Pianista, dyrygent, uczestnik Konkursu Chopinowskiego.
"Tak dobrze jak teraz to nigdy nie grałem. Myślę, że to nad czym pracowałem przez ostatni rok teraz procentuje. Rozwijam się, ta droga nie ma końca. Myślę, że rzeczywiście jestem w dobrej formie i mogę jeszcze spróbować swoich sił na jakichś konkursach..."
Środa, 18 listopada 2015 – godz.18.10
Będziemy trochę rozmawiać o Chopinie...
- Tego się obawiałem (śmiech)
Pana przygoda z Konkursem Chopinowskim zakończyła się w połowie, ale bardzo dobrze się Pan pokazał – był Pan bardzo chwalony przez krytyków i publiczność.
- Myślę, że to jest najważniejsze, na konkursie tej rangi to ważne żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Dostaję wiele sygnałów, że moja gra się bardzo podobała i otrzymuję wiele zaproszeń grania koncertów mimo, że moja przygoda zakończyła się w połowie konkursu.
Jak ocenia Pan organizację tego konkursu?
- Od samego początku, od eliminacji było widać, że to konkurs na najwyższym poziomie organizacyjnym. Ja jednak starałem się odseparować od całej otoczki medialnej konkursu. Jeździłem do Warszawy tylko na swoje występy, to jest jedyna metoda żeby zachować zdrowy rozsądek. Nie można jednocześnie grać i obserwować konkurs. Trzeba możliwie mocno skupić się na muzyce – słuchanie innych niczego nie zmieni, mogą pojawić się jedynie wątpliwości, na które już nie czas.
Były nerwy kiedy pojawiała się lista po kolejnych etapach.
- Ja właściwie byłem pewny w przypadku dwóch etapów. Taka pierwsza wątpliwość pojawiła się przed ogłoszeniem półfinalistów. Wiadomo, że było mi smutno, ale miałem zdrowe podejście do konkursu i miałem świadomość, że mogę odpaść po każdym z etapów, a nawet, że mogę się do konkursu w ogóle nie zakwalifikować. Miałem także świadomość, że nic się w moim życiu to nie zmieni. Gram nadal, koncertuję – oczywiście chciałoby się zaprezentować we wszystkich etapach, ale widocznie może nie był to mój moment. Starałem się zrobić wszystko co było w mojej mocy i sobie nie mam nic do zarzucenia.
A to była fajna przygoda?
- Jak najbardziej. Tak dobrze jak teraz to nigdy nie grałem. Myślę, że to nad czym pracowałem przez ostatni rok teraz procentuje. Rozwijam się, ta droga nie ma końca.
Przed Panem całe życie koncertowe – sam Pan wybrał.
- Czasami można wybierać ten zawód, ale jak nie ma zaproszeń i koncertów to można gdybać. Ja na razie nie narzekam. Konkursy jednak są taką trampoliną – to jest wielka promocja.
Czy studia dyrygenckie warte były grzechu?
- Myślę że tak. Na razie postawiłem na fortepian, konkursy kończą się dla mnie w okolicach trzydziestki. Myślę, że rzeczywiście jestem w dobrej formie i mogę jeszcze spróbować swoich sił na jakichś konkursach.
Pan raczej wygląda na człowieka opanowanego.
- To tylko tak wygląda. Starałem się panować nad tymi emocjami. To jest nie do opisania, pamiętam jak pięć lat temu widziałem Pawła Wakarecego i wtedy pomyślałem, że ja nigdy w życiu nie wystąpię. Później przeszła mi ta myśl, że może warto. Wiedziałem jednak, że mieć znakomicie opanowany cały program żeby absolutnie nic nie było w stanie mnie wytrącić. Ale mimo to kiedy wszedłem do filharmonii i zobaczyłem ten cały zgiełk, kamery, dziennikarzy, fotoreporterów, to całe piekiełko to mnie ścisnęło. W moim przypadku udało mi się z tym poradzić – poszedłem do takiego pomieszczenia gdzie byłem sam i mogłem zerknąć na salę – zobaczyć gdzie siedzi Martha Argerich i inni jurorzy. Takie spojrzenie w paszczę lwa. To było bardzo pomocne. Przed samym wyjściem musiałem porobić fizycznych ćwiczeń – podskoki, wymachy bo adrenalina zaczyna buzować i trzeba jej się pozbyć.
Po tych miesiącach ciężkiej pracy nie obiecał Pan rodzinie, że zrobi sobie dłuższy odpoczynek?
- Po samym konkursie było kilka dni odpoczynku, na chwilę chciałem się zrelaksować. Jak przygotowywałem się do konkursu to tak sobie to zorganizowałem plan, żeby mieć czas na wszystko. Przed samym konkursem nawet nieco mniej ćwiczyłem. To było takie spokojne czekanie na konkurs. Staram się żeby proporcje między ćwiczeniem a czasem dla rodziny były zachowane.
Przed nami Pana koncert na Nadzwyczajnym Festiwalu Chopinowskim. (20 listopada)
- Trochę się wyłamię – jako jedyny zaprezentuję program nie tylko chopinowski. Wydawało mi się, że nie powinienem występować z tym samym repertuarem co tydzień wcześniej w Filharmonii Pomorskiej i zagram kompozycje z mojej ostatniej płyty: Chopina, Szymanowskiego i Paderewskiego.
Zobacz także
Polska wokalistka jazzowa, kompozytorka, autorka tekstów i skrzypaczka. Jej muzyczna przygoda zaczęła się od skrzypiec. Niedawno przyszła do studia, aby… Czytaj dalej »
Za dwa lata obchodzić będą 50-lecie działalności artystycznej. Mimo różnych przeciwności losu, pracują nad nowym albumem. Grupa VOX. „... kiedy… Czytaj dalej »
27 lutego br. odbyła się premiera płyty winylowej JANUSZ STROBEL & PAWEŁ PAŃTA. To wyjątkowe wydawnictwo, prezentujące duet dwóch wybitnych wirtuozów… Czytaj dalej »
Kompozytor muzyki teatralnej, filmowej, do słuchowisk i pedagog. Niedługo po raz kolejny zasiądzie w jury Konkursu Artystycznych Form Radiowych „Grand PiK”… Czytaj dalej »
Legendarny baletmistrz, pedagog i wieloletni współpracownik Maurice'a Béjarta, dla którego przygoda z baletem trwa całe życie. „...w siedemdziesiątym… Czytaj dalej »
Artysta, który nie wymaga większej rekomendacji. Przez ostatni tydzień po raz piąty prowadził w Filharmonii Pomorskiej „Orchestrę4Young”. „...Dzisiaj… Czytaj dalej »
Dyrektorka Miejskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy, kobieta odważna, o wielu pasjach, nie bojąca się spełniać swoich marzeń. Od niedawna posiadaczka medalu… Czytaj dalej »
Dla całego świata od niedawna EmilJa - wokalistka, która za chwilę pochwali się nowym albumem, zatytułowanym „Dziewczynnik”. „...EmilJa w dosłownym… Czytaj dalej »
Duet, a właściwie na co dzień znamy ich z różnych przedsięwzięć solowych w innych projektach. „...albo Łukasz przynosi gotowy utwór w sensie tekstu… Czytaj dalej »
To będzie jazzowy wieczór z wyjątkowymi nagraniami. W pierwszej części kompozytor i aranżer Wojciech Zieliński opowie o płycie pt. „Wstęp wzbroniony”… Czytaj dalej »