Elżbieta Starostecka i Leszek Teleszyński z wizytą w Łańcucie. Film „Trędowata" ma 50 lat
Odtwórcy ról Stefci Rudeckiej i ordynata Waldemara Michorowskiego wspominali film, który miał wpływ na ich życie zawodowe. Elżbieta Starostecka przyznała, że choć w swojej karierze zagrała wiele ról, to właśnie postać Stefci przyniosła jej niezwykłą popularność.
– Rozmawiałam z Kaliną Jędrusik i ona powiedziała mi tak: „Zrobisz, co chcesz, ale jeżeli tego nie zagrasz, to będzie twój wielki błąd” – wspominała Starostecka, opowiadając o propozycji zagrania Stefci Rudeckiej
– Stefcia Rudecka to w moim życiu trochę taka skomplikowana sprawa. Zagrałam tyle ról, ale to postać Stefci Rudeckiej z literatury kochanej, choć może nie takich wysokich lotów, ale kochanej, spowodowała, że popularność, jaką mi przyniosła, była niesamowita – dodała.
Podkreśliła, że wraz z popularnością przyszła także wyjątkowa serdeczność widzów.
– Serdeczność ludzi i otwarte serca i ja to bardzo doceniam. Zawdzięczam temu filmowi to, że do Warszawy przyjeżdżali ludzie, żeby mnie zobaczyć w teatrze na żywo, chociaż przecież już nie grałam Stefci Rudeckiej – opowiadała podczas spotkania z widzami Starostecka.
Dla Leszka Teleszyńskiego wiadomość o jubileuszu „Trędowatej” była przede wszystkim zaskoczeniem, że od premiery filmu minęło już pół wieku.
– „Trędowata”, co „Trędowata”, jakie 50-lecie? Myślę sobie: Boże, to było pół wieku temu – wspominał aktor. Kiedy zapytano go, czy przyjedzie do Łańcuta na jubileusz, odpowiedział: – Jak będę żył, to przyjadę – czym wywołał śmiech publiczności.
Teleszyński zapytany o pierwsze wspomnienie z planu „Trędowatej” wskazał na pogodę.
– Wrażenie pierwsze wtedy, 50 lat temu? Straszny upał. Większy niż dzisiaj. Myśmy chodzili tak, żeby za bardzo się nie ruszać, żeby się nie spocić. Upał wściekły – powiedział.
- Spotkanie z aktorami było jednym z najważniejszych wydarzeń niedzieli na 7. Podkarpackim Szlaku Filmowym. Z okazji ich powrotu do Łańcuta przygotowano mural nawiązujący do „Trędowatej”. W parku Muzeum-Zamku odbyła się także plenerowa projekcja „Trędowatej”. Film Hoffmana z 1976 r. pokazano w miejscu, które samo jest częścią historii polskiego kina.
- Program niedzieli był poświęcony nie tylko słynnemu melodramatowi. Ważnym punktem była także rozmowa o pracy filmowców w zabytkowych wnętrzach. O swoich doświadczeniach i wyzwaniach związanych z udostępnianiem historycznych przestrzeni na potrzeby kina opowiadali dyrektor Muzeum-Zamku w Łańcucie dr Piotr Szopa oraz producenci filmowi Małgorzata Domin i Dawid Szurmiej. Uczestnicy spotkania mogli także odbyć wirtualną podróż po zamkowych wnętrzach i zobaczyć miejsca, które na ekranie zyskały filmowe życie.
- Filmowa historia Łańcuta sięga dwudziestolecia międzywojennego, a później w zamkowych wnętrzach powstawały m.in. „Hrabina Cosel” Jerzego Antczaka, „Lokis. Rękopis profesora Wittembacha” Janusza Majewskiego, „Pałac” Tadeusza Junaka i „Trędowata” Jerzego Hoffmana. Zamek pozostaje także współcześnie atrakcyjną lokalizacją dla filmowców, wykorzystano go m.in. w najnowszej ekranizacji „Lalki” Pawła Maślony.