Są sytuacje, kiedy tragiczny koniec jednego życia staje się jedyną szansą dla drugiego. Gdzie dziś przebiega granica śmierci? Dlaczego Polacy w ankietach popierają transplantacje, ale na szpitalnym korytarzu tak często mówią „nie"? Czy jesteśmy gotowi na narządy z drukarki 3D? O tym Mariusz Kluszczyński rozmawiał z profesorem Zbigniew Włodarczykiem, kierownik Katedry Transplantologii i Chirurgii Ogólnej Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy, a zarazem konsultantem wojewódzkim w dziedzinie transplantologii klinicznej.
Poprzedni rok był rekordowy w polskiej transplantologii – ponad dwa tysiące przeszczepionych narządów. Wiele wskazuje na to, że ten będzie podobny.
Ale za tymi statystykami kryją się dramaty rodzin, gigantyczna presja czasu i telefony w środku nocy, które przyszłym biorcom dają nadzieję.
- Przeszczepiamy wszystkie narządy klatki piersiowej, jamy brzusznej, także narządy unaczynione, czyli wątroby, serca, płuc, nerek czy trzustki. Przeszczepiamy komórki, np. krwiotwórcze, ale również przeszczepy wielonarządowe, wielotkankowe takie jak kończyny czy twarz. Przeszczepianie narządów to złożona procedura. Czas ma też znaczenie. Przeszczepienie twarzy, które wykonuje pan profesor Maciejewski w Gliwicach, to około 30-34 godzin pracy. To robota dużego zespołu - zaznacza prof. Zbigniew Włodarczyk.
- Trzeba pamiętać, że mózg to połączenie nie tylko naczyniowe, które bardzo łatwo możemy odtworzyć. To również połączenie mózgu z resztą ciała rdzeniem kręgowym i nerwami czaszkowymi, których się, zwłaszcza nerwem błędnym, których zespolić możemy, ale tego typu struktury nerwowe nie ulegają regeneracji. Stąd po poprzecznym przerwaniu rdzenia kręgowego pacjenci są przynajmniej teraz, na obecnym rozwoju wiedzy i nauki, skazani na trwanie w porażeniu, bo regeneracja rdzenia kręgowego jest na razie niemożliwa - wskazuje ekspert.