Prezydent Włocławka Krzysztof Kukucki apeluje do premiera o korektę administracyjnego podziału Polski. Chce, by Włocławek tworzył województwo z Płockiem. Czy kolejna reforma administracyjna jest możliwa? Co oznaczałaby dla miasta, regionu i kraju? O to pytaliśmy Marka Wojtkowskiego - do niedawna prezydenta Włocławka, obecnie członka zarządu województwa kujawsko-pomorskiego.
Marek Wojtkowski
Agnieszka Marszał: Prezydent Włocławka, Krzysztof Kukucki napisał do premiera list w sprawie korekty administracyjnego podziału Polski. Chce, by Włocławek utworzył województwo z Płockiem, zatem przestał być częścią województwa kujawsko-pomorskiego. Czy to jest w ogóle możliwe? Czy kolejna reforma wchodzi w grę? Co ta zmiana oznaczałaby dla miasta, regionu i Polski? Czy pan sobie to wyobraża?
Marek Wojtkowski: Nie wyobrażam sobie tej reformy administracyjnej, ponieważ jestem człowiekiem, który twardo stąpa po ziemi. Ostatnia reforma administracyjna, duża reforma administracyjna miała miejsce w roku 1998 roku, a w styczniu 1999 roku weszła w życie.
Jej efektem było utworzenie szesnastu dużych województw, w tym województwa kujawsko-pomorskiego. Pamiętam ten czas - dyskusja toczyła się przez kilka lat. Były spory, były różne projekty. Dyskutowano m.in. nad tym, czy Włocławek ma być częścią województwa kujawsko-pomorskiego. Mówiło się o dużym województwie pomorskim, były również dyskusje, czy być może Włocławek powinien zostać włączony do województwa łódzkiego i mazowieckiego. I to, co się wtedy wydarzyło było efektem wielu rozmów i przede wszystkim konsensusu, który został zawarty. Przypomnę, że w tym czasie za reformy odpowiadał rząd AWS-u z premierem Buzkiem na czele, a prezydentem był Aleksander Kwaśniewski. To porozumienie zagwarantowało, że taki podział administracyjny został zrealizowany.
Agnieszka Marszał: Ale to było 25 lat temu. Może już czas na zmiany? Polska w tym czasie się zmieniła, dynamicznie zmieniła się rzeczywistość. Krzysztof Kukucki zwraca uwagę, że rosną w siłę metropolie, które przejadają dużo pieniędzy i odbierają szansę rozwoju mniejszym miastom, miastom średnim, które na reformie administracyjnej w 1998 roku straciły, np. Włocławek.
Oczywiście, ja rozumiem aspiracje Włocławka i będę je wspierał, natomiast jest pytanie o realność tego projektu. Przede wszystkim: tak się nie robi, bo przypomnę, że Krzysztof Kukucki jest szefem Lewicy we Włocławku i pytanie: jak ustosunkowują się do tego pomysłu władze jego rodzimej partii, które przecież są w tej chwili w koalicji większości rządowej...
Tego nie wiadomo, bo Krzysztof Kukucki mówi, że to jest pomysł apolityczny i samorządowy...
Drodzy państwo, tutaj nie ma żadnych pomysłów apolitycznych, czy samorządowych. My, jako samorząd województwa kujawsko-pomorskiego, ja, zarząd, marszałek, dowiedzieliśmy się o tym z mediów. Nie sądzę, żeby o tym był poinformowany wojewoda i wicewojewoda, notabene szef wojewódzkiej Lewicy we Włocławku. Nie sądzę, żeby ten pomysł był konsultowany, chociażby z prezydentem Płocka, tym bardziej z marszałkiem województwa mazowieckiego, czyli marszałkiem Adamem Struzikiem. Tak się tego po prostu nie robi. Nie rzuca się w eter słów, które mogą uczynić wiele złego, mogą namieszać, natomiast nie mają żadnych szans na realizację. Pamiętamy czas, kiedy w Polsce było 49 województw, w jaki sposób one zostały wytworzone - doskonale wiemy...
Ale Krzysztof Kukucki na naszej antenie mówił Markowi Ledwosińskiemu, że właśnie po tej reformie z 1975 roku Włocławek rozwijał się prężnie, zresztą włocławianie sami też te czasy wspominają. Cały pojawiają się reminiscencje tego czasu świetności przemysłowego Włocławka i nadal jest za tym czasem tęsknota. Może to jest uderzenie w tę czułą nutę?
Nie, to jest odgrzebywanie złych emocji, które mogą wprowadzić wyłącznie zamieszanie. Przypomnę, że od co najmniej trzech miesięcy Krzysztof Kukucki jest prezydentem miasta, i to na jego barkach spoczywa ciężar dynamicznego rozwoju Włocławka, żeby Włocławek znalazł należne sobie miejsce, jako trzecie miasto w województwie (...). To nie jest czas na tego typu dyskusje. W tej chwili trzeba zakasać rękawy i wziąć się po prostu do pracy. Poza tym, jest mało prawdopodobne, by premier Donald Tusk poważnie potraktował ten apel. Dziś są inne problemy do rozwiązania (...).