Trzy placówki medyczne w Toruniu mają się połączyć. Boją się tego pracownicy i rodziny chorych
W toruńskiej służbie zdrowia wrze po ujawnieniu planów fuzji Specjalistycznego Szpitala Miejskiego, Przychodni Specjalistycznej i Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego. Personel niepokoi się o miejsca pracy, rodziny o jakość opieki. Miasto uspokaja.
Możliwość otrzymania dotacji w wysokości 70 milionów złotych stała się głównym argumentem władz Torunia uzasadniającym projekt fuzji.
Jej krytycy pytają wprost: dlaczego świetnie zarządzane i stabilne finansowo jednostki, takie jak MPS i ZPO, mają zostać wchłonięte, by ratować tonący w długach szpital?
Zaprzecza tej teorii rzecznik prezydenta Torunia, Marcin Centkowski.
- Te pieniądze w żaden sposób nie posłużą do pokrywania czy też redukowania zadłużenia Szpitala Miejskiego - mówi rzecznik toruńskiego ratusza.
- Są to bowiem wyłącznie środki celowe, które mogą być przeznaczone na konkretne inwestycje.
Rodziny pacjentów już obawiają się drastycznego spadku jakości opieki, a sygnały na ten temat odbierają radni oraz członkowie rad społecznych. Potwierdza to Maciej Koziołocki z rady społecznej Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego.
- Są to sygnały zaniepokojenia tym, co będzie dalej z tym zakładem. Na razie placówka jest placówką samodzielną i dochodową - podkreśla Koziołocki.
Za fuzją ma przemawiać dodatkowe nawet 36 miejsc, bo lista oczekujących na przyjęcie do ZPO jest bardzo długa.
- Mamy 350 osób oczekujących na świadczenia całodobowe. Jak długo czeka się na miejsce? Obecnie trzeba się nastawić na trzy lata - mówiła dyrektor Zakładu, Aleksandra Wachowiak-Kaźmierczak.
- Temat fuzji zostanie poruszony na najbliższym posiedzeniu rady miasta.