Saksofonista, pedagog. Niedawno ukazała się jego najnowsza płyta pt. „Better Place”.
„...nagrywaliśmy po kilka wersji każdego utworu, a chyba jeden wszedł bez poprawek, bo było wiadomo, że to jest to. No a tak to mieliśmy czas jeszcze, żeby trochę popracować nad brzmieniem, nawet nad koncepcją samego wykonania utworu. Na przykład jeden utwór, Wojtka Pulcyna zresztą są cztery jego autorstwa na tej płycie, zobaczyliśmy po raz pierwszy w studiu nagraniowym, jeszcze był ciepły, że tak powiem i jeszcze nienauczony, ale to piękny utwór i bardzo go lubię. Odnosząc się do utworów moich kolegów, to bardzo mi od samego początku naszej współpracy pasowało stylistycznie to co oni piszą i jak to jest grane (...) czasami spędzam trochę czasu przy pianinach, czy fortepianach, to mnie inspiruje. Ale różnie powstają te utwory, bo czasami idąc gdzieś, czy jadąc wpadnie mi do głowy jakiś riff, który zaraz zaśpiewam i nagram na dyktafonie. Potem się dopracowuje inne rzeczy...”
Piątek, 31 października 2025 o godz. 21:05
Profesor Maciej Sikała, to brzmi dumnie.
- Tak, profesor z początkiem tego roku.
Gratuluję. Dziś będziemy rozmawiać m.in. o płycie „Better Place”, którą nagrałeś z Twoim triem. Utwór tytułowy zadedykowałeś córce Karolinie, które tak dzielnie walczyła z chorobą.
- Tak. „Better Place”, lepsze miejsce, bo uważam, że po tym wszystkim co tutaj przeszła, to po prostu na bank jest w takim miejscu, gdzie tego wszystkiego już nie musi przechodzić, jest w miejscu gdzie nie ma bólu, cierpienia, po prostu jest w lepszym miejscu.
Komponując wiedziałeś, że to będzie utwór tytułowy?
- Nie, to zawsze jest problem z tymi tytułami płyt, a z tytułami poszczególnych utworów to w ogóle. Czasami powstają tytuły, a dopiero później komponuje się pierwszy utwór.
Mogłabym powiedzieć, że Twoje trio to jest takie bydgoskie trio z domieszką Ciebie, czyli z domieszką Wybrzeża.
- No tak, zdecydowanie tak. Przecież Wojtek Pulcyn i Sebastian Frankiewicz pochodzą z tego miasta, z Bydgoszczy i tutaj spędzili znaczną część swojego życia, zanim przenieśli się do Warszawy. A i ja tutaj mieszkam już blisko 5 lat, także też już jestem bydgoszczaninem.
Maciej Sikała w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Mieszkasz od pięciu lat, ale uczysz znacznie dłużej.
- Tak, uczę już 20 kilka lat, od samego początku tego kierunku jazzowego Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Także już się trochę tutaj zasiedziałem, na tyle w Bydgoszczy, że już można mnie traktować jak bydgoszczanina.
Traktujesz już siebie jak bydgoszczanina?
- Oczywiście, tym bardziej, że odkrywam to miasto i zauważam, tak jak i wspomniani koledzy, którzy niedawno byli też tutaj, jakie pozytywne zmiany wizerunkowe przechodzi to miasto. To mi bardzo imponuje, mam gdzie zjeść wegetariańskie jedzenie, w humanitarnej cenie, także jest fajnie. Coraz lepiej mi się tutaj mieszka.
To skoro już w tym kierunku poszliśmy z naszą rozmową, to od razu dopytam, czy nowy kampus na tyle Cię przytrzyma, że nie uciekniesz na przykład do swojej uczelni, w której studiowałeś, czyli do Katowic.
- Ja nie mam takiego zamiaru, na pewno nie. A jeśli rozmawiamy o kampusie to muszę powiedzieć, że jestem po pierwszych wrażeniach, takich troszkę mieszanych, to imponująco wygląda ta budowla. Imponująco wygląda największa sala koncertowa, wczoraj zajrzałem też do sali organowej, no to wygląda fantastycznie, natomiast, jak to bywa z budynkami, które trzeba oddać na czas, nie wszystko jeszcze jest do końca zrobione. Krzątają się tam robotnicy, którzy pewnie niebawem zakończą te wykończeniowe prace i będzie fajnie. Już jest zupełnie sympatycznie, bo otworzyła się kawiarenka, będzie można wypić flat white z napojem owsianym, bo byłem wczoraj na przeszpiegach.
Czyli miejsce takie, w które się wejdzie i nie będzie chciało się wyjść.
- Tak, ale będzie się musiało wyjść, ponieważ sale rezerwuje się na godziny. Ja jeszcze do końca nie jestem pewien, jak to jest w przypadku wykładowców, bo słyszałem różne opinie na ten temat, także myślę, że to też jest jeszcze w fazie projektu sprawdzane. Zobaczymy czy dwa razy po dwie godziny dziennie dla każdego studenta to jest czasem optymalnym do ćwiczenia, oczywiście poza zajęciami.
Myślę, że tych sal jest na tyle dużo, że maniakom ćwiczenia - profesorom będzie można dać trochę więcej czasu do pracy.
- Bardzo na to liczę, bo tak jakie miałem w poprzednim budynku, przy ulicy Warmińskiego fenomenalne wręcz warunki do ćwiczenia, w ogóle do spędzania czasu, to się pewnie nie powtórzy. Ja tam spędzałem całe dnie, tutaj już tak nie będzie na pewno, ale liczę, że może nawet będzie można sobie samemu gdzieś kawę zaparzyć.
O, żebyście tylko nie tęsknili za budynkiem na Warmińskiego…
- … na 100%, ja będę, ja już tęsknię, bo tak jak mówię, nie będę miał tego, co miałem tam.
Masz swoją salę w nowym kampusie?
- Znaczy mam ją w takim sensie, że w tej sali odbywają się zajęcia saksofonu i tyle, ale nie jest to wcale tylko moja sala. Zobaczymy z biegiem czasu może się wszystko da doprecyzować, a ja niepotrzebnie się martwię. Może będą jakieś właśnie takie miejsca, gdzie będzie można sobie swobodnie posiedzieć i poćwiczyć już bez oporu.
Latem to nad stawem można.
- O tak, tylko nie wiem co mieszkańcy na to.
Maciej Sikała w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Wracajmy do płyty. Płyta „Better place”, gdzie ją nagrywaliście?
- W studiu S4 w Warszawie. Bardzo fajne studia, tam nagrywałem wiele płyt, co prawda głównie w latach dziewięćdziesiątych, w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych. Nagrywał nas Jacek Gładkowski, a później płyta była miksowana przez Paul Rutschka, który też ma swój wkład w końcowym efekcie brzmieniowym tej płyty, które uważam, że jest bardzo dobre. I też pracował przy mojej poprzedniej płycie sprzed wielu, wielu lat, bo to chyba siedem nawet albo osiem lat temu. Natomiast współpraca z Jackiem Gładkowskim podczas nagrywania też była wzorcowa, po prostu świetnie się pracowało. To bardzo uprzejmy fachowiec i kolega.
Trzeba powiedzieć, że Polskie Radio ma wspaniałych reżyserów dźwięku.
- Tak, oczywiście i te studia są świetnie wyposażone.
Mieliście jakiś deadline, czy gonił Was czas podczas nagrywania płyty?
- Nie, mieliśmy sporo tego czasu, także okej, bo nie musieliśmy się spieszyć.
Jak to w jazzie bywa, a właściwie zawsze jest, nagrywaliście na „setkę”, czyli bez nakładek.
- Nagrywaliśmy po kilka wersji każdego utworu, a chyba jeden wszedł bez poprawek, bo było wiadomo, że to jest to. No a tak to mieliśmy czas jeszcze, żeby trochę popracować nad brzmieniem, nawet nad koncepcją samego wykonania utworu. Na przykład jeden utwór, Wojtka Pulcyna zresztą są cztery jego autorstwa na tej płycie, zobaczyliśmy po raz pierwszy w studiu nagraniowym, jeszcze był ciepły, że tak powiem i jeszcze nienauczony, ale to piękny utwór i bardzo go lubię. Odnosząc się do utworów moich kolegów, to bardzo mi od samego początku naszej współpracy pasowało stylistycznie to co oni piszą i jak to jest grane.
No to widać, bo chyba na pycie są tylko dwie Twoje kompozycje, prawda?
- Dokładnie. Ja trochę mam taką, może już powoli z tego wychodzę, taką zapaść kompozytorską po odejściu Karoliny, tak to jakoś czuję. Ale już ruszyłem z miejsca, także myślę, że dalej będę zapisywał swoje jakieś pomysły z myślą o następnej płycie.
A komponujesz grając na saksofonie?
- Czasami spędzam trochę czasu przy pianinach, czy fortepianach, to mnie inspiruje. Ale różnie powstają te utwory, bo czasami idąc gdzieś, czy jadąc wpadnie mi do głowy jakiś riff, który zaraz zaśpiewam i nagram na dyktafonie. Potem się dopracowuje inne rzeczy.
Czyli łapiesz te pomysły?
- Łapię, mam sporo tego w telefonie, pochowanych, na szczęście w jednym miejscu, także wiem gdzie są. Czasami pojawia się pierwsza harmonia, później pojawia się melodia, czasami jest na odwrót, że najpierw pojawia się melodia, później trzeba dopasować jakąś harmonię do tego. Czasami jest to właśnie jakiś rytm, który mi chodzi po głowie i to jest element taki bazowy, do którego chciałbym jeszcze coś dopisać.
Mówisz, że była zapaść po odejściu Twojej córki Karoliny?
- No tak, jakoś nie mogłem się pozbierać.
A sam utwór „Better Place” dedykowany jej, powstał już po śmierci Twojej córki?
- Oczywiście, zresztą powstały też dwa inne, jeden jest nagrany na instrumencie klawiszowym, jest też tam inny utwór, który nagrałem wielośladowo, o czym już kiedyś wspominałem, że też myślę o nagraniu jakiegoś większego materiału w taki sposób, że gram na klarnecie, basklarnecie, saksofonie i nawet bym się chyba nie hamował przed użyciem jakichś elektronicznych instrumentów do tego, a nawet perkusyjnych. To też gdzieś mam w głowie, żeby robić takie rzeczy, bo to mnie bardzo interesuje i też już mam kilka otwartych utworów, które czekają na to, żeby je dokończyć. A kompozytorsko, to właśnie wracam, że tak powiem do formy, bo kiedyś dużo łatwiej mi przychodziło pisania, a teraz miałem taki zastój.
Maciej Sikała i Magda Jasińska w studiu Polskiego Radia PiK.
Co musi zaistnieć żebyś zaakceptował utwór, który przynoszą koledzy: Sebastian Frankiewicz, czy Wojtek Pulcyn?
- No on musi mieć cechy, które ten zespół już ma. My wszyscy mamy na pewno dużo respektu przed historią muzyki. Znamy tę historię i jakby też bez odniesienia do niej, to raczej trudno mówić o naszym graniu, chociaż to nie musi być oczywiście bezpośrednie odniesienie. Ten utwór, który przynoszą koledzy, musi po prostu pasować nam wszystkim do całości, do tego co już mamy i co gramy na tej płycie. Niektórzy określają to mianem współczesnego jazzu i wydaje mi się, że to jest słuszne, w którym słychać też i tradycje, ale też ja jestem otwarty na takie bardziej, powiedzmy nowoczesne granie. Gramy wszyscy od kilkunastu lat w zespołach Kuby Stankiewicza. Nagraliśmy parę płyt i wiele programów gramy do dziś, co sobie bardzo chwalimy, bo po prostu przebywanie w takim towarzystwie, czy na scenie, czy poza nią, to jest coś wspaniałego, to się tyczy wszystkich członków tego zespołu.
Z Kubą Stankiewiczem znacie się od blisko 40 lat.
- Chyba od warsztatów w Chodzieży, gdzie graliśmy w piłkę nożną w jednym zespole, to był początek osiemdziesiątych lat. Nie pamiętam osiemdziesiąty trzeci może, kiedy on przyjechał pierwszy raz z Darkiem Oleszkiewiczem, znakomitym kontrabasistą na te warsztaty. Także znamy się bardzo dobrze i czasami podczas zbierania się na próby nagle Wojtek Pulcyn i ja zaczynaliśmy grać coś zupełnie już innego, dosiadał się do perkusji Sebastian i powstawała muzyka. Po prostu improwizowana w danym momencie, pojawiała się tonacja, pojawiała się harmonia, jakaś forma nawet. Także myślę sobie, jak to tak idzie w tę stronę, możemy grać bez nut i jest fajnie i bez umawiania się na cokolwiek, to mi to pasuje bardzo. Jestem bardzo szczęśliwy, że koledzy przystali na moją propozycję, żebyśmy grali w trio. Oni działają na mnie na scenie bardzo inspirująco i mamy wiele wspólnego. Różnica wieku między nami nie jest znowu aż jakąś przepaścią, taką żebyśmy tego porozumienia nie mieli,
W jazzie chyba to nie ma specjalnie znaczenia.
- No nie wiem, czy tak dobrze bym się czuł z dwudziestoparolatkami, aczkolwiek mam do wielu z nich wiele szacunku, po prostu grają świetnie i pewnie.