

A czy to śpiewanie na głosy, śpiewanie w zespołach wokalnych dało Ci większe doświadczenie, bo jednak to jest trochę inny świat.

- Śpiewanie na głosy, zdecydowanie to jest w ogóle fantastyczna sprawa. Uwielbiam śpiewać w wielogłosie i do dziś śpiewam w Astrolabium. Śpiewanie na głosy uczy nie tylko harmonii, ale też kontroli nad swoim głosem, bo tutaj nie chodzi o to, żeby każdy pokazał jak najwięcej siebie, ale żeby szukać tego wspólnego mianownika, wspólnej barwy. To uczy właśnie kontroli i przede wszystkim intonacji. A to jest w śpiewaniu jednak ważne, to jest takie minimum, bez tego ciężko mówić o śpiewaniu, bo jak ktoś fałszuje, to jednak coś nam przeszkadza.

Powiedz mi jak spotkałaś się muzycznie z Bogdanem Hołownią?

- Muzycznie pierwsze nasze spotkanie miało miejsce chyba w Puławach, na warsztatach. Jako laureatka konkursu wokalistów jazzowych w Zamościu dostałam bilet na warsztaty do Puław (bilet w cudzysłowie). Tam jako „warsztatowiczka” brałam udziału w pracach grupy wokalnej pod okiem Sibel Kose i w sekcji akompaniującej był właśnie pan, wtedy dla mnie pan, Bogdan Hołownia. To jest postać niezwykła i to spotkanie bardzo wiele mnie nauczyło. Oczywiście te codzienne prace z naszą grupą to jedno, a wieczory w salce, gdzie można było pójść sobie pograć i pośpiewać, to druga sprawa. To chyba było nasze pierwsze spotkanie - takie tworzenie różnych klimatów muzycznych we dwójkę.

A co Ci daje takie tworzenie muzyki we dwójkę, bo przecież również pracujesz z innymi pianistami. Czy to jest świetna szkoła muzyki - granie w kameralnym składzie?

- Współtworzenie czegoś wraz z pianistą, występowanie w duecie, daje tę możliwość, że my - dwie osoby tworzące coś symultanicznie, możemy mieć bardzo duży wpływ na to, co w danym momencie robimy. Im większy jest zespół, tym większa potrzebna dyscyplina. A jak są dwie osoby, to czasem wystarczy jakieś takie porozumienie, impuls, żeby w danym momencie coś zaimprowizować, zrobić coś nieoczekiwanego, a to jest nie ukrywam, to co w muzyce kocham najbardziej. Lubię jak są rzeczy ustalone, aranżacje i tak dalej, ale też bardzo lubię, kiedy coś się dzieje tu i teraz, więc ta sytuacja duetowa na pewno na to pozwala. Poza tym właśnie, tak jak powiedziałaś, kameralność, taka bliskość, pewnego rodzaju słuchanie się nawzajem... Kiedy jestem skupiona wyłącznie na tym jednym partnerze w zespole, to jest coś bardzo wartościowego.

A jak będzie wyglądało teraz Twoje życie, po porodzie, bo pewnie już cały czas i o tym myślisz.

- Na pewno się dużo zmieni. Jestem przekonana, że życie wywróci się do góry nogami i cieszę się z tego, bo teraz w centrum uwagi będzie właśnie Alicja. Chcę jej poświęcić dużo czasu i uwagi, natomiast nie przestanę śpiewać, bo to jest też moje życie, to mi daje radość. Na jakiś czas daję sobie odpoczynek od uczenia. A od koncertów? Zobaczymy, bo jesteśmy umówieni wstępnie z Józkiem Eliaszem na 30 stycznia w Filharmonii Bałtyckiej. Mamy nagrywać koncert online. Zobaczymy czy będę w stanie, bardzo bym chciała. Wtedy malutka pojedzie ze mną, bo ten początek to raczej nie będziemy się rozstawać.

A jaka będzie jej przyszłość? Będziesz ją woziła na koncerty?

- To jest ciekawe... Przede wszystkim też chcę dokończyć swoją płytę „Pianissima”, która już jest bardzo blisko finału. Ten rok będzie pod znakiem Alicji - córeczki, ale też i tej płyty. Chciałabym, żeby szersze grono mogło mogło posłuchać tych piosenek.

To ja trzymam mocno kciuki, żebyś wszystkie swoje marzenia spełniła i to jak najszybciej.

- Dziękuję bardzo.