Profesor Piotr Salaber

2026-03-06
Profesor Piotr Salaber w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Profesor Piotr Salaber w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Profesor Piotr Salaber

Kompozytor muzyki teatralnej, filmowej, do słuchowisk i pedagog. Niedługo po raz kolejny zasiądzie w jury Konkursu Artystycznych Form Radiowych „Grand PiK”.

„...Nauczyłem się, że kwestia orkiestracji, szczegóły, faktura, to wszystko można zrobić później, ale ten pomysł, który przychodzi czasami gdzieś w środku nocy, albo się z nim budzimy, trzeba go natychmiast zapisać, bo ucieknie. Obojętnie w jakiej postaci, można sobie narysować 5 kresek na kartce i zapisać nuty. Można włączyć dyktafon i zaśpiewać, wystukać rytm, cokolwiek, żeby nie uciekło po prostu (...) obawiam się, że gdyby ktoś dobrał się do mojego dyktafonu w telefonie i usłyszał co ja tam nagrywam, najczęściej prowadząc samochód, to byłby mocno zdziwiony. Mamy w tle silnik samochodu, jedną ręką trzymam kierownicę, drugą wystukuję rytm i do tego śpiewam sobie albo gwiżdżę, to myślę, że to mogłoby być uznane za najdziwniejszy sposób rejestrowania pomysłów muzycznych (...) rozmawiam z dyrektorem Teatru Polskiego Radia Adamem Wojtyszko o tym, że co roku staram się, aby ktoś z moich studentów miał taką szansę, żeby zadebiutować w programie pierwszym Polskiego Radia jako kompozytor czy kompozytorka muzyki do słuchowiska. Teraz jesteśmy na etapie rozmów. Bardziej staram się zadbać o moich studentów. Myślę, że to ważniejsze...

Piątek, 6 marca 2026 o godz. 20:05
Moim gościem jest niezwykle zapracowana osoba, aż trudno się wbić w jego kalendarz. Profesor Piotr Salaber.
- To prawda, ale to chyba dobrze w moim zawodzie. Trochę jestem w rozjazdach, trochę piszę na miejscu.

... i najważniejsze, żeby albo mail się odzywał, albo telefon, żeby zadzwonił?
- Czasami udaje mi się jednak te oba urządzenia wyłączyć. Ostatni raz udało mi się to zrobić w styczniu, podczas pobytu w Australii. Mam wrażenie, że po tylu latach pracy, lepiej potrafię te proporcje wyważyć.

Te proporcje się trochę zmieniają, bo Ty naprawdę jesteś bardzo wszechstronnym: profesorem, naukowcem, artystą, do tego jeszcze dziadkiem.
- To ostatnie postawiłbym w tej chwili na pierwszym miejscu.

I te proporcje, jak powiedziałeś, trzeba wyważyć.
- Na pewno przez wiele lat było tak, że praca zajmowała tak ogromną część mojego życia, że odbywało się to kosztem moich spraw rodzinnych.

Nawet potrafiłeś w gipsie poprowadzić spektakl.
- Tak, dokładnie rzecz biorąc, miałem taką olbrzymią ortezę, rodzaj buta. Przyleciałem do Vancouver na próby i przed premierą miałem wypadek na nartach.

Po czasie myślisz w ogóle o takich sytuacjach? Zachodzisz w głowę, czy dobrze zrobiłeś w swoim życiu, czy dokonałeś dobrych wyborów?
- Nie żałuję moich wyborów, myślę, że trzeba było wtedy podjąć właśnie takie decyzje. Całe życie jeżdżę na nartach, więc będąc w miejscu, w którym są dwa duże ośrodki narciarskie i krótko wcześniej skończyła się tam olimpiada, stoki są fantastyczne, na tydzień przed premierą poszliśmy w kilka osób z teatru na narty. Tak się złożyło, że moje wiązanie w wypożyczonych na miejscu nartach, bo resztę sprzętu miałem swoją, włącznie z butami, w newralgicznym momencie nie puściło i faktycznie wylądowałem w szpitalu. Po półtorej doby uciekłem z tego szpitala na wózku inwalidzkim. Poprowadziłem próby, dokończyłem premierę, przyleciałem do Polski, napisałem muzykę do serialu telewizyjnego, dyrygowałem Polską Orkiestrą Radiową z tą właśnie nogą, siedząc na krzesełku kontrabasowym. Nie umiem dyrygować na siedząco, ale wtedy nie miałem wyjścia. W studio S-4 w Warszawie, w zasięgu ręki miałem stolik, na którym stała cała bateria środków przeciwbólowych, żeby w ogóle dać radę dyrygować przez tyle godzin. Kiedy rok później przyleciałem do Vancouver przygotowując w Rhotstein Theatre następną premierę, to wszyscy w teatrze przyznali mi się, że byli przekonani, że tamta poprzednia premiera w ogóle nie dojdzie do skutku. Jak się okazało, że ja wylądowałem w szpitalu, że to jest ciężka operacja, wszyscy byli przekonani, że to się nie może udać.

A jednak się udało, czyli jesteś specjalistą od rzeczy niemożliwych.
- Staram się bardzo, żeby nie zawieść nikogo.

Profesor Piotr Salaber w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Profesor Piotr Salaber w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Profesor Piotr Salaber jest też taką osobą, która pisze muzykę do filmu, do teatru, również do słuchowisk i za każdym razem, co nie jest takie częste pośród muzyków, jest właściwie na wszystkich próbach czytanych, czy na planie filmowym?
- Na wszystkich nie, bo nie dałbym rady, ale rzeczywiście staram się być i na planie filmowym i przede wszystkim w teatrze. W teatrze szczególnie.

Ale to jest takie powszechne?
- Pewnie nie jest, pamiętam, że się uśmialiśmy bardzo, bo kiedyś przyjechałem na plan filmowy, przed kamerą m.in. Jan Englert i Max Ryan, który zagrał wcześniej w Lidze Niezwykłych Gentlemanów z Seanem Connerym, a reżyser dźwięku, z którym później się zaprzyjaźniłem, Paweł Łuczyc-Wyhowski jak mnie zobaczył, zdjął słuchawki i powiedział: „słuchajcie, ostatni raz widziałem, że kompozytor przyszedł na plan filmowy, kiedy pracowałem z Ennio Morricone”.

Czerpiesz wzorce od najlepszych.
- Żartuję sobie trochę oczywiście, ale myślę, że szczególnie w teatrze, obecność w tym procesie powstawania spektaklu jest szalenie ważna. Bardzo często jest tak, że spotykamy się, jestem na tych pierwszych próbach czytanych. Teraz mam taką sytuację, wracam pojutrze na próby i podejrzewam, że może się zdarzyć, że ten spektakl powędrował w trochę inną stronę, niż dwa tygodnie temu, kiedy o tym rozmawialiśmy z reżyserem, więc ta obecność jest absolutnie konieczna.

Zdarzało się, że ten Twój zamysł kompozytorski też musi powędrować tak troszkę w inną stronę.
- Ależ oczywiście. Chociaż te modyfikacje najczęściej jednak dotyczą kwestii energetycznych, bo na kwestie stylistyki brzmienia, idiomu, czyli języka muzycznego jesteśmy umówieni i to raczej się nie zmienia. Natomiast okazuje się nagle, że są elementy w spektaklu, które wymagają większego wsparcia energetycznego. Obrazowo mówiąc, że w warstwie muzycznej trochę trzeba tę atmosferę rozrzedzić, a czasami trzeba ją właśnie energetycznie podeprzeć, więc tego typu modyfikacje najczęściej dotyczą faktury, czyli sposobu ułożenia poszczególnych elementów.

A ty rozmawiasz z reżyserem językiem muzycznym, czy właśnie tak obrazowo, że coś trzeba rozrzedzić?
- To zależy. To jest też zaleta tego, że w ogromnej większości pracuję z przyjaciółmi, z ludźmi, których znam od lat, z którymi się prywatnie lubimy i rozumiemy. Pracuję w tej chwili z Piotrem Kurzawą, reżyserem młodego pokolenia i fantastycznie się dogadujemy, więc kwestia tej terminologii jest absolutnie wtórna. Jeżeli orientuję się, że ktoś ma przygotowanie muzyczne, to mogę się tym posługiwać i robię to, jeśli nie, zupełnie mi to nie przeszkadza. Szczerze mówiąc, mam w tym pewną wprawę, dlatego, że przez kilkanaście lat wykładałem na Uniwersytecie Jagiellońskim muzykę filmową dla filmoznawców. W związku z tym, miałem do czynienia z fantastycznymi ludźmi, zdolnymi, erudytami, oczytanymi, którzy jednak nie dysponowali aparatem pojęciowym z zakresu teorii muzyki. Musiałem więc przez te lata nauczyć się, jak przekazać im tę wiedzę, jak nauczyć ich słuchania filmu, analizowania ścieżki dźwiękowej, wyłapywania pewnych elementów i umiejętności ich opisania bez używania tej terminologii. To nie jest takie trudne.

... i lubisz robić wiele rzecz naraz, prawda?
- Wygląda na to, że lubię…

Pracujesz w tej chwili nie nad jednym tytułem?
- Nie, w tej chwili jestem w trakcie prób do dwóch realizacji. Dokładnie jest tak, że w kaliskim teatrze rozpoczęliśmy próby w styczniu i po dwóch tygodniach zamknęliśmy pewien etap. Spektakl reżyseruje Andrzej Bubień. „Molly Sweeney” Briana Friela to niezwykle ciekawy tekst, właściwie są to trzy monodramy splecione ze sobą, więc również dla kompozytora to trudne zadanie. W każdym razie, zaczęliśmy te próby i zrobiliśmy sobie przerwę do kwietnia. Premiera odbędzie się z końcem maja, natomiast teraz uczestniczę w próbach w Teatrze w Radomiu, reżyseruje Piotr Kurzawa. Fantastyczny, właśnie jak wspomniałem, reżyser młodego pokolenia, robimy tekst Lessinga „Natan mędrzec”. Niezwykle ciekawe, skomplikowane dzieło od strony literackiej również, bo jest to jednocześnie traktat filozoficzny, który dotyczy przeplatania się trzech największych monoteistycznych religii, judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, niezwykłe wyzwanie dla kompozytora.

Ale Ty czytasz zwykle literaturę, od deski do deski, nad którą pracujesz?
- Zawsze czytam. To otwiera zupełnie inne przestrzenie w wyobraźni. Poza tym, czasami w magiczny sposób splatają się wątki, historie. Po którejś próbie „Natana”, na której czytaliśmy fragment o władcy, który miał magiczny pierścień, więc mając trzech synów zamówił jeszcze dwie identyczne kopie, aby żadnego z dzieci nie faworyzować, wracam wieczorem do swojego pokoju, gdzieś w pustych o tej porze zakamarkach korytarzy teatralnych, włączam kolejny fragment Ksiąg Jakubowych Olgi Tokarczuk i słyszę jak głosem Agaty Kuleszy Jenta, babka Jakuba mówi: był pewien władca, który miał trzech synów, a tylko jeden magiczny pierścień, zamówił więc… Przyznam, że miałem ciarki na plecach.

Czyli robisz sobie przerwy między tworzeniem muzyki do jednego spektaklu, czy niekiedy to ci się wszystko nakłada?
- Tak naprawdę to się nakłada, chociaż w tej chwili zdecydowanie odłożyłem sprawy tego spektaklu w Kaliszu, do którego wrócimy dopiero w kwietniu, no ale mam to gdzieś tam z tyłu głowy, jeszcze przedwczoraj kończyłem taki temat wiolonczelowy. Powinien powstać troszkę wcześniej niż reszta materiału, bo aktor jest jednocześnie wiolonczelistą i będzie go wykonywał na żywo.

Zdarza się, że w bardzo nieoczekiwanym momencie i miejscu nadchodzi wena twórcza?
- To prawda, że tak jest. Lubię to powiedzenie Picassa, że natchnienie jest bardzo ważne, ale musi Cię zastać przy pracy.

Choć w dzisiejszych czasach mamy takie narzędzia, że można to natchnienie uchwycić.
- Chodzi o rejestrację? Bezwzględnie trzeba to robić zawsze. Nauczyłem się, że kwestia orkiestracji, szczegóły, faktura, to wszystko można zrobić później, ale ten pomysł, który przychodzi czasami gdzieś w środku nocy, albo się z nim budzimy, trzeba go natychmiast zapisać, bo ucieknie. Obojętnie w jakiej postaci, można sobie narysować 5 kresek na kartce i zapisać nuty. Można włączyć dyktafon i zaśpiewać, wystukać rytm, cokolwiek, żeby nie uciekło po prostu.

Profesor Piotr Salaber w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Profesor Piotr Salaber w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

W jaki najdziwniejszy sposób zapisywałeś te swoje pomysły?
- Chyba na biletach lotniczych w samolocie i faktycznie, kiedy ekipa telewizyjna, która realizowała program akurat o naszych próbach zorientowała się, zupełnie przez przypadek ktoś przyuważył, że wyjąłem tę kartkę z marynarki i pokazywałem reżyserowi, to chcieli koniecznie, żeby powtórzyć jeszcze raz przed kamerą moment, kiedy ją wyjmuję. Ja nawet nie miałem czasu, żeby im powiedzieć, że to akurat było napisane do innego spektaklu, który robiłem jednocześnie gdzie indziej. No ale spodobał im się pomysł pokazania pracy właśnie w ten sposób. Także, to chyba jeden z najdziwniejszych sposobów, aczkolwiek obawiam się, że gdyby ktoś dobrał się do mojego dyktafonu w telefonie i usłyszał co ja tam nagrywam, najczęściej prowadząc samochód, to byłby mocno zdziwiony. Mamy w tle silnik samochodu, jedną ręką trzymam kierownicę, drugą wystukuję rytm i do tego śpiewam sobie albo gwiżdżę, to myślę, że to mogłoby być uznane za najdziwniejszy sposób rejestrowania pomysłów muzycznych.

Ze słuchowiskami na razie sobie dałeś spokój?
- Nie przygotowuję w tej chwili żadnego, ale rozmawiam z dyrektorem Teatru Polskiego Radia Adamem Wojtyszko o tym, że co roku staram się, aby ktoś z moich studentów miał taką szansę, żeby zadebiutować w programie pierwszym Polskiego Radia jako kompozytor czy kompozytorka muzyki do słuchowiska. Teraz jesteśmy na etapie rozmów. Bardziej staram się zadbać o moich studentów. Myślę, że to ważniejsze.

Ilu masz w tej chwili studentów?
- To zależy od przedmiotu, jeżeli chodzi o kompozycję muzyki filmowej, teatralnej, to jest to pani Barbara Michalec. Niedawno wygrała ogólnopolski konkurs kompozytorski „Ciemna strona sztuki”, niezwykle zdolna, fantastycznie myśląca o muzyce kompozytorka. Myślę, że jeszcze o pani Basi Michalec nie raz usłyszymy.

Zobacz także

Profesor Piotr Nardelli

Profesor Piotr Nardelli

Adam Sztaba

Adam Sztaba

Marzena Matowska

Marzena Matowska

Wojciech Zieliński

Wojciech Zieliński

Mariusz Smolij

Mariusz Smolij

Maciej Niesiołowski

Maciej Niesiołowski

Taki był rok 2025

Taki był rok 2025

Sebastian Gonciarz

Sebastian Gonciarz

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę