Elżbieta Penderecka o utworze dla Bydgoszczy i przyjaźni z Filharmonią. Jeden z ostatnich wywiadów

2025-11-09, 09:55  Magdalena Gill
- Jestem wdzięczna, że Bydgoszcz pamięta o utworach Krzysztofa Pendereckiego - mówiła Elżbieta Penderecka (na zdjęciu z dziennikarką PR PiK Magdaleną Gill)/fot. Biuro Elżbiety Pendereckiej

- Jestem wdzięczna, że Bydgoszcz pamięta o utworach Krzysztofa Pendereckiego - mówiła Elżbieta Penderecka (na zdjęciu z dziennikarką PR PiK Magdaleną Gill)/fot. Biuro Elżbiety Pendereckiej

W sobotę świat pożegnał Elżbietę Penderecką. Przypominamy wywiad sprzed roku, w którym żona wielkiego kompozytora wspominała przyjaźń z bydgoską Filharmonią Pomorską i okoliczności powstania utworu „Lacrimosa II", skomponowanego na zamówienie z FP.

Magdalena Gill: Bydgoska Filharmonia Pomorska do dziś szczyci się przyjaźnią z Maestro Krzysztofem Pendereckim. Pamięta Pani, jak się zaczęła?
Elżbieta Penderecka: Dzięki niezwykłemu człowiekowi, jakim był pan dyrektor Andrzej Szwalbe. Był chyba najdłużej urzędującym dyrektorem Filharmonii w kraju i miał ogromne zasługi. To on zaprosił nas w 1978 roku do Bydgoszczy na odsłonięcie portretu rzeźbiarskiego mojego męża. Popiersie wykonał wielki polski rzeźbiarz Marian Konieczny, z którym byliśmy bardzo zaprzyjaźnieni.

Podobno kompozytorowi bardzo podobał się ten portret?
- Myślę, że to w ogóle najlepszy portret rzeźbiarski męża, jaki istnieje. Później powstał ten wykonany przez prof. Adama Myjaka, który znajduje się w Europejskim Centrum Muzyki, ale bydgoski był najbardziej autentyczny. Krótko po śmierci męża – w 2020 roku – zostałam zaproszona do Bydgoszczy, by powiesić na nim laur podczas Bydgoskiego Festiwalu Muzycznego, odbywającego się w trakcie pandemii COVID. W programie znalazły się wtedy utwory mojego męża. Byłam zaszczycona, ogromnie wzruszona i cieszyłam się, że mąż na nas patrzy z wysoka.
Ale wracając jeszcze do 1978 roku - gdy uczestniczyliśmy w odsłonięciu portretu autorstwa Mariana Koniecznego - pamiętam, że mąż mówił mi wtedy: „chyba jestem jedyną żyjącą postacią, której robi się popiersie”. (śmiech)
Choć przyjechaliśmy wtedy do Bydgoszczy po raz pierwszy wiem, że Orkiestra Filharmonii Pomorskiej już wcześniej wykonywała dzieła mojego męża – m.in. „Tren ofiarom Hiroszimy”, „Polymorphię”, „Przebudzenie Jakuba”…

Potrafi Pani wymienić utwory męża, wykonywane w Bydgoszczy? Tak dobrze to to Pani pamięta?
- Pamiętam, bo spędziłam z mężem 55 lat, bez czterech miesięcy - tyle lat byliśmy po ślubie. To więcej niż pół wieku i był to wspaniały czas, bo poznałam wielu wielkich muzyków, kompozytorów, dyrygentów, wykonawców... Towarzyszyłam mężowi we wszystkim. Kiedy wyjeżdżaliśmy, byłam na każdej próbie, na każdym koncercie. Spędzałam cały czas z mężem i to nas bardzo zbliżało. Mąż mówił często: „Ty rozumiesz moją muzykę”. Nawet, jak ośmieliłam się po koncercie powiedzieć, że coś mi się nie podobało, to mąż srogo popatrzył, ale za chwilę powiedział: „wiesz co, zastanowię się”. Cenił moje uwagi, choć nie jestem wykształconym muzykiem.

Ale pochodzi Pani z muzycznej rodziny.

- Ojciec był koncertmistrzem, grał na wiolonczeli, był też profesorem Akademii Muzycznej. Miał drugie wykształcenie – skończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale po wojnie w czasach komunistycznych nie chciał pracować w zawodzie prawnika. Dzięki temu, że był koncertującym muzykiem, mogłam chodzić z nim w każdy piątek i sobotę na koncerty w Filharmonii Krakowskiej, miałam tam nawet swoje miejsce.
Po wielu latach w Filharmonii poznałam męża. Był dobrym znajomym, prawie przyjacielem mojego śp. ojca. Miałam 17 lat, gdy ojciec zabrał mnie na prawykonanie „Polymorphii” Krzysztofa Pendereckiego. Powiedział mi: „dobrze byłoby, żebyś dzisiaj poszła na koncert, bo zapewne spodoba ci się utwór młodego kompozytora, który – jak wszyscy mają nadzieję – stoi przed wielką karierą”. I tak się stało.

Po Bydgoszczy krąży anegdota, że Krzysztof Penderecki mówił, że gdyby miał w Krakowie takiego pasjonata-wariata, jakim był Andrzej Szwalbe, to mógłby swobodnie jeździć po świecie. Rzeczywiście tak powiedział?

- Myślę, że tak, bo dyrektora Andrzeja Szwalbego bardzo cenił. Dzięki niemu powstała przecież w Bydgoszczy wspaniała Filharmonia, to on powołał do życia Ogólnopolski Konkurs Pianistyczny im. Paderewskiego, potem Festiwal „Musica Antiqua Europae Orientalis”, który w kolejnych latach stał się Bydgoskim Festiwalem Muzycznym. Zasługi, które ma Andrzej Szwalbe są nieocenione. To był wyjątkowy człowiek-instytucja, a przy tym ogromnie sympatyczny.

Jak wyglądały Państwa relacje? Bo nie były tylko zawodowe?

- Zawsze bardzo serdecznie nas przyjmował w Bydgoszczy, zresztą podobnie jak kolejni dyrektorzy Filharmonii Pomorskiej. Ostatni raz mój mąż dyrygował bydgoską Orkiestrą w 2015 roku, szefem FP była wtedy pani Eleonora Harendarska. Dziś dyrektorem jest pan Maciej Puto, niezwykle sympatyczny i merytorycznie przygotowany do tego stanowiska, też się od czasu do czasu widujemy. I jest jeszcze pan dyrektor Cezary Nelkowski, którego również zawsze mile wspominam.
W Bydgoszczy jest niezwykle ciepła i przyjazna atmosfera. Jestem bardzo wdzięczna, że Filharmonia Pomorska pamięta o Krzysztofie Pendereckim i jego muzyce, bo dla mnie, mojej rodziny, moich dzieci to ogromnie ważne. Relacje z Bydgoszczą wspominam zawsze z wielkim sentymentem.

Mąż lubił wizyty w Bydgoszczy?
- I mąż lubił, i ja nadal bardzo lubię. Kiedyś mieszkaliśmy w hotelu Pod Orłem, sama ostatnio byłam w hotelu Mercure. Bydgoszcz bardzo mi się podoba i bardzo się zmieniła. Zwłaszcza Stare Miasto, po którym lubię spacerować. Z okna hotelu widzę ciekawy budynek Opery Nova, której niestety jeszcze nie miałam okazji odwiedzić, bo zabrakło czasu.
Mąż też miło wspominał wizyty w Bydgoszczy ze względu na muzyków, którzy wspaniale reagowali na jego muzykę. Orkiestra zawsze gra świetnie, poziom jest znakomity. Każdemu wielkiemu artyście potrzebne jest zaangażowanie, świetne wykonanie, przyjazne podejście. To wszystko bardzo się liczy!
Miałam ostatnio w ręku album z historią bydgoskiej Filharmonii, wydany w 2018 roku, gdy budynek obchodził 60-lecie. Dowiedziałam się z niego, jacy wspaniali artyści, dyrygenci, orkiestry, uczestnicy konkursów fortepianowych odwiedzali Filharmonię. Byli w Bydgoszczy m.in. Artur Rubinstein i Witold Małcużyński, których świetnie znałam. Ale najbardziej mnie zdziwiło, bo tego nie wiedziałam, że w końcu lat 60. w Bydgoszczy występował Luciano Pavarotti.
Tego wielkiego tenora poznałam w Metropolitan Opera. Mieszkaliśmy wtedy z mężem w USA, wtedy był profesorem na Uniwersytecie Yale, wykładał kompozycję. Przez osiem lat tam uczył, a potem otrzymał tytuł doktora honoris causa. Do Metropolitan pojechaliśmy na operę „Rigoletto” Verdiego. Pamiętam to wykonanie i niezwykłą reakcję publiczności. Później moja przyjaciółka podeszła do Pavarottiego i powiedziała: „Muszę ci kogoś przedstawić” - tak właśnie go poznaliśmy. Przyznam, że nigdy nie sądziłam, że był w Polsce.
Cieszyłam się bardzo, czytając te bydgoskie wspomnienia. Miasto pięknie się muzycznie rozwija. Macie państwo wspaniały majątek, jeśli chodzi o kulturę – Filharmonię Pomorską, Operę w Bydgoszczy, wspaniałe festiwale. Poza tym mój śp. mąż został patronem placu przed Filharmonią, posadził też w Bydgoszczy swój dąb. To wszystko zbliża mnie do tego miasta.

Krzysztof Penderecki był też Honorowym Obywatelem Bydgoszczy. Odebrał tytuł osobiście w 2009 roku.
- Otrzymał go w związku z wieloma wykonaniami jego utworów, które miały miejsce w Bydgoszczy. Był wtedy bardzo wzruszony, choć był honorowym obywatelem wielu miast na całym świecie, nie wspominając już o doktoratach honoris causa, których miał ponad 40.
Jeszcze teraz znajduję ciągle coś nowego, bo nawet nie wiedziałam, że tytuły doktora honoris causa odbierał w Kijowie, czy w Charkowie. Ale czasami było tak, że mąż gdzieś jechał sam i nagle coś przywoził w torbie. Gdy to znajdowałam i dziwiłam się, że nic mi nie mówił, odpowiadał, że „ktoś jeszcze pomyśli, że kolekcjonuje doktoraty”. Myślę jednak, że dla artysty każda taka forma podziękowania, uznania jest bardzo ważna.

Krzysztof Penderecki skomponował na zamówienie z Bydgoszczy utwór „Lacrimosa II”. Prawykonanie odbyło się 6 października 2018 roku podczas odsłonięcia pomnika Ofiar Zbrodni Pomorskiej 1939 roku w Toruniu. Jak wyglądał proces powstawania tego utworu?
- Mąż był wtedy bardzo zajęty pracą przy innych dziełach. Powstał więc utwór niezbyt długi, ale przepiękny i bardzo ważny w muzyce mojego męża. W ogóle „Lacrimosa” była dla niego bardzo ważna. Pierwsze zamówienie złożone było przecież przez „Solidarność”, a mąż nie odmówił Lechowi Wałęsie. Powiedział wtedy, że niczego się nie obawia i napisze utwór na odsłonięcie pomnika w Gdańsku.
„Lacrimosa” ma więc wielką tradycję, przy zamówieniu z Bydgoszczy utwór był przez męża kontynuowany.

Dyrektor Cezary Nelkowski wspominał, że kiedy utwór powstawał, był w ciągłym kontakcie z kompozytorem i codziennie pojawiało się coś nowego – najpierw miał być to utwór instrumentalny, potem doszedł głos solowy, a kilka dni przed prawykonaniem jeszcze chór. To pokazuje, jak pracuje artysta i że jego wizja nie jest gotowa od początku?
- W przypadku mojego męża zazwyczaj było inaczej. Byłam kiedyś wzruszona, jak mąż mi powiedział: „Wiesz Elżbieta, ja wszystko mam w głowie i muszę tylko przelać na papier”. Gdy powstawał utwór na zamówienie z Bydgoszczy pamiętam, że był bardzo zaangażowany. Zdawał sobie sprawę, że musi go napisać, ale wiedział też, że ma jeszcze coś innego. Miał świadomość, że pan dyrektor Nelkowski będzie dzwonił i powtarzał, że nie może zawieść.
Mąż należał do niewielu kompozytorów, którzy wspaniale umieli pisać na głos ludzki. Zawsze mówił, że głos jest najwspanialszym instrumentem. Kochał chór i solistów. Zawsze pracował przy długim stole u nas w domu, w Krakowie. Do komponowania nie potrzebował instrumentu.

Bydgoski utwór też tam powstawał?
- Tak, rozkładał na stole papier nutowy, który był specjalnie wydrukowany przez jego wydawcę i pisał. Każdego dnia zaczynał od wczesnego poranka – na początku nawet o godz. 5.30, później około 7.00 i pracował do 12.00, nawet w wakacje. To był święty czas, nie wolno mu było wtedy przeszkadzać. W domu musiało być cicho, wszystko wyłączone, bo przeszkadzał mu głos radia czy telewizji. Nie odbierał telefonu, niezwykle się koncentrował. Zawsze mówił mi, że utwór „musi mieć architektoniczny zarys”. Później rysował i wypełniał.

I naprawdę nie potrzebował do tego instrumentu?
- Nie pamiętam, żeby siadał do fortepianu. Kochał instrumenty, ale nie potrzebował ich do kompozycji. Fortepian był raczej przyjemnością.
Powiem teraz coś bardzo osobistego - zawsze namawiałam męża, żeby napisał IX Symfonię. Jednego, pięknego dnia przyszedł do mnie i powiedział: „Mam całą IX Symfonię w głowie i nie mogę jej zapisać”. Pierwszy raz mi o tym powiedział, więc uspokajałam go: „Krzysiu nic się nie martw, najpierw wypijemy kawę - bo piliśmy kawę bardzo rano – i na pewno zapiszesz”.
Już po śmierci męża, robiłam porządki w jego rzeczach. Mąż zawsze wszystko segregował, wkładał w duże teczki i pisał na nich, co się w środku znajduje. I znalazłam kartkę, na której było napisane „IX Symfonia, Krzysztof Penderecki, Kraków”. Niestety nie zapisał ani jednej nuty. To było niestety krótko przed śmiercią męża, która – gdyby nie COVID – pewnie nie nastąpiłaby tak szybko.

„Lacrimosa II” to był przedostatni utwór męża?
- Potem pisał jeszcze różne aranżacje, zmieniał utwory na inne instrumenty - np. koncert altówkowy, który powstał w kilku wersjach. Pamiętam zwłaszcza wersję na saksofon sopranowy – byłam zachwycona wykonaniem, które nagrywano dla wytwórni Dux.
Mąż pisał właściwie przez cały czas. Komponował dalej IV kwartet smyczkowy, który chciał rozszerzyć, ale równocześnie pracował też nad operą dla Wiednia. Po wielu latach Opera Wiedeńska zgłosiła się do niego ponownie. Mąż całe życie myślał, że napisze „Fedrę” według Racine’a. Później jednak często mówił mi, że to utwór za mało dramatyczny. Długo się zastanawiał i zdecydował, że jednak jej nie napisze. Nawet myślał o Gogolu, o „Austerii” Stryjkowskiego, było jeszcze wiele innych tematów. Opera Wiedeńska chciała jednak „Fedrę”. Mąż powiedział im, że „Fedry” nie napisze, było to coś niesłychanego dla mnie.
Po śmierci męża znowu znalazłam teczkę, tym razem z napisem „Fedra, Racine”. W środku było wiele kartek zapisanych nutami. Czytam trochę partytury, ale nigdy nie chciałam być żoną, która się miesza do pracy męża. Poprosiłam więc o pomoc naszego przyjaciela Jerzego Dybała - znakomitego kontrabasistę, koncertmistrza wiedeńskiej opery i filharmonii oraz szefa Sinfonietty Cracovii. Po kilku dniach zadzwonił i stwierdził: „Zrobimy z tego utwór”. Zaproponowałam, by nazwać go suitą. Tak powstał utwór prawie 17-minutowy, zaprezentowaliśmy go - niestety już po odejściu męża – w Filharmonii Narodowej, dyrygował Jurek Dybał.
To były ostatnie utwory, z którymi mąż nie chciał się rozstać. Poza tym dużo dyrygował, dużo jeździliśmy po świecie.

Teraz jeździ Pani po świecie sama i dalej promuje muzykę męża.
- Dziś dla mnie jest najważniejsze, żeby jego muzyka była żywa, żeby była grana. Sama pragnęłam pokazać Pendereckiego z innej strony, dlatego sięgnęłam po jego muzykę do filmu „O krasnoludkach i sierotce Marysi”, która była prezentowana w ramach Festiwalu Beethovenowskiego jako „Penderecki inaczej”. Podczas koncertu cała sala Filharmonii Narodowej była wypełniona dziećmi i rodzicami. Dlatego myślę, że warto byłoby zrobić festiwal „Penderecki inaczej” dla dzieci, bo nikt nie kojarzy tej muzyki mojego męża - wesołej, dowcipnej, bez agresji, bardzo kolorowej. Mąż uwielbiał dzieci i zawsze marzył, że napisze dla nich operę. Nasza wnuczka zawsze powtarzała: „Dziadziu obiecałeś mi operę, a ciągle jej nie ma”.

Podczas inauguracji 60. Bydgoskiego Festiwalu Muzycznego w 2022 roku wykonano „Siedem bram Jerozolimy”. Pani była wtedy w Bydgoszczy. Melomani komentowali potem, że to było doświadczenie wręcz mistyczne..
- Wykonanie było wspaniałe, myślę, że sprawiłoby mężowi ogromną radość. Przywiązywał ogromną wagę do tego utworu. Polski kompozytor, który nie miał korzeni w Izraelu, został poproszony przez mera miasta, by skomponował utwór na jubileusz 3 tysięcy lat Jerozolimy. Premiera odbyła się w Izraelu, dyrygował Lorin Maazel, chóry były niemieckie, soliści i kompozytor polscy, orkiestra też była łączona - niemiecka i izraelska. To było niesłychane wykonanie!
To bydgoskie też wspominam wspaniale, zwłaszcza publiczność bydgoską, za co bardzo dziękuję. To wielka radość i rzadko się zdarza, że jeszcze za życia można otrzymać sympatię, uznanie. Z tym samym się spotykam w Warszawie. Po tym jak przeniosłam Festiwal Beethovenowski do Warszawy, mam tam swoją publiczność. Zawsze bardzo ciepło mnie przyjmują, często witają widząc na ulicy: „O! Festiwal będzie!”. Takie same wspomnienia mam z Bydgoszczy – jest tam wspaniała, bardzo ciepła publiczność. Dla mojego męża to też było najważniejsze.

Krzysztof Penderecki powiedział kiedyś: „Artysta jest świadkiem epoki, w której żyje i swoją twórczością reaguje na to, co się wokół niego dzieje". Co by dziś komponował?

- Na pewno dalej „Polskie Requiem”, które pisał dosyć długo, ale nie dlatego, że nie mógł napisać, tylko skończył utworem „Chaconne” dla Jana Pawła II, którego znał. Byliśmy wielokrotnie w Rzymie. Mąż dyrygował pierwszy raz w historii Watykanu, wykonał II akt „Raju utraconego” dla Ojca św., później była zresztą wspaniała audiencja u Jana Pawła II.
„Polskie Requiem” jest dedykowane wszystkim najtrudniejszym i najważniejszym wydarzeniom w historii Polski. To był hołd mojego męża dla poległych poprzez muzykę, jednocześnie pokazanie, jak bardzo był związany z historią Polski i z Polską.
Wracam do utworów męża niezwykle często. Jego muzyka ciągle mi towarzyszy i wiem, jakim był Polakiem, jak bardzo przeżywał wszystkie zmiany, które miały miejsce w Polsce pod koniec lat 80. - pierwsze strajki w Gdańsku, akurat wtedy otwieraliśmy dwór w Lusławicach, organizowaliśmy I Festiwal Muzyki Kameralnej. Mąż bardzo dużo czytał, interesowała go polityka i historia, zawsze też powtarzał: „Nigdy nie wyobrażałem sobie, że mógłbym z Polski wyjechać”.

A podróżował po całym świecie.
- Tak, ale zawsze wracał do kraju, również w czasach, gdy mieszkaliśmy w USA. Dla nas było ważne, by spędzić Boże Narodzenie w Polsce, z dziećmi, również Wielkanoc, jeśli tylko mogliśmy przylecieć. Urlop zawsze spędzaliśmy tylko w Polsce. Pewnie moglibyśmy gdzieś indziej, ale mąż sobie tego nie wyobrażał.
Krzysztof Penderecki był bardzo normalnym człowiekiem, dowcipnym, z dużym poczuciem humoru. Nie przeszkadzała mu muzyka dorastających dzieci, co też było niezwykłe, bo nigdy się nie izolował. Lubił, jak wszyscy byli w domu i brał partyturę, swoje nuty i przychodził do kuchni. Taki był i pozostanie niestety w naszych wspomnieniach.

Rozmawiała Magdalena Gill

Elżbieta Penderecka - promotorka muzyki, żona Krzysztofa Pendereckiego, prezes Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena odeszła nagle 31 października 2025. Miała 78 lat.

Rozmowa została przeprowadzona we wrześniu 2024 roku. Ukazała się w książce Magdaleny Gill „Między dźwiękami", wydanej przez Filharmonię Pomorską w Bydgoszczy w kwietniu 2025.

AUDYCJA „REGIONALNY PUNKT WIDZENIA" Z UDZIAŁEM ELŻBIETY PENDERECKIEJ JEST DO POSŁUCHANIA TUTAJ.

Kultura

O poszukiwaniu cielesności w fotografii. Anna Ajtner zaprasza na wernisaż wyjątkowej wystawy

O poszukiwaniu cielesności w fotografii. Anna Ajtner zaprasza na wernisaż wyjątkowej wystawy

2026-02-22, 21:30
Zespół baletu Opery Nova uczył się od mistrza Legenda tańca w Bydgoszczy

Zespół baletu Opery Nova uczył się od mistrza! Legenda tańca w Bydgoszczy

2026-02-22, 08:02
Zawinił huragan Junior, czy zła decyzja kapitana Książka o katastrofie Jana Heweliusza [recenzja]

Zawinił huragan Junior, czy zła decyzja kapitana? Książka o katastrofie „Jana Heweliusza” [recenzja]

2026-02-21, 18:44
Co odkryli archeolodzy przy kompleksie Ducha Świętego w Toruniu Zobaczysz na tej wystawie

Co odkryli archeolodzy przy kompleksie Ducha Świętego w Toruniu? Zobaczysz na tej wystawie!

2026-02-21, 10:58
Portret kobiety, która w chaosie próbuje zachować resztki kontroli. Film już w kinach [ zwiastun]

Portret kobiety, która w chaosie próbuje zachować resztki kontroli. Film już w kinach [ zwiastun]

2026-02-20, 12:03
Dawid Podsiadło i Artur Rojek śpiewają wspólnie przeboje Myslovitz. Koncertowe Radio PiK [zdjęcia]

Dawid Podsiadło i Artur Rojek śpiewają wspólnie przeboje Myslovitz. „Koncertowe Radio PiK”! [zdjęcia]

2026-02-20, 09:36
Film Ziemia obiecana nieustannie otwarty na interpretację. Rok Andrzeja Wajdy w PR PiK

Film „Ziemia obiecana” nieustannie otwarty na interpretację. Rok Andrzeja Wajdy w PR PiK

2026-02-20, 06:50
Filmowcy z całej Polski przyjadą do Torunia. Trzecia edycja Festiwalu Filmowego Szklarnia

Filmowcy z całej Polski przyjadą do Torunia. Trzecia edycja Festiwalu Filmowego Szklarnia

2026-02-17, 20:44
Ikony zmącone Pawła Wyborskiego wiszą i unoszą się w Galerii Wspólnej przy Batorego

„Ikony zmącone” Pawła Wyborskiego wiszą i unoszą się w Galerii Wspólnej przy Batorego

2026-02-16, 21:00
Za nami piąta edycja projektu Filharmonii Pomorskiej Orchestra4Young. Czuję, że spaliłem 5 kilogramów [zdjęcia]

Za nami piąta edycja projektu Filharmonii Pomorskiej Orchestra4Young. „Czuję, że spaliłem 5 kilogramów” [zdjęcia]

2026-02-15, 16:49
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę