Profesor Bartłomiej Wezner

2025-09-04
Profesor Bartłomiej Wezner w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Profesor Bartłomiej Wezner w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Bartłomiej Wezner

Dziekan Wydziału Instrumentalnego Akademii Muzycznej, pianista, solista, pianista kameralista, pedagog, prezes Fundacji imienia Piotra Orawskiego, dyrektor festiwalu „Muzyka w willi Blumwego”, do niedawna szef wydawnictwa akademickiego Sagittaria.

„...może powinienem być aktorem, a nie muzykiem. To jest zawsze duża odpowiedzialność i niezależnie, czy grasz w jakiejś konstelacji kameralnej, czy grasz jako solista, to jest trochę nieprzewidywalne, kiedy się pojawi ten stres. Czasami to jest związane z warunkami (...) można być bohaterem w ćwiczeniu, ale dopiero jak się wychodzi na scenę i trzeba to skonfrontować z orkiestrą, która jest też specyficznym tworem, bo pewne rzeczy sobie możemy inaczej wyobrażać, to może zestresować. Nie ufam nawet muzykom, którzy mówią, że się nie stresują, bo chyba to nawet byłoby nie fair. W grę wchodzi nasza prywatna reputacja jako wykonawcy no i przede wszystkim ktoś zapłacił za to, żeby nas posłuchać, więc zasługuje na to, żeby dostać produkt naprawdę na wysokim poziomie. Jak to nas przestanie stresować, to chyba nie ma po co grać...”

Piątek, 5 września 2025 o godz. 20:05
Czy wszystkie funkcje wymieniłam?
- Nie wiem, po trzeciej się wyłączyłem, ale jeszcze prywatnie ojciec dwójki dzieci i miłośnik literatury.

Czyli człowiek orkiestra. W piątek solista koncertu „Filharmonia pod gwiazdami”, cyklicznego koncertu w plenerze przed Filharmonią Pomorską. Dobrze się gra w plenerze?
- Fatalnie (śmiech). Nie bez powodu tak się katujemy. Nie będę tu się użalał nad sobą, ale myślę, że nie każdy superbohater nosi pelerynę. Dla mnie wszyscy muzycy Filharmonii Pomorskiej zasługują na medal, zważywszy na pogodę. Przy tej wilgotności, przy takim wilgotnym wieczorze, mam jedynie nadzieję, że słuchało się koncertu przyjemnie, ale ten pobyt na scenie to taka dość wyczerpująca sytuacja.

Profesor Bartłomiej Wezner w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Profesor Bartłomiej Wezner w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Co jest takiego niekomfortowego w grze w plenerze dla muzyka klasycznego?
- Nie sądzę, żeby jakikolwiek muzyk powiedział, że uwielbia grać w plenerze.

Oj, chyba się mylisz.
- No dobrze, może nie doceniam i są też jakieś ukryte uroki plenerów. My gramy taki program jak w piątek, czyli stricte klasyczny bez odsłuchów. On jest nagłośniony, ale my jakby usiłujemy grać akustycznie na scenie, co właściwie trochę jest skazane na niepowodzenie, bo ten dźwięk się nienaturalnie rozchodzi. Sala koncertowa ma to do siebie, że te naturalne wyznaczniki: ściany, sufit to wszystko ten dźwięk w pewnym momencie wzmacnia, odbija i to wraca do nas. Dzięki temu, tak naprawdę może nastąpić jakakolwiek komunikacja, jakaś reakcja. W takich warunkach jak w piątek właściwie polega się bardzo na dyrygencie, na jakiejś intuicji, na autopilocie można by powiedzieć. A jak do tego jeszcze dochodzi właśnie taka wysoka wilgotność, kapiąca woda, bo przecież byliśmy po południowej małej ulewie, to zaczyna się grać dość niefajnie. Proszę sobie wyobrazić instrumenty dęte, gdzie to wszystko, jakby w tej wilgotności nie zawsze musi zadziałać, tak jak powinno fabrycznie i właściwie nie ma czasu, żeby to skorygować. Mój błąd polegał na tym, że mimo, że sobie przetarłem przed samym koncertem klawiaturę, to mimo wszystko te pół godziny, które minęło do momentu, kiedy usiadłem do instrumentu, okazało się, że cała ta klawiatura się po prostu zrosiła. Już po dwóch pierwszych akordach wiedziałem, że tam będzie troszkę jazda na ABS-ie. Zdradzę, że czułem pod palcami wodę. Tak więc, takie są uroki trochę tego grania w plenerze, ale mam nadzieję, że dla publiczności to były rzeczy zupełnie niezauważalne i nierozpraszające. Myślę, że nikt tam siedzący na trawie nie odczuwał żadnych jakiś swoich niewygód, bo staraliśmy się grać dla państwa przepięknie.

Koncert warszawski Addinsela, utwór znany, chociaż chyba nie wszyscy wiedzą, że to jest utwór napisany do filmu.
- Tak, znałem legendę tego utworu. Sam koncert, to było zamówienie, Filharmonii, która mnie poprosiła o wykonanie. Ja oczywiście, jak każdy szanujący się muzyk koncertowy, najpierw powiedziałem, że zagram, a potem zacząłem sprawdzać, co to jest. Wiedziałem, znałem legendę, bo to rzeczywiście jest taki utwór w stylu można by powiedzieć kompozycji Rachmaninowa, ale który też chyba podłożył trochę podwaliny pod rozwój w ogóle muzyki filmowej. To jest bardzo urokliwa, troszkę sentymentalna, ale też taka mocna emocjonalnie muzyka. Świetnie się to gra, chociaż to jest tak napisane na fortepian, momentami mało poręcznie. Nie wiem dokładnie, czy Addinsel był pianistą, nie dotarłem do takich zapisków. Pewne rzeczy w koncercie mogłyby być troszkę wygodniej napisane, ale to nie zmienia uroku tego utworu. Natomiast rzeczywiście ta muzyka chyba wyprzedziła w film, który udało mi się w jakiś archiwach znaleźć i pooglądać. To jest bardzo stary film, z 1941 roku o romantyczno melancholijnej tematyce z jednej strony, miłej dla serca Polaka, a z drugiej taki troszkę schematyczny, choć chyba takie było kino 90 lat temu. Dla mnie najtrudniejszym elementem do przebrnięcia, oglądając ten film, było patrzenie na głównego aktora, który udaje, że jest pianistą i gra jakieś karkołomne pasaże, paląc papierosa i właściwie nie ruszając tułowiem. Niebywałe. Biorąc pod uwagę, jak teraz się dba o takie szczegóły, zatrudnia się konsultantów, którzy pilnują, żeby każdy gest miał cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, to tutaj ewidentnie aktor bazował na swoim uroku osobistym, na kwestiach, które miał do wypowiedzenia. Oglądając cierpiałem, bo to nie przypominało zachowań naturalnych dla pianisty. Ta muzyka jest rzeczywiście cały czas w filmie, te tematy są przypisane do konkretnych osób. W czołówce jeszcze jest gdzieś taki zabieg, że pojawia się hymn narodowy. Mazurek Dąbrowskiego jest wpleciony, a w koncercie już tego nie ma. W fabule prawdopodobnie chodzi o bitwę o Anglię, chociaż tam czasami historycznie ta ciągłość też jest tak na słowo honoru. Zakładam, że chodzi o to. Te sceny lotnicze, bo nasz pianista jest też znakomitym lotnikiem, wybitnym i jego własna eskadra, wiedząc jakim jest geniuszem muzycznym zastanawia się jak uwolnić go z tej odpowiedzialności za wojnę i wysyła go na taką fikcyjną misję do Rumunii. On stamtąd wyjeżdża do Ameryki, ale jak się zaczyna formować eskadra w Londynie, to jednak zostawia karierę pianisty i leci walczyć i bronić Anglików.

Profesor Bartłomiej Wezner w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Profesor Bartłomiej Wezner w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Sam koncert jest dość często grywany i chyba dobrze, że będziesz miał go w swoim repertuarze.
- Tak, ja w ogóle myślę, żeby go trochę przerobić, zaaranżować, żeby być samowystarczalnym, bo tam można się obyć bez orkiestry. To nie ma może wtedy takiego rozmachu, ale krótko mówiąc, chciałbym to włączyć do solowego repertuaru i nie czekać, aż kolejna orkiestra się odezwie, żeby chcieć to zagrać ze mną, tylko żeby móc to grać trochę w innej konwencji. On ma na pewno dużo bardzo takich poruszających fragmentów i tu orkiestra pomaga. Wiele osób potem mówiło, że były ciary, dreszcze, bo coś jest w tej muzyce, może dla niektórych jest za bardzo patetyczna, ale taka chyba miała być do tego filmu i myślę, że dobrze się na pewno tego słucha.

Czyli nie żałujesz?
- Nie, absolutnie. Dla mnie to było super granie z muzykami orkiestry Filharmonii Pomorskiej. Gdzie się nie oglądałem, do którego pulpitu, to sami znajomi, albo byli studenci.

Pierwszy raz grałeś z orkiestrą Filharmonii Pomorskiej?
- Pod taką oficjalną nazwą wydaje mi się, że to mógł być pierwszy raz. Na pewno grywałem z Capellą Bydgostiensis. Ale z orkiestrą symfoniczną oficjalnie jako solista po raz pierwszy.

Wiele ciepłych słów powiedział Maciej Tworek, dyrygent o Tobie, a był wtedy po pierwszej próbie.
- Ale to bardzo miłe, a ja właściwie mógłbym to odwzajemnić, bo byłem świetnie nastawiony do tej współpracy, zanim go poznałem. W ogóle zrobił już świetne wrażenie, prowadząc kilka miesięcy temu „Credo” Pendereckiego. A w tym koncercie śpiewała moja córka w chórze „Rubinki” i była oczarowana. Przed naszą pierwszą próbą mieliśmy dosłownie 10 minut, żeby sobie ten koncert przegadać. Ja siadam do fortepianu, zaczęliśmy grać, zaczęliśmy śpiewać partię orkiestry, bo Maciej dyrygował na sucho. Dośpiewaliśmy do końca i właściwie już było wiadomo, że będzie fajnie, więc dla mnie to bardzo wspaniały muzyk. Bardzo się cieszę, że miałem okazję go poznać i z nim wystąpić.

Publiczność bardzo pięknie dopisała. To też jest zupełnie inny odbiór i też inne granie dla Ciebie, bo dla takiej dużej publiczności często się inaczej gra.

- Ale w ogóle taka świadomość, że to taki prawie masowy koncert, bo nawet nasza sala Filharmonii ma skończoną ilość miejsc, a tutaj rzeczywiście gdzie się nie sięgnęło wzrokiem, po horyzont głowy ludzkie, więc to taka super dodatkowa adrenalina do grania.

Profesor Bartłomiej Wezner w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Profesor Bartłomiej Wezner w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK

Czy Ty jeszcze się stresujesz jak występujesz, bo wyglądasz na takiego luzaka.
- Naprawdę? Może powinienem być aktorem, a nie muzykiem. To jest zawsze duża odpowiedzialność i niezależnie, czy grasz w jakiejś konstelacji kameralnej, czy grasz jako solista, to jest trochę nieprzewidywalne, kiedy się pojawi ten stres. Czasami to jest związane z warunkami. Dwa tygodnie temu grałem recital w Toruniu ze znakomitą skrzypaczką, laureatką konkursu Lipińskiego i ona sobie wymyśliła wymagający program, choć wiadomo było, że zagramy to po jednej próbie. Mam wrażenie, że przed tą właśnie pierwszą próbą byłem tak koszmarnie spięty, przewidując wszystkie najgorsze warianty. Z reguły później koncert po takiej eksplozji nerwów i stresów wychodzi bardzo dobrze. Tutaj w Bydgoszczy, też najbardziej się stresowałem pierwszą próbą, tym pierwszym kontaktem. Co prawda to śpiewanie koncertu, dobrze mi zrobiło, ale ten pierwszy moment, takie zetknięcie z nową materią, to wszystko może się potem odbić. Można być bohaterem w ćwiczeniu, ale dopiero jak się wychodzi na scenę i trzeba to skonfrontować z orkiestrą, która jest też specyficznym tworem, bo pewne rzeczy sobie możemy inaczej wyobrażać, to może zestresować. Nie ufam nawet muzykom, którzy mówią, że się nie stresują, bo chyba to nawet byłoby nie fair. W grę wchodzi nasza prywatna reputacja jako wykonawcy no i przede wszystkim ktoś zapłacił za to, żeby nas posłuchać, więc zasługuje na to, żeby dostać produkt naprawdę na wysokim poziomie. Jak to nas przestanie stresować, to chyba nie ma po co grać.

Zobacz także

prof. Paweł Rajewski

prof. Paweł Rajewski

Aga Derlak

Aga Derlak

Mieczysław Szcześniak

Mieczysław Szcześniak

Anna Ruttar

Anna Ruttar

Anna Hnatowicz

Anna Hnatowicz

Cezariusz Gadzina

Cezariusz Gadzina

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę