Cmentarzysko w Pniu może być największą w Polsce nekropolią osób odrzuconych
Do grobów wkładano sierpy, kłódki i kamienie, a także chowano twarzą do ziemi. W Pniu trwają badania cmentarzyska z XVII wieku, na którym znaleziono ponad 100 pochówków, z czego co najmniej kilkanaście atypowych.
- W Polsce może być to największe cmentarzysko tego typu - twierdzi prof. Dariusz Poliński z UMK. Zespół pod jego kierownictwem naukowym od ponad 20 lat prowadzi badania na stanowisku archeologicznym w Pniu (gmina Dąbrowa Chełmińska). Choć pochodzące z XVII wieku cmentarzysko ma najprawdopodobniej protestancki charakter, to szczególną uwagę zwraca duża liczba tzw. pochówków atypowych. Badania wskazują, że cmentarz w Pniu mógł być miejscem pochówku ludzi odrzuconych przez społeczeństwo.
101 pochówków w Pniu
- Odkryliśmy tutaj łącznie 101 pochówków, natomiast grobów atypowych jest tu zastanawiająco dużo: co najmniej kilkanaście. Kilka kolejnych może się takimi okazać, ale to dopiero będziemy badać - mówi prof. Dariusz Poliński. - W ostatnim sezonie odkryliśmy kolejne cztery groby, tym razem płodów, noworodków i nastolatków między 12 a 15 rokiem życia.
Jak wyjaśnił, groby atypowe pojawiają się na różnych cmentarzyskach w Polsce, ale zwykle są to pojedyncze przypadki.
- W Drawsku w Wielkopolsce odsłonięto kilkaset grobów, z czego pięć pochówków atypowych z sierpami. Innym znanym cmentarzyskiem z atypowymi pochówkami są Gliwice. Tam jednak, jak wynika z przeprowadzonych studiów, mamy do czynienia z kilkunastoma pochówkami osób skazanych, które ścięto, a ich głowy ułożono między nogami - mówi.
Wśród atypowych pochówków jest też grób znajdujący się niemal na skraju cmentarzyska, który należał do kobiety w wieku 30–50 lat. Na jej lewej dłoni - opisują badacze - spoczywał kamień, a drobniejsze kamyki otaczały jej cały lewy bok. Analizy antropologiczne wykazały, że kobieta cierpiała na kiłę trzeciorzędową, późne stadium choroby, która w dawnych społecznościach budziła lęk, wykluczenie i niepokój. W trakcie prac badawczych kobieta była określana jako „syfilityczka". Choć grób odkryto już w 20027 roku, to wciąż trwają jego badania, bo szczątki są bardzo zniszczone, niezwykle trudno z nich uzyskać DNA, które dałoby odpowiedzi na wiele pytań dotyczących życia zmarłej.
W Pniu znajdowane są też pochówki starszych osób. Jednym z nich jest grób kobiety w wieku około 60 lat. Wokół jej czaszki wciśnięto kamienie polne. W dawnej obrzędowości był to znak świadczący o praktykach antywampirycznych. Kamienie miały „docisnąć” zmarłą do ziemi, uniemożliwić jej powstanie i powrót do wioski. Na wewnętrznej powierzchni prawej kości ciemieniowej kobiety naukowcy zidentyfikowali wyraźny ślad po tętniaku. Dla ówczesnych mieszkańców wsi objawy tej choroby mogły być niepokojące. Jak czytamy w opisie badań, trudny do zniesienia ból, ucisk wewnątrz czaszki mogły powodować ataki szału lub apatii. Mogły też powodować zmiany neurologiczne takie jak niedowłady, drgawki lub zachowania, które brano wówczas za opętanie. Choroba mogła też wpływać na mimikę kobiety i jej sposób bycia, czyniąc z niej wyrzutka.
- Zmarłych, którzy budzili niepokój mieszkańców, chowano z sierpami przy szyi, przygniatano kamieniem, zakładano kłódki. Zdarzały się pochówki twarzą do ziemi, co wiązało się z obawą, że pochowany powstanie z grobu i będzie szkodził społeczności. Ułożenie go twarzą do ziemi miało spowodować, że po przebudzeniu będzie wgryzał się w ziemię. Taki pochówek też mamy w Pniu. Czasami rozkopywano grób, by sprawdzić, czy ciało się rozkłada. Wierzono, że zmarły może zarazić też innych zmarłych, dlatego niekiedy ekshumowano więcej grobów z jednego cmentarzyska. Podobne zwyczaje kultywowano też później, nawet jeszcze w XX wieku - opisał prof. Poliński.
Badania nad nowożytnym cmentarzem w Pniu trwają. W kolejnych miesiącach planowane są publikacje na temat kolejnych znajdowanych tam atypowych pochówków.
Reportaż Żanety Walentyn z Pnia będzie do posłuchania w poniedziałek (23 marca) w audycji „Historie Słowem Pisane" o godz. 20.05 w Polskim Radiu PiK.