Aleksandra Olczyk

2025-10-24
Aleksandra Olczyk. Fot. nadesłane

Aleksandra Olczyk. Fot. nadesłane

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Aleksandra Olczyk

Dziś światowej sławy śpiewaczka, która zawojowała najsłynniejsze sceny świata m.in. partią „Królowej Nocy”. Absolwentka Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy, w klasie śpiewu Magdaleny Krzyńskiej. Jest laureatką australijskiej Nagrody Muzycznej Helpmannadla najlepszej artystki scenicznej 2019 roku oraz Koryfeusza Muzyki Polskiej w roku 2020. Niedawno bydgoska publiczność mogła ją zobaczyć w operze „Rigoletto”.

„...jako „Królowa nocy” miałam często takie wyzwania, jak praca na wysokościach, w dziwnych przebraniach, lub dziwna charakteryzacja. Pamiętam taką sytuację w Berlinie. Amerykański reżyser kazał mi dosłownie latać. Były zabezpieczenia oczywiście, ale wrażenie tego, że nie mam pod stopami żadnego podłoża i frunę z pod samego sufitu, było okropne (...) Cieszę się z tego, co jest tu i teraz, tak jak mówiłam, cieszę się z naszej kawy w Radiu PiK, w tej chwili z bycia w Bydgoszczy. Cieszę się z pięknego dnia i spacerów nad Brdą, a przy okazji kreowaniu roli Gildy na deskach Opery Nova. Oprócz tego jestem wielką pasjonatką koni, studiuję w tej chwili fizjoterapię koni i pasjonuję się behawiorystyką. Nie rezygnuję z niczego już na poczet śpiewania (...) ja kocham konie, tak jak już wspominałam, bardzo się tym interesuje. Chciałabym mieć jak największą wiedzę. Każdy myśli konie, to od razu jazda konno. Dla mnie ta jazda jest na szarym końcu. Najpierw jest relacja z końmi w naturze, ich język, inspiracja ludzi do tego, żeby wejść w to trochę głębiej...”

Niedziela, 26 października 2025 o godz. 18:05
Po ilu latach powracasz do Bydgoszczy?
- Jeżeli dobrze liczę, to po 11 latach od mojego debiutu, natomiast regularnie wracam tutaj z jakimiś koncertami, czy innymi wydarzeniami.

W ubiegłym roku oklaskiwaliśmy Cię podczas koncertów plenerowych „Filharmonia pod gwiazdami”.
- Dokładniej to było z ramienia Filharmonii Pomorskiej, a tym razem występuję na deskach Opery Nova.

Operę Nova dobrze znasz?
- Czuję się tu trochę jak w domu, właśnie o tym mówię, że jeżeli ktoś mnie pyta teraz o powroty do domu, zawsze zastanawiam się, co to dokładnie znaczy, bo gdzieś tam to serce wyznacza, gdzie jest dom i bardzo często moja podświadomość mi szepcze, że właśnie Bydgoszcz jest z tym domem.

Już nasyciłaś się światem?
- Świat jest taki niezmierzony, że chyba ciężko się nim nasycić, albo przesycić, natomiast zdecydowanie zawsze mówiłam o tym, że podążam za moim sercem. Bardzo staram się go słuchać i bardzo silnie czuję się związana z naszym krajem. Chciałabym więcej tutaj występować i w taki sposób próbuję prowadzić swoją karierę, żeby więcej występować w Polsce. Bydgoszcz jest absolutnie na pierwszym miejscu, jeżeli chodzi o to moje chcenie, więc cieszę się, że tak zaczynam sezon.

Czy śpiewaczka światowej sławy, do którego zbioru się zaliczasz, sama sobie decyduje i sama prowadzi swoją karierę?
- Pewnie zależy to od śpiewaczki. Ja zawsze byłam takim trochę, „charakterkiem”, który wiedział co chce i jak chce. Jestem otwartą oczywiście na rady i konstruktywną krytykę, natomiast gdzieś jeżeli chodzi o tę śpiewaczki drogę, to znowu podążam za intuicją i chyba mnie na razie ona nie zawiodła. Też były różne role, marzenia, z którymi czekałam, czasem latami powstrzymując swój temperament. Było odmawianie, bo czułam, że jeszcze nie czas z różnymi miejscami. Nigdy nie mogłam tego oficjalnie powiedzieć, ale dwukrotnie musiałam odmówić Metropolitan Opera. Tego się nie pisze w mediach społecznościowych, ale czułam, że to jest w zgodzie ze mną i że tak po prostu rzeba.

Odmówiłaś dlatego, że ta rola nie była dla Ciebie?
- Nie. Odmówiłam ponieważ miałam inne zobowiązania i ktoś by powiedział, że być może, wybrałam mniej ważne, czy mniej prestiżowe propozycje, a ja uważałam, że tak jest w porządku. Jak powiedziało się słowo, to trzeba je dotrzymać. Nawet jeżeli przychodzi coś takiego, jak propozycja z MET. Nie było to łatwe, bo byłam wtedy jeszcze bardzo młoda, młodsza niż teraz (śmiech). Mam nadzieję, że nadal ta młodość ze mną jest, ale teraz fajnie sobie powiedzieć, że mogę wystąpić w Metropolitan, a nie mogłam, tak jak mówię napisać gdzieś, że miałam telefon i odmówiłam. To była taka decyzja podjęta w środku i oczywiście słuszna, bo ta Metropolitan potem przyszła tak czy inaczej, a ja się wywiązałam wówczas z tego co obiecałam, więc myślę, że to jest ok.

A wtedy jak rozmawiałaś, pamiętasz reakcję z drugiej strony telefonu z Metropolitan Opery?
- Oni nie rozmawiali bezpośrednio ze mną. Pomiędzy tym wszystkim był agent. Moja agentka bardzo mnie szanowała i myślę, że zyskałam w jej oczach, za to że byłam w stanie podjąć taką decyzję. Wtedy swoje musiałam wypłakać, ale jak widzisz wszystko jest po coś i wszystko ma swój czas, dlatego ja nigdy nie żałuję niczego, nawet jak coś się wydaje w danym momencie nie do końca dla nas. Ta decyzja w danym momencie jest na pewno najlepsza, jaką mogłyśmy podjąć. I tak było, że Metropolitan wróciła, kontakty się nie zerwały, więc wszystko jest tak, jak miało być.

Nie zamknęłaś, trzaskając drzwiami.
- No właśnie, nie palę mostów, tak się staram.

Dużo śpiewasz w tej chwili?
- Czy dużo? Generalnie śpiewam cały czas, bo ćwiczę, przygotowuję nowe role. Jest to sezon obfity w nowe role, takie moje wymarzone belcantowe. Także pracy jest dużo również takiej, żeby się przygotować. Jest to sezon trochę spokojniejszy i też spokojniejszy w podróżach, bo tak jak wspominałam, chciałabym się bardziej skupić na Polsce. Podróżowanie nie jest takie przyjemne, jak mogłoby się wydawać, bo ja, trzeba to podkreślić, ja nie podróżuję turystycznie.

I nie podróżujesz sama, najczęściej z psami.

- Jak mogę to z psami, ale właśnie w Polsce mogę z psami, a za granicą już nie, więc trochę sobie zamykają furtkę do mnie (śmiech). Oczywiście żartuję, ale tak naprawdę w ten zawód jest wpisane dużo samotności, dużo takiej samodyscypliny, trochę takiego rodzaju zakonnego życia, do którego ja się przyzwyczaiłam przez te lata, ale gdzieś tam do mnie dotarło, że nie warto aż tak poświęcać się dla zawodu, jakiegokolwiek, nawet tak pięknego, jak bycie artystą, śpiewakiem. Uzmysłowiłam sobie, że można to robić w innym wymiarze i trochę staram się teraz odnaleźć w takiej innej rzeczywistości.

Trochę o tej rzeczywistości możesz nam powiedzieć?
- To znaczy, to jest trochę więcej o miłości do samej siebie i do życia, co za tym idzie. Cieszę się z tego, co jest tu i teraz, tak jak mówiłam, cieszę się z naszej kawy w Radiu PiK, w tej chwili z bycia w Bydgoszczy. Cieszę się z pięknego dnia i spacerów nad Brdą, a przy okazji kreowaniu roli Gildy na deskach Opery Nova. Oprócz tego jestem wielką pasjonatką koni, studiuję w tej chwili fizjoterapię koni i pasjonuję się behawiorystyką. Nie rezygnuję z niczego już na poczet śpiewania. Poza tym uważam, że to jest bardzo cenne, bo jeżeli chcemy być prawdziwymi artystami na scenie, to musimy mieć prawdziwe, bogate życie poza sceną. To wszystko, co tam wnosimy, musimy czerpać z własnych doświadczeń i to nie może być tylko wyobrażenie, trzeba coś przeżyć, więc ja teraz staram się przeżywać życie.

Aleksandra Olczyk w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/arch. PR PiK
Aleksandra Olczyk w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/arch. PR PiK

A kiedy to zrozumiałaś, że właśnie tak trzeba żyć?
- Myślę, że ja zawsze to rozumiałam. Wielokrotnie podczas mojej jedenastoletniej podróży w świat, trochę wszystko działo się tak spontanicznie, bo to nie był Plan A, że ja chcę wylądować w tych miejscach, w których byłam. To się tak zadziało, natomiast gdzieś tam kłóciło się to z moją naturą. Ja wiele razy mówiłam, to jest piękne, ale ja już więcej tak nie chcę i myślę, że to jest wspaniały moment, kiedy byłam w tych wszystkich miejscach i mogę sama podjąć jakąś świadomą decyzję, bo mógłby być to jakiś przykład dla młodszych kolegów, albo niekoniecznie młodszych, czy w ogóle dla ludzi, żeby tak przystanąć i mieć jakąś refleksję: „Ta dziewczyna faktycznie świadomie zdecydowała, że ta droga nie jest atrakcyjna”. Gdybym zrezygnowała wcześniej, to ktoś mógłby złośliwie powiedzieć, że mi się nie udało. A ja teraz mogę, tak może zabrzmi to butnie, ale mogę powiedzieć, udało mi się i bardzo dziękuję. Jestem ogromnie wdzięczna, ale świadomie wybieram trochę inaczej.

A coś straciłaś przez to podążanie za muzyką przez jakiś czas?
- Nie chcę myśleć w ten sposób, że coś straciłam. Jestem wdzięczna za wspaniałe lata. W ogóle zwiedziłam kawał świata, poznałam fantastycznych ludzi, ich tradycje, obyczaje. Nigdy w życiu nie zapomnę podróży do Afryki, do RPA, to są chwile, których też bym na nic nie zamieniła. To był taki etap w życiu po prostu i on był potrzebny, cenny.

A teraz możesz sobie wybierać, jeśli chodzi o sceny w Polsce?
- No tak, dzięki bogu tak się wszystko składa, że mogę sobie wybierać też i nie tylko w Polsce, dlatego chętnie z tego korzystam.

Twoją przystanią mimo wszystko jest Polska?
- Myślę, że tak. Nie chcę mówić na 100%. Nie chcę też radykalnie czegoś tutaj opowiadać, bo nie wiem jak będzie.

Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa.
- Po prostu to, co powiedziałam, chcę czuć, że żyję i tak to sobie wszystko zorganizować, żeby mieć miejsce na pasje, na relacje, na to całe piękne życie, obok tego, że chcę brać i dawać ludziom radość poprzez śpiew.

Jak się wraca do starego teatru, swojego teatru, w którym się rozpoczynało?
- Ja w ogóle mam wrażenie, że nic się nie zmieniło, wszyscy są tacy sami. Wracam tutaj jako Ola, „nasza Ola”, tak mnie nazywają. To jest bardzo miłe.

Nie przeszkadza Ci to.
- Ależ, mnie to bardzo cieszy i to jest taka ulga, bo nie ma pani Aleksandry, nie wiem, czy kiedyś się będę czuła panią Aleksandrą. Jak ktoś mnie nazywa naszą Olą, to ja się czuję jak w domu i tutaj tak właśnie się czuję. Jak atmosfera jest miła, to się chce śpiewać.

Dyrektor musiał mocno zabiegać o to, żebyś znalazła w swoim kalendarzu, jednak mocno rozpisanym czas?

- Nie nazwałabym tego zabieganiem. Myślę, że w życiu w ogóle nie ma rzeczy niemożliwych. Czasami jest za mało chcenia, a tutaj z obu stron myśmy chcieli, więc po prostu to się udało.

Jak tak patrzysz, bo przecież występowałaś na różnych scenach, czy nasze sceny odbiegają mocno od scen światowych?
- Nie, w ogóle nigdy w życiu nie myślałam w ten sposób. Ja jestem bardzo dumna z polskich scen, z tego jak to wygląda. Bydgoska opera jest w ogóle fenomenalna, jest imponująca, pięknie położona, świetnie zorganizowana. Nigdy nie miałam żadnych problemów z zapleczem, czy technicznym czy organizacją biura. Gdyby było inaczej, to bym po prostu minęła ten temat teraz w wywiadzie, a chętnie o tym mówię, bo warto to podkreślić. No wiele razy też w świecie były problemy, z którymi w Polsce nigdy nie miałam do czynienia. Więc myślę, że mamy się czym chwalić.

W którym momencie wiedziałaś, że jednak będziesz rozpościerać skrzydła i pofruniesz.

- Nigdy tego nie wiedziałam. Nagle po prostu zorientowałam się, że lecę.

Potrafisz walczyć o swoje?
- Na pewno tak. Tego trzeba się nauczyć w tym zawodzie, tak myślę. Trochę, dużo pokory, ale też trochę takiej pewności siebie i tego celu na świeczniku. I to nie mówię o celu pod tytułem jakiś teatr, czy rola, ale takiego celu właśnie, żeby o siebie zawalczyć.

Zdarzało Ci się występować w takich produkcjach, w których wiedziałaś, że to będzie jednorazowy występ, bo coś tam „nie styknęło” po prostu?

- Jako „Królowa nocy” miałam często takie wyzwania, jak praca na wysokościach, w dziwnych przebraniach, lub dziwna charakteryzacja. Pamiętam taką sytuację w Berlinie. Amerykański reżyser kazał mi dosłownie latać. Były zabezpieczenia oczywiście, ale wrażenie tego, że nie mam pod stopami żadnego podłoża i frunę z pod samego sufitu, było okropne. Ja zeszłam niemal sparaliżowana. Powiedziałam im w zupełnym szoku, że bardzo dziękuję i jadę do domu. To było wszystko co z siebie wydusiłam, bo byłam przerażona, ale ubłagali mnie o przyjście na wieczorną próbę. Śpiewałam wtedy razem z Rene Pape, więc nazwisko wielkie. Byliśmy tymi postaciami, którym pozwolono chodzić po ziemi i po prostu śpiewać. Poprosili nas żebyśmy jednak nie wyjeżdżali, zostali, więc co chce powiedzieć przez to, że w każdym miejscu też są ludzie i zawsze można się jakoś dogadać.

Ile już za tobą „Królowych Nocy”?
- Nigdy tego nie liczyłam. Ja podziwiam wszystkich kolegów i koleżanki, bo przecież wszyscy mówią to mój setny, czy tysięczny spektakl. Nie mam pojęcia. Były takie lata, że śpiewałam czasami nawet po dwa razy dziennie, albo był taki tydzień, że śpiewałam codziennie w innym kraju. To jest nieprawdopodobne, bo ja nie miałam kiedy spać. Musiałam jakimiś autobusami, prywatnymi taksówkami przemieszczać się na lotniska i dotrzeć z Madrytu do Londynu, a to jest nie do opisania tempo życia. Natomiast tych królowych było ogromnie dużo.

Aleksandra Olczyk. Fot. nadesłane
Aleksandra Olczyk. Fot. nadesłane
Gdybyś nie była śpiewaczką to kim byś
- Pomysłów, pasji jest wiele i mam wrażenie, że te pomysły wpadają do mojej głowy. Każdy jeden jest świetny w mojej opinii. Także to są i gałęzie literackie i związane z naturą i z przyrodą, z psychologią i z medycyną jest tego mnóstwo.

Fizjoterapia koni to też taki trochę plan B, czy po prostu odskocznia?

- No tak, ja kocham konie, tak jak już wspominałam, bardzo się tym interesuje. Chciałabym mieć jak największą wiedzę. Każdy myśli konie, to od razu jazda konno. Dla mnie ta jazda jest na szarym końcu. Najpierw jest relacja z końmi w naturze, ich język, inspiracja ludzi do tego, żeby wejść w to trochę głębiej. Myślę, że to zdobywanie wiedzy, jeżeli nawet nie skorzystam z tego profesjonalnie, to chciałabym być w stanie odpowiadać na pytania, które być może dzisiaj są bez odpowiedzi, bo nie mam dość tej wiedzy.

Zobacz także

Adam Sztaba

Adam Sztaba

Marzena Matowska

Marzena Matowska

Wojciech Zieliński

Wojciech Zieliński

Mariusz Smolij

Mariusz Smolij

Maciej Niesiołowski

Maciej Niesiołowski

Taki był rok 2025

Taki był rok 2025

Sebastian Gonciarz

Sebastian Gonciarz

Andrzej Jagodziński

Andrzej Jagodziński

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę