Atak w Jarosławiu. NASK ostrzega przed dezinformacją i antyukraińskimi narracjami
Atak w Jarosławiu stał się pretekstem do rozpowszechniania fałszywych informacji o rzekomym uprzywilejowaniu obywateli Ukrainy przez polskie służby – ocenia ekspertka NASK Małgorzata Szumna. Analitycy ostrzegają przed nasileniem antyukraińskich narracji.
Jak przekazała PAP Małgorzata Szumna z Zespołu Analizy Trendów Narracyjnych i Fact-checkingu NASK, w mediach społecznościowych pojawiły się wpisy sugerujące, że zatrzymany obywatel Ukrainy nie został zakuty w kajdanki ze względu na narodowość.
Ekspertka podkreśliła, że o zastosowaniu środków przymusu bezpośredniego decydują m.in. zachowanie zatrzymanego, ryzyko ucieczki i zagrożenie dla otoczenia. Narodowość zatrzymanego nie ma w tym przypadku znaczenia.
Atak wykorzystywany do szerzenia dezinformacji
Według NASK pojedyncze zdarzenie w Jarosławiu jest przedstawiane w internecie jako dowód na rzekomy wzrost przemocy ze strony obywateli Ukrainy. Pojawiły się też zarzuty, że polskie służby i media stosują wobec Ukraińców inne standardy.
– W tym kontekście formułowane są zarzuty o łagodniejsze traktowanie obywateli Ukrainy przez służby i wymiar sprawiedliwości oraz o celowe przemilczanie przez media informacji o przestępstwach z ich udziałem. W rezultacie niechęć wobec Ukraińców zostaje powiązana z podważaniem zaufania do państwa i przekonaniem, że nie zapewnia ono Polakom odpowiedniej ochrony – wyjaśniła Małgorzata Szumna.
Wpisy w mediach społecznościowych łączyły również wydarzenie z tragicznymi wydarzeniami historycznymi, m.in. zbrodnią wołyńską. NASK wskazuje, że atak przyczynił się do nasilenia antyukraińskich narracji i mowy nienawiści. – NASK obserwuje (obecnie) wyraźny wzrost natężenia mowy nienawiści wobec Ukraińców, które osiągnęło najwyższy poziom od pierwszej połowy lipca 2026 r. – dodała ekspertka.
Fałszywe treści dotyczące ataku w Jarosławiu publikowały m.in. anonimowe profile znane z szerzenia dezinformacji oraz sympatycy i politycy związani z Konfederacją oraz Konfederacją Korony Polskiej, którą kieruje Grzegorz Braun.
Małgorzata Szumna zapytana, jak reagować na pojawiające się niezweryfikowane informacje dotyczące ataku w Jarosławiu podkreśliła, że „najważniejsze jest zachowanie dystansu, zwłaszcza wobec treści, które natychmiast wywołują silne emocje i zachęcają do szybkiej reakcji”. - Warto zatrzymać się, sprawdzić źródło informacji i zobaczyć, czy potwierdzają ją również inne wiarygodne źródła. Jeśli mamy wątpliwości, możemy skorzystać z serwisów fact-checkingowych, które zawodowo zajmują się weryfikowaniem pojawiających się w przestrzeni informacyjnej twierdzeń – zaznaczyła.
Co wiadomo o ataku w Jarosławiu?
W czwartek 31-letni Ihor M. zaatakował na terenie klasztoru w sumie pięć osób: czterech mężczyzn i kobietę. Jedna z nich zmarła, dwie w stanie ciężkim przebywają w szpitalu w Jarosławiu, a jedna ranna kobieta leży w szpitalu w Przeworsku. Jedna z poszkodowanych osób opuściła szpital w Przemyślu w czwartek wieczorem.
W piątek przed południem prokuratura sformułowała wobec Ihora M. zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkich obrażeń ciała. Biegli psychiatrzy stwierdzili u podejrzanego Ihora M. ostre wielopostaciowe zaburzenia psychotyczne. Uniemożliwia to jego przesłuchanie i postawienie mu zarzutów. Prokuratura Rejonowa w Jarosławiu skieruje do sądu wniosek o jego aresztowanie na trzy miesiące w warunkach szpitalnych.
W piątek przewodniczący Rady KEP ds. Migrantów i Uchodźców bp Krzysztof Zadarko zaapelował, „aby wydarzenia w Jarosławiu nie stały się paliwem do podsycania nienawiści i agresji do Ukraińców”. Dodał, że nienawiść jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem.
NASK apeluje o sprawdzanie źródeł informacji i ostrożność wobec treści wywołujących silne emocje. Eksperci ostrzegają też, że zainteresowanie jednym wydarzeniem może być wykorzystywane do tworzenia wrażenia, że podobne zagrożenie ma charakter powszechny i narastający.