Kto w debatach prezydenckich wypada najlepiej, a komu ten element kampanii nie służy? Czy takie spotkania mają wpływ na decyzje wyborców? Czy kolejny bydgosko-toruńskim spór, tym razem o statystyczne ujęcie obu miast przez Unię Europejską, będzie miał wpływ na rozwój Bydgoszczy i Torunia?
O to Maciej Wilkowski pytał w „Rozmowie Dnia" doktor Magdalenę Nowak-Paralusz, politolożkę z Uniwersytetu WSB Merito.
Jakie wnioski płyną z „Rozmowy Dnia"? Dzisiejsze debaty nie mają aż tak wielkiego znaczenia, jak kiedyś, jak np. ta najsłynniejsza - pierwsza telewizyjna: Kennedy - Nixon, albo w Polsce: Kwaśniewski - Wałęsa.
Debaty mają mniejszą wartość, chyba, że... stają się viralem, padnie jedno - dwa zdania, które rozniosą się po Internecie.
Według Magdaleny Nowak-Paralusz, w ostatnich debatach było więcej chaosu niż treści. Zabrakło w nich merytoryki, a ich uczestnicy odgrywali przygotowane wcześniej scenariusze. Były pokazem „politycznej choreografii".
Czy są więc potrzebne? Tak, bo to okazja do prezentacji, konfrontacji, do - mówiąc kolokwialnie - „sprzedania się".
W rozmowie poruszony został także wątek kolejnej odsłony sporu bydgosko-toruńskiego.