"Uczymy się. Zaczynaliśmy skromnie, a potem apetyt rósł w miarę jedzenia. Chciałem zapraszać i móc gościć w Bydgoszczy artystów, których płyt słuchałem. Nasze Stowarzyszenie ma dobrą markę i możemy ściągać najlepszych..."
Środa, 22 października - godz.18.10
- W Bydgoszczy była kilkuletnia przerwa, bo trzeba pamiętać, że przejąłem schedę po moich poprzednikach dwóch Ryszardach: Ryszardzie Jasińskim i Ryszardzie Moczadło. To oni organizowali Pomorską Jesień Jazzową, podczas której prezentowały się młode utalentowane i nagradzane na konkursach zespoły, które brały udział z kolei w konkursie o "Klucz do kariery" Na moim festiwalu, który jest niejako kontynuacją tamtego jest prezentowany polski jazz, europejski i światowy.
Formuła Twojego festiwalu jest bardzo interesująca. Jeszcze kilkanaście lat temu nawet nam się nie marzyło, żeby ściągać tu do Bydgoszczy największe gwiazdy światowego jazzu.
- Uczymy się. Zaczynaliśmy skromnie, a potem apetyt rósł w miarę jedzenia. Chciałem zapraszać i móc gościć w Bydgoszczy artystów, których płyt słuchałem. Jeszcze marzę aby zagrał u nas Chick Corea albo Herbie Hancock. Jest szansa żeby ich sprowadzić. Nasze Stowarzyszenie ma dobrą markę i możemy ściągać najlepszych.
Szefowie poważnych festiwali zabierają się za organizację kolejnej edycji zaraz po oklaskach festiwalu.
- To prawda. Teraz myślę już o kolejnym festiwalu. Niestety będę wiedzieć na co mogę sobie pozwolić dopiero w styczniu, lutym, wtedy kiedy się przyznaje dotacje. Podobnie jest z salą. Jeśli chce się mieć dogodny termin Opery Nova trzeba starać się o to z wyprzedzeniem rocznym.
A nie zniechęcają Cię różne niedogodności?
- Już nie. Początkowo kiedy dostałem kontrakt zagranicznej agencji, w którym było wyszczególnione jaką wodę mineralną trzeba załatwić, wymiary ręczników, posiłki itd. pomyślałem jak oni mogą mnie tak traktować. Ale z drugiej strony skoro w kontrakcie były takie szczegóły to znaczy, że gdzieś kiedyś nie zostały one zabezpieczone. Jazzmani nie mają wygórowanych żądań. U nas już teraz działa automat, co mnie też niepokoi, bo nie chcę wpaść w rutynę.
- To było dla mnie oczywiste, że Los Angeles Trio wystąpi na festiwalu, bo obchodzimy jubileusz. Jestem szczęśliwy, że mogę grać z tak wspaniałymi muzykami jak nasz lider – Bogdan Hołownia czy Andrzej Bruner Gulczyński. Uwielbiam Bogdana, granie i przebywanie z nim jest wielką przyjemnością. Bogdan powinien być już profesorem belwederskim, to co do tej pory zrobił powinno być nagradzane medalami. Jest autorytetem jeśli chodzi o harmonię jazzową. Jest jednym z największych znawców muzyki Wasowskiego. Wyciąga zapomniane – przepiękne kompozycje tego twórcy. My już nie rozmawiamy o graniu amerykańskich standardów, gramy Wasowskiego czy Warsa.
Ty też żyjesz muzyką Wasowskiego
- W tej chwili jestem na końcu wielkiej przygody. Swego czasu zadzwonił do mnie znakomity Gary Guthmann i zaproponował nagranie muzyki Jerzego Wasowskiego w wymiarze Hollywoodzkim z big-bandem i orkiestrą kameralną. Grają tam wybitni muzycy jazzowi jak Henryk Miśkiewicz, Paweł Pańta czy Filip Wojciechowski. Nagrywaliśmy na setkę i jak się któryś pomylił to wszyscy musieliśmy powtarzać, a Gary nie przepuścił żadnej fuszerki. Solistami będą Małgorzata Walewska, oraz Olga Bończyk i Janusz Szrom. Gary zagra jedno solo na trąbce, tak więc zaistnieje na tych nagraniach tylko troszkę.
Doczekamy czasów, że muzyka Wasowskiego znajdzie swoich odbiorców za oceanem?
- To jest moje nadrzędne marzenie. Chciałbym aby powstała anglojęzyczna wersja z amerykańskimi solistami. Już jestem po rozmowach z Karen Edwards, która zaprosiła wokalistę z głosem podobnym do Nat King Cole'a. Premiera płyty musi być do 1 grudnia, a potem mam nadzieję, że zagramy kilka lub kilkanaście koncertów w filharmoniach i operach.