Ile osób, które rozpoczną studiowanie, pozostanie? To pytanie zadają sobie nauczyciele akademiccy. Szkoły wyższe zmagają się z odpływem żaków. To tak zwany „drop out”.
- Częściej „drop out” jest dokonywany przez mężczyzn niż kobiety - różnica wynosi około 15 proc. „Drop out” najczęściej jest dokonywany w pierwszych miesiącach studiowania. 2/3 osób, które dokonały „drop outu” w ciągu 12 miesięcy nie podejmują kolejnego kierunku, a połowa osób, które podejmuje nowy kierunek wybiera zupełnie odmienny - mówi doktor Łukasz Brzeziński z UKW.
Przykładem jest Maria - studentka, która kilkukrotnie zmieniała kierunek. Jak mówi, widzi w tym szansę. Młodzi ludzie poszukują swojego miejsca, więc „drop out” ma też swoje dobre strony - dodaje. Sama zrezygnowała między innymi ze studiowania prawa. W trakcie studiów zdała sobie sprawę, że ten kierunek nie jest jej pasją.
A dlaczego studenci rezygnują? W jednej z naszych audycji wypowiadała się na ten temat prorektor Politechniki Bydgoskiej do spraw kształcenia i spraw studenckich profesor Małgorzata Gotowska. - Część studentów odpowiada, że przyczyny leżą po stronie zawodowej, czyli albo utrata pracy, albo nie są w stanie zapłacić czesnego na studiach niestacjonarnych - informuje. - Są też powody zdrowotne. Część studentów mówi, że wybrało nie ten kierunek, a część, że otrzymała pracę i w związku z tym przerywa naukę - dodaje profesor.