Energa Toruń z wyjazdowym triumfem, Artego Bydgoszcz zatrzymane w Krakowie
Energa Toruń pokonała na wyjeździe Wichoś Jelenia Góra 78:65, natomiast Artego Bydgoszcz przegrało w Krakowie z Wisłą 62:69 w meczach 19. kolejki Orlen Basket Ligi Kobiet.
Początek spotkania wyglądał jak marzenie. Duet Taylor i Jones bawił się z defensywą Wisły, błyskawicznie aplikując rywalkom siedem punktów bez żadnej odpowiedzi. Tablica wyników pokazywała 7:0 i wydawało się, że bydgoszczanki przejmą pełną kontrolę nad parkietem. Niestety, był to tylko miły złego początek.
Niestety nasze straciły rytm, a ich ataki stały się rwane i przewidywalne. Symbolem tej bezsilności była sytuacja, w której Wiktoria Keller trzykrotnie (!) wywalczyła piłkę na tablicy przeciwnika, lecz mimo tych heroicznych wysiłków, Artego nie potrafiło zamienić ich na punkty.
W drugiej odsłonie Wisła poczuła krew. Krakowianki rozpoczęły od serii 5:0. Impas przełamała dopiero Jones, ale to gospodynie dyktowały warunki. Prawdziwym katem Artego okazała się Jasiulewicz – jej osiem punktów z rzędu pozwoliło Wiśle odskoczyć na dziewięciopunktowe prowadzenie (29:20).
Po przerwie zobaczyliśmy jednak inne Artego. Ciężar gry na swoje barki wzięła niezawodna Jones, która niemal w pojedynkę zniwelowała dystans, zdobywając siedem pierwszych punktów zespołu w tej kwarcie. Gdy dołączyły do niej Pawłowska i Keller, Bydgoszcz odzyskała prowadzenie (43:39) i przez moment wydawało się, że będzie przepięknie.
Ostatnia ćwiartka to już jednak popis dojrzałości miejscowych. Kluczowym momentem była "trójka" Jasiulewicz, która odebrała Artego prowadzenie i, jak się później okazało, również resztki pewności siebie. Podopieczne Piotra Kulpekszy próbowały ratować wynik desperackimi rzutami z dystansu, ale tego dnia obręcze w Krakowie były dla nich wyjątkowo niegościnne.
Wisła Kraków – Artego Bydgoszcz 69:62 (14:14, 18:14, 15:18, 22:16)
Początek meczu to była czysta poezja w wykonaniu Energi. Po krótkim badaniu sił w pierwszych minutach, torunianki wrzuciły najwyższy bieg. Sygnał do ataku dała Grządziela, popisując się celnymi rzutami z dystansu i półdystansu, a pod koszem niepodzielnie panowała Kapinga Maweja. Gdy do zabawy włączyła się Sagerer, zdobywając osiem punktów z rzędu, obrona gospodyń rozsypała się jak domek z kart. Efekt? 26:12 po dziesięciu minutach.
Kto jednak liczył na pogrom, ten srogo się zawiódł. Drugą kwartę zespół Isands Wichoś rozpoczął z niesamowitym animuszem, serwując przyjezdnym serię 7:0. Energa nagle straciła rezon – przez sześć długich minut ataki gości były chaotyczne, a piłka uporczywie wykręcała się z obręczy. W tym kryzysowym momencie ciężar gry wzięła na siebie Kapinga Maweja. Jej 10 punktów pozwoliło podopiecznym Omanicia utrzymać dystans zejść na przerwę z podniesionymi głowami.
Po przerwie błysnęła Agata Stępień. Jej dwie „trójki” sprawiły, że przewaga gości stopniała do zaledwie czterech punktów. Energa pokazała jednak, co oznacza sportowa dojrzałość. W kluczowych momentach faworytki uszczelniły obronę, pozwalając miejscowym na zdobycie zaledwie czterech punktów w decydującym fragmencie tego starcia…
Isands Wichoś Jelenia Góra – Energa Toruń 65:78 (12:26, 21:17, 14:18, 18:17)